Wyszedł z holu restauracji i wkroczył w moją noc niczym ratunek, dopóki nie zrozumiałam, że ten ratunek wcale nie oznaczał prawdziwego zwrotu akcji. – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Wyszedł z holu restauracji i wkroczył w moją noc niczym ratunek, dopóki nie zrozumiałam, że ten ratunek wcale nie oznaczał prawdziwego zwrotu akcji.

Coś się zmieniło.

Ich ostrożny taniec, który odprawiali – udając, że to po prostu kolacja z podziękowaniami, po prostu dwoje ludzi spożywających posiłek – legł w gruzach.

To było coś innego.

Coś niebezpiecznego, ekscytującego i absolutnie przerażającego.

Kelner przyniósł deser: tiramisu do podziału, którym Natalie nalegała, by się podzieliły.

Jedli powoli, żadne z nich nie chciało, aby wieczór się kończył.

Brandon opowiedział jej o swojej siostrze Pauli, która dzwoniła do niego codziennie, aby ponarzekać na jego pracoholizm.

Natalie opowiedziała mu o swoich rodzicach z Bostonu – oboje są profesorami – którzy wciąż nie do końca rozumieli, dlaczego wybrała architekturę zamiast kariery akademickiej.

Kiedy przyszedł rachunek, rozmawiali już ponad trzy godziny.

Restauracja była prawie pusta, kelnerzy uprzejmie udawali, że nie zauważają, że goście się tam zatrzymują.

„Powinnam pozwolić ci odwieźć mnie do domu” – powiedziała Natalie niechętnie.

„Powinieneś” – zgodził się Brandon.

Żaden z nich się nie poruszył.

Zostali jeszcze piętnaście minut.

W końcu, nieuchronnie, odeszli.

Podróż powrotną do mieszkania przeplatano przyjemną ciszą, którą przerywano obserwacjami miasta nocą – tym, jak wyglądał Brooklyn, gdy było późno i cicho.

Brandon odprowadził ją pod drzwi, bo nie wyobrażał sobie, żeby mógł robić cokolwiek innego.

„Dziękuję za kolację” – powiedziała Natalie, odwracając się do niego na korytarzu przed swoim mieszkaniem.

„To było naprawdę cudowne.”

„Tak było” – zgodził się Brandon.

Powinien odejść.

Zdecydowanie powinien odejść.

Zamiast tego podszedł bliżej.

Oczy Natalie lekko się rozszerzyły.

„Natalie” – powiedział cicho – „czy mogę być z tobą szczery?”

“Proszę.”

„To nie było dla mnie jak kolacja z podziękowaniami” – przyznał Brandon. „To była najlepsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłem”.

Natalie ugryzła się w wargę.

Przyglądał się temu ruchowi, jakby był to najbardziej fascynujący obiekt na świecie.

„Ja też tak czułam” – wyszeptała.

„Więc może moglibyśmy to zrobić jeszcze raz” – powiedział. „Nie jako zapłatę. Nie z obowiązku. Po prostu dlatego, że chcemy”.

„Chciałabym” – powiedziała Natalie, uśmiechając się delikatnie i szczerze. „Naprawdę bym chciała”.

Brandon powoli wyciągnął rękę, dając jej czas na odsunięcie się.

Nie, nie zrobiła tego.

Odgarnął pasmo włosów z jej twarzy i zatrzymał palce na jej policzku.

Następnie – ponieważ najwyraźniej nie potrafił podejmować dobrych decyzji w obecności tej kobiety – pochylił się i złożył delikatny pocałunek na jej czole.

W chwili, gdy jego usta dotknęły jej skóry, poczuł, jak gwałtownie wciągnęła powietrze.

Pachniała wanilią i czymś kwiatowym.

Skóra pod jego ustami była niewiarygodnie miękka.

Pozwolił, by pocałunek trwał sekundę dłużej, niż było to dopuszczalne, po czym się wycofał.

Oczy Natalie były zamknięte.

Gdy je otworzyła, były ciemne i nieostre.

„Dobranoc, Natalie Coleman” – powiedział cicho Brandon.

„Dobranoc, Brandonie Whitakerze.”

Zmusił się do odejścia.

Nie oglądać się za siebie.

Choć każdy instynkt podpowiadał mu, że powinien się odwrócić.

Dotarł do swojego samochodu, wślizgnął się na miejsce kierowcy i siedział tam przez całą minutę, opierając czoło o kierownicę.

Miał tyle kłopotów.

Jego telefon zawibrował.

Dziękuję za dzisiejszy wieczór. A tak na marginesie, to była najlepsza kolacja z fałszywą płatnością, jaką kiedykolwiek jadłem. —N

Brandon mimowolnie się uśmiechnął.

Odpisał:

Chcesz jutro umówić się na kawę? Tak jak przyjaciele, którzy razem urządzają naprawdę udane kolacje z fałszywą zapłatą.

Jej odpowiedź nadeszła natychmiast.

Myślę, że przyjaciele, którzy się nawzajem ratują, zdecydowanie potrzebują regularnych spotkań przy kawie. Jutro pasuje.

Jechał do domu z absurdalnym uśmiechem na twarzy, odliczając już godziny do ponownego spotkania z nią.

To było niebezpieczne, pomyślał.

Spada tak szybko.

To takie trudne.

Ale niektóre rzeczy były warte ryzyka.

Następnego ranka Natalie wpatrywała się w ekran telefonu, czytając tę ​​samą wiadomość tekstową po raz piąty.

Wiadomość od Brandona wysłana o 6:47 rano

Dzień dobry. Znalazłem ten artykuł o zrównoważonej architekturze i pomyślałem o Tobie.

W załączniku znajduje się link do fascynującego artykułu na temat ekologicznych materiałów budowlanych w rozwoju miast.

Myślał o niej o 6:47 rano, zanim większość ludzi odzyskała świadomość.

Uśmiechała się jak idiotka do telefonu, gdy Marina weszła do jej biura bez pukania — nawyk, którego Natalie już dawno przestała próbować się oduczyć.

„Dlaczego wyglądasz, jakby ktoś ci właśnie powiedział o istnieniu szczeniaków?” zapytała Marina, opadając na krzesło naprzeciwko biurka Natalie.

Miała na sobie typowy strój sportowy, widać było, że przyszła prosto z siłowni, gdzie trenowała z klientami.

„Nie wyglądam jak nic” – powiedziała Natalie, zbyt szybko odkładając telefon ekranem do dołu.

Oczy Mariny zwęziły się z drapieżnym zainteresowaniem.

„O, to jest dobre .”

Pochyliła się do przodu.

“Kim on jest?”

„Nie ma żadnego on .”

„Natalie Coleman”. Głos Mariny ociekał niedowierzaniem. „Znam cię od dziesięciu lat. Masz dokładnie trzy miny: Skupiony Architekt, Uprzejmie Zainteresowany i Ktoś Właśnie Do Mnie Napisał i Umilił Mi Cały Ranek”.

Ona wskazała.

„To jest trzeci.”

„Więc. Kim. On. Jest?”

Natalie westchnęła.

Opór był daremny.

Opowiedziała Marinie wszystko: o katastrofalnej randce w ciemno, zderzeniu na korytarzu, teatralnym ratunku Brandona i kolacji, która zamieniła się w trzy godziny idealnej rozmowy.

Pominęła część dotyczącą pocałunku w czoło, który odtwarzała sobie w myślach przez czterdzieści osiem godzin.

Marina słuchała z coraz większym zachwytem, ​​a jej uśmiech stawał się coraz bardziej szalony z każdym szczegółem.

„Czekaj, czekaj, czekaj” – przerwała Marina. „Brandon Whitaker? Ten dyrektor generalny firmy technologicznej? Ten z otwarcia budynku, gdzie spędziliście całą noc udając, że się na siebie nie gapicie?”

„Nie gapiliśmy się” – zaprotestowała Natalie.

„Dosłownie wpadłeś na kelnera, bo byłeś zbyt zajęty gapieniem się. Kelner musiał sam złapać tacę.”

Niestety, tak było.

„Co się teraz dzieje?” – zapytała Marina. „Spotykacie się? Proszę, powiedz mi, że się spotykacie. Potrzebuję tego po katastrofie z Derekiem – za którą, tak przy okazji, wciąż przepraszam”.

„Nie spotykamy się” – upierała się Natalie. „Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Wczoraj poszliśmy na kawę. Było miło”.

„Tylko przyjaciele” – powtórzyła Marina beznamiętnie.

Ona usiadła z powrotem.

„Przyjaciele udają randki, żeby się nawzajem ratować, a potem umawiają się na romantyczne kolacje i wysyłają sobie artykuły o świcie”.

„To był jeden artykuł o architekturze” – argumentowała Natalie. „To moje zawodowe zainteresowanie”.

„Kochanie”. W spojrzeniu Mariny pojawiło się współczucie. „Kiedy mężczyzna wysyła ci artykuły przed siódmą rano, to znaczy, że obudził się z myślą o tobie. To nieprofesjonalne. To w zasadzie deklaracja miłości w męskim języku”.

Natalie poczuła, jak jej policzki zaczynają płonąć.

„Jesteś dramatyczny.”

„Naprawdę?” – zapytała Marina. „Sprawdźmy to. Odpisz mu natychmiast. Powiedz coś swobodnego. Chcę zobaczyć, jak szybko odpowie”.

Natalie przewróciła oczami, ale jednocześnie była ciekawa. Sięgnęła po telefon i napisała:

Dzięki za artykuł. Naprawdę interesująca perspektywa na temat zrównoważonego rozwoju materiałów. Jak mija Twój poranek?

Kliknęła „Wyślij” i położyła telefon na biurku.

Natychmiast zabrzęczało.

Marina krzyknęła.

“Natychmiast!”

Natalie chwyciła telefon, a jej serce wykonało jakiś skomplikowany ruch.

Brandon napisał:

Rano jest już lepiej. Spotkanie za dziesięć minut, ale już myślę o lunchu. Chcesz coś przekąsić? Obiecuję, że nie będę ci prawił wykładu o technologii blockchain.

Natalie roześmiała się głośno.

„Och, odeszłaś ” – powiedziała Marina z satysfakcją. „Całkowicie odeszłaś. Spójrz na ten uśmiech. To nie uśmiech przyjaciela. To uśmiech typu „zakochuję się w tym facecie”.

„Nie jestem…” zaczęła Natalie.

„Kochanie.” Marina wstała i się przeciągnęła. „Kocham cię, ale masz urojenia.”

Wskazała na telefon.

„Odpisz mu. Powiedz „tak” na lunch. I na miłość boską, przestań nazywać to przyjaźnią. Przyjaciele nie wywołują u siebie takich uśmiechów”.

Po wyjściu Mariny Natalie wpatrywała się w telefon, zawisając nad nim palcami.

Na koniec napisała:

Lunch brzmi idealnie. Pod warunkiem, że obiecasz, że nie będziesz już więcej inscenizować teatralnych scen w restauracji.

Odpowiedź nadeszła szybko.

Żadnych obietnic. Bardzo zależy mi na roli udawanego chłopaka. Odbiorę cię w południe.

Natalie zdecydowanie znów się uśmiechała.

Część 2 — Przyjaciele, nie przyjaciele
Brandon siedział w swoim narożnym biurze, rzekomo przeglądając raporty kwartalne.

Zamiast tego pisał SMS-y do Natalie jak nastolatek, który właśnie odkrył smartfony.

„Znowu to robisz” – usłyszał głos zza drzwi.

Brandon podniósł wzrok i zobaczył swojego najlepszego przyjaciela, Rodriga, opierającego się o framugę drzwi ze skrzyżowanymi ramionami i wyrazem głębokiego rozbawienia na twarzy.

„Co robisz?” zapytał Brandon.

„Uśmiechasz się do telefonu, jakby właśnie rozwiązał problemy świata”. Rodrigo wszedł i opadł na skórzaną sofę. „Kim ona jest?”

„Ona nie istnieje.”

Rodrigo się roześmiał.

„Stary, znam cię od piętnastu lat. Nigdy nie uśmiechasz się do telefonu. Ledwo uśmiechasz się do prawdziwych ludzi. Ale szczerzysz się jak idiota od tygodnia, więc powtarzam: kim ona jest?”

Brandon rozważał skłamanie.

Wtedy przypomniał sobie, że to Rodrigo, który potrafił wykryć nieuczciwość z odległości trzech stanów.

„Ma na imię Natalie” – przyznał Brandon. „Jest architektką”.

„Spędzamy razem czas”.

„Spędzać razem czas?” – powtórzył powoli Rodrigo. „Czy dzieciaki teraz tak nazywają randkowanie?”

„Nie randkujemy” – powiedział Brandon.

„Jesteśmy przyjaciółmi.”

Śmiech, który wybuchnął z ust Rodrigiego, był autentycznie obraźliwy.

„Och, jakie to piękne . Idealnie . ” Rodrigo otarł oczy. „Ty – Brandon Whitaker – który nie miał żadnej kobiety od czasów studiów – nagle przyjaźnisz się tylko z kimś, kto każe ci sprawdzać telefon co trzydzieści sekund.”

„Nie sprawdzam telefonu co trzydzieści sekund”.

Rodrigo uniósł brew.

„Sprawdzałeś to już cztery razy odkąd tu wszedłem.”

„To było dziewięćdziesiąt sekund temu.”

Brandon położył telefon ekranem do dołu na biurku.

Co tylko sprawiło, że Rodrigo zaczął się jeszcze bardziej śmiać.

„To niesamowite” – powiedział Rodrigo. „Opowiedz mi wszystko. Jak się poznaliście?”

Brandon opowiedział o akcji ratunkowej w postaci randki w ciemno, obserwując, jak uśmiech Rodrigiego staje się coraz bardziej szalony.

„Pozwól mi to wyjaśnić” – powiedział Rodrigo, kiedy skończył. „Udawałeś jej chłopaka, żeby uratować ją przed nieudaną randką… a potem wykorzystałeś to, żeby umówić się z nią na prawdziwą randkę, którą teraz nazywasz nie-randką, bo…”

„Ponieważ najpierw budujemy przyjaźń” – powiedział Brandon, słysząc, jak defensywnie zabrzmiał jego głos.

Rodrigo odchylił się do tyłu.

„Pijemy kawę, piszemy SMS-y, poznajemy się.”

„Jesteś w niej zakochany” – powiedział Rodrigo.

„Nie jestem.”

„Brandon” – powiedział Rodrigo bez złośliwości. „Koleś. Widziałem cię w związkach. To nie jest twoja niezobowiązująca sytuacja. To twoja trema”.

Wyraz twarzy Rodrigiego złagodniał.

„Co oznacza, że ​​ona ma znaczenie”.

Brandon nie odpowiedział.

Jego telefon zawibrował.

Obaj mężczyźni spojrzeli na to.

„To ona?” – zapytał Rodrigo z zapałem.

„Może” – mruknął Brandon.

„Sprawdź to” – nalegał Rodrigo. „Chcę zobaczyć ten uśmiech”.

Brandon chwycił telefon.

Natalie przesłała zdjęcie widoku z okna swojego biura z podpisem:

Twoja konkurencja. Mój drugi lunch miał taki widok.

Brandon się uśmiechnął.

Nie mógł sobie pomóc.

Odpisał:

Konkurencja jest silna, ale moje umiejętności konwersacyjne są lepsze niż okno.

Jej odpowiedź nadeszła natychmiast.

Można dyskutować. Okno nie opowiada okropnych żartów.

Jego palce latały.

A czy okno przynosi ci kawę?

Okno nie zapomniało o moim zamówieniu kawy i przez przypadek nie przyniosło mi bezkofeinowej – odparła.

Brandon skrzywił się.

To wydarzyło się wczoraj.

Powiedziałem, że mi przykro. Barista ewidentnie miał do mnie pretensje.

Jasne. Zwal to na baristę. Do zobaczenia w południe, Brandon Whitaker.

Do zobaczenia w południe, Natalie Coleman.

Spojrzał w górę i zobaczył, że Rodrigo patrzy na niego z rozbawieniem i irytacją.

„Tylko przyjaciele” – powiedział Rodrigo.

“Prawidłowy.”

Brandon nie zadał sobie trudu, by odpowiedzieć.

Rodrigo wstał.

„Wmawiaj to sobie dalej, człowieku. Może w końcu w to uwierzysz.”

Po wyjściu Rodriga Brandon siedział sam w swoim biurze, wpatrując się w telefon.

Wiadomości tekstowe do Natalie zajmowały teraz kilka stron.

Rozmawiali bez przerwy przez tydzień – o wszystkim i o niczym. Zabawne obserwacje, luźne myśli w ciągu dnia, artykuły, które przypominały im o sobie nawzajem.

„To była przyjaźń” – powiedział sobie.

„Naprawdę dobra przyjaźń.”

Ale gdy jego telefon znów zawibrował i usłyszał prosty dźwięk —

Nie mogę doczekać się lunchu.

—a jego serce wykonało ten skomplikowany salto, które wykonywało przez cały tydzień…

Brandon musiał przyznać, że Rodrigo może mieć rację.

Miał kłopoty.

Piękne, przerażające, cudowne kłopoty.

Natalie była pogrążona w ożywionej dyskusji z Vicentem na temat konstrukcji wspornikowych, gdy zadzwonił jej telefon służbowy.

Z jej ust dobiegł głos recepcjonistki, w którym słychać było rozbawienie.

„Natalie, jest tu bardzo atrakcyjny mężczyzna z kawą dla ciebie. Mówi, że ma na imię Brandon.”

Głowa Vicentego podniosła się tak gwałtownie, że Natalie obawiała się urazu kręgosłupa szyjnego.

Jego oczy zrobiły się komicznie szerokie.

Na jego twarzy pojawił się radosny i łobuzerski uśmiech.

„Zaraz tam będę” – powiedziała Natalie do telefonu, starannie unikając wzroku Vicentego.

„O nie, nie zrobisz tego” – powiedział Vicente, podskakując i blokując jej drogę. „Kim jest Brandon i dlaczego przynosi ci kawę o dziewiątej rano we wtorek?”

„To przyjaciel” – powiedziała Natalie.

„Przyjaciel?” powtórzył Vicente głosem przepełnionym sceptycyzmem.

Dramatycznym gestem położył dłoń na piersi.

„Natalie, kochanie, znam cię od pięciu lat. Twoje przyjaciółki nie rozwożą kawy. Twoje przyjaciółki ledwo pamiętają o twoich urodzinach.”

„Był w okolicy”.

„Okolica?” Vicente wyglądał na osobiście urażonego. „Okolica naszego biura w Midtown na Manhattanie – czyli zupełnie nieopodal miejsca, w którym ktoś „przypadkowo” bywa, chyba że pracuje tu lub celowo się z kimś spotyka”.

Natalie próbowała go ominąć.

Vicente był zaskakująco niewzruszony jak na kogoś, kto wyglądał, jakby mógł go przewrócić silny wiatr.

„Vicente, muszę…”

„Czy on jest dyrektorem generalnym?” – zapytał Vicente.

Natalie zamarła.

Oczy Vicentego rozszerzyły się jeszcze bardziej.

„Ten z otworu budynku? Ten, na który przysięgałeś, że nie patrzyłeś całą noc, mimo dowodów fotograficznych wskazujących na coś przeciwnego?”

„Nie było żadnego dowodu fotograficznego”.

„Mam siedemnaście zdjęć w telefonie, które mówią co innego” – powiedział Vicente radośnie. „Nie myśl, że nie zauważyłem”.

W końcu odsunął się na bok –

—ale podążał za nią krok w krok.

„Idę z tobą” – oznajmił. „Muszę się spotkać z tym facetem, który przynosi kawę „tylko znajomym”.

„Absolutnie nie.”

Vicente już szedł obok niej.

Natalie nie miała wyboru i musiała zastosować wobec niego przymus fizyczny.

Razem dotarli do recepcji.

Brandon stał przy oknie, podświetlonym porannym słońcem, trzymał w ręku dwie filiżanki kawy i wyglądał, jakby wyskoczył z rozkładówki magazynu zatytułowanej „ Niemożliwie atrakcyjni prezesi, którzy podejmują wątpliwe decyzje życiowe”.

Miał na sobie grafitowy garnitur, który idealnie na nim leżał. Jego ciemne włosy były lekko potargane, co sugerowało, że niedawno przeczesał je rękami.

Jego twarz rozjaśniła się, gdy ją zobaczył.

Ten porywający uśmiech zmienił jego rysy twarzy z zaledwie przystojnego na absolutnie niesprawiedliwe.

„Dzień dobry” – powiedział, podając jej jeden z kubków.

„Latte waniliowe. Dodatkowa wanilia z cynamonem.”

Zatrzymał się.

„I zanim zapytasz, tak — sprawdziłem trzy razy u baristy, czy to nie jest kawa bezkofeinowa”.

Natalie roześmiała się i przyjęła kawę.

Kubek był ciepły w jej dłoniach.

Zauważyła, że ​​narysował markerem małą uśmiechniętą buźkę na boku.

Coś ścisnęło ją w piersi.

„Rysowałeś na mojej filiżance kawy” – powiedziała.

„Barista mnie oceniał” – przyznał Brandon. „Ale się zobowiązałem”.

Vicente głośno odchrząknął.

Natalie na chwilę o nim zapomniała, co było niepokojące, biorąc pod uwagę, że stał niecałe trzy stopy od niej i robił przesadnie zainteresowane miny.

„Brandon” – powiedziała szybko Natalie – „to jest Vicente, mój partner biznesowy”.

„Vicente” – dodała – „to jest Brandon”.

„Przyjaciel” – powiedział Vicente, ściskając dłoń Brandona i spoglądając znacząco na Natalie. „Ten, który akurat jest w okolicy i zna na pamięć zamówienia kawy, jak to przyjaciele”.

Usta Brandona zadrżały.

„To ja” – powiedział uroczyście. „Profesjonalny, sympatyczny dostawca kawy”.

„Jak cudownie” – powiedział Vicente z przesadną pogodą ducha. „A ty jesteś w okolicy, bo…”

„Spotkanie z potencjalnym klientem w sprawie systemu automatyki budynkowej” – powiedział płynnie Brandon, wskazując niejasno na centrum miasta. „Pomyślałem, że wpadnę, bo Natalie wspominała, że ​​ma wczesny poranek”.

„Jakże to miłe” – powiedział Vicente.

Następnie zwrócił się do Natalie.

„Natalie, nie mówiłaś, że masz to coś? To ważna sprawa, którą musimy teraz omówić prywatnie w twoim biurze ?”

„Nie mam pojęcia, o czym mówisz.”

„Tak, masz rację” – syknął Vicente.

„Ta sprawa z tym czymś.”

Zanim zdążyła zaprotestować, on już pociągnął ją do tyłu.

„Bardzo mi przykro, Brandon” – zawołał Vicente radośnie – „ale naprawdę musimy ją ukraść. Nagłe wypadki w interesach. Rozumiesz”.

Brandon wyraźnie starał się nie śmiać.

„Oczywiście” – powiedział. „I tak powinienem już iść”.

Złapał wzrok Natalie.

Jego wyraz twarzy złagodniał.

„Ciesz się kawą.”

„Dziękuję” – wykrztusiła.

„Naprawdę” – powiedział Brandon, a sposób, w jaki na nią patrzył, sugerował, że oboje wiedzieli, co ma na myśli – „tak właśnie robią przyjaciele”.

W chwili, gdy Brandon wyszedł, Vicente praktycznie zaciągnął Natalie z powrotem do jej biura i zatrzasnął drzwi.

„To” – oznajmił – „ nie jest tylko przyjaciel”.

„Vicente—”

„Nie” – powiedział, unosząc rękę. „Absolutnie nie. Nie chcę słuchać argumentu przyjaciela”.

Kroczył dramatycznie.

„Ten facet patrzył na ciebie, jakbyś osobiście wynalazł światło słoneczne. Zna na pamięć twoje absurdalne zamówienie kawy – i wiem, że to absurdalne, bo widziałem, jak zamawiasz kawę i to długi akapit”.

„On jest spostrzegawczy” – próbowała Natalie.

„On ma obsesję” – poprawił go Vicente. „To różnica”.

Vicente przestał chodzić i wskazał na nią.

„I jeszcze jedno: uśmiechnęłaś się do niego. Nie swoim uprzejmym, profesjonalnym uśmiechem. Nie uśmiechem „dziękuję za kawę”.

Pochylił się.

„Uśmiechnęłaś się do niego, jakby uratował kociaka z płonącego budynku, jednocześnie rozwiązując problem głodu na świecie”.

Policzki Natalie zapłonęły.

„Nie zrobiłem tego.”

„Absolutnie tak”, powiedział Vicente. „Widziałem to. To było obrzydliwe. Też piękne, ale przede wszystkim obrzydliwe, bo ewidentnie oboje żyjecie w zaprzeczeniu”.

Opadł na krzesło przy biurku i dramatycznie nim zakręcił.

„Od jak dawna to trwa?”

„Nic się nie dzieje” – upierała się Natalie.

„Spotykamy się od dwóch tygodni”.

„Dwa tygodnie »spotykania się«” – powtórzył Vicente, robiąc agresywnie cudzysłów w powietrzu – „a on już zna twoje zamówienie na kawę lepiej niż ja. A pracuję z tobą od pięciu lat”.

„On po prostu…”

„On się w tobie zakochał” – powiedział Vicente.

Natalie otworzyła usta.

Vicente uniósł palec.

„Kochanie. Mówię to z miłością: oboje jesteście idiotami. Ten facet ewidentnie jest w tobie zakochany”.

„Dopiero się poznajemy” – zaprotestowała słabo Natalie.

„Najpierw budujemy przyjaźń”.

„Budujesz przyjaźń?” powtórzył powoli Vicente.

Gestykulował dziko.

„Nic tak nie wyraża luźnej przyjaźni, jak zapamiętywanie zamówień na kawę i wspólne przemierzanie miasta.”

Zanim Natalie zdążyła odpowiedzieć, jej telefon zawibrował.

Wiadomość od Brandona:

Twój partner biznesowy jest bardzo opiekuńczy. Szanuję to. A czy wspominałem już, że dziś wyglądasz pięknie? Bo tak jest. Miłego poranka.

W ogóle nie uśmiechała się do telefonu.

Ale ona na pewno tak zrobiła.

„Uśmiechasz się do telefonu” – oskarżył Vicente.

„To on?”

“Może.”

„Co powiedział?”

„Nie twoja sprawa.”

Uśmiech Vicentego był triumfalny.

„Powiedział ci, że wyglądasz pięknie, prawda? Twoja twarz zrobiła się taka miękka. To twoja mina , jakby powiedział coś słodkiego .”

„Nie mam twarzy”.

„Zdecydowanie masz twarz” – powiedział Vicente. „Masz kilka twarzy. Skatalogowałem je wszystkie”.

Wstał i poprawił koszulę.

„Słuchaj, powiem to raz, bo mi na tobie zależy. Ten mężczyzna nie patrzy na ciebie jak na przyjaciela – i ty też nie patrzysz na niego jak na przyjaciela”.

Wskazał na nią z dramatycznym naciskiem.

„Więc może przestań udawać, że to nic poważnego i przyznaj, że już jesteście w połowie drogi do całkowitego stracenia siebie.”

Po wyjściu Vicentego Natalie została sama z kawą, wpatrując się w wiadomość od Brandona.

Wpisała i usunęła trzy odpowiedzi, zanim zdecydowała się na:

Jesteś dość spostrzegawczy jak na kogoś, kto wczoraj kupił mi kawę bezkofeinową.

Jego odpowiedź nadeszła szybko.

Nigdy tego nie zapomnę, prawda?

Nigdy. Opowiem o tym naszym wnukom – odparła bez namysłu.

W chwili, gdy kliknęła „Wyślij”, z przerażeniem spojrzała na swój telefon.

Nasze wnuki.

Wnuki.

Dlaczego jej mózg tak zrobił?

Trzy kropki pojawiły się… zniknęły… pojawiły się ponownie.

Wreszcie:

Nasze wnuki pomyślą, że fatalnie zamawiam kawę. Lepiej im nie opowiadać o tym, jak zapomniałem, że twoje urodziny są dopiero w przyszłym miesiącu i przyszedłem z tortem trzy tygodnie wcześniej.

Natalie mrugnęła.

Zaczekaj. Pamiętałeś o moich urodzinach?

Oczywiście, że pamiętałem o twoich urodzinach. Wspomniałeś o nich raz, mimochodem, dwa tygodnie temu. Zapisałem je w kalendarzu z siedemnastoma przypomnieniami.

Siedemnaście alertów.

Na jej urodziny.

Pozostało prawie dwa miesiące.

Natalie wpatrywała się w swój telefon, gdy coś ciepłego i przerażającego rozlało się po jej piersi.

To nie była przyjaźń.

Vicente miał rację.

Marina miała rację.

Prawdopodobnie każdy, kto na nie spojrzał, miał rację.

To było coś zupełnie innego.

A najstraszniejsze było to, jak bardzo tego pragnęła.

Brandon stał przed drzwiami mieszkania Natalie o dziewiątej wieczorem w piątkowy wieczór, trzymając w ręku paczkę popcornu, dwie butelki napoju gazowanego i listę horrorów, nad którymi pracował przez ostatnie trzy godziny.

Był dyrektorem generalnym, który bez mrugnięcia okiem negocjował kontrakty warte miliony dolarów.

Ale myśl o spędzeniu wieczoru na kanapie u Natalie sprawiała, że ​​jego dłonie zaczynały się pocić.

„Zachowujesz się śmiesznie” – mruknął do siebie.

Potem, zanim zdążył się nad tym dłużej zastanowić, zapukał.

Natalie otworzyła drzwi w spodniach do jogi i za dużym swetrze, który opadał jej z jednego ramienia. Włosy miała spięte w niedbały kok na czubku głowy, a na nosie miała okulary, o których wspominała, że ​​nosi tylko w domu.

Wyglądała na osobę wygodną.

Prawdziwy.

I absolutnie niszczycielskie.

„Naprawdę byłeś przygotowany” – powiedziała, z aprobatą patrząc na jego rzeczy. „Jestem pod wrażeniem”.

„Bardzo poważnie podchodzę do wieczorów filmowych” – powiedział Brandon, wchodząc do środka.

Jej mieszkanie było dokładnie takie, jak sobie wyobrażał – ciepłe, wypełnione książkami i roślinami, ze oprawionymi szkicami architektonicznymi na ścianach.

„Chociaż powinienem cię ostrzec” – dodał – „jestem beznadziejny w horrorach. Zdecydowanie zamknę oczy podczas strasznych fragmentów”.

„Zanotowałam” – powiedziała Natalie ze śmiechem, biorąc od niego torbę. „Obiecałam cię ostrzec, zanim zacznie się straszenie”.

Usiedli na jej kanapie, rozdzielając się popcornem — celowy bufor, który wydawał się zarówno konieczny, jak i rozczarowujący.

Natalie wybrała się w kolejce po trzy filmy, zaczynając od klasycznego thrillera o zjawiskach nadprzyrodzonych.

„Jeśli ci się to nie podoba, możemy zmienić temat” – zaproponowała, trzymając w dłoni pilota.

„Natalie” – powiedział Brandon uroczyście – „zgodziłem się na horrory. Jestem zdecydowany”.

Chwycił garść popcornu.

„Jak źle może być?”

Po czterdziestu pięciu minutach miał odpowiedź.

Bardzo źle.

„W porządku” – powiedział Brandon nieco wyższym głosem niż zwykle, gdy złowroga muzyka wypełniła mieszkanie. „W porządku. Całkowicie w porządku”.

„Masz białe kostki od ściskania podłokietnika” – zauważyła Natalie, nie kryjąc nawet rozbawienia.

„To przypadkowe napięcie” – upierał się Brandon. „Nie ma nic wspólnego z przerażającym duchem dziecka, który pojawia się teraz w lustrach”.

Muzyka narastała.

Coś poruszyło się w cieniu na ekranie.

Ręka Brandona wystrzeliła i odruchowo chwyciła ramię Natalie.

„Przepraszam” – powiedział natychmiast, zaczynając się wycofywać.

„W porządku” – przerwała Natalie.

Jej głos złagodniał.

Przysunęła się bliżej, eliminując bufor popcornu.

„Możesz poczekać, jeśli będzie trzeba.”

Serce Brandona biło jak szalone.

I nie miało to już nic wspólnego z filmem.

Następnym przerywnikiem był gwałtowny atak paniki, podczas którego chwycił ją mocno za rękę, a ich palce naturalnie się splotły.

Natalie odwzajemniła uścisk.

Nie potrafił stwierdzić, czy to było zapewnienie, czy też strach.

„Wiesz” – powiedziała w chwili ciszy – „jak na osobę przerażoną, jesteś bardzo odważna”.

„Absolutnie nie jestem odważny” – mruknął Brandon. „Rozważam przeprowadzkę do innego kraju, gdzie horrory nie istnieją”.

„Dlaczego się na to zgodziłeś, skoro nie lubisz strasznych filmów?”

Szczera odpowiedź – bo je kochasz, a ja zrobiłbym wszystko, żeby to oznaczało spędzenie z tobą czasu – wydała mi się zbyt odkrywcza.

Brandon powiedział więc: „Bo uśmiechałeś się, kiedy o nich mówiłeś. Ten uśmiech jest wart kilku koszmarów”.

Natalie odwróciła się, żeby na niego spojrzeć.

Jej oczy łagodnie odbijały się w blasku telewizora.

„To żałosne” – powiedziała.

“Ja wiem.”

„Słodko” – poprawiła go delikatnie. „Naprawdę słodko”.

Byli już bardzo blisko.

Brandon mógł policzyć piegi na jej nosie.

Zobacz dokładny odcień brązu w jej oczach.

Film nadal grał, ale on nie potrafił skupić się na niczym innym poza ciepłem jej dłoni w swojej i sposobem, w jaki na niego patrzyła.

Następnie na ekranie pojawił się kolejny przerażający moment.

Natalie krzyknęła, instynktownie przyciskając się do niego jeszcze mocniej.

Nie zastanawiając się, Brandon objął ją ramieniem i przyciągnął do swojego boku.

„Dobra” – zaśmiała się Natalie, chowając twarz w jego ramieniu. „Oboje jesteśmy w tym beznadziejni”.

„Absolutnie okropne” – zgodził się Brandon.

Ale on nie puścił.

I nie odeszła.

Pozostali w tym stanie przez resztę pierwszego filmu i połowę drugiego.

Głowa Natalie spoczywała na jego ramieniu.

Jego ramię wokół niej.

Ich ciała pasowały do ​​siebie, jakby zostały do ​​tego zaprojektowane.

Przestali udawać, że uważnie się przyglądają, i zamiast tego wygłaszali komentarze niemające nic wspólnego z fabułą.

„Ta postać na pewno umrze” – przewidział Brandon.

„Powiedział tylko: »Zaraz wracam«” – zgodziła się Natalie. „To samobójstwo rodem z horroru”.

„Złe podejmowanie decyzji” – powiedział Brandon.

„W przeciwieństwie do nas” – powiedziała Natalie.

„Podejmujemy teraz doskonałe decyzje” – mruknął Brandon.

„Najlepsze decyzje”.

„Bardzo przyjazne decyzje” – stwierdziła Natalie.

„Niezwykle platoniczne” – zgodził się Brandon.

Ale jej palce kreśliły nieobecne wzory na jego kolanie.

A w reakcji jego ciała na jej dotyk nie było nic platonicznego.

Gdzieś w trakcie trzeciego filmu komentarz ustał.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Odśwież swoje dłonie i zredukuj niedoskonałości dzięki tej maseczce z białka jaja

Ubij białko jaja przez kilka sekund, a następnie dodaj oliwę z oliwek i mieszaj dalej, aż składniki zostaną całkowicie połączone ...

Przygotuj krem ​​z sody oczyszczonej i nałóż go na skórę przed pójściem spać. Żegnajcie zmarszczki, plamy i pryszcze.

Składniki: 2 łyżki sody oczyszczonej. Woda. Aloes lub oliwa z oliwek. Miód (dodaj go tylko, jeśli masz suchą skórę). Sposób ...

Jak zrobić pyszną marmoladę figową – łatwy przepis krok po kroku

Przygotowanie fig: Zaczynamy od dokładnego umycia fig. Następnie obieramy je ze skórki (choć można zostawić ją dla bardziej intensywnego smaku) ...

Leave a Comment