To jeszcze nie koniec.
Nie musiałem pytać, od kogo to było.
Po niespokojnym śnie nastał poranek. Ubrałam się starannie, wybrałam jaskrawoczerwoną bluzkę zamiast moich zwykłych neutralnych kolorów i pojechałam do pracy z dziwnym spokojem, który mnie ogarnął.
W biurze panował chaos. Wieść o śledztwie rozeszła się szeroko, a pracownicy zebrali się w nerwowych grupkach, dzieląc się plotkami i obawami. Przechodziłem między nimi, kiwając głową, gdzie tylko mogłem, by dodać im otuchy.
Gregory Nelson wylądował. Jego limuzyna podjechała, gdy wchodziłem do budynku. Wyglądał na wycieńczonego, jego zazwyczaj idealny wygląd był pognieciony po dwudziestu godzinach podróży.
„Klon” – zawołał, dostrzegając mnie po drugiej stronie holu. „Moje biuro. Już.”
Jadąc windą w milczeniu, przygotowywałem się na to, co mogło nastąpić. Gregory był przede wszystkim biznesmenem. Przede wszystkim dbał o firmę, potem o swoją reputację, a na trzecim miejscu o syna.
Choć prawdopodobnie nie przyznałby się do tego rozkazu, nawet przed samym sobą.
Nie spodziewałem się, że w jego biurze będzie czekać trzecia osoba.
Theo Riley – były prezes i człowiek, który zatrudnił mnie pięć lat temu – siedział na jednym z krzeseł dla gości. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętałem: siwe włosy, czujne spojrzenie, spokojna postawa. Na jego widok serce zabiło mi mocniej.
Nie widziałem go od imprezy z okazji jego przejścia na emeryturę, która odbyła się siedem miesięcy temu.
„Klon” – Theo skinął głową, a jego wyraz twarzy był nieodgadniony.
Gregory zamknął za nami drzwi. „Usiądźcie” – rozkazał, wskazując na wolne krzesło.
Siedziałem, trzymając plecy prosto, z rękami złożonymi na kolanach.
„Siedziałem w samolotach prawie cały dzień” – zaczął Gregory napiętym głosem – „w tym czasie nasza firma została oblężona przez agentów federalnych. Nasze konta bankowe zostały tymczasowo zamrożone, a akcje spadły o dwanaście procent z powodu plotek o śledztwach karnych”.
Pochylił się do przodu. „Proszę, wyjaśnij mi, jak to się stało”.
Wziąłem głęboki oddech. „W zeszłym tygodniu Brent podpisał umowy partnerskie z trzema firmami z federalnej listy zastrzeżonych. Kiedy się o tym dowiedziałem i przedstawiłem dowody na posiedzeniu zarządu, zbagatelizował obawy i zasugerował, że partnerstwa będą kontynuowane niezależnie od tego”.
„I poszedłeś do władz” – stwierdził Gregory bez ogródek.
„Postępowałem zgodnie z właściwymi procedurami zgłaszania poważnych naruszeń”.
„Powinieneś był najpierw przyjść do mnie” – warknął.
„Byłeś w Dubaju” – zauważyłem. „Zanim wrócisz, miliony przelałyby się do tych firm. Naruszenia byłyby znacznie poważniejsze”.
„Ma rację, Greg” – wtrącił cicho Theo. „Gdyby pieniądze trafiły na te konta, firma przeszłaby z etapu naruszenia przepisów administracyjnych do etapu potencjalnego spisku przestępczego”.
Gregory rzucił mu zirytowane spojrzenie. „Nie prosiłem cię, żebyś przyszedł na to spotkanie, żeby jej bronić”.
„Nie” – zgodził się łagodnie Theo. „Zapytałeś mnie, bo zarząd zadzwonił do mnie o 3:00 w nocy, pytając, czy wiem coś o tym bałaganie”.
Pochylił się do przodu. „Martwią się, Greg. Bardzo się martwią”.
Gregory potarł skronie. „Agencja zasugerowała, że może złagodzić kary ze względu na udokumentowany sprzeciw Maple wobec tych transakcji, ale nadal grożą nam wysokie grzywny”.
„Lepsze to niż oskarżenie karne” – zauważył Theo.
Gregory znów zwrócił na mnie uwagę. „Dochodzi jeszcze kwestia, skąd władze wiedziały dokładnie, czego szukać. Czas sugeruje, że ktoś przekazał bardzo szczegółowe informacje”.
Spojrzałem mu prosto w oczy. „Firma ma prawny obowiązek przestrzegania federalnych ograniczeń handlowych. Naruszenie tych ograniczeń pociąga za sobą konsekwencje”.
„Zgłosiłeś nas?” zapytał wprost.
Starannie rozważyłem swoją odpowiedź. „Zrobiłem wszystko, co konieczne, aby uchronić firmę przed znacznie poważniejszymi konsekwencjami. Jeśli przejrzysz moją dokumentację, zobaczysz, że najpierw starałem się rozwiązać ten problem wewnętrznie”.
Gregory zacisnął szczękę. Zanim zdążył odpowiedzieć, jego asystent zapukał i wszedł do środka.
„Panie, zarząd zwołał nadzwyczajne zebranie. Proszą o pańską natychmiastową obecność. Pana Rileya też”. Zawahała się. „I panny Winters”.
Gregory wyglądał na zaskoczonego. „Chcą Maple?”
„Tak, proszę pana. Dokładnie.”
W sali konferencyjnej było chłodniej niż zwykle. Osiem osób siedziało przy długim stole z ponurymi minami. Przewodnicząca, Valerie, gestem zaprosiła nas do zajęcia miejsc.
„Zostaliśmy poinformowani o sytuacji” – zaczęła bez wstępu. „To potencjalnie ma kluczowe znaczenie dla naszej firmy”.
„Rozumiem powagę sytuacji” – zapewnił ją Gregory. „W pełni współpracujemy z…”
„To nie wystarczy” – przerwała Valerie. „Agencja dzwoniła do mnie osobiście dziś rano. Rozszerzyli swoje śledztwo, obejmując wszystkie partnerstwa międzynarodowe z ostatnich sześciu miesięcy”.
Gregory zbladł. „To przesada”.
„To standardowa procedura w przypadku wykrycia naruszeń” – wyjaśnił Theo. „Muszą ustalić, czy był to incydent odosobniony, czy powtarzający się schemat”.
„Musimy dokładnie zrozumieć, co się stało” – powiedziała Valerie, zwracając się do mnie. „Panno Winters, agenci bardzo dobrze wypowiadali się o pani pracy w zakresie przestrzegania przepisów. Wskazali, że starała się pani zapobiegać tym naruszeniom”.
Skinąłem głową. „Tak. Kiedy dowiedziałem się o partnerstwie ze spółkami z ograniczoną odpowiedzialnością, natychmiast wyraziłem swoje obawy”.
„Do kogo?” zapytała Valerie.
„Do Brenta Nelsona podczas wczorajszego zebrania zarządu. Cały zespół był obecny.”
„A jaka była odpowiedź?” Zawahałem się, zerkając na Gregory’ego.
„Mów śmiało” – poinstruowała Valerie. „Potrzebujemy prawdy”.
„Brent powiedział, że partnerstwa będą kontynuowane niezależnie od obaw dotyczących zgodności. Kiedy ostrzegłem o potencjalnej odpowiedzialności karnej, on…” Zrobiłem pauzę.
„On co?” naciskała Valerie.
„Później zaoferował mi zachęty finansowe w zamian za zatwierdzenie partnerstw, pomimo ich ograniczonego statusu”.
W pokoju rozległ się pomruk zaskoczenia.
„Oskarżasz mojego syna o próbę przekupstwa?” – zapytał Gregory z niedowierzaniem.
„Oświadczam, co się wydarzyło” – odpowiedziałem. „Nie było świadków tej rozmowy, ale udokumentowałem ją zaraz potem”.
Gregory zaczął protestować, ale Valerie podniosła rękę.
„Gdzie teraz jest Brent?” zapytała.
„W swoim biurze” – odpowiedział Gregory. „Powiedziałem mu, żeby tam został, dopóki tego nie rozwiążemy”.
Valerie skinęła głową do swojej asystentki, która wyszła z pokoju. Chwilę później wprowadzono Brenta, który wyglądał na buntownika.
„Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, dlaczego agenci federalni przeglądają moje transakcje?” – zażądał, zanim zauważył całą salę. Lekko się zawahał, po czym wyprostował. „To nieporozumienie. Te partnerstwa są całkowicie legalne”.
„Są to firmy znajdujące się na federalnej liście osób objętych ograniczeniami” – stwierdziła Valerie.
„Drobne szczegóły techniczne” – zbył Brent. „Nic, z czym nie moglibyśmy sobie poradzić, mając odpowiednie kontakty”.
Obserwowałem, jak Gregory skrzywił się, słysząc słowa syna.


Yo Make również polubił
Ciii, to moja tajna broń, która pozwala mojemu mężowi zachować dobry nastrój – on to uwielbia
Ciasto Bender
Samolot, który zniknął w 1955 roku, powraca po 37 latach. Oto, co się wydarzyło…
Scaloppine al Marsala: smaczny i szybki przepis z polędwicą wieprzową i rozmarynem