Część 1 — Ratunek (Nowy Jork)
Znasz ten moment, gdy nieznajomy ratuje cię z niezręcznej sytuacji i gdy zdajesz sobie sprawę, trochę za późno, że nie przyszedł tylko po to, żeby być miłym.
Wszystko zaczyna się w korytarzu restauracji.
Ona prosi o pomoc.
Posyła swoim uśmiechom półuśmiech i zachowuje się z pewnością siebie, która nie może być uznana za „zwykłą” życzliwość.
A w ciągu kilku sekund randka zamienia się w chaos.
Natalie Coleman podjęła szereg wątpliwych decyzji życiowych, ale zgoda na randkę w ciemno była na szczycie listy.
Siedziała naprzeciwko Dereka—
—a może to był Derick?
—obserwując, jak jego usta poruszają się, wypowiadając to, co uznała za słowa, chociaż jej mózg przestał je przetwarzać jakieś dwadzieścia minut temu, mniej więcej w czasie, gdy rozpoczął swój monolog na temat wydobywania kryptowalut.
„I dlatego technologia blockchain dosłownie zastąpi cały system bankowy już w przyszłym roku” – kontynuował, entuzjastycznie gestykulując widelcem.
Kawałek sałaty odleciał i wylądował na białym obrusie między nimi.
On nie zauważył.
Natalie mechanicznie skinęła głową, ale jej uśmiech bardziej przypominał grymas.
Marina była jej bardzo wdzięczna.
Jej najlepsza przyjaciółka przysięgała, że ten facet jest idealny —
„Zupełnie w twoim typie.”
Jeśli w ostatnich latach jej typ nie ewoluował i nie obejmował już mężczyzn, którzy używali niepoprawnych słów i mówili żargonem finansowym przez czterdzieści pięć minut z rzędu, to Marina była w katastrofalnym błędzie.
„Przepraszam” – powiedziała Natalie, gwałtownie wstając. „Muszę skorzystać z toalety”.
Derek — lub Derick — ledwo przerwał swoje wyjaśnienia dotyczące platform wiertniczych, by machnąć na nią roztargnionym gestem.
Na korytarzu restauracji panowała błogosławiona cisza.
Natalie oparła się o chłodną ścianę, zamknęła oczy i zaczęła liczyć do dziesięciu… potem do dwudziestu.
Potem poważnie rozważała wyskoczenie przez okno w łazience. Nieważne konsekwencje.
Rozważała kwestię integralności konstrukcyjnej klatki schodowej budynku, gdy drzwi damskiej toalety gwałtownie się otworzyły — i zderzyła się prosto z czymś, co przypominało ścianę twardych mięśni.
„Przepraszam, ja…” zaczęła, patrząc w górę.
Słowa utknęły jej w gardle.
Mężczyzna, który podtrzymywał ją dłońmi na ramionach, był wysoki – mierzył pewnie metr osiemdziesiąt – i miał ciemne włosy ułożone w ten idealnie niedoskonały sposób, który albo nie wymagał żadnego wysiłku, albo wymagał ogromnego wysiłku. Natalie nigdy nie potrafiła stwierdzić, który z nich jest najlepszy.
Jego szczęka była na tyle ostra, że mogła ciąć szkło.
A jego oczy…
Bóg.
Jego oczy miały głęboki brązowy kolor, który sprawiał, że człowiek zapominał, jak ma na imię.
Znała te oczy.
„Spotkaliśmy się” – powiedzieli jednocześnie.
Potem obydwoje niezręcznie się zaśmiali.
„Sześć miesięcy temu” – wyrzuciła z siebie Natalie.
„Ta inauguracja budynku korporacyjnego” – powiedział jednocześnie.
Natychmiast to sobie przypomniała: fontannę z szampanem, pomieszczenie pełne dyrektorów firm technologicznych i inwestorów kapitału podwyższonego ryzyka, sposób, w jaki stała tam, czując się nie na miejscu w sukience, która nie do końca do niej pasowała.
Była tam, ponieważ jej firma zaprojektowała wnętrza budynku.
Był tam, ponieważ – cóż, później dowiedziała się, że był właścicielem połowy firm obecnych na spotkaniu.
Brandon Whitaker.
Dyrektor generalny Whitaker Technologies, międzynarodowego przedsiębiorstwa, które zrobiło coś skomplikowanego z oprogramowaniem i sztuczną inteligencją.
Przedstawiła ich sobie na krótko ktoś, którego imienia Natalie nie mogła sobie przypomnieć.
Ale ona go pamiętała.
Dokładnie zapamiętała, jak patrzył na nią przez cały wieczór, przez pokój, jak gdyby była zagadką, którą chciał rozwiązać.
Krążyli wokół siebie godzinami, ale poza pierwszym uściskiem dłoni nigdy nie rozmawiali.
„Natalie Coleman” – powiedział teraz.
Fakt, że przypomniał sobie jej imię, sprawił, że coś zdradzieckiego i ciepłego zadrżało w jej piersi.
„Architekt, który nienawidzi pogawędek” – dodał – „i spędził całe przyjęcie chowając się przy stole z deserami”.
„Nie ukrywałam się” – zaprotestowała.
A potem rozważone ponownie.
„Okej. Całkowicie się ukrywałem.”
„A ty jesteś Brandonem Whitakerem” – powiedziała. „Prezesem, który wygląda, jakby wolał być gdziekolwiek indziej niż na branżowych eventach”.
Jego usta wygięły się w półuśmiechu, który odmienił całą jego twarz z onieśmielająco przystojnej w zabójczo atrakcyjną.
„Winny zarzucanego czynu.”
Stali tam na korytarzu, jej ręka jakimś cudem wciąż spoczywała na jego ramieniu po zderzeniu.
Żaden z nich się nie ruszył.
Chwila się przeciągnęła – naładowana tą samą elektrycznością, co tamtej nocy przed sześcioma miesiącami.
Wtedy z jadalni dobiegł głos Dereka.
„Czy wiesz, że opłaty za gaz Ethereum są w rzeczywistości obliczane na podstawie złożoności obliczeniowej?”
Czar prysł.
Oczy Natalie rozszerzyły się ze zgrozy, gdy przypomniała sobie swoją obecną trudną sytuację.
Brwi Brandona uniosły się, w jego oczach pojawiło się rozbawienie.
„Randka w ciemno?”
„Czy to aż tak oczywiste?”
„Pierwszą wskazówką był dla mnie wyraz rozpaczliwej rezygnacji na twojej twarzy.”
Przechylił głowę i zaczął się jej przyglądać.
„Aż tak źle?”
„Od prawie godziny objaśnia technologię blockchain” – powiedziała Natalie beznamiętnie. „Jestem architektem. Projektuję budynki. Moja wiedza o kryptowalutach zaczyna się i kończy na świadomości ich istnienia”.
Brandon się roześmiał — szczerze i szczerze, aż kąciki jego oczu się zmarszczyły.
Dźwięk ten wywołał niebezpieczne przyspieszenia w jej pulsie.
„Mam propozycję” – powiedziała nagle Natalie, a słowa wypłynęły z jej ust, zanim mózg zdążył je przefiltrować.
Złapała go za przedramię obiema rękami.
Zdesperowany.
„Proszę” – powiedziała. „Czy mógłbyś podejść do mojego stolika? Udawaj, że to nagły wypadek. Cokolwiek. Będę ci winna. Zaprojektuję twój kolejny budynek biurowy za darmo. Nazwę moje pierworodne dziecko twoim imieniem…”
„Zjedz ze mną kolację” – przerwał.
Jego głos był niski i łagodny.
„Prawdziwa kolacja. W przyszłym tygodniu.”
Natalie mrugnęła.
“Co?”
„To moja cena za uratowanie ciebie.”
Jego oczy spotkały się z jej wzrokiem — intensywnym i lekko psotnym.
„Jedna kolacja. Restauracja do wyboru.”
Powinna powiedzieć nie.
Nie znała tego mężczyzny poza jednym wieczorem, podczas którego wymieniali ukradkowe spojrzenia i dwuminutową rozmową na korytarzu.
Ale jego oczy były ciepłe.
Jego uśmiech był szczery.
I szczerze mówiąc, wszystko było lepsze niż kolejna minuta dyskusji o kryptowalutach.
„Zgoda” – powiedziała.
Uśmiech Brandona stał się szerszy i wyglądał tak, jakby był diabelnie niegodziwy.
“Dobry.”
Następnie podał mu ramię, jakby wchodził na scenę.
„A teraz” – powiedział – „wydostańmy cię stąd”.
„Po prostu zrób to wiarygodnie” – szepnęła Natalie, idąc w stronę jadalni. „Jakiś nagły wypadek w pracy czy coś. Niech będzie prosto”.
„Proste” – zgodził się Brandon.
Ale błysk w jego oku powinien ją ostrzec.
Podeszli do stołu.
Derek rozmawiał przez telefon, prawdopodobnie obliczając swój portfel Bitcoinów.
Gdy dotarli na miejsce, podniósł wzrok, a na jego twarzy malowało się zmieszanie.
To, co wydarzyło się później, przez lata odtwarzało się w pamięci Natalie.
Brandon podszedł prosto do niej, władczo położył dłoń na jej talii – jego dłoń była ciepła nawet przez bluzkę – i odwrócił się w stronę jej randki z wyrazem starannie kontrolowanego rozczarowania, które, szczerze mówiąc, było druzgocące.
„Kochanie” – powiedział, a w jego głosie słychać było nutę bólu i ledwo powstrzymywanego gniewu – „to z nim jesz kolację?”
Natalie opadła szczęka.
To nie było w planie.
Było to tak dalekie od planu, że plan obejmował teraz inny kod pocztowy.
Derek wstał tak szybko, że jego krzesło głośno zaskrzypiało o podłogę.
„Ja… Kto? Co?”
Brandon kontynuował, jakby był do tego przygotowany.
„Jestem jej chłopakiem” – powiedział, wciąż trzymając dłoń na talii Natalie. Jego kciuk poruszał się nieobecnym okręgiem, co bardzo utrudniało jej formułowanie spójnych myśli. „I muszę przyznać, że jestem niesamowicie rozczarowany, widząc moją dziewczynę na intymnej kolacji z innym mężczyzną”.
„Chłopak?” Twarz Dereka zbladła. „Ona… ona nie wspominała o chłopaku”.
„Czyż nie?” Ton Brandona sugerował głęboką zdradę.
Spojrzał na Natalie z tak perfekcyjnie wyrażonym bólem, że przez sekundę nawet ona prawie mu uwierzyła.
„Natalie” – powiedział cicho i zranionym głosem – „jak mogłaś?”
Powinna być wściekła.
To było śmieszne.
Teatralny.
Całkowita przesada.
Ale patrząc na twarz Brandona – jego oczy błyszczące od tłumionego śmiechu, choć wyraz twarzy nadal wyrażał urazę – poczuła nieodpartą chęć wybuchu histerii.
„Mogę wyjaśnić” – zdołała wykrztusić słabo.
„Myślę, że wyjaśniłeś już wystarczająco dużo” – powiedział Brandon smutno.
Następnie zwrócił się do Dereka, który wyglądał, jakby chciał zapaść się pod ziemię.
„Przepraszam za tę scenę” – powiedział Brandon. „Najwyraźniej przerwałem ci wieczór”.
„Nie… to znaczy, tak… to znaczy…” Derek drżącymi rękami złapał kurtkę. „Powinienem iść. Zdecydowanie powinienem iść. To jest… Przepraszam. Nie wiedziałem.”
Praktycznie wybiegł z restauracji.
W chwili, gdy odszedł, Natalie rzuciła się na Brandona, zamierzając powiedzieć mu, co o tym myśli.
Ale w chwili, gdy go zobaczyła – z zaciśniętą szczęką i trzęsącymi się ramionami – jej gniew rozpłynął się w czymś niebezpiecznie bliskim histerycznemu chichotowi.
„Powiedziałeś proste ” – syknęła, powstrzymując swój uśmiech.
„To było proste” – powiedział niewinnie Brandon.
Po czym zupełnie przestał udawać i zaczął się śmiać.
Pełny, wspaniały dźwięk, który sprawił, że połowa restauracji odwróciła się, żeby spojrzeć.
„Powinieneś był zobaczyć swoją twarz.”
„Powinienem cię teraz nienawidzić.”
„Ale ty tego nie robisz.”
To nie było pytanie.
I cholera, nie zrobiła tego.
„Chodź” – powiedział Brandon, w końcu puszczając jej talię, ale natychmiast chwytając ją za rękę. „Wynośmy się stąd, zanim obsługa nas poprosi”.
Zdążyli wyjść, zanim wybuchnął śmiech.
Natalie opierała się o ceglaną ścianę restauracji, trzymając się za brzuch, a łzy spływały jej po twarzy od śmiechu.
Brandon stał przed nią, jedną rękę opierając o ścianę tuż obok jej głowy. Jego śmiech był głęboki i zaraźliwy.
„Jesteś szalony” – wyszeptała między chichotami.
„To było kompletne szaleństwo.”
„Prosiłeś o wiarygodność” – zauważył, uśmiechając się.
„Poprosiłem o pilną sprawę służbową”.
„To była lepsza zabawa.”
Nie można było się z tym kłócić.
Gdy ich śmiech w końcu ucichł, Natalie uświadomiła sobie ich pozycję: on opierał się o nią, ona plecami do ściany, wokół nich panował chłodny październikowy wieczór, ale przestrzeń między nimi była zdecydowanie ciepła.
Jego wzrok na sekundę powędrował na jej usta, po czym znów spojrzał jej w oczy.
„Więc” – powiedział cicho Brandon, a jego głos robił z jej wnętrznościami rzeczy, które prawdopodobnie powinny być nielegalne – „co do tej kolacji…”
“Prawidłowy.”
Głos Natalie był bardziej chrapliwy, niż zamierzała.
„Zdecydowanie na to zasłużyłeś. W przyszły piątek, o siódmej.”
„To randka.”
Słowa wyrwały jej się, zanim mogła je rozważyć.
„Mam na myśli…” – rzuciła pospiesznie – „nie randkę , tylko kolację, żeby ci podziękować za ratunek, chociaż twój ratunek był całkowicie teatralny i niepotrzebny…”
„Natalie” – powiedział, a jego uśmiech był ciepły i szczery.
“Jest w porządku.”
„W piątek o siódmej” – powtórzył. „Przyjadę po ciebie”.
Nalegał, żeby odprowadzić ją do samochodu, jego obecność u jej boku była mocna i ciepła.
Gdy dotarli do jej limuzyny, otworzył drzwi kierowcy z typową dla niej staromodną uprzejmością, co sprawiło, że jej serce zabiło zdradziecko.
„Dziękuję” – powiedziała nagle, nieśmiało. „Za dzisiejszy wieczór. Nawet jeśli całkowicie zignorowałeś plan”.
„Zawsze, kiedy będziesz potrzebowała udawanego chłopaka” – powiedział żartem.
Ale w jego oczach było coś poważnego.
„Jestem twoim facetem.”
„Do zobaczenia w piątek, Natalie Coleman.”
Jechała do domu oszołomiona, a jej telefon wibrował od coraz bardziej nerwowych SMS-ów od Mariny, która domagała się szczegółów.
Natalie ignorowała ich wszystkich, zbyt zajęta odtwarzaniem minionego wieczoru: sposobu, w jaki Brandon się śmiał, ciepła jego dłoni, ciężaru jego spojrzenia.
To było niebezpieczne, pomyślała.
To coś, co zaczęło się sześć miesięcy temu od jednego spojrzenia przez zatłoczony pokój, a teraz rozgorzało na nowo z katastrofalną siłą.
Ale kiedy w końcu sprawdziła telefon, znalazła SMS-a od nieznanego numeru, który po prostu brzmiał:
Nie mogę doczekać się piątku. B.
—nie potrafiła przejąć się niebezpieczeństwem.
Niektóre rzeczy były warte ryzyka.
Brandon Whitaker prowadził ryzykowne negocjacje z prezesami firm z listy Fortune 500, przedstawiał propozycje technologiczne sceptycznym zarządom, a kiedyś wygłosił przemówienie inauguracyjne przed trzema tysiącami osób, nie wykazując się przy tym żadnym trudem.
Nic z tego nie mogło się równać z nerwami, które teraz ściskały mu żołądek, gdy stał przed budynkiem mieszkalnym Natalie Coleman dokładnie o 18:58
Myślał o niej bez przerwy od piątku.
Sposób, w jaki na niego patrzyła na korytarzu — rozpaczliwie i pięknie.
Dźwięk jej śmiechu, gdy jego śmieszny plan zadziałał.
Dotyk jej talii pod jego dłonią — miękki, ciepły, niebezpiecznie rozpraszający.
Myślał również o tym, że zgodził się na tę kolację jako zapłatę za swoje usługi, co technicznie rzecz biorąc oznaczało, że nie była to prawdziwa randka.
Ta myśl nie dawała mu spokoju bardziej niż powinna.
Drzwi do holu się otworzyły.
Brandon zapomniał jak oddychać.
Natalie miała na sobie ciemnozieloną sukienkę, która podkreślała jej kształty i sięgała tuż nad kolana. Jej ciemne włosy były rozpuszczone i opadały miękkimi falami na ramiona.
Zrobiła coś ze swoimi oczami, przez co wydawały się jeszcze większe.
Jej usta były pomalowane delikatnym różowym kolorem, co wywołało u niego zupełnie nieodpowiednie myśli u kogoś, kto rzekomo właśnie jadł kolację.
„Cześć” – powiedziała, lekko zdyszana. „Przepraszam, spóźniłam się i nie mogłam znaleźć drugiego kolczyka, a potem zdałam sobie sprawę, że cały czas go nosiłam, co jest niepokojące dla mojego stanu psychicznego”.
Jednak nagle się zatrzymała, jakby zdała sobie sprawę, że odbiega od tematu.
„Przepraszam” – powiedziała. „Jestem zdenerwowana”.
To wyznanie całkowicie go rozbroiło.
„Jesteś zdenerwowany?”
„Stoję tu już od dziesięciu minut, próbując sobie przypomnieć, jak wygląda normalna ludzka rozmowa” – przyznał.
Jej uśmiech był promienny.
“Naprawdę?”
“Naprawdę.”
Podał mu ramię.
Ona to wzięła.
„Wyglądasz pięknie” – powiedział i natychmiast się skrzywił. „Jak… oszałamiająco pięknie. Powinienem był zacząć od tego, zamiast przyznawać się, że zapomniałem, jak się mówi”.
Natalie roześmiała się i ten dźwięk sprawił, że coś w jego piersi się uspokoiło.
„Ty też nie jesteś zły” – powiedziała, mierząc go wzrokiem z szybką, nieśmiałą oceną. „Bardzo udany prezes, który dorabia jako udawany chłopak”.
„Rozważam dodanie tego do mojego profilu na LinkedIn” – powiedział Brandon, otwierając jej drzwi samochodu. „Specjalne umiejętności: wrogie przejęcia, planowanie strategiczne, ratowanie restauracji teatralnych”.
Wybrana przez niego restauracja była kameralną włoską knajpką na Brooklynie — wyjątkowe jedzenie, okropne oświetlenie, miejsce, do którego ludzie przychodzą, żeby zjeść, a nie żeby być widzianym.
Oczy Natalie rozbłysły, gdy to zobaczyła.
„To miejsce było na mojej liście od zawsze” – powiedziała, gdy usiedli przy stoliku w rogu. „Skąd wiedziałeś?”
Brandon spędził trzy godziny na wyszukiwaniu restauracji, czytał jej Instagram w poszukiwaniu wskazówek i w końcu zadzwonił do swojej asystentki o północy, aby poprosić o polecenia.
On tylko wzruszył ramionami.
„Szczęśliwy strzał.”
Oni zamówili.
Dostała risotto z grzybami.
Dostał osso buco.
A potem nadszedł moment, którego zarówno oczekiwał, jak i się obawiał.
Prawdziwa rozmowa.
Randka w ciemno była łatwa i naturalna.
Ale teraz, siedząc naprzeciwko niej w blasku świecy, Brandon czuł ciężar pragnienia, by zrobić na niej wrażenie.
„No więc” – powiedziała Natalie, ratując go z opresji – „prezes firmy technologicznej. Brzmi imponująco, a poza tym pewnie pracujesz sto godzin tygodniowo”.
„Tylko dziewięćdziesiąt” – odparł Brandon beznamiętnie. „Jestem bardzo zrównoważony”.
Ona się zaśmiała.
„Co skłoniło cię do założenia firmy technologicznej?” – zapytała. „Zaraz, ty ją założyłeś, czy odziedziczyłeś? Przepraszam, ale snuję domysły na temat twojej historii pochodzenia”.
„Nie, masz rację”. Uśmiechnął się. „Zacząłem to z moim współlokatorem ze studiów osiem lat temu. Mieliśmy pomysł na rozwiązania logistyczne oparte na sztucznej inteligencji, o którym wszyscy mówili, że jest nierealny”.
Zatrzymał się, zdając sobie sprawę, że zaraz zacznie wygłaszać przemowę na temat pracy.
„Przepraszam. To chyba nudne.”
„To nie jest nudne” – przerwała Natalie, pochylając się do przodu. „Dlaczego wszyscy mówili, że to niemożliwe?”
I tak po prostu…
Rozmawiali.
Naprawdę rozmawiamy.
Brandon opowiedział mu o ewolucji swojej firmy. Zamiast, jak u większości ludzi, mieć mgliste spojrzenie, zadała inteligentne pytania i dostrzegła powiązania, o których wcześniej nie pomyślał.
Opowiedziała mu o swojej firmie architektonicznej.
O presji związanej z byciem jednym z najmłodszych starszych architektów.
O jej marzeniu o projektowaniu zrównoważonych projektów mieszkaniowych.
„Więc” – podsumował Brandon – „ty chcesz zmienić świat za pomocą budynków, a ja chcę go zmienić za pomocą oprogramowania. Obaj jesteśmy idealistycznymi idiotami”.
„Najlepszy rodzaj idiotów” – zgodziła się Natalie, unosząc kieliszek wina.
„Do idealistycznej głupoty”.
„Za idealistyczną głupotę” – powtórzył, stukając swoim kieliszkiem o jej kieliszek.
Rozmowa toczyła się tak, jakby robili to od lat, a nie od godzin.
Odkryli, że oboje uwielbiają horrory, choć ona tak naprawdę lubiła się bać, a on to po prostu tolerował.
Obaj mieli wyrobione poglądy na temat nowoczesnej architektury, często zbieżne z tymi samymi.
Oboje woleli psy od kotów, chociaż żadne z nich nie miało zwierząt ze względu na napięte harmonogramy.
Oboje uważali, że ananas na pizzy to coś obrzydliwego, ale Brandon twierdził, że to właśnie on jest podstawą każdego długotrwałego związku.
„Związek?” Natalie uniosła brew.
Ale ona się uśmiechała.
Brandon poczuł, jak robi mu się gorąco w uszach.
„Chodziło mi o przyjaźń” – powiedział szybko. „Oczywiście o trwałą przyjaźń. Skoro się zaprzyjaźniamy, prawda?”
„Dobrze” – powiedziała.
Ale coś błysnęło w jej oczach, co sprawiło, że jego puls podskoczył.
„Przyjaciele udający randki, żeby ratować się nawzajem z opresji” – powiedział Brandon.
„Dokładnie” – odpowiedziała Natalie. „To bardzo specyficzny rodzaj przyjaźni”.
„Bardzo konkretne.”
Teraz obaj uśmiechali się jak idioci.
Kelner przyniósł dania główne i rozmowa zeszła na lżejsze tematy.
Żenujące historie z dzieciństwa.
Najgorsze pierwsze randki.
Choć Brandon prywatnie uważała, że nic nie przebije jej koszmaru związanego z kryptowalutą.
Ulubione miejsca podróży.
Brandon dowiedział się, że Natalie miała słabość do okropnych reality show, kolekcjonowała stare książki o architekturze i piekła najlepsze na świecie ciasteczka z kawałkami czekolady — jak twierdziła jej najlepsza przyjaciółka, Marina.
„Marina” – zapytał ostrożnie Brandon – „czy to ona zorganizowała randkę w ciemno?”
Natalie jęknęła.
„Tak. Chce dobrze, ale jej gust co do mężczyzn jest co najwyżej wątpliwy. Ciągle powtarza, że jestem zbyt wybredny”.
„Czy jesteś zbyt wybredny?”
„Wolę myśleć o tym jako o istnieniu standardów.”
Spojrzała mu w oczy.
„Nie chcę tracić czasu na ludzi, z którymi nie mam kontaktu”.
Ciężar tego stwierdzenia zawisł między nimi.
„Jeśli to ma jakieś znaczenie” – powiedział cicho Brandon – „nie sądzę, żebyś był zbyt wybredny. Myślę, że wiesz, czego chcesz”.
„A czego ja chcę?”
Pytanie było żartobliwe, ale pod spodem kryła się prawdziwa ciekawość.
Brandon przyglądał się jej przez światło świecy.
„Ktoś, kto rzuca ci wyzwanie” – powiedział powoli. „Ktoś, kto cię rozśmiesza. Ktoś, kto cię widzi – naprawdę cię widzi. Nie tylko odnoszący sukcesy architekt, ale kobieta, która ukrywa się na imprezach, ogląda horrory bez przerwy i bredzi, gdy się denerwuje”.
Natalie wstrzymała oddech.
„To bardzo konkretne” – powiedziała zdenerwowana.
„Pytałeś.”
Odchrząknęła.
„A co z tobą?” zapytała. „Czego chcesz?”
Szczera odpowiedź – ciebie, ciebie chcę – byłaby zbyt wiele i zbyt szybka.
Brandon powiedział więc: „Chcę kogoś prawdziwego. Każda kobieta, z którą spotykałem się przez ostatnie pięć lat, chciała prezesa, pieniędzy, statusu. Chcę kogoś, kto nadal będzie mnie lubił, nawet gdybym jutro stracił wszystko”.
Natalie nie odwróciła wzroku.
„Czy nadal chciałbyś być sobą, gdybyś jutro stracił wszystko?” – zapytała.
Pytanie go zaskoczyło.
“Co?”
„Mówię poważnie” – powiedziała delikatnie Natalie. „Zbudowałaś to imperium – tę tożsamość – wokół sukcesu. Gdyby to wszystko zniknęło, kim byś była?”
Nikt go o to nigdy nie pytał.
Nikt nigdy nie zadał sobie trudu, by kopać tak głęboko.
„Nie wiem” – przyznał Brandon. „Pewnie ktoś, kto wciąż opowiada okropne dowcipy i ratuje kobiety z nieudanych randek w ciemno”.
„Wtedy i tak byłabyś świetna” – stwierdziła po prostu Natalie.


Yo Make również polubił
Nazywam się Rebecca Wilson i mając 38 lat, stałam na pogrzebie mojej matki, z przerażeniem wyczekując chwili przybycia mojej siostry Stephanie
Mój zięć zaprosił mnie na „skromny rodzinny obiad”, żeby poznać jego rodziców z Francji. Podczas obiadu zaczęli mnie obrażać po francusku, myśląc, że jestem zwykłym staruszkiem, który nic nie rozumie. Nazywali mnie robotnikiem, chłopem, starym głupcem. Nie wiedzieli, że spędziłem pięć lat budując firmę w Bordeaux i rozumiałem każde słowo. Nie wiedzieli też, że ich mała kolacja wkrótce będzie ich kosztować całą firmę…
Mięciutkie Dyniowe Brioche z Nadzieniem – Przepis na Niezwykłe Bułeczki, Które Zrobią Furorę!
Na ślubie mojego syna spojrzał mi prosto w oczy i powiedział: „Mamo, powinnaś odejść. Moja żona czuje się nieswojo. Mówi, że jesteś naprawdę uciążliwa”. Stałem jak sparaliżowany w sali weselnej – tej samej, za którą sam zapłaciłem. Jeśli chce mnie wymazać z tego ślubu, czeka go najpoważniejsze konsekwencje w życiu… i straci wszystko.