Kiedy oskarżenie przeszło do dowodów finansowych, prawdziwy rozmiar zdrady mojej rodziny stał się jasny dla wszystkich obecnych na sali sądowej. Z wyciągów bankowych wynikało, że moi rodzice nie tylko sfinansowali zakup trucizny dla Jessiki. Osiemnaście miesięcy temu wykupili na mnie tajną polisę ubezpieczeniową na życie i opłacali składki ze swojego firmowego konta.
„Robert i Linda Williams wykupili polisę ubezpieczeniową na życie swojej córki America na kwotę 500 000 dolarów bez jej wiedzy i zgody” – wyjaśnił prokurator Williams ławie przysięgłych. „Uznali Jessicę za głównego beneficjenta, a siebie za beneficjentów drugorzędnych. Składki znacznie wzrosły w miesiącach, w których próby otrucia Jessiki nasilały się”.
Obrona próbowała argumentować, że moi rodzice byli niewinnymi ofiarami, którymi manipulowała choroba psychiczna Jessiki, ale przesłuchanie krzyżowe ujawniło inną wersję wydarzeń. Pod przysięgą Robert przyznał, że on i moja matka szczegółowo omawiali z Jessicą swoje problemy finansowe i wielokrotnie wspominali, o ile łatwiejsze byłoby ich życie, gdyby coś mi się stało.
„Czy powiedziałeś Jessice, że spadek, który America otrzymała po babci, może rozwiązać twoje problemy z długami w firmie?” – zapytał prokurator Williams podczas przesłuchania krzyżowego.
Robert wiercił się na krześle dla świadków. „Mogliśmy wspomnieć o naszym stresie finansowym, ale nigdy nie prosiliśmy Jessiki, żeby kogokolwiek skrzywdziła”.
„Czy dałeś Jessice gotówkę na zakup materiałów do, jak ci powiedziała, eksperymentów naukowych w szkole?”
„Tak, daliśmy jej pieniądze na materiały edukacyjne”.
„Czy wiedziałeś, że Jessica nie zapisała się na żadne zajęcia z nauk ścisłych, które wymagałyby od niej zakupu środków chemicznych do zastosowań przemysłowych?”
Milczenie Roberta było bardzo wymowne.
Ale najbardziej druzgocące zeznania pochodziły z nieoczekiwanego źródła. Derek, chłopak Jessiki, uzyskał immunitet w zamian za współpracę z prokuraturą. Zeznał, że Jessica chwaliła mu się powolnym zabijaniem mnie i pokazała mu wydrukowane e-maile od kontaktów zajmujących się pozyskiwaniem organów.
„Jessica powiedziała mi, że na organach siostry może zarobić więcej niż w jakiejkolwiek innej pracy” – zeznał Derek. „Powiedziała, że Ameryka jest zbyt głupia, żeby zdać sobie sprawę z tego, co się dzieje, i zbyt ufna, żeby się chronić”.
Zeznania Dereka ujawniły, że Jessica planowała udawać smutek po mojej śmierci, jednocześnie w tajemnicy ciesząc się ze swojego finansowego sukcesu.
„Już wybrała samochód, który kupi za pieniądze z organów” – powiedział Derek. „Pokazała mi stronę internetową i wszystko. Powiedziała, że to jak zapłata za to, że w końcu pozbyła się kogoś, kto zawsze ją przyćmiewał”.
Kiedy Jessica w końcu zeznawała w swojej obronie, jej zachowanie w niczym nie przypominało bezradnej, chorej psychicznie młodej kobiety, którą opisywali jej prawnicy. Podczas delikatnych pytań zadawanych przez jej adwokata, udało jej się sprawiać wrażenie skruszonej i zdezorientowanej swoimi czynami.
„Nie pamiętam, żebym robiła te wpisy w dzienniku” – zeznała Jessica, ocierając oczy chusteczką. „Przeżywałam wtedy naprawdę ciężki okres, zmagałam się z depresją i lękiem. Czasami pisałam rzeczy, które nie były prawdą, bo dawało mi to poczucie bezpieczeństwa, gdy wyobrażałam sobie, że mam kontrolę nad beznadziejnymi sytuacjami”.
Jednak przesłuchanie krzyżowe prokuratora Williamsa ujawniło prawdziwą naturę Jessiki. W ciągu kilku minut jej fasada zaczęła pękać pod wpływem presji.
„Pani Williams, zeznała pani, że nie pamięta pani pisania tych wpisów w dzienniku. Czy pamięta pani kontakt z Organ Express Solutions?”
„Nigdy nie kontaktowałam się z nikim w sprawie organów” – odpowiedziała stanowczo Jessica.
Prokurator okręgowy Williams wyciągnął wydrukowany e-mail i przeczytał na głos tytuł. „Nowy towar, wkrótce dostępny. Napisałeś tego e-maila ze swojego konta osobistego do handlarza organami na czarnym rynku. Czy pamiętasz teraz, kiedy go pisałeś?”
„To musiał być ktoś inny korzystający z mojego konta” – upierała się Jessica.
„Ktoś inny, kto znał grupę krwi twojej siostry, jej historię medyczną i grafik pracy?” – naciskał prokurator Williams. „Ktoś inny, kto miał dostęp do twojego konta e-mail przez miesiące, a ty tego nie zauważyłeś?”
Spokój Jessiki zaczął ustępować. „Mówię ci, że nigdy nie pisałam tych e-maili”.
Prokurator okręgowy Williams naciskał mocniej. „Zeznał pan również, że cierpiał pan na depresję i chorobę psychiczną w okresie, gdy truł pan siostrę. Czy był pan zbyt chory psychicznie, by badać związki chemiczne i ich wpływ na ludzkie organy?”
„Nie wiem, co masz na myśli.”
„Czy byłeś zbyt chory psychicznie, żeby podrobić podpis swojej siostry na dokumentach pełnomocnictwa medycznego?”
„Nigdy niczego nie sfałszowałem.”
„Czy byłeś zbyt chory psychicznie, żeby obliczyć dawki powodujące uszkodzenie narządów bez natychmiastowej śmierci?”
Maska Jessiki w końcu całkowicie pękła.
„Nie rozumiesz, jak to jest żyć w czyimś cieniu przez całe życie” – krzyknęła do prokuratora okręgowego Williamsa. „America dostała wszystko na tacy, a ja musiałam walczyć o ochłapy. Miała idealną pracę, idealnego chłopaka, idealne zdrowie, idealne relacje z babcią. Czemu miałaby to wszystko zatrzymać, skoro ja tego bardziej potrzebowałam?”
Na sali sądowej zapadła cisza, gdy Jessica dała wyraz swoim prawdziwym uczuciom.
„Tak ciężko pracowałam, żeby dowiedzieć się, jak ją rozchorować, nie zabijając jej zbyt szybko” – narzekała. „Zbadałam wszystko na temat interakcji chemicznych i konserwacji narządów. Zaplanowałam każdy szczegół perfekcyjnie. Gdyby po prostu umarła cicho, tak jak powinna, wszyscy przez chwilę by po niej popadli w żałobę, a potem poszli dalej swoim życiem”.
Adwokat Jessiki próbował rozpaczliwie powstrzymać ją od składania zeznań, ale ona całkowicie go zignorowała.
„Nie jestem szalona. Nie jestem chora psychicznie. Po prostu chciałam tego, co od początku powinno należeć do mnie. Ameryka była samolubna, próbując utrzymać życie, którego nawet nie doceniała”.
Ława przysięgłych obradowała niecałe dwie godziny, zanim wydała werdykt uznający oskarżonego winnym wszystkich zarzutów: usiłowania zabójstwa pierwszego stopnia, spisku w celu popełnienia morderstwa, napaści z użyciem niebezpiecznego narzędzia, oszustwa i spisku w celu popełnienia handlu organami.
Sędzia skazał Jessicę na dwadzieścia pięć lat więzienia stanowego bez możliwości zwolnienia warunkowego przez piętnaście lat. Moi rodzice otrzymali wyroki piętnastu lat więzienia za udział w spisku, choć ich prawnicy skutecznie argumentowali za możliwością zwolnienia warunkowego po ośmiu latach za dobre sprawowanie.
Siedząc na sali sądowej i słuchając wyroku Jessiki, poczułem coś, czego nie doświadczyłem od miesięcy: ulgę. Po raz pierwszy odkąd znalazłem jej dziennik, wiedziałem na pewno, że Jessica nigdy więcej nie będzie w stanie skrzywdzić mnie – ani nikogo innego.
Miesiące po procesie przyniosły rewelacje, które odmieniły moje rozumienie całej historii mojego życia. Sprzątając dom rodziców przed jego sprzedażą, aby opłacić koszty sądowe, odkryłem ukryty sejf w szafie ojca, w którym znajdowały się dokumenty, które moja rodzina trzymała w tajemnicy przez prawie trzy dekady.
Wśród dokumentów znalazłem swój oryginalny akt urodzenia, w którym wymienieni byli inni rodzice niż ci, którzy mnie wychowali. Były tam również dokumenty adopcyjne z datą, kiedy miałem sześć miesięcy, a także teczka z listami od mojej biologicznej rodziny, które były przechwytywane i ukrywane przez lata.
Prywatna detektyw, którą zatrudniłem, Margaret Chen, wyjaśniła mi, co się naprawdę wydarzyło.
„Americo, zostałaś adoptowana jako niemowlę przez Roberta i Lindę Williamsów po tym, jak twoi biologiczni rodzice zginęli w wypadku samochodowym” – powiedziała. „Ale agencja adopcyjna nie wiedziała, że masz siostrę bliźniaczkę, która została umieszczona w innej rodzinie”.
Margaret pokazała mi zdjęcie, które sprawiło, że serce stanęło mi w piersi. Kobieta, która wyglądała dokładnie jak ja, patrzyła na mnie z profesjonalnego zdjęcia portretowego, ubrana w lekarski fartuch i uśmiechająca się z ciepłem, jakiego nigdy nie widziałam u mojej adopcyjnej rodziny.
„To jest dr Diana Foster. Szukała cię od ponad dziesięciu lat, przeglądając różne rejestry adopcyjne i korzystając z usług prywatnych detektywów. Jessica odkryła poszukiwania Diany dwa lata temu i przechwytuje całą korespondencję, żebyś nigdy nie dowiedział się o swojej biologicznej rodzinie”.
Prawda uderzyła mnie jak fizyczny cios. Jessica nie próbowała mnie zabić tylko dla pieniędzy. Bała się, że znajdę swoją prawdziwą rodzinę i odkryję, o ile lepsze może być życie z ludźmi, którzy naprawdę mnie kochają.
Diana Foster mieszkała w Seattle, gdzie pracowała jako lekarz na oddziale ratunkowym w Szpitalu Dziecięcym w Seattle. Kiedy Margaret umówiła się z nami na pierwszą rozmowę telefoniczną, Diana płakała przez dwadzieścia minut, zanim zaczęła mówić w sposób zrozumiały.
„Nigdy nie traciłam nadziei, że cię odnajdę” – powiedziała Diana przez łzy. „Nasi biologiczni rodzice zostawili nam obojgu listy, w których wyjaśniali, jak bardzo nas pragną i jak bardzo im przykro, że nie mogą nas wychować sami. Nosiłam twój list przez piętnaście lat, czekając na dzień, w którym będę mogła ci go wręczyć”.
Diana dorastała w adopcyjnych rodzicach, którzy traktowali ją jak cenny dar, a nie ciężar. Była zachęcana do podążania za marzeniami, wspierana w trakcie studiów medycznych i kochana bezwarunkowo przez rodzinę, która doceniała jej osiągnięcia, zamiast mieć do nich pretensje.
„Mam ci tak wiele do opowiedzenia o naszych rodzicach” – powiedziała Diana. „Oboje byli nauczycielami i zginęli w wypadku samochodowym pod wpływem alkoholu, gdy mieliśmy pięć miesięcy. Zostawili szczegółowe listy o swoich nadziejach na naszą przyszłość i o tym, jak bardzo nas kochali, mimo że ledwo nas poznali”.
Przez kolejne kilka tygodni Diana i ja rozmawiałyśmy codziennie godzinami, opowiadając historie o naszych równoległych życiach i podziwiając podobieństwa między nami, mimo że wychowałyśmy się w zupełnie innych środowiskach. Obie wybrałyśmy karierę w służbie zdrowia, obie zmagałyśmy się z tymi samymi rzadkimi powikłaniami cukrzycy i obie miałyśmy niewytłumaczalną miłość do muzyki klasycznej i powieści kryminalnych.
Adopcyjni rodzice Diany, James i Patricia Foster, przyjęli mnie z otwartymi ramionami, kiedy przyleciałam do Seattle, żeby ich poznać. Po raz pierwszy w życiu doświadczyłam, jak to jest znaleźć się w pomieszczeniu, w którym ludzie szczerze cieszyli się na mój widok, zamiast tolerować moją obecność.
„Zawsze wiedzieliśmy, że Diana ma gdzieś siostrę bliźniaczkę” – wyjaśniła Patricia podczas kolacji w ich ciepłym, przytulnym domu. „Od lat mieliśmy nadzieję i modliliśmy się, żebyście się odnaleźli. Diana ciągle o tobie mówiła, kiedy była mała, mimo że nie pamiętała cię świadomie”.
James pokazał mi albumy ze zdjęciami dokumentującymi dzieciństwo Diany, zwracając uwagę na momenty, w których opowiadała o swojej drugiej siostrze, a także na rysunki dwóch dziewczynek, które wyglądały identycznie.
„Nigdy o tobie nie zapomniała, Ameryko” – powiedział. „Zawsze jej powtarzaliśmy, że rodzina to nie tylko więzy krwi, ale jej więź z tobą była czymś głębszym, niż potrafiliśmy wyjaśnić”.
Rodzina Fosterów pomogła mi zrozumieć, jak naprawdę wygląda normalna dynamika rodzinna. Pytali o moje zainteresowania, doceniali moją karierę pielęgniarską i traktowali mój stan zdrowia jako coś, co trzeba leczyć, a nie coś, na co należy się skarżyć. Kiedy opowiedziałam im o próbach zatrucia Jessiki, zareagowali z odpowiednim przerażeniem i opiekuńczością, zamiast zaprzeczać i obwiniać.
Diana wzięła tydzień wolnego, żeby pomóc mi uporać się z traumą związaną z odkryciem, że całe moje dzieciństwo opierało się na kłamstwach i manipulacji. Połączyła mnie z terapeutami specjalizującymi się w adopcji, traumie i przemocy w rodzinie, dając mi narzędzia do zrozumienia, że problem nigdy nie dotyczył mnie, ale ludzi, którzy mieli mnie chronić i wspierać.
„Przeżyłaś coś, co zniszczyłoby większość ludzi” – powiedziała mi Diana podczas jednej z naszych długich rozmów o doświadczeniach z dzieciństwa. „Fakt, że wciąż potrafisz ufać i okazywać dobroć, mimo że wychowałaś się wśród ludzi, którzy postrzegali cię jako osobę jednorazową, dowodzi, jak silna naprawdę jesteś”.
Dzięki badaniom Diany dowiedziałem się, że Jessica od lat systematycznie niszczyła korespondencję od mojej biologicznej rodziny. Listy, kartki urodzinowe, prezenty z okazji ukończenia szkoły, a nawet pieniądze odłożone na moją edukację – wszystko to zostało przechwycone i ukryte, aby uniemożliwić mi poznanie osób, które mnie szukały.
„Jessica dowiedziała się o poszukiwaniach Diany przez media społecznościowe” – wyjaśniła Margaret podczas naszego ostatniego spotkania. „Diana zamieściła twoje zdjęcie z dzieciństwa na stronach internetowych poświęconych adopcji i Jessica natychmiast je rozpoznała. Zamiast powiedzieć ci o twojej siostrze, Jessica postanowiła wyeliminować zagrożenie, eliminując ciebie”.
Rodzina Fosterów zaprosiła mnie w tym roku na święta Bożego Narodzenia, dając mi pierwsze w życiu doświadczenie świąt skupionych na miłości i wdzięczności, a nie na obowiązku i urazie. Przybrani bracia Diany, Marcus i Elena, traktowali mnie jak dawno niewidzianego członka rodziny, dzieląc się historiami z dorastania z Dianą i pytając o moje własne doświadczenia z autentycznym zainteresowaniem, a nie z osądem.
W bożonarodzeniowy poranek Patricia wręczyła mi zapakowany pakiet, w którym znajdował się list, który moi biologiczni rodzice napisali dla mnie przed śmiercią. Przez łzy odczytałam ich nadzieje związane z moją przyszłością, ich wyrazy miłości do córki, którą ledwo zdążyli poznać, i ich życzenia, abym dorastała otoczona ludźmi, którzy kochaliby mnie dokładnie taką, jaką miałam się stać.
„Mamy nadzieję, że ktokolwiek wychowa naszą piękną Amerykę, dostrzeże światło w jej oczach i siłę jej ducha” – napisała moja matka. „Modlimy się, aby była kochana żarliwie i zachęcana do dążenia do tego, co rozwesela jej serce. Przede wszystkim mamy nadzieję, że wie, że była chciana, planowana i kochana od momentu, w którym dowiedzieliśmy się o jej istnieniu”.
Czytając te słowa, w końcu zrozumiałem różnicę między byciem chcianym a tolerowanym. Moi biologiczni rodzice postrzegali mnie jako dar, podczas gdy moja adopcyjna rodzina widziała we mnie obowiązek, który kolidował z ich planami wobec Jessiki.
Diana pomogła mi ustanowić stypendium upamiętniające imiona naszych biologicznych rodziców dla studentów pielęgniarstwa, którzy pokonali traumę rodzinną. Wspólna praca nad czymś ważnym pozwoliła nam uczcić zarówno naszą wspólną stratę, jak i nowo odnalezioną więź.
W miarę upływu roku zacząłem budować życie w Seattle, niedaleko Diany i rodziny Fosterów. Odległość od rodzinnego miasta pomogła mi uporać się z traumą, w otoczeniu ludzi, którym naprawdę zależało na moim dobru. Po raz pierwszy w dorosłym życiu poczułem, że gdzieś przynależę, a nie tylko egzystuję na marginesie szczęścia innych.
Przeprowadzka do Seattle okazała się najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęłam. Diana pomogła mi znaleźć pracę na oddziale intensywnej terapii kardiologicznej w Szpitalu Ogólnym w Seattle, gdzie moje doświadczenie w opiece nad pacjentami urazowymi i dbałość o szczegóły sprawiły, że od razu stałam się wartościowym nabytkiem dla zespołu medycznego.


Yo Make również polubił
Leciałem 13 godzin, żeby zrobić mamie niespodziankę na Święto Dziękczynienia – po tym, jak potajemnie spłaciłem jej kredyt hipoteczny w wysokości 58 000 dolarów – a pierwszą rzeczą, jaką zrobiła, było wezwanie ochrony. Spojrzała na mnie gniewnie i powiedziała: „Niespodzianki są dla tych, którzy mają swoje miejsce”. Nie sprzeciwiałem się. Nie płakałem. Nawet nie pytałem dlaczego. Po prostu odwróciłem się i wyszedłem bez słowa. I tej nocy… nacisnąłem przycisk, który wywołał reakcję łańcuchową, na którą żadne z nich nie było przygotowane.
To jest kryptonit mojego męża. Nie potrafi się powstrzymać i prosi o więcej!
Chłopak mojej mamy zażądał, żebym wczoraj wieczorem oddała kluczyki do samochodu, bo „pan domu” podejmuje wszystkie decyzje. Nie wiedział, że wydaje polecenia w domu, którego akt własności widnieje na moim nazwisku.
Mój młodszy brat spojrzał mi prosto w oczy i oznajmił przed głównymi akcjonariuszami — całą naszą rodziną: „Nie masz tu żadnej kontroli. Ja przejmuję kontrolę nad wszystkim”. Sala wybuchła brawami. Stałem tam w milczeniu. Wtedy dyrektor finansowy wstał i powiedział: „Panie, wszelkie zmiany wymagają zgody akcjonariusza posiadającego 75% akcji”. Mój brat zamarł i wyjąkał: „To niemożliwe…?”