„Prześlij mi hasło do dysku współdzielonego i opróżnij swoje biurko” – napisał nowy wiceprezes. Odpowiedziałem: „Nie ma hasła – ten dysk jest objęty umową mojej firmy. Sprawdź w dziale prawnym”. Pięć minut później przesłał je do działu prawnego… który wysłał je do prezesa: „Właśnie zwolniłeś swojego dostawcę”. – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

„Prześlij mi hasło do dysku współdzielonego i opróżnij swoje biurko” – napisał nowy wiceprezes. Odpowiedziałem: „Nie ma hasła – ten dysk jest objęty umową mojej firmy. Sprawdź w dziale prawnym”. Pięć minut później przesłał je do działu prawnego… który wysłał je do prezesa: „Właśnie zwolniłeś swojego dostawcę”.

„Zdefiniuj naruszenie” – powiedziałem.

„Próba replikacji lub przeniesienia systemów należących do kontrahenta bez zezwolenia” – Judith przeczytała wprost z dokumentu. „Dokładnie to samo zrobił Wallace zeszłej nocy. Teoretycznie można by zerwać umowę już teraz i całkowicie ich odciąć”.

Przyswoiłem sobie tę informację uważnie.

„Ale ja nie chcę tego robić.”

„Dlaczego nie? Złamali umowę.”

„Bo nie jestem mściwy” – powiedziałem. „I dlatego, że ponad sześćdziesiąt osób, które polegają na tej infrastrukturze, wykonując swoją pracę, nie zrobiło nic złego. Wallace popełnił błąd – albo coś zakpił – w zależności od tego, jak bardzo jestem łaskawy co do jego intencji. Ale to nie znaczy, że powinienem spalić cały układ”.

„Więc co chcesz zrobić?”

Zastanowiłem się nad tym pytaniem. Czego chciałem? Nie zemsty. Nie jakiejś dramatycznej konfrontacji. Chciałem, żeby Wallace zrozumiał sytuację, przyznał się do błędu, wycofał się i pozwolił, żeby sprawy toczyły się dalej, tak jak przez cztery lata funkcjonowały idealnie.

„Chcę jutro iść na to spotkanie z absolutną pewnością co do swojego stanowiska” – powiedziałem. „Chcę znać każdy możliwy punkt widzenia, jaki mogą wykorzystać, każdy argument, jaki mogą przedstawić, i dokładnie wiedzieć, jak im przeciwdziałać”.

„W porządku” – powiedziała Judith i słyszałam, jak się uspokaja. „Zagrajmy w grę wojenną”.

Przez następne dziewięćdziesiąt minut analizowaliśmy różne scenariusze. Co by było, gdyby twierdzili, że infrastruktura została stworzona z wykorzystaniem zasobów firmy? W odpowiedzi przedstawili szczegółowe dane finansowe, z których wynikało, że wszystkie koszty hostingu, wydatki na rozwój i opłaty za utrzymanie pokryłem za pośrednictwem mojej spółki LLC.

A co, jeśli argumentowaliby, że system jest niezbędny dla funkcjonowania firmy i dlatego nie może być niezależny? Przeciwko temu stanowi rzeczy posłużyłby się wyraźnym zapisem umowy, który przewidywał i uwzględniał właśnie tę obawę.

A co, jeśli zagroziliby pozwem? Sprzeciwiliby się temu, że i tak przegrają sromotnie i zdawali sobie z tego sprawę.

Kiedy skończyliśmy, miałem dokument przedstawiający każdy możliwy argument i każdą odpowiadającą mu odpowiedź, poparty konkretnymi sekcjami umowy, dokumentami finansowymi i precedensami prawnymi.

„Jeszcze jedno” – powiedziała Judith, zanim się rozłączyliśmy. „Nagraj spotkanie jutro”.

„Czy to zgodne z prawem, jeśli im o tym nie powiemy?”

„W tym stanie, tak. To jurysdykcja jednostronnej zgody. Nie potrzebujesz ich zgody. Esme, jeśli spróbują cię zwolnić lub zagrozić ci kontraktem, to nagranie stanie się kluczowym dowodem”.

Obiecałem, że to zrobię, a potem poświęciłem kolejną godzinę na przygotowania. Przygotowałem prezentację – nic wyszukanego, tylko przejrzystą dokumentację historii infrastruktury, struktury własnościowej i warunków umownych. Zrzuty ekranu z oryginalnymi podpisami umów. Dokumenty finansowe pokazujące inwestycje mojej spółki LLC. Harmonogram kamieni milowych rozwoju. Wszystko zorganizowane, profesjonalne, niepodważalne.

Gdyby Wallace chciał porozmawiać o dostępie administracyjnym, przeprowadziłbym z nim rozmowę, której na pewno nie zapomni.

Następnego ranka przybyłem do biura piętnaście minut wcześniej. Budynek miał ten specyficzny charakter korporacyjnej przestrzeni: szkło, stal, starannie wyselekcjonowane rośliny, które ktoś inny podlewał. Muzyka ambient grała na tyle cicho, że niemal podświadomie.

Zameldowałem się w recepcji, odebrałem identyfikator gościa i udałem się do sali konferencyjnej na dziesiątym piętrze.

Tak — identyfikator gościa. Pomimo czterech lat pracy w tej firmie, zawsze utrzymywałem status zewnętrznego kontrahenta. Nigdy nie miałem identyfikatora pracowniczego, nigdy nie figurowałem w wewnętrznym spisie, nigdy nie miałem firmowego adresu e-mail. Wszystko przechodziło przez Parker Analytics Solutions LLC.

Wtedy wydawało się to drobnym szczegółem administracyjnym. Teraz przypominało zbroję.

Sala konferencyjna była jedną z tych o szklanych ścianach, widocznych z całego piętra. Strategiczny wybór z czyjejś strony – prawdopodobnie Wallace’a. Upublicznić to. Uwidocznić. Zademonstrować autorytet przed całą firmą.

Usiadłem na krześle, otworzyłem laptopa i czekałem.

Wallace pojawił się dokładnie o 10:00, ani minuty wcześniej, ani później. Był typem dyrektora, który ubierał się tak, jakby przeczytał artykuł o ubiorze dla elity i skrupulatnie się go trzymał: drogi garnitur, awangardowy zegarek, fryzura, która prawdopodobnie kosztowała więcej niż mój miesięczny budżet na zakupy spożywcze.

Za nim podążały dwie osoby. Dyrektor finansowa – kobieta o imieniu Linda Garrett, z którą od lat serdecznie współpracowałem – i osoba z działu HR z zaproszenia w kalendarzu, młodszy mężczyzna, którego identyfikator wskazywał James Fletcher, starszy partner biznesowy ds. HR.

„Esme” – powiedział Wallace, nie podając ręki. „Dziękuję, że znalazłaś czas”.

„Oczywiście” – odpowiedziałem przyjemnym i profesjonalnym głosem.

Usiadł naprzeciwko mnie, a Linda i James stali po jego bokach jak porucznicy. Ustawienie było celowe: oni po jednej stronie stołu, ja po drugiej. Z założenia wrogie.

Mój telefon leżał na stole obok laptopa. Aplikacja do nagrywania głosu już działała, udając odtwarzacz muzyki. Nikt tego nie kwestionował.

„Przejdźmy od razu do rzeczy” – zaczął Wallace. „Musimy porozmawiać o infrastrukturze CloudFrame i obecnej strukturze własnościowej”.

„Chętnie o tym porozmawiam” – powiedziałem spokojnie.

„Dobrze, bo szczerze mówiąc, obecny układ nie jest zrównoważony. Jesteś zewnętrznym wykonawcą, który utrzymuje krytyczną infrastrukturę biznesową, od której zależą wszystkie nasze operacje. To problem z zarządzaniem ryzykiem, obawa o ciągłość i nieefektywność operacyjną”.

Skinąłem głową i pozwoliłem mu mówić.

„Musimy więc przekazać tę infrastrukturę pod wewnętrzne zarządzanie. Pełny dostęp administracyjny, pełna kontrola, odpowiednia integracja z naszymi protokołami bezpieczeństwa IT. To nie jest sprawa osobista, Esme. To po prostu dobra praktyka biznesowa”.

Powiedział to z taką pewnością siebie, jakby tłumaczył podstawy arytmetyki komuś, kto nigdy wcześniej nie zetknął się z liczbami.

„Rozumiem obawy” – powiedziałem ostrożnie – „ale to, co proponujesz, ma fundamentalny problem. Infrastruktura CloudFrame nie jest aktywem firmy, który można przenieść. Jest własnością mojej spółki LLC zgodnie z warunkami naszej umowy ramowej o świadczenie usług”.

„Przeczytałem umowę” – powiedział Wallace, co podejrzewałem, że było kłamstwem – „i wydaje mi się, że doszło do pewnego nieporozumienia co do tego, co tak naprawdę oznacza ten zapis”.

„Czy jest?”

Otworzyłem laptopa i otworzyłem odpowiednie sekcje umowy.

„Paragraf 7.3 stanowi – i czytam to bezpośrednio – że wykonawca zachowuje wyłączną własność wszystkich zastrzeżonych systemów, narzędzi i infrastruktury opracowanych w ramach niniejszej umowy. Wydaje mi się to dość jednoznaczne”.

Linda poruszyła się niespokojnie. Była członkiem zespołu finansowego, kiedy podpisano tę umowę. Doskonale wiedziała, co oznaczają jej warunki.

Wallace pochylił się lekko do przodu.

„Ale ta infrastruktura została stworzona na użytek firmy, z wykorzystaniem danych firmy i do jej celów. Każda rozsądna interpretacja prowadziłaby do wniosku, że firma ma prawa własności”.

„Z tym że umowa wyraźnie porusza właśnie tę kwestię” – powiedziałem, starając się zachować spokój. „Paragraf 7.4 rozróżnia prawo własności od prawa użytkowania. Firma ma pełne prawo użytkowania – pełny dostęp do wszystkich funkcji, wszystkich danych, wszystkich możliwości analitycznych – ale prawo własności pozostaje po stronie Parker Analytics Solutions LLC. To nie było niedopatrzenie ani niejednoznaczny zapis. Został on celowo skonstruowany w ten sposób”.

„Przez kogo?” zapytał Wallace.

„Założyciel, jego radca prawny i mój prawnik” – powiedziałem. „Cztery lata temu, kiedy firma potrzebowała infrastruktury, ale nie miała zasobów, aby ją rozwijać wewnętrznie, rozwiązanie to przyniosło korzyści wszystkim. Firma zyskała światowej klasy możliwości analityczne bez konieczności początkowej inwestycji, a ja zachowałem prawa własności do opracowanej przeze mnie własności intelektualnej”.

James z działu HR w końcu zabrał głos.

„Ale z pewnością rozumiesz, jak bardzo to komplikuje sytuację z operacyjnego punktu widzenia. Co się stanie, jeśli jutro potrąci cię autobus? Co się stanie, jeśli zdecydujesz się przestać z nami współpracować? Firma jest zależna od systemu, nad którym nie mamy kontroli”.

„To uzasadnione pytania” – przyznałem – „i zostały one uwzględnione w umowie. Sekcja 9.1 określa postanowienia dotyczące ciągłości, w tym protokoły dostępu zapasowego, wymogi dotyczące dokumentacji oraz procedury przejściowe na wypadek sytuacji awaryjnej. Sekcja 11.5 stanowi, że w przypadku rozwiązania umowy przez którąkolwiek ze stron, powiadamiam o tym z siedemdziesięciodwugodzinnym wyprzedzeniem, co daje firmie czas na znalezienie alternatywnych rozwiązań”.

„Siedemdziesiąt dwie godziny to niewiele czasu” – powiedział Wallace.

„Tak zostało ustalone” – odpowiedziałem po prostu.

Rozmowa kręciła się w kółko przez kolejne dwadzieścia minut. Wallace próbował różnych podejść – powołując się na standardy branżowe, powołując się na kwestie bezpieczeństwa, sugerując, że moje stanowisko jest nieracjonalne. Za każdym razem spokojnie odwoływałem się do konkretnych zapisów umowy, które odnosiły się do jego argumentów.

Linda milczała, od czasu do czasu zerkając na Wallace’a z miną, której nie potrafiłem odczytać. James robił notatki, wyglądając na coraz bardziej zakłopotanego.

W końcu Wallace zagrał tym, co najwyraźniej uważał za swój atut.

„Sytuacja jest taka, Esme. Jesteśmy gotowi zaoferować ci hojne odszkodowanie za pełne przeniesienie infrastruktury CloudFrame. Zapłacimy za przeniesienie, wynagrodzimy cię uczciwie za twoją pracę i rozstaniemy się na dobrych warunkach”.

Zatrzymał się, żeby podkreślić efekt.

„Albo możemy to utrudnić. Możemy kwestionować warunki umowy, wikłać się w postępowania sądowe, sprawić, że będzie to kosztowne i czasochłonne dla wszystkich zaangażowanych. Twój wybór.”

Groźba zawisła w powietrzu między nami.

Wziąłem głęboki oddech i odpowiedziałem z całkowitym spokojem.

„Henry, chyba nie do końca rozumiesz, czym grozisz. Po pierwsze, umowa jest niepodważalna. Przez lata konsultowałem ją z wieloma prawnikami. Nie ma tu żadnych niejasności, które można by podważyć. Po drugie, proces sądowy byłby katastrofalnie kosztowny dla firmy, a nie dla mnie. Moje koszty prawne pokrywają klauzule odszkodowawcze w naszej umowie – paragraf 14.2, jeśli chcesz to sprawdzić”.

„Po trzecie – i co najważniejsze – wszelkie wrogie działania prawne stanowiłyby istotne naruszenie naszej umowy, co dałoby mi podstawę do natychmiastowego odwołania wszelkiego dostępu do CloudFrame zgodnie z sekcją 11.5”.

Pozwoliłem, by ta myśl dotarła do mnie przez chwilę.

„Wiesz, co się stanie, jeśli cofnę dostęp?” – kontynuowałem. „Każdy pulpit nawigacyjny zgaśnie. Każdy kanał analityczny przestanie działać. Każdy model predykcyjny, każda integracja danych, każdy raport z analizy operacyjnej, na którym polegają twoje zespoły – znikną w około cztery minuty, czyli tyle, ile zajmuje wykonanie moich automatycznych protokołów wyłączania. Nie dlatego, że jestem mściwy, ale dlatego, że tak pozwala mi umowa w przypadku jej naruszenia”.

Szczęka Wallace’a się zacisnęła.

„To brzmi jak groźba.”

„To nie groźba” – powiedziałem cicho. „To opis praw wynikających z umowy. To pan wspomniał o utrudnianiu tego i wchodzeniu na drogę sądową. Ja po prostu wyjaśniam konsekwencje tego wyboru”.

Linda w końcu przemówiła, a jej głos przełamał napięcie.

„Henry, może powinniśmy się wycofać. Esme jest doskonałą partnerką od czterech lat. Infrastruktura działa bez zarzutu. Może źle do tego podchodzimy”.

Ale Wallace nie był gotowy się wycofać. Przyszedł na to spotkanie, spodziewając się, że zmiażdży wykonawcę, który ugnie się pod presją. Znalezienie oporu ewidentnie nie było częścią jego planu.

„Chyba już skończyliśmy” – powiedział nagle. „Esme, potraktuj to jako formalne powiadomienie o natychmiastowym rozwiązaniu umowy. Masz siedemdziesiąt dwie godziny na dostarczenie dokumentacji przejściowej i cofnięcie dostępu do systemów firmowych. James prześle dokumenty dotyczące rozwiązania umowy”.

W pokoju zapadła cisza.

Linda wyglądała na zszokowaną. James przestał robić notatki i wpatrywał się w Wallace’a. Nawet sam Wallace wydawał się lekko zaskoczony tym, co właśnie powiedział, jakby miał zamiar zachować ten ruch na później, a jego ego wzięło górę nad strategią.

Siedziałem zupełnie nieruchomo, przetwarzając to, co się właśnie wydarzyło.

Zwolnił mnie. Właściwie zerwał umowę. W przypływie złości, właśnie uruchomił dokładnie ten zapis, którego próbowałem uniknąć.

„Żeby było jasne” – powiedziałem powoli. „W tej chwili rozwiązujecie naszą umowę ramową o świadczenie usług. To wasze oficjalne stanowisko”.

„Zgadza się” – powiedział Wallace, próbując odzyskać autorytatywny ton. „Zajmiemy się transformacją infrastruktury wewnętrznie”.

„W porządku” – powiedziałem po prostu.

Zamknąłem laptopa, zebrałem swoje rzeczy i wstałem.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

5 Typów Stóp – Co Mówią o Twojej Osobowości?

🦶 Charakterystyka:🔹 Drugi palec jest najdłuższy, a pozostałe układają się pod kątem. 🧠 Osobowość:✔ Naturalni przywódcy – pełni pasji i ...

Łosoś w Blanquette: Nowoczesna Interpretacja Klasycznej Francuskiej Przystawki

1 łyżka masła 1 mała cebula 1 marchewka 2 liście laurowe 4 ziarna ziela angielskiego Sól i pieprz do smaku ...

Znalazłem te małe kulki w łóżku i o mało nie dostałem zawału serca. Powiem ci, co to było.

Nie tracąc czasu, poprosiłem znajomych o radę i poszukałem w internecie, co to jest. Szybko odkryłem, że to jaja pluskwy ...

Leave a Comment