„Niemiec?” powtórzył zamyślony. „A gdzie dorastałeś?”
„Tu i tam”. Starałam się mówić neutralnym tonem, ale ręce zaczęły mi się lekko trząść. „Mój ojciec często się przeprowadzał z powodu pracy”.
To nie było do końca kłamstwo. Często się przeprowadzaliśmy, choć nie z powodów zawodowych – bardziej jak ucieczka przed wierzycielami i długami hazardowymi mojego ojca. Ale niektóre wspomnienia lepiej było zostawić w spokoju.
Tego popołudnia, podczas gdy Terrence spał, w końcu rozpakowałem trzy kartonowe pudła, które Harlo niechętnie pozwolił mi zabrać z domu. Większość z nich stanowiły przedmioty praktyczne: ubrania, kilka książek i moje pudełko na biżuterię.
Ale na dnie ostatniego pudełka, owinięte w bibułkę, znajdowało się coś, o czym niemal zapomniałam, że wciąż je mam.
Moje stare albumy ze zdjęciami.
Spakowałam je bez zastanowienia, prawdopodobnie dlatego, że leżały na mojej szafce nocnej. Przeglądałam je podczas tych pierwszych samotnych nocy po pogrzebie Dantego, kiedy w domu było zbyt cicho, a wiatr z Ohio za głośny.
Teraz, siedząc w eleganckim fotelu przy oknie mojej sypialni, drżącymi palcami rozpakowałem je.
Pierwszy album pochodził z mojego małżeństwa z Dantem. Nasze zdjęcia ślubne w kościele w małym miasteczku, zdjęcia małej Harlo w łóżeczku, rodzinne wakacje nad jeziorem Erie i tanie motele przy autostradzie międzystanowej 70 – całe życie starannie pielęgnowanych, pełnych szacunku wspomnień.
Odłożyłam ją na bok i sięgnęłam po starszą, na którą już rzadko patrzyłam.
Okładka była z wyblakłej niebieskiej skóry, popękanej na rogach. W środku znajdowały się zdjęcia z mojego życia sprzed Dantego. Przed ślubem, macierzyństwem i starannym, kontrolowanym życiem, które zbudowałam sobie w naszym małym miasteczku na Środkowym Zachodzie.
Pierwsze kilka stron było całkiem niewinne. Uroczystość ukończenia szkoły średniej w sali gimnastycznej pachnącej pastą do podłóg i popcornem, moje koleżanki ze szkoły pielęgniarskiej w białych butach, moi rodzice wyglądający młodo i pełni nadziei przed naszym malutkim, nowym domkiem.
Ale im więcej przewracałem stron, tym szybciej zaczynałem oddychać.
Na stronie dwunastej znajdowało się zdjęcie, które sprawiło, że świat stanął na głowie.
Na zdjęciu miałam dwadzieścia lat i ubrałam żółtą sukienkę letnią, którą sama uszyłam na używanej maszynie Singer. Miałam długie i ciemne włosy, związane wstążką. Śmiałam się z czegoś, co powiedział fotograf, odrzucając głowę do tyłu z czystą radością.
Obok mnie, obejmując mnie w talii i mając na twarzy uśmiech, który mógł roztapiać serca, stał młody mężczyzna o ciemnych włosach i przenikliwych niebieskich oczach.
Terry Hawthorne.
Moja ręka trzęsła się tak mocno, że prawie upuściłem album.
Terry, nie Terrence.
Terry, która kochała jazz, lody czekoladowe i to, jak wyglądałam w tej żółtej sukience. Terry, która zabierała mnie na letnie koncerty na trawniku przed sądem, która marzyła o wieżowcach i telegrafach giełdowych, gdy dzieliliśmy się frytkami w tłustych knajpach.
Terry, który obiecał mi ślub, jak tylko dorobi się majątku.
Terry, który pożegnał mnie pocałunkiem na peronie kolejowym czterdzieści osiem lat temu i nigdy nie wrócił.
Wpatrywałem się w fotografię, aż mnie oczy piekły, próbując pogodzić młodego mężczyznę na zdjęciu z tym srebrnowłosym mężczyzną na wózku inwalidzkim na dole.
Rysy twarzy były takie same — arystokratyczne kości policzkowe, mocna szczęka i oczy, które zdawały się przenikać duszę.
Ale Terry był ciepły, pełen pasji, pełen marzeń i szalonych planów na naszą wspólną przyszłość. Ten Terrence Hawthorne był zimny, opanowany i gorzki.
Co się stało, że jedno przekształciło się w drugie?
Drżącymi palcami przewróciłam stronę i znalazłam więcej zdjęć.
Terry i ja na festynie powiatowym, dzieliliśmy się watą cukrową, a wokół nas wirowały neony. Terry uczył mnie tańczyć w moim malutkim mieszkaniu nad sklepem z narzędziami, podczas gdy mój starszy sąsiad walił miotłą w sufit. Terry i ja siedzieliśmy nad jeziorem na skraju miasta, z głową na jego ramieniu, oboje wyglądaliśmy, jakbyśmy wierzyli, że miłość może pokonać wszystko.
Ostatnie zdjęcie z serii zostało zrobione rano, w dniu jego wyjazdu.
Staliśmy na peronie na małej stacji Amtrak, a jego walizka leżała u jego stóp. Płakałam. Teraz przypomniałam sobie ten dzień z bolesną ostrością. Obejmował moją twarz dłońmi, obiecując, że wróci za dwa lata, wystarczająco bogaty, by dać mi wszystko, na co zasługuję.
„Zamierzam coś osiągnąć, Hilda” – powiedział głosem nabrzmiałym od emocji. „Zbuduję imperium, a potem wrócę po ciebie. Poczekasz na mnie?”
I obiecałam, że tak zrobię. Boże, dopomóż, naprawdę tak myślałam.
Ale dwa lata zamieniły się w trzy, potem w cztery. Jego listy stały się sporadyczne, a potem zupełnie ucichły. Słyszałam plotki, że zrobił karierę w nieruchomościach, ale wtedy poznałam Dantego – słodkiego, stałego Dantego, który kochał mnie bezwarunkowo, który nie musiał podbijać świata, żeby udowodnić swoją wartość.
Poślubiłam Dantego sześć miesięcy przed tym, jak Terry — Terrence — w końcu dał mi znać, że wraca do domu.
List wciąż tam był, schowany za ostatnim zdjęciem. Wyciągnąłem go drżącymi palcami, choć znałem każde słowo na pamięć.
„Moja najdroższa Hildo” – zaczynał się jego pogrubionym pismem. „Zrobiłem to. Wszystko, co ci obiecałem, i jeszcze więcej. Wracam do domu w przyszłym miesiącu i wtedy w końcu będziemy mogli rozpocząć wspólne życie. Kupiłem dom – nasz dom – i nie mogę się doczekać, aż przeniosę cię przez próg jako moją żonę. Cała moja miłość, wszystkie moje marzenia, wszystkie moje jutra należą do ciebie. Na zawsze twój, Terry”.
List został datowany na trzy tygodnie przed moim ślubem z Dantem.
Przycisnęłam list do piersi i poczułam, jak łzy spływają mi po twarzy.
Przez te wszystkie lata wmawiałem sobie, że Terry o mnie zapomniał – że jego obietnice były pustymi słowami młodego człowieka upojonego własnymi ambicjami. Ale dotrzymał słowa. Wrócił po mnie.
Po prostu należałam już do kogoś innego.
Ciche pukanie do drzwi sprawiło, że podskoczyłem.
Szybko wsunęłam album i list pod poduszkę i otarłam oczy.
“Proszę wejść.”
Patricia weszła z zaniepokojonym wyrazem twarzy.
„Pani Thompson, pan Hawthorne panią woła. Wydaje się… zdenerwowany.”
Wygładziłam włosy i poszłam za Patricią na dół, czując, jak serce wali mi w piersiach.
Czy mógł pamiętać? Czy dlatego tak uważnie mi się przyglądał?
Zastałem Terrence’a w gabinecie, wpatrującego się przez wysokie okna w ogrody. W pokoju unosił się delikatny zapach skóry i starych książek. Kiedy usłyszał moje kroki, obrócił wózek inwalidzki, a ja dostrzegłem coś innego w jego wyrazie twarzy.
Nie ta zimna kontrola, do której się przyzwyczaiłem, ale coś surowego. Bardziej wrażliwego.
„Hildo” – powiedział cicho – „muszę cię o coś zapytać i chcę, żebyś powiedziała mi prawdę”.
Założyłam dłonie przed sobą, żeby ukryć ich drżenie.
„Oczywiście, panie Hawthorne.”
„Byłeś kiedyś w Milbrook?” – zapytał. „To małe miasteczko jakieś dwie godziny drogi na północ stąd”.
Zaparło mi dech w piersiach.
Milbrook to miejsce, w którym dorastałem. Tam poznałem Terry’ego. Tam po raz pierwszy się zakochałem, w cieniu wyblakłej wieży ciśnień i pojedynczej sygnalizacji świetlnej w centrum miasta.
„Ja… nie jestem pewna” – skłamałam. Ale mój głos mnie zdradził.
Terrence przyglądał się mojej twarzy swoimi przenikliwymi, niebieskimi oczami.
„Była tam jadłodajnia” – powiedział powoli. „Murphy’s, chyba się nazywała. I małe jeziorko, gdzie młodzież chodziła w niedzielne popołudnia”.
Poczułem, jak tracę kolory na twarzy.
Murphy’s Diner, gdzie Terry postawił mi wiśniową colę i opowiadał dowcipy, które rozśmieszały mnie do łez. Jezioro, gdzie pierwszy raz mnie pocałował pod baldachimem gwiazd, świerszcze i odległy szum autostrady wokół nas.
„Panie Hawthorne, chyba mnie pan z kimś myli” – zdołałem wykrztusić. Ale nawet kiedy to mówiłem, widziałem w jego oczach, że wcale nie był zdezorientowany.
Maska zimnej kontroli zaczęła się zsuwać, odsłaniając mężczyznę, którego kiedyś kochałam każdą cząstką swojego jestestwa.
„Być może” – powiedział cicho, ale jego wzrok nie spuszczał mnie z oczu. „Być może tak”.
Gdy się odwracałem, żeby odejść, usłyszałem jego szept, który niemal sprawił, że ugięły się pode mną kolana.
„Żółta sukienka” – mruknął. „Zawsze pięknie wyglądałaś w żółtym”.
Tej nocy nie spałem.
Za każdym razem, gdy zamykałem oczy, widziałem na tych fotografiach młodą twarz Terry’ego. Słyszałem jego głos obiecujący, że po mnie wróci. A na dole mężczyzna, którym się stał, prawdopodobnie też leżał bezsennie, składając w całość te same wspomnienia, które rozdzierały mi serce.
Rano podjąłem decyzję.
Nie mogłem dłużej udawać. Ta farsa zżerała mnie żywcem i było jasne, że Terrence – Terry – z każdym dniem przypominał sobie coraz więcej.
Lepiej spojrzeć prawdzie w oczy, niż pozwolić jej powoli nas oboje zniszczyć.
Znalazłem go w oranżerii, czytającego poranną gazetę. Promienie słońca wpadające przez szklane ściany uwydatniły siwiznę jego włosów i przez chwilę widziałem nałożone na siebie dwie jego wersje – młodego człowieka pełnego marzeń i odnoszącego sukcesy, samotnego mężczyznę, którym się stał.
„Dzień dobry, panie Hawthorne” – powiedziałem, stawiając mu kawę dokładnie tam, gdzie lubił. Moje ręce były zaskakująco pewne. „Hildo”.
Podniósł wzrok znad gazety, a ja dostrzegłam wyczerpanie w jego niebieskich oczach.
„Dobrze spałeś?”
„Nie” – odpowiedziałem szczerze. „A ty?”
Cień uśmiechu przemknął po jego ustach.
„Nie. Ciągle myślałam o żółtych sukienkach i wiśniowej coli w Murphy’s Diner.”
Zaparło mi dech w piersiach.
Nie było już sensu zaprzeczać.
„Wiśniowa cola była za słodka” – powiedziałam cicho. „Zawsze mówiłeś, żebym wzięła waniliową, ale byłam uparta”.
Terrence zamknął oczy, a gdy je otworzył, były w nich łzy.
„Hildo Marie Brennan” – powiedział cicho. „Nosiłaś medalion po babci i miałaś bliznę na lewym kolanie po upadku z roweru, gdy miałaś osiem lat”.
Automatycznie dotknęłam gardła, w miejscu, gdzie kiedyś spoczywał medalion.
„Dałeś mi pierścionek” – wyszeptałam. „Małą srebrną obrączkę z obietnicą, że pewnego dnia zastąpisz ją diamentami”.
„Wciąż to mam” – powiedział. Jego głos był ledwie szeptem. „Noszę to ze sobą od czterdziestu ośmiu lat”.
Spojrzeliśmy na siebie przez dzielącą nas przestrzeń. Nie tylko przez te kilka kroków między jego wózkiem a miejscem, w którym stałam, ale przez dekady różnych żyć, różnych wyborów, różnych rodzajów miłości.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś, kim jesteś?” zapytał.
Opadłam na krzesło naprzeciwko niego i nagle poczułam wszystkie swoje sześćdziesiąt osiem lat.
„Bo się bałam” – powiedziałam. „Bo już nie jestem tą dziewczyną, którą pamiętasz. Bo…” Wzięłam drżący oddech. „Bo ty też nie jesteś tym chłopcem, którego pamiętam”.
Terrence powoli skinął głową.
„Kiedy wróciłem i dowiedziałem się, że wyszłaś za mąż za Dantego Thompsona, chciałem cię znienawidzić” – przyznał. „Powiedziałem sobie, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochałaś – że po prostu czekałaś na kogoś lepszego”.
„To nieprawda.”
Słowa zabrzmiały z większą siłą, niż zamierzałem.
„Czekałam, Terry. Czekałam, aż nie mogłam już dłużej czekać. Twoje listy przestały przychodzić i pomyślałam…” Otarłam łzę. „Myślałam, że o mnie zapomniałeś”.
„Nigdy nie przestałem pisać” – powiedział cicho. „Ale moi partnerzy biznesowi przekonali mnie, że dziewczyna z małego miasteczka będzie mnie powstrzymywać. Przechwytywali moje listy i mówili, że się przeprowadziłeś. Zanim zdałem sobie sprawę, co zrobili, byłeś już żonaty”.
Okrucieństwo tego zdarzenia było dla mnie jak fizyczny cios.
Wszystkie te lata zwątpienia, uczucia porzucenia, podczas gdy Terry przez cały czas próbował się ze mną skontaktować.
„Zatrudniłem prywatnego detektywa, żeby cię śledził” – kontynuował Terrence. „Wiem, że to brzmi okropnie, ale musiałem wiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Wiedziałem, kiedy urodził się Harlo, kiedy przeprowadziłeś się do domu na Maple Street, kiedy Dante awansował w banku. Wiedziałem nawet, kiedy zachorował”.
Spojrzałam na niego zszokowana.
„Obserwujesz mnie od czterdziestu ośmiu lat” – powiedziałem powoli. „Z daleka”.
„Nigdy się nie wtrącałem. Nigdy nie próbowałem się z tobą skontaktować. Po prostu…” Spojrzał na swoje dłonie. „Musiałem wiedzieć, że wszystko u ciebie w porządku”.
Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął małe aksamitne pudełeczko.
„I wciąż miałem nadzieję, że pewnego dnia, w jakiś sposób, los pozwoli mi cię odzyskać.”
Drżącymi rękami otworzył pudełko, ukazując srebrny pierścionek, który dał mi tyle lat temu. Ten, który oddałam mu ze łzami w oczach dzień przed ślubem, nie mogąc znieść noszenia przysięgi innego mężczyzny, jednocześnie oddając życie Dantemu.
„Zatrzymałeś je” – wyszeptałem.
„Zachowałem wszystko. Każde zdjęcie, każdy list, który do mnie napisałeś, każde wspomnienie”. Spojrzał na pierścionek. „Nigdy się nie ożeniłem, Hilda. Powtarzałem sobie, że to dlatego, że byłem zbyt skupiony na biznesie. Ale prawda była prostsza”.
Podniósł wzrok i spojrzał mi w oczy.
„Nikt inny nie był tobą.”
Ciężar jego słów osiadł między nami niczym kamień, który wpadł do stojącej wody.
Czterdzieści osiem lat samotności, budowania murów wokół serca i obserwowania, jak kobieta, którą kochał, żyje życiem z kimś innym.
„Terry, ja…”
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Jak przeprosić za całe życie rozłąki, której żadne z was tak naprawdę nie wybrało?
„Nie winię cię” – powiedział szybko. „Dokonałaś właściwego wyboru. Dante był dobrym człowiekiem. Kochał cię tak, jak na to zasługiwałaś, i był przy mnie, kiedy ja nie mogłam. Pogodziłam się z tym”.
„Naprawdę?” – zapytałem cicho. „Bo człowiek, dla którego pracowałem przez ostatnie tygodnie, nie wydaje się pogodzony z niczym”.
Terrence zacisnął szczękę.
„Wypadek mnie zmienił” – powiedział. „Pięć lat temu wciąż łudziłem się, że może kiedyś się spotkamy. Że może nadejdzie jakaś druga szansa. Potem obudziłem się w szpitalnym łóżku w Cleveland, sparaliżowany od pasa w dół i zdałem sobie sprawę, jak głupio postąpiłem.
„Co mógłbym ci teraz zaoferować? Złamanego człowieka na wózku inwalidzkim?”
“Zatrzymywać się.”
Wstałem gwałtownie, czując, jak gniew wzbiera w mojej piersi.
„Po prostu przestań. Myślisz, że jestem taka płytka, że twoje nogi liczą się bardziej niż serce? Myślisz, że jestem kobietą, która odwróciłaby się od kogoś, na kim mi zależy, bo potrzebował pomocy, zamiast móc jej udzielić?”
Wyglądał na zaskoczonego moją zapalczywością.
„Hildo, ja…”
„Kochałam cię, Terry” – powiedziałam. „Nie twoją potencjalną fortunę, nie twoje wspaniałe plany na przyszłość. Kochałam chłopaka, który przynosił mi polne kwiaty z pobocza autostrady, bo nie było go stać na róże. Chłopaka, który mnie przytulał, kiedy płakałam nad piciem ojca. Chłopaka, który tak mocno wierzył w marzenia, że ja też nie mogłam się powstrzymać od wiary”.
Teraz płakałam, a czterdzieści osiem lat tłumionych emocji wylewało się ze mnie niczym woda przez przerwaną tamę.
„A jeśli ten chłopak gdzieś tam nadal jest, to wszystko inne to tylko szczegóły”.
Terrence wyciągnął do mnie rękę i tym razem mu na nią pozwoliłam.
Teraz jego palce były starsze, poznaczone plamami starczymi i cieńsze, niż pamiętałam, ale jego dotyk nadal przesyłał prąd przez moje żyły.
„On wciąż tu jest” – powiedział cicho. „Pogrzebany pod ciężarem goryczy i rozczarowania. Ale wciąż tu jest. Pytanie brzmi: co teraz zrobimy?”
Rozejrzałam się po oranżerii i zobaczyłam luksusowe życie, jakie wokół siebie zbudował — szklane ściany, starannie dobrane rośliny, blask fortepianu koncertowego w kącie, na którym zdawało się nikt nie grać.
Potem spojrzałam na jego twarz, szukając odpowiedzi na pytanie, którego bałam się zadać.
„Jesteś szczęśliwy, Terry?” zapytałem. „Naprawdę szczęśliwy?”
Przez dłuższą chwilę milczał.
„Odniosłem sukces” – powiedział w końcu. „Byłem szanowany. Miałem więcej pieniędzy, niż mógłbym wydać w ciągu dziesięciu żyć”. Zrobił pauzę. „Ale szczęśliwy? Nie. Chyba nie byłem naprawdę szczęśliwy od dnia, w którym zostawiłem cię na peronie”.
„Więc może” – powiedziałem ostrożnie – „czas przestać karać się za wybory, których dokonaliśmy, gdy byliśmy innymi ludźmi. Może czas zobaczyć, co ludzie, którymi jesteśmy teraz, mogliby razem zbudować”.
Terrence podniósł moją dłoń do swoich ust i delikatnie ją pocałował.
„Czy zechciałabyś spróbować?” – zapytał. „Nie jako moja pielęgniarka, ale jako… jako cokolwiek, czym moglibyśmy być dla siebie nawzajem”.
Myślałem o Harlo, o zimnym domu, w którym nie byłem już mile widziany. Myślałem o samotnym mieszkaniu, które planowałem znaleźć, o spędzeniu reszty życia w samotności, oglądając telewizję w ciągu dnia i licząc tabletki.
Potem spojrzałam na mężczyznę, który kochał mnie wiernie przez prawie pięć dekad, nawet z daleka.


Yo Make również polubił
Wielkość Twojego małego palca zdradza Twoją tajemnicę!!
Chrupiące Frytki z Serem – Idealna Przekąska na Każdą Okazję
Jeśli często ślinisz się podczas snu, sprawdź, czy nie masz tych 6 chorób
Produkty korzystne dla wzmocnienia mięśni w podeszłym wieku