Wyszedł z holu restauracji i wkroczył w moją noc niczym ratunek, dopóki nie zrozumiałam, że ten ratunek wcale nie oznaczał prawdziwego zwrotu akcji. – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Wyszedł z holu restauracji i wkroczył w moją noc niczym ratunek, dopóki nie zrozumiałam, że ten ratunek wcale nie oznaczał prawdziwego zwrotu akcji.

Natalie bez zastanowienia wyciągnęła rękę i wzięła go.

Ich palce były splecione.

Dłonie spoczywają w neutralnej przestrzeni między nimi.

„Powiedz mi coś” – poprosił Brandon.

„Coś, czego nikt inny nie wie”.

Natalie wpatrywała się w sufit.

„Przeraża mnie myśl o porażce” – przyznała. „Nie w pracy. Wiem, że jestem dobra w architekturze. Ale w sprawach osobistych. W związkach. W miłości. Nigdy nie byłam dobra w otwieraniu się na ludzi”.

„Wpuść mnie” – powiedział Brandon.

„Wiem” – szepnęła Natalie. „To jest przerażające”.

Jego kciuk musnął jej kostki palców.

„Chcesz poznać moje sekretne obawy?” zapytał Brandon.

“Zawsze.”

„Obawiam się, że wszyscy widzą tylko prezesa” – wyznał Brandon. „Pieniądze. Sukces. I że gdyby to wszystko zniknęło, odkryłbym, że sam w sobie nie jestem wystarczająco interesujący”.

Przełknął ślinę.

„Że pod maską wszystkich osiągnięć jestem nudny.”

„Brandon” – wyszeptała Natalie.

„Jesteś śmieszny.”

Ścisnęła jego dłoń.

„Jesteś jedną z najciekawszych osób, jakie znam. Rozśmieszasz mnie. Pamiętasz drobne szczegóły z mojego życia. Udawałaś, że uratowałaś mnie z nieudanej randki, mając najgorszy plan, jaki można sobie wyobrazić”.

Uśmiechnęła się w ciemność.

„Jesteś beznadziejny w horrorach, ale i tak je oglądasz, bo je lubię. To nie jest nudne. To jest…”

Z trudem znajdowała odpowiednie słowo.

„To wszystko.”

Nastąpiła cisza pełna emocji.

„Natalie” – powiedział cicho Brandon – „naprawdę lubię spędzać z tobą czas”.

To było takie proste zdanie.

Ale sposób, w jaki to powiedział – szczery i bezpośredni – sprawił, że poczułem coś o wiele większego.

„Ja też bardzo lubię spędzać z tobą czas” – wyszeptała Natalie.

Leżeli tam w ciemności, ze splecionymi rękami między łóżkami, rozmawiając o wszystkim i o niczym.

Marzenia z dzieciństwa i rozczarowania w wieku dorosłym.

Ulubione wspomnienia i największe żale.

Rozmowa płynęła swobodnie i naturalnie.

Jakby robili to od zawsze.

Około drugiej w nocy Natalie zaczęła niewyraźnie mówić ze zmęczenia.

„Powinniśmy spać” – powiedział łagodnie Brandon.

„Nie chcę puścić” – mruknęła Natalie.

„To nie rób tego” – powiedział Brandon. „Możemy tak zasnąć”.

„A co jeśli nasze ręce zaczną drętwieć?”

„Warto.”

Natalie uśmiechnęła się w ciemności.

„Jesteś bardzo uparty.”

„Mówisz uparty”, mruknął Brandon. „Ja mówię zaangażowany”.

„Ziemniak, ziemniak.”

„Nikt tak naprawdę nie mówi ziemniak” – powiedział Brandon. „To nie istnieje”.

„O drugiej w nocy kłócisz się o kwestie językowe, trzymając się za rękę z koleżanką” – zażartowała Natalie.

„To jest szczyt twoich możliwości.”

„To jest dla nas szczyt możliwości ” – poprawił go łagodnie Brandon.

I tak było.

Ta dziwna, cudowna, przerażająca rzecz, którą stworzyli – zawieszona między przyjaźnią a czymś nieskończenie cenniejszym.

Natalie zasnęła z ręką w dłoni Brandona.

Oboje trzymali się kurczowo, jakby puszczenie mogło przełamać urok, pod którym się znaleźli.

Jutro pewnie będą nad tym za dużo myśleć.

Zadaj sobie to pytanie.

Powróćcie do swojego ostrożnego tańca.

Ale dziś wieczorem, w cichej ciemności kabiny w Stanach Zjednoczonych, po prostu trzymali się.

I to wystarczyło.

W sobotni wieczór wszyscy zebrali się wokół wielkiego ogniska, a płomienie rzucały tańczące cienie na polanę.

Ktoś przyniósł przenośny głośnik.

W górskim powietrzu rozbrzmiewały stare pieśni — takie, przy których chciało się kołysać i śpiewać.

Natalie usiadła na kłodzie, owinięta w jedną z bluz Brandona, ponieważ zapomniała zabrać kurtki.

Zapach był podobny do niego.

Cedr i coś nieokreślonego męskiego.

Noszenie go wydawało się zarówno intymne, jak i niebezpieczne.

„Wiesz, czego to potrzebuje?” oznajmiła Marina, wyraźnie po kilku drinkach.

“Taniec?”

„Nie” – odpowiedziało chórem kilka osób.

„Tak” – oznajmiła Marina, ciągnąc Rodriga za sobą. „Chodź. Nie bądź nudny”.

Wkrótce wszyscy byli już na nogach i poruszali się w rytm muzyki, wykazując się różnym stopniem koordynacji.

Vicente i jego mąż byli naprawdę dobrymi tancerzami, przy których reszta wyglądała jak amatorzy.

Sophia obróciła się wokół Rodriga i roześmiała się, gdy ten prawie upadł.

Brandon pojawił się przed Natalie z wyciągniętą ręką.

„Zatańczysz ze mną?”

„Powinienem cię ostrzec” – powiedziała Natalie – „jestem beznadziejny w tańcu”.

„Dobrze” – powiedział Brandon. „Ja też.”

Jego uśmiech w blasku ognia wyglądał oszałamiająco.

„Razem możemy być okropni.”

Wzięła go za rękę.

Niech ją podciągnie.

Do przestrzeni w pobliżu ognia.

Piosenka, którą wówczas śpiewali, była optymistyczna – pochodziła z lat osiemdziesiątych i nikt z nich nie znał słów, ale i tak wszyscy ją zaśpiewali.

Podskakiwali śmiesznie, śmiejąc się z własnego braku rytmu.

Potem piosenka się zmieniła.

Coś wolniejszego.

Bardziej miękkie.

Stara ballada o miłości i tęsknocie.

Wszyscy naturalnie dobrali się w pary.

Marina z mężem Vicente.

Vicente kupuje napoje.

Rodrigo i Sophia.

Nawet małżeństwo z sąsiedniej chaty, które tu zajrzało.

Dłonie Brandona niepewnie powędrowały do ​​talii Natalie.

„Czy to w porządku?” zapytał.

Natalie skinęła głową, nie mogąc wykrztusić słowa.

Położyła mu ręce na ramionach.

Zaczęli się chwiać, ledwo się poruszając.

Po prostu istniejąc w swojej przestrzeni.

„Cześć” – powiedział cicho Brandon.

Czuła jego oddech na swojej twarzy.

„Cześć.”

„Masz na sobie moją bluzę z kapturem” – mruknął.

„Tak.” Natalie przełknęła ślinę. „Czy to dziwne?”

„To idealne rozwiązanie” – powiedział Brandon.

Jego dłonie lekko się zacisnęły.

„Wyglądasz w nim idealnie.”

Wokół nich tańczyli ich przyjaciele.

Ale Natalie widziała tylko Brandona.

W blasku ognia jego oczy wydawały się ciemniejsze.

Grzałka.

Jego twarz była tak blisko, że gdyby chciała, mogłaby policzyć jego rzęsy.

„Brandon” – zaczęła, niepewna, co powiedzieć, wiedziała tylko, że musi coś powiedzieć.

„Wiem” – mruknął.

Jedną ręką odgarnęła kosmyk włosów z twarzy.

Jego palce zatrzymały się na jej policzku.

“Ja wiem.”

Oni już tak naprawdę nie tańczyli.

Po prostu stoimy razem.

Minimalne kołysanie.

Zagubieni w sobie.

Reszta świata zniknęła.

Żadnych przyjaciół.

Żadnego ognia.

Brak muzyki.

Tylko oni.

Brandon pochylił się powoli, patrząc jej w oczy, pytając o pozwolenie.

Natalie uniosła twarz.

Jej oczy zaczęły się zamykać.

Jej serce waliło tak mocno, że była pewna, iż on to poczuł.

Przestrzeń między nimi zwęziła się.

Centymetry.

Milimetry.

„Okej, kto chce s’mores?”

Głos Mariny wybuchł w tej chwili niczym granat.

Natalie i Brandon odskoczyli od siebie, obydwoje ciężko oddychając.

Marina stała tam z torbą pianek, a jej wyraz twarzy był zbyt niewinny, aby mógł być szczery.

Za nią Vicente wyraźnie starał się nie śmiać.

„S’mores” – rzekł Brandon beznamiętnie.

“Już teraz.”

„To idealny moment na s’mores” – upierała się Marina. „Ogień ma odpowiednią temperaturę i wszystko jest w porządku”.

„Marina” – powiedziała Natalie przez zaciśnięte zęby – „twoje wyczucie czasu jest perfekcyjne”.

„Wiem, prawda?” Marina promieniała. „Jestem taka troskliwa.”

Rodrigo pojawił się, spojrzał na sfrustrowane twarze Natalie i Brandona i zaczął się śmiać.

„O rany” – powiedział. „Czy coś przeszkodziliśmy?”

„Po prostu tańczyliśmy” – powiedział Brandon.

Ale jego ręka wciąż spoczywała na talii Natalie.

I żadne z nich się nie wyprowadziło.

„No dobrze” – powiedział Rodrigo, uśmiechając się złowieszczo. „Tańczę”.

Sophia rzuciła mu spojrzenie.

„S’mores” – powiedziała stanowczo. „Zróbmy s’mores i przestańmy być natrętni”.

Moment został całkowicie przerwany.

Natalie i Brandon rozstali się i wrócili na swoje miejsca, starając się nie patrzeć na siebie, podczas gdy ich przyjaciele podawali sobie herbatniki graham i czekoladę.

Ale gdy Natalie sięgnęła po piankę, ręka Brandona już tam była i wyciągnęła ją w jej stronę.

Ich palce się zetknęły.

Prąd przeszył jej ramię.

„Dziękuję” – powiedziała cicho Natalie.

„Kiedykolwiek”, odpowiedział Brandon.

W milczeniu piekli pianki.

Hiperświadomość.

Natalie czuła ciężar jego spojrzenia na swoim profilu.

Gdy na niego spojrzała, rzeczywiście obserwował ją z wyrazem twarzy, który sprawił, że zrobiło jej się niedobrze.

Później, gdy wracali do wspólnego pokoju, panowała między nimi cisza ciężka od niewypowiedzianych słów.

„To było…” zaczęła Natalie.

„Zamknij” – dokończył Brandon.

„To było naprawdę blisko.”

“Tak.”

Przygotowali się do snu zgodnie ze swoją zwykłą rutyną, ale nic już nie wydawało się zwyczajne.

Powietrze trzeszczało.

Natalie leżała w ciemności na łóżku i wpatrywała się w sufit.

„Brandon?”

“Tak?”

„Cieszę się, że Marina nam przerwała” – skłamała Natalie.

„Naprawdę?” zapytał Brandon.

„Nie” – przyznała Natalie. „To kompletne kłamstwo. Naprawdę jestem na nią wściekła”.

Śmiech Brandona był cichy, ale szczery.

“Ja też.”

„Chyba powinniśmy o tym porozmawiać” – powiedziała Natalie.

„Powinniśmy” – zgodził się Brandon.

„Ale może jutro.”

„Jutro” – powtórzył Brandon.

Zawahał się.

„Kiedy potrafię jasno myśleć i nie chcę tylko przejść przez ten pokój i…”

Nagle się zatrzymał.

„A co?” Głos Natalie był ledwie szeptem.

Brandon przełknął ślinę.

„Całować cię” – przyznał. „Dopóki żadne z nas nie będzie w stanie jasno myśleć”.

Wyznanie zawisło między nimi — szczere, brutalne i przerażające.

„Jutro” – powiedziała w końcu Natalie drżącym głosem. „Porozmawiamy jutro”.

Ale kiedy zasypiała, myślała tylko o tym, jak blisko byli przekroczenia tej granicy.

I jak bardzo pragnęła, żeby Marina poczekała jeszcze trzydzieści sekund.

Nigdy nie odbyli tej rozmowy.

Niedzielny poranek nadszedł zbyt szybko.

Wszyscy spakowali się i wrócili do miasta.

Natalie i Brandon wrócili do domu w przyjemnej ciszy, ale niemal pocałunek zawisł między nimi jak pytanie.

Żadne z nich nie było na tyle odważne, żeby odpowiedzieć.

W poniedziałkowy poranek Natalie weszła do swojego biura i zastała Vicentego aż wibrującego z podniecenia.

„Musisz usiąść” – powiedział, zamykając drzwi.

„To nigdy nie są dobre wieści” – stwierdziła Natalie.

„To niesamowita wiadomość” – odpowiedział Vicente.

„Projekt odnowy miejskiej Riverside – ten, na który złożyliśmy projekty pół roku temu i o którym nic nie usłyszeliśmy?”

Serce Natalie zaczęło bić szybciej.

„Co z tym?”

„Chcą ciebie” – powiedział Vicente. „Właśnie ciebie. Żebyś poprowadził cały, trzymiesięczny projekt na miejscu w Bostonie”.

Natalie zamarła.

Boston.

Trzy miesiące.

Szansa życia.

Również trzy miesiące z dala od Brandona.

„Wiem, co sobie myślisz” – powiedział łagodnie Vicente. „Ale Natalie, to coś wielkiego. Przełomowego dla twojej kariery. Nie możesz tego przegapić”.

Miał rację.

Wiedziała, że ​​miał rację.

Tego wieczoru zadzwoniła do Brandona, mając ściśnięty żołądek.

„W Bostonie” – powtórzył Brandon po jej wyjaśnieniu. – „Przez trzy miesiące”.

„Wiem, że to fatalny moment” – powiedziała Natalie. „A mieliśmy…”

„Natalie” – przerwał Brandon stanowczym głosem. „Przestań”.

„To niesamowite. Musisz iść.”

“Ale-”

Zmiękł.

„Jestem zdruzgotany” – przyznał. „Ale jestem też tak dumny z ciebie, że aż pęknę”.

Zatrzymał się.

„Kiedy wyjeżdżasz?”

“Przyszły tydzień.”

Nastąpiła ciężka cisza.

„W takim razie mamy tydzień” – powiedział w końcu Brandon. „Niech się liczy”.

Spędzili razem każdą możliwą chwilę tego tygodnia.

Obiad.

Kolacja.

Późnonocne rozmowy telefoniczne, które zamieniały się we wczesnoporanne pożegnania.

Rozmawiali o wszystkim, oprócz tego, co było najważniejsze.

Kim byli dla siebie.

Wieczorem przed wyjazdem Brandon zabrał ją do ich włoskiej restauracji na Brooklynie – tej samej, w której byli na swojej pierwszej prawdziwej randce, kiedy jeszcze udawali, że to nie jest randka.

„Będzie mi cię brakowało” – powiedział Brandon przy deserze, przykrywając dłonią jej dłoń leżącą na stole.

„Więcej niż powinienem, jak na kogoś, kto jest przecież tylko moim przyjacielem”.

„Ja też będę za tobą tęsknić” – wyszeptała Natalie. „Bardzo”.

„Będziemy codziennie rozmawiać przez wideo” – obiecała. „Będę ci wysyłać okropne memy. Będzie tak, jakbyś nigdy nie odszedł”.

Uśmiech Brandona był delikatny.

„Tylko że nie będę mógł spotkać się z tobą osobiście” – powiedział – „ani napić się z tobą kawy, ani oglądać horrorów, podczas gdy ty będziesz chować się za poduszkami, ani patrzeć, jak kradniesz mi bluzy z kapturem”.

„A propos…”

Sięgnął i wyciągnął torbę na zakupy.

„Mam dla ciebie coś.”

W środku znajdowała się jedna z jego bluz z kapturem — ta granatowa, którą miała na sobie w domku.

„Brandon—”

„Zauważyłem, że czujesz się w nim komfortowo” – powiedział, wzruszając ramionami, jakby nic się nie stało. „Pomyślałem, że może przyda ci się do Bostonu. Tam robi się zimno”.

Natalie przytuliła kaptur do piersi, walcząc ze łzami.

„Dziękuję” – wykrztusiła.

Brandon wstał i pociągnął ją za sobą.

Stali w restauracji na tyle blisko, że mogli się pocałować.

Nie byłem na tyle odważny, żeby spróbować.

„Kiedy wrócisz” – powiedział Brandon szorstkim głosem – „porozmawiamy o tym. Koniec z unikaniem. Koniec z udawaniem”.

Natalie skinęła głową.

“Obietnica?”

„Obiecuję.”

W Bostonie padał deszcz.

Zimno.

I trzysta mil od miejsca, w którym Natalie chciała być.

Projekt spełnił wszystkie jej oczekiwania — był ambitny, kreatywny i miał ogromny wpływ na jej karierę.

Ale nocą, gdy była sama w pokoju hotelowym, odczuwała nieobecność Brandona jak fizyczny ból.

Rozmawiali codziennie, tak jak obiecał.

Rozmowy wideo, podczas których omawiali swój dzień.

Wspólne posiłki przed ekranami.

Zasnęli z wciąż podłączonym telefonem.

„Jak idzie projekt?” zapytał Brandon pewnego wieczoru, po dwóch tygodniach.

„Dobrze” – powiedziała Natalie. „Właściwie to świetnie. Dziś rozpoczęliśmy prace nad fundamentami”.

Brandon się uśmiechnął.

„Jak się miewa firma?” zapytała Natalie.

„Nudne” – przyznał Brandon. „Rodrigo ciągle pyta, kiedy wrócisz, bo najwyraźniej marudzę i obniżam morale w biurze”.

„Nie jesteś przygnębiony.”

„Absolutnie tak” – powiedział Brandon. „Na twoim biurku u mnie wciąż stoi twój kubek z kawą. Nie zamierzam go ruszać”.

Natalie poczuła ucisk w piersi.

„Brandon…”

„Wiem, że jestem żałosny” – powiedział Brandon miękkim głosem. „Ale tęsknię za tobą. I mam już dość udawania, że ​​nie”.

Natalie wpatrywała się w ekran.

„Ja też za tobą tęsknię” – wyszeptała. „Każdego dnia. Cały czas”.

Spoglądali na siebie podczas połączenia wideo.

Odległość między nimi wydawała się nie do pokonania.

„Jeszcze siedem tygodni” – powiedział Brandon.

„Jeszcze siedem tygodni” – powtórzyła Natalie.

Tej nocy, po zakończeniu rozmowy, Natalie leżała w łóżku, ubrana w jego bluzę z kapturem, i zastanawiała się, czy przyjaźń musi aż tak boleć.

Brandon, siedząc w swoim penthousie, stanął przy oknie z widokiem na Nowy Jork i doznał olśnienia.

Miał już dość czekania.

Koniec z udawaniem.

Kiedy wróci, opowie jej wszystko.

Miał tylko nadzieję, że siedem tygodni nie będzie za późno.

Brandon był na spotkaniu, gdy Rodrigo napisał SMS-a:

Czy wiesz, że Natalie je kolację z jakimś architektem w Bostonie?

Serce Brandona stanęło.

„Przepraszam” – powiedział do sali pełnej dyrektorów. „Muszę to odebrać”.

Wyszedł na zewnątrz i natychmiast zadzwonił do Rodriga.

„O czym mówisz?”

„Sophia widziała to na Instagramie” – powiedział Rodrigo. „Jakiś wspólny znajomy wrzucił zdjęcie z grupowej kolacji. Natalie jest tam ze swoim zespołem projektowym. Obok niej siedzi facet. Wyglądają na bliskich sobie”.

Coś brzydkiego skręciło się w piersi Brandona.

Zazdrość.

Surowe i palące.

„To pewnie nic takiego” – powiedział szybko Rodrigo. „Pomyślałem po prostu, że powinieneś wiedzieć”.

„Muszę iść” – przerwał Brandon.

„Dokąd idziesz?” zapytał Rodrigo.

“Boston.”

„Brandon, człowieku, pomyśl o tym…”

„Myślałem o tym przez miesiące” – powiedział Brandon.

„Skończyłem myśleć.”

Rozłączył się.

Już wyświetlam informacje o locie.

Samolot odlatywał za dwie godziny.

Da radę.

Natalie była wyczerpana.

Kolacja z jej zespołem była produktywna, ale wyczerpująca — dużo rozmów technicznych, długie dyskusje o kwestiach konstrukcyjnych.

Michael, główny inżynier konstrukcyjny, był przyjazny.

Może trochę za przyjacielsko.

Natalie uprzejmie zignorowała jego wyraźne zainteresowanie.

Wszystko, czego chciała, to wrócić do hotelu i porozmawiać przez wideo z Brandonem.

Była godzina jedenasta wieczorem, gdy ktoś zapukał do jej drzwi.

Prawdopodobnie obsługa pokoju.

Chociaż niczego nie zamówiła.

Otworzyła drzwi w piżamie.

I zamarł.

Brandon tam stał.

Garnitur pognieciony.

Włosy w nieładzie.

W jej oczach pojawiło się coś, czego nie potrafiła nazwać.

„Brandon?” wyszeptała. „Co… jak…”

„Wsiadłem do samolotu” – powiedział szorstkim głosem, jakby uciekł z lotniska. „Słyszałem, że idziesz z kimś na kolację i po prostu… nie mogłem”.

Przeczesał włosy dłonią.

„Czy mogę wejść?”

Natalie cofnęła się.

Wszedł Brandon.

Krążył po jej małym pokoju hotelowym niczym zwierzę w klatce.

„Brandon” – powiedziała cicho Natalie – „co się dzieje? Wszystko w porządku?”

„Nie” – powiedział.

„Nie jest ze mną dobrze”.

Przestał chodzić i zwrócił się w jej stronę.

„Od kiedy odszedłeś, nie czuję się dobrze” – powiedział Brandon.

„Szaleję, Natalie. Zupełnie oszalałam. Każdy dzień bez ciebie wydaje się zły – pusty. Budzę się z myślą o tobie. Idę spać, marząc o twojej obecności. Widzę coś zabawnego i moim pierwszym odruchem jest napisanie do ciebie. Wszystko mi cię przypomina…”

„Natalie” – urwał. „Zakochałem się w tobie”.

Słowa wypływały z jego ust, jakby nie mógł ich już dłużej powstrzymać.

„Jestem w tobie totalnie, bezsensownie, nieodwołalnie zakochany. Od miesięcy. Może od tamtej pierwszej nocy, kiedy udawałem twojego chłopaka. Może jeszcze wcześniej. Nie wiem, kiedy to się stało. Ale wiem, że nie mogę udawać, że tak nie było”.

Serce Natalie waliło tak mocno, że ledwo mogła oddychać.

„Poleciałeś do Bostonu” – wyszeptała – „żeby mi to powiedzieć?”

„Poleciałem do Bostonu, bo usłyszałem, że jadłaś kolację z innym mężczyzną i prawie straciłem rozum” – powiedział Brandon.

Podszedł bliżej.

„Myśl o tym, że ktoś inny cię rozśmieszy, że ktoś inny dowie się, jak zamawiasz kawę, że ktoś inny będzie blisko ciebie…”

Przełknął ślinę.

„Poczułem się szalony”.

Wydechnął, a jego głos się załamał.

„Wiem, że to fatalny moment. Wiem, że budujesz swoją karierę. Ale nie mogę już dłużej czekać. Nie mogę spędzić kolejnego dnia udając, że jesteś tylko moim przyjacielem, skoro jesteś kimś o wiele więcej”.

„O ile jeszcze?” – wyszeptała Natalie.

Brandon wyciągnął rękę i objął jej twarz obiema dłońmi.

„Wszystko” – powiedział.

„Jesteś osobą, z którą chcę porozmawiać o swoim dniu. Osobą, z którą chcę oglądać okropne filmy. Osobą, której bluzę z kapturem ciągle znajduję w mieszkaniu i nie chcę jej oddać, bo pachnie tobą”.

Jego oczy błyszczały.

„Jesteś moim najlepszym przyjacielem i miłością mojego życia.”

Pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć, że to mówi.

„I boję się, że zepsułem to, mówiąc to” – przyznał. „Ale musiałem ci to powiedzieć”.

Łzy spływały po twarzy Natalie.

„Jesteś idiotą” – szepnęła.

Twarz Brandona posmutniała.

„Wiem” – powiedział. „Przepraszam…”

“NIE.”

Natalie złapała go za koszulę i przyciągnęła bliżej.

„Jesteś idiotą, bo ja też jestem w tobie zakochana od miesięcy.”

Brandon zamarł.

„Od akcji ratunkowej w restauracji” – wyszeptała Natalie drżącym głosem. „Od pierwszej kolacji. Od kiedy pocałowałeś mnie w czoło i sprawiłeś, że cały mój świat wywrócił się do góry nogami”.

„Ty…” Głos Brandona się załamał.

„Kocham cię” – powiedziała Natalie. „Jestem w tobie tak zakochana, że ​​to mnie przeraża. Każdy dzień tutaj to tortura, bo pragnę tylko być blisko ciebie”.

Śmiała się przez łzy.

„A ta kolacja? Ten facet? Cały czas marzyłam, żeby to był ty.”

Uśmiech rozświetlił twarz Brandona niczym wschód słońca.

„Powiedz to jeszcze raz” – wyszeptał.

„Kocham cię” – powtórzyła Natalie, bez tchu. „Kocham cię, Brandonie Whitakerze. Uwielbiam twoje okropne żarty, twoją kawę dowozisz i to, jak oglądasz horrory, mimo że ich nienawidzisz”.

Dotknęła jego policzka.

„Uwielbiam to, że pamiętasz wszystko, co ci mówię.”

Jego oczy pociemniały ze wzruszenia.

Pochylił się.

I w końcu – po miesiącach prawie, prawie, nie do końca – pocałował ją.

Nie było ostrożne.

To nie było uprzejme.

To był taki pocałunek, który odpowiadał na każde pytanie, którego bali się zadać.

Natalie odwzajemniła pocałunek równie mocno, wtulając dłonie w jego włosy.

Ręce Brandona objęły jej talię.

Podniósł ją z ziemi, jakby nie mógł sobie pomóc.

Kiedy w końcu się od siebie oderwali, oboje ciężko oddychając, Brandon oparł swoje czoło o jej czoło.

„Kocham cię” – wyszeptał. „Boże, tak bardzo cię kocham”.

„Ja też cię kocham” – wyszeptała Natalie.

Pocałowała go ponownie – tym razem delikatniej.

„Przebyłeś trzy stany, żeby mi to powiedzieć” – mruknęła.

„Przeleciałbym cały świat” – powiedział Brandon.

Pocałował ją w czoło.

Jej policzki.

Znów jej usta.

„Każdego dnia” – obiecał. „Gdybym musiał”.

„To bardzo dramatyczne” – powiedziała Natalie ze śmiechem.

„Sprawiasz, że czuję się dramatycznie” – odpowiedział Brandon z uśmiechem pełnym radości.

„Co teraz zrobimy?” zapytała Natalie.

Brandon spojrzał na nią, jakby odpowiedź była najłatwiejszą rzeczą na świecie.

„No cóż” – powiedział łagodnie – „jest jedenasta wieczorem. Jesteś wyczerpany. Ja też jestem wyczerpany”.

Zawahał się.

„Czy mogę zostać?”

Natalie wzięła go za rękę.

„Zostań” – powiedziała.

„Resztę wymyślimy jutro. Po prostu zostań.”

Brandon westchnął, jakby wstrzymywał oddech przez wiele miesięcy.

„Okej” – wyszeptał.

Potem przyciągnął ją do siebie.

„Będę cię tulić całą noc” – powiedział.

„Nie chciałabym, żeby było inaczej” – odpowiedziała Natalie.

Zasnęli splątani ze sobą.

I po raz pierwszy od kilku tygodni oboje spali spokojnie.

Natalie obudziły promienie słońca wpadające przez hotelowe zasłony, a Brandon wciąż ją obejmował.

Przez chwilę myślała, że ​​to wszystko jej się przyśniło.

Jego spowiedź.

Pocałunek.

Ogromna ulga związana z przyznaniem się do prawdy.

Wtedy poruszył się i przyciągnął ją bliżej.

I wiedziała, że ​​to prawda.

„Dzień dobry” – wymamrotał w jej włosy, głosem szorstkim od snu.

„Dzień dobry” – uśmiechnęła się.

„Nadal tu jesteś.”

„Myślałaś, że wyjdę?” – zapytał Brandon, odgarniając jej włosy z twarzy.

„Zaplanowałem sobie wolne na następne trzy dni” – dodał. „Jestem cały twój”.

„Zdobyłaś trzy dni wolnego” – powtórzyła oszołomiona Natalie. „Nigdy nie bierzesz wolnego”.

Brandon delikatnie ją pocałował.

„Nigdy nie miałem powodu”, powiedział.

„Teraz tak.”

Przez te trzy dni czułem się, jakbym żył w bańce oderwanej od rzeczywistości.

Brandon pracowała zdalnie ze swojego pokoju hotelowego, gdy była na placu budowy.

A jej wieczory należały wyłącznie do nich.

Pierwszej nocy spacerowali ulicami Bostonu trzymając się za ręce.

Naprawdę trzymając się za ręce.

Brakowało im tych delikatnych, przyjaznych gestów, które dopracowali do perfekcji.

Zjedli kolację w małej włoskiej restauracji.

Brandon karmił ją kęsami swojego makaronu.

Ukradła łyki jego wina.

Każdy dotyk był elektryzujący.

„Nie mogę uwierzyć, że straciliśmy tyle czasu” – powiedziała Natalie, wracając do hotelu.

„Nie zmarnowaliśmy go” – powiedział Brandon, przyciągając ją bliżej i całując w skroń.

„Budowaliśmy coś”.

Jego uśmiech stał się żartobliwy.

„Mamy już fundament” – powiedział. „Wszystko inne to tylko budowa”.

„Czy ty właśnie stworzyłeś metaforę architektury?” – zapytała Natalie ze śmiechem.

„Za dużo ćwiczyłem” – przyznał Brandon.

„Było idealnie” – powiedziała Natalie.

Zatrzymała się i odwróciła się w jego stronę, stojąc na pustym chodniku.

„Jesteś idealny” – powiedziała.

„Naprawdę nie…”

„Dla mnie jesteś” – upierała się Natalie.

Brandon pocałował ją wtedy – powoli i głęboko – aż zapomniała, że ​​stoją na publicznej ulicy i pamiętała jedynie jego smak i to, jak całe jej ciało ożywało pod wpływem jego dotyku.

Drugiej nocy zamówili obsługę pokoju i obejrzeli z zapartym tchem horror.

Ciągle coś ich rozpraszało — kradli pocałunki w momentach, gdy było strasznie, i śmiali się, gdy zupełnie tracili wątek.

„Jesteśmy w tym teraz beznadziejni” – powiedziała Natalie, tuląc się do jego boku na łóżku.

„Oglądanie filmów?” zapytał Brandon.

„Oczywiście” – powiedziała Natalie.

Dłoń Brandona rysowała wzory na jej ramieniu.

„Mam o wiele ważniejsze rzeczy, na których muszę się skupić” – mruknął.

Natalie uniosła twarz.

Pocałował ją ponownie.

Te pocałunki różniły się od tych rozpaczliwych.

Wolniej.

Głębiej.

Eksploracja.

Gdy w końcu się od siebie odsunęli, oczy Brandona były ciemne z pożądania.

„Natalie” – powiedział szorstkim głosem – „chyba powinienem wrócić do swojego pokoju”.

„Masz pokój obok” – przypomniała mu Natalie.

„Zarezerwowałem to po przyjeździe” – powiedział cicho Brandon. „Nie chciałem niczego zakładać”.

„Zostań” – powiedziała Natalie.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Aby zmniejszyć ryzyko poronienia i wad wrodzonych, przyszli ojcowie powinni na trzy miesiące przed poczęciem bezwzględnie zrezygnować z pewnego nawyku.

Kiedy należy przestać pić alkohol? Dobra wiadomość jest taka, że ​​nic nie jest nieodwracalne. Denis Lamblin, pediatra i prezes SAF ...

Kawa z jogurtem – zdrowy i energetyzujący hit, który warto wypróbować!

Składniki: 1 szklanka naturalnego jogurtu greckiego (lub zwykłego) 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej lub jedna porcja espresso 1 łyżeczka miodu lub ...

5 napojów do picia przed snem, które oczyszczają wątrobę i spalają tłuszcz

Połowa cytryny Plasterek imbiru 240 ml wody Jak to zrobić? Wystarczy dodać liście mięty do wody i gotować je razem ...

Pożegnaj się z bólem stawów i stóp dzięki relaksującej kąpieli rozmarynowej

Dodaj żel chia do mieszanki i mieszaj, aż dobrze się połączą. Ciesz się natychmiast Możesz dostosować smak, dodając odrobinę soku ...

Leave a Comment