Tego ranka pojechałam zatłoczonym autobusem miejskim na rozprawę rozwodową i jeden mały akt życzliwości wobec nieznajomego zmienił wszystko – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Tego ranka pojechałam zatłoczonym autobusem miejskim na rozprawę rozwodową i jeden mały akt życzliwości wobec nieznajomego zmienił wszystko

Prawie 9:00 rano

Gabe powinien tu być za chwilę.

Z kierunku głównego wejścia Stella usłyszała głośny stukot butów o płytki.

Pewny siebie. Wyważony. Znajomy.

„On tu jest” – wyszeptała, a jej twarz odpłynęła.

Pan Kesler podążył za jej wzrokiem.

Przystojny młody mężczyzna wszedł do korytarza w idealnie wyprasowanym garniturze, świeżutkiej białej koszuli i jedwabnym krawacie. Za nim szedł inny mężczyzna w nieco tańszym garniturze, niosąc grubą skórzaną teczkę.

Gabe.

Poruszał się tak, jakby cały budynek należał do niego, jakby cały system prawny był tylko sceną dla jego występu.

Stella poczuła zimne, ciężkie uczucie w żołądku.

Wzrok Gabe’a przesunął się po korytarzu i zatrzymał się na niej.

Na jego ustach pojawił się drwiący uśmiech. Zmienił kierunek i ruszył w jej stronę.

Zdawał się nie zauważać starca siedzącego spokojnie u jej boku.

„Patrzcie, kto się właściwie pojawił” – powiedział Gabe głośno, gdy do nich dotarł, upewniając się, że ludzie w pobliżu mogą usłyszeć. „Myślałem, że nadal będziecie siedzieć w domu i płakać w łazience, zbyt przestraszeni, żeby się ze mną spotkać”.

Stella wyprostowała się, przypominając sobie radę pana Keslera.

„Jestem tu, bo taki jest obowiązek prawny” – odpowiedziała cicho, ale wyraźnie. „Szanuję wezwanie sądowe”.

Gabe wybuchnął krótkim, ostrym śmiechem.

„Och, posłuchaj”, zadrwił. „Mówisz o przestrzeganiu prawa”.

Zmarszczył nos.

„Jak się tu w ogóle dostałeś? Pojechałeś miejskim autobusem?” Przesadnie pociągnął nosem. „Pachniesz jak powietrze na zewnątrz”.

Twarz Stelli zapłonęła upokorzeniem.

„Jechałam autobusem” – odpowiedziała szczerze.

„Autobus” – powtórzył powoli, jakby smakował to słowo. „Słyszałeś to, Leo?” Odwrócił się do mężczyzny za sobą. „Żona starszego współpracownika w jednej z czołowych firm w Chicago jechała zatłoczonym autobusem w centrum. Wyobraź sobie, co by było, gdyby moi klienci VIP o tym wiedzieli”.

Leo uśmiechnął się uprzejmie.

„Ona nie do końca pasuje do wizerunku firmy, Gabe” – powiedział Leo. „Podjąłeś właściwą decyzję”.

Mówili o niej tak, jakby jej tam nie było.

Dłonie Stelli zacisnęły się w pięści, spoczywające na jej kolanach.

„Pozwól, że cię przedstawię” – kontynuował Gabe, wskazując dłonią na kolegę. „Stella, to jest Leo. Najlepszy w swojej klasie na świetnej uczelni prawniczej. To on dopilnuje, żebyś wyszła z tego przesłuchania w samym ubraniu na grzbiecie.

„Dlatego moja rada jest taka: zamiast wstydzić się prawnych argumentów, których nawet nie rozumiesz, po prostu ułatw sobie sprawę.”

Pstryknął palcami.

Leo wyciągnął z teczki grubą, niebieską teczkę i wcisnął ją w ręce Stelli.

„Podpisz to teraz” – rozkazał Gabe, a jego głos stał się bardziej stanowczy.

Stella spojrzała w dół.

Strona tytułowa była jasna: oświadczenie o zrzeczeniu się wszelkich roszczeń do majątku małżeńskiego. Dom. Samochód. Oszczędności. Wszystko.

„To oznacza, że ​​zrzekasz się wszelkich praw do domu, samochodu, ziemi – wszystkiego” – powiedział Gabe. „Wszystko jest na moje nazwisko. Ja spłacałem raty. Ty po prostu w tym mieszkałeś.

„Podpisz, a dam ci pięć tysięcy dolarów jako… nazwijmy to gestem dobrej woli. Wystarczy, żebyś wrócił do rodzinnego miasta i może otworzył mały stragan z jedzeniem”.

Ręce Stelli zaczęły się trząść.

Pięć tysięcy dolarów.

Tyle według jej męża warte były pięć lat lojalności, pracy i poświęceń.

Tymczasem dom, w którym zamieszkali, był w ogóle możliwy do zbudowania dzięki zaliczce, którą otrzymała z pieniędzy zarobionych na szyciu — całe noce spędzała na podwijaniu spódnic i naprawianiu zamków błyskawicznych u sąsiadów.

„Nie podpiszę” – powiedziała Stella. Głos jej drżał, ale zmusiła się do wypowiedzenia tych słów. „Zapłaciliśmy razem za ten dom. Zaliczka była moja. Mam do niej prawo”.

Twarz Gabe’a pociemniała. Na szyi pulsowała mu żyła.

„Ty niewdzięczna kobieto” – syknął, podchodząc tak blisko, że poczuła zapach jego wody kolońskiej. „Myślisz, że ta mała suma pieniędzy znaczy cokolwiek w porównaniu z tym, co zapłaciłem od tamtej pory? Żyjesz tylko z mojego sukcesu”.

Jego ostre słowa zawisły ciężko w powietrzu.

Gdy tak bredził, jego wzrok w końcu powędrował w stronę postaci siedzącej obok Stelli.

Starszy mężczyzna. Znoszone ubranie. Drewniana laska.

Gabe skrzywił się.

„A kim ty jesteś?” – prychnął. „Czyjś dziadek tu jest, żeby oglądać ten dramat? To prywatna sprawa. Idź sobie usiąść gdzie indziej”.

Gwałtownie wykonał ruch ręką, jakby strzepywał kurz z rękawa.

Pan Kesler zachował całkowity spokój.

„Proszę, mów dalej” – powiedział łagodnie. „Po prostu słucham. Nie codziennie widzę kogoś, kto tak bardzo stara się zniszczyć sobie życie słowami”.

Kilka osób siedzących w pobliżu poruszyło się, wyczuwając napięcie.

Oczy Gabe’a się zwęziły.

„Co ty właśnie powiedziałeś?” – warknął. „Wiesz co? Nie muszę tego znosić. Leo, idź po ochronę. Powiedz im, że kręci się tu jakiś destrukcyjny typ. On tu nie pasuje”.

„Gabe!” – wykrzyknęła Stella, instynktownie stając przed panem Keslerem. „Proszę, nie bądź niegrzeczny. Ten mężczyzna pomógł mi wcześniej w autobusie. To porządny człowiek. Ma więcej klasy niż to, co teraz pokazujesz”.

Gabe się roześmiał.

„To?” Wskazał na kraciastą koszulę staruszka i zniszczone buty. „To twój nowy opiekun? Nieznajomy z autobusu?”

Pokręcił głową.

„Wow, Stella. Rozwiedziona z szanowanym prawnikiem, a teraz chowasz się za staruszkiem, którego dopiero co poznałaś. To…” uśmiechnął się ironicznie, szukając odpowiedniego słowa, „żałosne”.

Leo zaśmiał się nerwowo, wyraźnie nie chcąc brać w tym udziału, ale jednocześnie bał się zaprzeczyć słowom Gabe’a.

Gabe znów skupił uwagę na Stelli.

„Moja cierpliwość się skończyła” – powiedział cicho i groźnie. „Podpisz teraz te papiery, albo obiecuję, że wykorzystam wszystkie znane mi sztuczki prawne, żebyś pożałował, że tego nie zrobiłeś.

„W tej sali sądowej poruszę wszystkie wstydliwe kwestie, jakie tylko będę mógł poruszyć. Zostawię cię z niczym”.

Łzy spływały po policzkach Stelli.

Za nią pan Kesler powoli podniósł się na nogi.

Jego ruchy były spokojne, ale emanowała z niego cicha siła.

„Synu” – powiedział, a jego głos nagle stał się głębszy, bardziej władczy – „na pewno chcesz dalej tak mówić? Do swojej żony… i do kogoś w wieku twojego dziadka?”

„W zawodzie, którym się chwalisz, etyka jest równie ważna jak wiedza.”

Gabe patrzył na niego, jakby stracił rozum.

„A kim właściwie jesteś, żeby mnie pouczać?” – zapytał Gabe. „Co wiesz o prawie? Jestem Gabe Mendoza , starszy prawnik w Kesler & Partners , jednej z największych kancelarii prawnych w tym kraju.

„Jesteś po prostu jakimś starym człowiekiem, który stanął mi na drodze.”

Na dźwięk nazwy firmy oczy pana Keslera na ułamek sekundy zabłysły.

Cicho westchnął i pokręcił głową.

„A od kiedy” – zapytał – „ Kesler & Partners zatrudnia prawników, którzy w ten sposób przemawiają do ludzi publicznie?”

Gabe mrugnął.

„Skąd znasz moją firmę?” – zapytał.

Zamiast odpowiedzieć, pan Kesler uniósł dłoń, by odgarnąć siwe włosy. W świetle jarzeniówek jego twarz nagle stała się nieomylnie wyraźna.

Mocna linia żuchwy. Ostry nos. Mały, charakterystyczny pieprzyk pod lewym okiem.

Leo, stojący tuż za Gabem, zesztywniał.

Aktówka wypadła mu z ręki i z głośnym hukiem uderzyła o podłogę.

„Leo?” – warknął Gabe. „Co ty robisz?”

Leo był blady. Jego ręka drżała, gdy uniósł drżący palec w stronę starca.

„Szefie…” wyszeptał ledwo słyszalnym głosem. „Spójrz mu w twarz. Naprawdę na niego spójrz.”

Gabe zwrócił się do starca.

Przez sekundę nic nie zadziałało.

Wtedy jego myśl powędrowała do gigantycznego, dwumetrowego obrazu olejnego, który wisiał w głównym holu Kesler & Partners .

Obraz założyciela firmy. Żywa legenda świata prawniczego, którego książki były lekturą obowiązkową na każdej amerykańskiej uczelni prawniczej. Mężczyzna, którego oprawione zdjęcie stało na biurku Gabe’a w biurze jako „inspiracja”.

Plotki głosiły, że mężczyzna jest na emeryturze, wiedzie spokojne życie i rzadko pokazuje się publicznie.

Profesor Arthur Kesler.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Spodziewałam się oświadczyn, ale on mnie upokorzył

Kiedy Ryan wszedł, powitały go czarno-złote balony, baner z napisem „Gratulacje z okazji łysienia!” i tort zupełnie taki sam jak ...

Mam kapustę i 3 jajka! To danie doprowadzi Cię do szaleństwa! Rodzinny przepis!

Podawaj danie na ciepło, posypane świeżymi ziołami, takimi jak koperek lub natka pietruszki. Może być świetnym dodatkiem do mięsa lub ...

Leave a Comment