„Pani Walsh” – zapytała Patricia – „ile razy Jennifer kontaktowała się z panią w sprawie Masona w ciągu pierwszych pięciu lat jego życia?”
„Cztery razy” – powiedziałem. „Krótkie rozmowy telefoniczne. Nigdy nie prosiła o spotkanie, nigdy nie prosiła o zdjęcia, nigdy nie wysyłała pieniędzy ani wsparcia”.
„A co będzie pięć lat później?”
„Dwa razy. Dwa telefony, może po dziesięć minut każdy.”
„A przez ostatnie trzy lata, zanim dowiedziała się o spadku?”
„Zero razy.”
Patricia pozwoliła, aby te słowa dotarły do niej.
„Pani Walsh, dlaczego chce pani adoptować Masona?”
Spojrzałem na Jennifer, a potem naprawdę na nią spojrzałem i zobaczyłem to, co potrzebowałem zobaczyć – nie wyrzuty sumienia, nie miłość, ale kalkulację. Chodziło o pieniądze i kontrolę, a nie o dziecko, za którym tęskniła.
„Bo jest moim synem” – powiedziałam po prostu. „Może nie z urodzenia, ale pod każdym względem, który ma znaczenie. Kochałam go, wychowałam, poświęciłam się dla niego. Byłam przy nim w każdym koszmarze, każdej gorączce, każdym triumfie i złamanym sercu. Jestem jego matką od trzynastu lat. Proszę tylko sąd o nadanie mu oficjalnego statusu”.
Następnie głos zabrała Jennifer.
Jej prawnik próbował naprawić jej wizerunek, ale przesłuchanie Patricii okazało się druzgocące.
„Pani Walsh, kiedy były urodziny Masona?”
Jennifer mrugnęła. „Yyy… październik.”
„Jest 3 września” – powiedziała cicho Patricia. „3 września 2008 roku. Kiedy miał ostatnią wizytę u lekarza?”
„Ja… nie wiem. Ostatnio.”
„Dwa tygodnie temu. Miał badania lekarskie przed kwalifikacjami do baseballu. Na jakiej pozycji gra?”
Cisza.
„Shortstop” – podpowiedziała Patricia. „Jaki jest jego ulubiony przedmiot w szkole?”
Więcej ciszy.
„Historia. A konkretnie historia II wojny światowej. Zrobił projekt w D-Day, który zdobył pierwsze miejsce na szkolnym festynie. Czy wiedziałeś o tym?”
“NIE.”
„Ale jaki rozmiar buta nosi? Jak ma na imię jego najlepszy przyjaciel? Na co ma alergię? Kim chce zostać, jak dorośnie?”
Jennifer nie potrafiła odpowiedzieć na ani jedno pytanie i wszyscy obecni na sali sądowej mogli to zobaczyć.
Nie znała swojego syna, bo nigdy nie zadała sobie trudu, żeby go poznać.
Sędzia zarządził przerwę.
Kiedy wróciliśmy, chciał porozmawiać z Masonem na osobności — tylko z sędzią i Masonem w jego gabinecie.
Mason był tam przez czterdzieści pięć minut.
Gdy wyszedł, jego oczy były czerwone, ale twarz wyrażała determinację.
Spotkaliśmy się ponownie na sali sądowej.
Sędzia wyglądał na zmęczonego, jakby ta sprawa go przytłoczyła.
„Zapoznałem się ze wszystkimi dowodami” – zaczął. „Wysłuchałem zeznań. Rozmawiałem z Masonem. To nie jest łatwa decyzja, ponieważ prawo generalnie faworyzuje ochronę praw rodzicielskich. Ale prawo wymaga również od nas rozważenia, co leży w najlepszym interesie dziecka”.
Spojrzał na Jennifer.
„Pani Walsh, wierzę pani, kiedy mówi pani, że troszczy się pani o syna. Ale troska to za mało. Bycie rodzicem wymaga obecności, poświęcenia i bezwarunkowej miłości. Przez trzynaście lat zdecydowała się pani nie być obecna w życiu Masona. Miała pani możliwości. Miała pani możliwość dzwonienia, odwiedzania, angażowania się. Zdecydowała się pani z nich nie skorzystać”.
Jennifer teraz płakała.
Sędzia zwrócił się do mnie.
„Pani Walsh, widziałem dowody pani oddania temu dziecku. Widziałem trzynaście lat miłości udokumentowane w szkolnych papierach, dokumentacji medycznej i zdjęciach. Rozmawiałem z młodym mężczyzną, który jest elokwentny, zrównoważony i ma jasność co do tego, gdzie jest jego dom i kim jest jego matka”.
Serce waliło mi tak mocno, że myślałem, że zemdleję.
„Panno Walsh” – powiedział do Jennifer – „twoje prawa rodzicielskie zostają niniejszym odebrane. Wniosek o adopcję został rozpatrzony pozytywnie i sfinalizowany. Mason Walsh jest teraz prawnie synem Barbary Walsh”.
Na sali sądowej wybuchła wrzawa.
Jennifer krzyczała. Jej prawnik próbował ją uspokoić. A ja siedziałem tam w szoku.
To był koniec.


Yo Make również polubił
Są tak dobre, że robię je dwa razy w tygodniu! Najprostszy przepis z cukinią!
Młoda dziewczyna myślała, że znalazła jaszczurkę – kiedy weterynarz to zobaczył, nie mógł uwierzyć własnym oczom
Znalazłam męża w szpitalu z moją „najlepszą przyjaciółką”. Skłamał w sprawie podróży służbowej, okazało się, że byli małżeństwem przez dwa lata za moimi plecami, więc wzięłam wszystkie pieniądze, zablokowałam im konta i doprowadziłam ich do bankructwa.
Kiedy mój mąż powiedział mimochodem: „Moi znajomi uważają, że nie jesteś dla mnie wystarczająco wyjątkowa – mogłabym trafić lepiej”, odpowiedziałam po prostu: „To znajdź sobie kogoś lepszego”. Tego samego dnia po cichu odwołałam nasze plany, prezenty, wszystko. Dwa tygodnie później, o 4:00 rano, jego najbliższy przyjaciel zadzwonił do mnie ze łzami w oczach: „Proszę, odbierz. Dziś wieczorem coś się wydarzyło i chodzi o ciebie”.