Thomas był dobrym człowiekiem, życzliwym mężem i kochającym ojcem dla Richarda.
Od początku wiedział, że to nie jest jego dziecko, ale nigdy nie zwrócił mi na to uwagi, nawet podczas naszych najgorszych kłótni.
Kochał Richarda jak własnego syna, był dumny z każdego osiągnięcia, wspierał go w każdej walce.
„Thomas był nauczycielem nauk ścisłych w liceum” – powiedziałam, czując nagłą potrzebę uznania mężczyzny, który był moim partnerem przez ponad 30 lat. „Kochał Richarda całym sercem. Ani razu nie dał mu odczuć, że jest chciany. Całkowicie kochany”.
Pierre skinął głową, a jego wyraz twarzy złagodniał.
„Richard wypowiadał się o nim bardzo dobrze. Mówił, że był cierpliwy, motywujący, że nigdy nie forsował się za bardzo, ale zawsze wierzył, że Richard może osiągnąć wszystko, co sobie postanowi”.
„To był Thomas” – zgodziłam się, czując, jak gardło ściska mi się od nieoczekiwanego wzruszenia. „To był dobry człowiek”.
„A ty?” zapytał cicho Pierre. „Byłaś z nim szczęśliwa, Ellanar?”
Pytanie zaskoczyło mnie swoją bezpośredniością.
I…
„Mieliśmy udane małżeństwo” – powiedziałem w końcu. „Wygodne, miłe. Byliśmy partnerami, przyjaciółmi”.
Zawahałem się, ale uznałem, że po 40 latach jestem mu winien uczciwość.
„Nie byliśmy dla siebie tym, czym ty i ja byliśmy. Ale niewielu ludzi doświadczyło takiej pasji, a pasja nie zawsze buduje stabilne życie”.
„Nie” – zgodził się Pierre z nutą smutku w uśmiechu. „Nieprawda. Chociaż spróbowałbym, gdybym wiedział, że nosisz moje dziecko”.
Ciężar tego, co mogło zawisnąć między nami.
Wspólne życie.
Wychowywanie Richarda w gronie rodzinnym.
Być może inne dzieci.
Zupełnie inna droga niż te, którymi szliśmy osobno.
„A ty?” – zapytałem, zwracając się do niego. „Czy kiedykolwiek się ożeniłeś?”
“NIE.”
Pierre spojrzał na ciemniejące chmury pod nami.
„Oczywiście, były związki, niektóre trwały po kilka lat, ale małżeństwo nigdy nie wydawało się udane”.
Zatrzymał się na chwilę, po czym dodał tak cicho, że prawie nie usłyszałem.
„Oni nigdy nie byli tobą.”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć na to zaskakujące wyznanie, z kokpitu wyszedł Marcel.
„Mamy bezpieczne połączenie od pana Palmera” – oznajmił, podając Pierre’owi telefon satelitarny. „Mówi, że to pilne”.
Pierre wziął telefon i przełączył go na tryb głośnomówiący, żebym mógł słyszeć.
„Jeffrey, jesteśmy na bezpiecznym połączeniu. Elellanor jest ze mną.”
“Dzięki Bogu.”
Głos Palmera był wyraźnie słyszalny pomimo odległości.
„Musisz przyspieszyć swoje plany. Amanda i Julian byli dziś w biurze, próbując uzyskać dostęp do prywatnego serwera Richarda. Kiedy im się to nie udało, zdenerwowali się. Słyszałem, jak wspominali o Cape House, mówiąc, że najpierw muszą sprawdzić oczywiste miejsca”.
Krew mi zamarła.
„Oni czegoś szukają”.
„Podejrzewają, że Richard miał dowody przeciwko nim”.
„Wygląda na to, że tak” – potwierdził Palmer. „I już polecieli na Cape Cod. Przylecieli helikopterem jakieś 3 godziny temu”.
Pierre i ja wymieniliśmy zaniepokojone spojrzenia.
„Mamy jeszcze co najmniej 6 godzin do Bostonu” – powiedział, szybko licząc. „Plus jeszcze dwie godziny do Przylądka, nawet jadąc z maksymalną prędkością”.
„Tam nas wyprzedzą” – uświadomiłem sobie, czując, jak ogarnia mnie rozpacz. „Znajdą skrzynkę”.
„Może nie” – powiedział Pierre, a jego myśli wyraźnie pędziły. „Jeffrey, możesz kogoś wysłać do domu? Stwórz jakieś opóźnienie”.
„Wysłałem już dozorcę z poleceniem zgłoszenia wycieku wody. Zamknijcie dopływ wody. To powinno dać wam kilka godzin na wezwanie hydraulika, ale niewiele więcej.”
„Musi wystarczyć” – zdecydował Pierre. „Zadzwonimy po wylądowaniu”.
Po zakończeniu rozmowy Pierre polecił Marcelowi poprosić o pozwolenie na zwiększenie prędkości.
Kwestie paliwa nie mają tu znaczenia.
Następnie zwrócił się do mnie, a na jego twarzy malowała się determinacja.
„Damy radę, Ellanar. Obiecuję ci.”
Chciałbym podzielać jego pewność siebie, ale strach ścisnął mi żołądek niczym kamień.
Jeśli Amanda i Julian znajdą dowody Richarda, zanim my do nich dotrzemy, nie tylko sprawiedliwość dla naszego syna będzie zagrożona, ale Pierre i ja również możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie.
Ludzie gotowi mordować dla milionów z pewnością nie zawahaliby się usunąć dwóch kolejnych przeszkód.
„A co jeśli?” – zacząłem, ale zaraz się zawahałem, gdyż myśl była zbyt straszna, by ją wypowiedzieć.
„A co jeśli oni znajdą to pierwsi?”
Pierre dokończył za mnie, odczytując mój strach.
„Następnie przeszliśmy do planów awaryjnych. Richard był dokładny, Ellaner. Nie umieściłby wszystkich dowodów w jednym miejscu”.
„Skąd ta pewność?” – zapytałem. „Znasz go tylko 6 miesięcy”.
Wyraz twarzy Pierre’a złagodniał.
„Ponieważ był moim synem i najwyraźniej odziedziczył po mnie skłonność do przygotowywania się na każdą ewentualność”.
Wyciągnął rękę przez przejście, rozdzielając nasze miejsca i wziął mnie za rękę.
„A ponieważ był twoim synem, oznacza to, że był zarówno błyskotliwy, jak i skrupulatny”.
Prosta pewność jego słów dodała mi otuchy.
Miał rację.
Richard nigdy nie był nieostrożny.
Nawet gdyby będąc dzieckiem zadał sobie trud sporządzenia drugiego, tajnego testamentu, połączenia mnie i Pierre’a, opracowania tego skomplikowanego planu pośmiertnego, to zabezpieczyłby dowody na wiele sposobów.
„Chciałabym wiedzieć” – powiedziałam nagle, a żal mnie ogarnął – „że żyjesz, że Richard cię znalazł. Żałuję, że nie widziałam was razem choć raz”.
Palce Pierre’a zacisnęły się na moich.
„Nagrał nasze pierwsze spotkanie” – powiedział cicho. „Położył telefon na stole między nami i powiedział, że chce udokumentować ten moment. Mam go zapisanego. Kiedy to się skończy, kiedy Richard dostąpi sprawiedliwości, pokażę ci”.
Myśl o tym, że będę świadkiem tego momentu, w którym mój syn po raz pierwszy spotka swojego biologicznego ojca, wywołała u mnie nowe łzy.
Co czuł Richard, stając twarzą w twarz z człowiekiem, którego rysy twarzy nosił?
Czego doświadczył Pierre, gdy nagle stanął oko w oko z dorosłym synem, o którego istnieniu nie miał pojęcia?
Tyle straconego czasu.
Tyle skradzionych chwil.
A w centrum tego wszystkiego znajduje się okrutne kłamstwo wypowiedziane czterdzieści lat temu przez zazdrosnego młodego mężczyznę, które odmieniło bieg życia nas wszystkich.
„Powinniśmy odpocząć” – zasugerował delikatnie Pierre. „Konfrontacja, która nas czeka, może wymagać od nas całej siły”.
Miał rację, choć wątpiłem, by sen przyszedł mi łatwo, biorąc pod uwagę galopujące myśli.
Mimo wszystko odchyliłem fotel i zamknąłem oczy, a list Richarda schowałem bezpiecznie w kieszeni.
Cokolwiek nas czekało w Cape House, musiałam stawić temu czoła dla mojego syna, dla prawdy, dla sprawiedliwości, którą starannie zaplanował, lecz której nie doczekał, a może też – przyznałam przed sobą, gdy wyczerpanie w końcu zaczęło mnie ogarniać, dla szansy na odkrycie, co jeszcze może istnieć między mną a mężczyzną, który był moją pierwszą miłością, mężczyzną, który teraz stał się moim niespodziewanym sojusznikiem.
W tej najdziwniejszej z podróży Boston powitał nas ponurym świtem, niskimi chmurami, nieustającą mżawką i chłodem, który przenikał moją kurtkę, gdy schodziliśmy po schodach z odrzutowca Pierre’a.
Na płycie lotniska czekał elegancki, czarny SUV, kierowca trzymał parasol i miał ponury wyraz twarzy.
„Panie Bowmont” – skinął głową, gdy podeszliśmy. „Pani Thompson, musimy się pospieszyć”.
W samochodzie kierowca, który przedstawił się jedynie jako Roberts, objaśniał nam, jak poruszać się w porannym ruchu ulicznym poza miastem.
„Pan Palmer dzwonił ponownie 30 minut temu. Zmiana kierunku hydrauliki dała ci trochę czasu, ale Amanda i Julian przyjechali do Cape House 4 godziny temu. Zwolnili dozorcę, gdy tylko problem z wodą został rozwiązany.”
„Znaleźli coś?” – zapytał ostro Pierre.
Roberts pokręcił głową.
„Nieznane. System bezpieczeństwa zainstalowany przez Richarda pozwala nam monitorować teren posesji, ale nie jej wnętrze. Wiemy, że nadal tam są, ale nie wiemy, co robią”.
Zamknęłam na chwilę oczy, wyobrażając sobie Dom Cape Cod, w którym Richard i ja spędziliśmy tyle lat.
Był mniejszy niż penthouse na Manhattanie, skromniejszy pod względem luksusu, ale nieskończenie bardziej osobisty.
Richard kochał ten dom, zniszczone gonty cedrowe, szeroki taras z widokiem na wodę i ogród, w którym spędziliśmy razem niezliczone godziny.
„Najpierw przeszukają dom” – powiedziałem z przekonaniem. „Biuro Richarda, jego sypialnia. Nie wpadną na pomysł, żeby sprawdzić ogród, dopóki nie wyczerpią oczywistych miejsc”.
„Więc może jeszcze mamy czas” – zauważył Pierre, patrząc na zegarek. „Ile jeszcze do dotarcia?”
„Jakieś 90 minut w tym korku” – odpowiedział Roberts, zręcznie manewrując na zatłoczonej autostradzie. „Krócej, jeśli się przejaśni”.
Pierre skinął głową i zwrócił się do mnie.
„Powinniśmy przygotować się na każdą ewentualność, Ellaner. Jeśli Amanda i Julian będą na miejscu, kiedy przyjedziemy, jakie będzie nasze podejście?”
Nie wziąłem tego pod uwagę.
W mojej głowie, jakoś wślizgniemy się niezauważeni, odzyskamy pudełko i uciekniemy z dowodami.
Myśl o potencjalnej konfrontacji z moją synową i jej kochankiem, potencjalnymi mordercami mojego syna, wywołała u mnie dreszcze.
„Nie wiem” – przyznałem. „Nie jestem… Jestem emerytowanym nauczycielem angielskiego, Pierre. Nie wiem, jak stawiać czoła mordercom”.
Jego dłoń na chwilę przykryła moją.
Jesteś kimś o wiele więcej. Jesteś matką Richarda. Jesteś silniejsza, niż ci się wydaje.
Zwrócił się do Robertsa.
„Jeśli nadal są na miejscu, potrzebujemy czegoś, co odciągnie ich na chwilę od posesji”.
Roberts skinął głową.
„Już ustalone. Dostawa błędnie zaadresowanych mebli ma dotrzeć do sąsiedniego domu dokładnie w południe. Narobią tyle zamieszania, że każdy w pobliżu będzie musiał to zbadać”.
Podziwiałem sprawność tej operacji, prywatny odrzutowiec, czekający samochód, zaplanowane rozproszenie uwagi.
Czy Richard to wszystko zaaranżował, przewidując każdą ewentualność, czy też była to sprawka Pierre’a?
Dowody na zasoby, jakimi dysponuje.
W miarę jak jechaliśmy, krajobraz miejski stopniowo ustępował miejsca mniejszym miasteczkom, a następnie nadmorskiemu krajobrazowi Cape Cod.
Pojawiły się znajome punkty orientacyjne.
Sklep z lodami, w którym Richard wydawał swoje kieszonkowe w każdą sobotę, księgarnia, w której kupiłem mu pierwszy przewodnik po astronomii, marina, w której nauczył się żeglować.
Richard był tu wszędzie, jego obecność na długo zapadła mi w pamięć, gdy wspominałam minione lato.
A teraz go nie było.
Jego życie zostało przerwane przez zdradę.
Nadal nie mogłem tego w pełni pojąć.
„Eleanor.”
Głos Pierre’a wyrwał mnie z zamyślenia.
„Zanim dotrzemy, jest coś, co powinieneś wiedzieć.”
Na jego twarzy malowało się zaniepokojenie.
„Marcel odebrał telefon od naszych kontaktów we Francji, kiedy spałeś w samolocie. Monitorowali transakcje finansowe Amandy, zgodnie z prośbą Richarda. Z kont Richarda, którymi teraz zarządza Amanda, duże sumy przelewały się do zagranicznych banków. Ale bardziej niepokojące jest to.”
Podał mi tablet, na którym widniał napis wyglądający na listę nieruchomości.
„Wystawiła na sprzedaż penthouse na Manhattanie, a także Cape House. Sprzedaje wszystko tak szybko, jak to możliwe”.
„Ona planuje kandydować” – uświadomiłem sobie.
Gdy tylko uda jej się wymienić wszystko na gotówkę, ona i Julian będą mogli zniknąć.
Pierre potwierdził.
„Co sugeruje, że rzeczywiście są winni tego, co podejrzewał Richard”.
Mój smutek skrystalizował się w coś trudniejszego, bardziej skoncentrowanego.
Ta kobieta nie tylko potencjalnie zamordowała mojego syna, ale teraz również wymazała każdy ślad po jego życiu, zamieniając jego spuściznę w niemożliwe do wyśledzenia fundusze.
Ta myśl była nie do zniesienia.
„Musimy ją powstrzymać” – powiedziałem, a mój głos zabrzmiał pewniej, niż się spodziewałem. „Nie tylko dla sprawiedliwości, ale i dla Richarda”.
Pierre skinął głową, w jego oczach pojawił się błysk aprobaty.
„Tak, dla Richarda.”
Gdy zbliżaliśmy się do zjazdu na prywatną drogę prowadzącą do domku letniskowego, Robert zwolnił i zjechał na ukrytą boczną ścieżkę.
„Ich pojazd wciąż stoi na posesji” – zameldował, sprawdzając małe urządzenie. „Poczekamy tu, aż przyjedzie grupa rozpraszająca uwagę, a potem pójdziemy pieszo boczną ścieżką”.
Tylna ścieżka była wąską ścieżką przez wydmy i prowadziła bezpośrednio do ogrodu.
Trasa, którą Richard i ja często wybieraliśmy na poranne spacery na plażę.
Fakt, że teraz posłuży nam jako tajna metoda zdobycia dowodów przeciwko zabójcom mojego syna, wydawał się okropnym wypaczeniem tamtych niewinnych wspomnień.
Dokładnie w południe Roberts otrzymał powiadomienie na swoim telefonie.
„Dostawa już nadchodzi. Przygotujcie się.”
Z naszego miejsca mogliśmy dostrzec sąsiednią posesję, gdzie zatrzymała się duża ciężarówka.
Mężczyźni w mundurach zaczęli wyładowywać znaczną ilość mebli, głośno kłócąc się z zdezorientowanym właścicielem domu.
Zgodnie z przewidywaniami, zamieszanie szybko odwróciło uwagę od naszego domu docelowego.
Roberts potwierdził przez lornetkę, że Amanda i Julian wyszli na taras, aby obserwować widowisko rozgrywające się za ścianą.
„Teraz” – powiedział po prostu.
Pierre i ja wysunęliśmy się z SUV-a i podążyliśmy za Robertsem znajomą piaszczystą ścieżką wijącą się przez nadmorską trawę i rzadkie sosny.
Deszcz zmienił się w delikatną mżawkę, ale ziemia była nadal wilgotna, na szczęście nasze kroki na miękkim podłożu były bezgłośne.
Kiedy zobaczyłem dom, serce mi się ścisnęło – z zewnątrz wyglądał tak samo, a teraz był miejscem gorączkowych poszukiwań dowodów, prowadzonych przez tych samych ludzi, którzy zdradzili Richarda.
Przycupnęliśmy za wydmą, obserwując, jak Amanda i Julian stoją na tarasie, wskazując na coś i rozmawiając o głośnej dostawie za ścianą.
„Będą rozproszeni najwyżej przez 10 minut” – ostrzegł Roberts. „Musimy działać szybko”.
Poprowadziłem drogę wzdłuż obwodu posesji do ogrodu po drugiej stronie, odosobnionej przestrzeni otoczonej wysokimi żywopłotami, które blokowały widok zarówno z domu, jak i sąsiednich posesji.
Na środku stała żelazna ławka pod kratownicą w kształcie litery X, porośniętą pnącymi różami. To było nasze szczególne miejsce, w którym Richard i ja spędziliśmy niezliczone wieczory, wpatrując się w gwiazdy.
„Tam” – szepnąłem, wskazując na ławkę. „Schowek jest wbudowany w betonową podstawę. Musisz nacisnąć trzeci element róży od lewej, żeby zwolnić mechanizm”.
Pierre skinął głową i ruszyliśmy naprzód, cały czas zerkając w stronę domu.
Ogród był na szczęście pusty, choć ślady niedawnych zamieszek – zdeptane kwiaty i przeniesiony krasnal ogrodowy – sugerowały, że Amanda i Julian już zaczęli tu szukać.
Klęcząc obok ławki, odnalazłem ozdobną żelazną różę na jej podstawie – element, który wyglądał na czysto ozdobny, ale w rzeczywistości był misternym zatrzaskiem.
Nacisnąłem mocno i usłyszałem satysfakcjonujący dźwięk kliknięcia, gdy ukryty schowek został odblokowany.
Niewielka szuflada wysunęła się z betonu, odsłaniając niebieskie, lakierowane pudełko.
Dokładnie tam, gdzie Richard obiecał.
„Znalazłeś” – wyszeptał Pierre, a w jego głosie słychać było ulgę.
„Nie odkryli jeszcze kryjówki” – potwierdziłem, ostrożnie podnosząc pudełko.
Był cięższy, niż pamiętałem, mniej więcej wielkości grubej powieści.
Jego powierzchnia jest nadal nieskazitelna, mimo że przez lata był przechowywany w ukryciu.
„Musimy iść” – nalegał Roberts, nie spuszczając wzroku z domu. „Wracają do środka”.
Przyciskając pudełko do piersi, podniosłem się na nogi, ale zamarłem, słysząc nieomylny dźwięk otwieranej za nami furtki ogrodowej.
“Dobrze.”
Zimny głos Amandy przeciął mgliste powietrze.
„Zobaczcie, kto w końcu postanowił do nas dołączyć.”
Odwróciłam się powoli, wciąż ściskając przy piersi niebieskie, lakierowane pudełko.
Amanda stała przy furtce ogrodowej, Julian tuż za nią.
Designerskie stroje pogrzebowe odeszły w zapomnienie, zastąpione codziennym luksusem.
Sweter kaszmirowy, dopasowane dżinsy, buty, które prawdopodobnie kosztowały więcej niż moja miesięczna emerytura.
Jej blond włosy były spięte w gładki kucyk, a na jej twarzy malowało się rozbawione zaskoczenie.
„Elellanoro” – wycedziła, wchodząc do ogrodu. „Co za cudowna niespodzianka. I przyprowadziłaś przyjaciół”.
Jej wzrok powędrował w stronę Pierre’a, potem w stronę Robertsa, lekko się przymrużając.
„Włamanie to poważne przestępstwo, zwłaszcza gdy nieruchomość należy do mnie”.
„Ten dom należał do Richarda” – powiedziałam, a mój głos był pewniejszy, niż się czułam. „Miejsce, które kochał, miejsce, w którym był szczęśliwy”.
„A teraz należy do mnie” – odpowiedziała Amanda z wymuszonym uśmiechem. „Razem ze wszystkim, co należało do Richarda. Dziwne, jak działa dziedziczenie, prawda?”
Julian podszedł i stanął obok niej, jego ręka spoczywała swobodnie w kieszeni drogiej kurtki. Jego postawa wydawała się raczej groźna niż swobodna.
Był wyższy, niż zapamiętałam z pogrzebu, a jego rysy twarzy były drapieżne i przyprawiały mnie o ciarki.
„Co jest w pudełku, Eleanor?” – zapytał zwodniczo łagodnym głosem. „Zakładam, że coś cennego, biorąc pod uwagę twoją tajną wyprawę, żeby to odzyskać”.
Pierre nieznacznie się poruszył, stając między mną a parą.
„Pani Thompson odbierała rzeczy osobiste, które zostawił jej syn” – powiedział, a jego akcent stał się wyraźniejszy pod wpływem stresu. „Przedmioty specjalnie wyłączone z głównej masy spadkowej”.
Amanda roześmiała się, a jej śmiech przypominał rozbijane szkło.
„A kim właściwie jesteś? Dżentelmenem, przyjacielem Elellaner. Nie wiedziałam, że domy opieki pozwalają na jednodniowe wypady w celach randkowych.”
„Nazywam się Pierre Bowmont” – odpowiedział z godnością. „Jestem ojcem Richarda”.
Oświadczenie to było jak fizyczny cios.
Starannie pielęgnowany przez Amandę wyraz szyderczej wyższości zniknął.
Na moment zastąpiło go prawdziwe zdziwienie.
„To niemożliwe” – warknęła, szybko się otrząsając. „Ojciec Richarda zmarł lata temu. Thomas jakiś tam”.
„Thomas Thompson był człowiekiem, który mnie wychował.”
Za nimi rozległ się nowy głos, co sprawiło, że Amanda i Julian odwrócili się.
„Ale on nie był moim biologicznym ojcem”.
Richard stał w drzwiach ogrodu, całkiem żywy.
Moje kolana niemal się ugięły.
Pudełko wypadło mi z rąk, które nagle straciły czucie.
Tylko szybkie odruchy Pierre’a uchroniły samolot przed upadkiem na ziemię.
Wpatrywałem się w zjawę przede mną.
Mój syn, którego pochowałem zaledwie tydzień temu, teraz stoi zaledwie kilka kroków ode mnie, żywy i cały.
„Richard” – wyszeptałem. Nie mogłem zaufać swoim oczom, a mój umysł pracował na najwyższych obrotach, próbując zrozumieć, co widzę.
„Cześć, mamo” – powiedział, a jego znajomy uśmiech zabarwił się smutkiem. „Bardzo mi przykro z powodu tego, co cię spotkało. To było jedyne wyjście”.
Amanda śmiertelnie zbladła, jedną ręką ściskając ramię Juliana, jakby chciała utrzymać równowagę.
„To jest… To jest niemożliwe. Nie żyjesz. Widzieliśmy twoje ciało.”
„Zrobiłeś to?”
– zapytał Richard, wchodząc do ogrodu.
„A może widziałeś ciało, które zidentyfikowano jako moje po spędzeniu dwóch dni w oceanie? Ciało, które wymagało pogrzebu w zamkniętej trumnie ze względu na stan szczątków?”
Julian wyciągnął rękę z kieszeni i dostrzegłem metaliczny błysk pistoletu, zanim Robert płynnie go przechwycił i rozbroił szybkim, profesjonalnym ruchem, który świadczył o specjalistycznym szkoleniu.
„Nie zrobiłbym tego” – powiedział cicho Robert, zabezpieczając broń. „Posiadłość jest obecnie otoczona przez agentów federalnych. Ta rozmowa jest nagrywana jako dowód.”
Mój umysł wciąż zmagał się z przetworzeniem faktu, że Richard zmartwychwstał, gdy przechodził przez ogród, żeby mnie objąć.
Wydawał się solidny, prawdziwy, jego znajomy zapach otulał mnie, gdy mocno mnie trzymał.
„Tak mi przykro, mamo” – mruknął w moje włosy. „Nie mogłem ci powiedzieć. To nie było bezpieczne. Chciałem, żeby wszyscy uwierzyli, że naprawdę nie żyję, zwłaszcza Amanda i Julian. Ich reakcja na moją śmierć była ostatecznym dowodem, jakiego potrzebowaliśmy”.
„Nie rozumiem” – powiedziałam, odsuwając się, by spojrzeć na jego twarz, twarz, której myślałam, że już nigdy w życiu nie zobaczę.
„Pogrzeb, ciało…”
„Nieszczęsny John Doe, który pasował do mojego ogólnego opisu” – wyjaśnił ponuro Richard. „Znaleziony dwa dni po tym, jak rzekomo wypadłem za burtę. Lekarz sądowy brał udział w operacji. Sfałszowała identyfikację, podając ją jako potwierdzoną w dokumentacji dentystycznej”.
„Operacja” – powtórzyłem, wciąż oszołomiony.
Pierre położył mi dłoń na ramieniu, dając mi poczucie stabilizacji.
„Richard skontaktował się ze mną 6 miesięcy temu, jak ci mówiłem. Nie powiedziałem ci jednak, że po potwierdzeniu, że jestem jego biologicznym ojcem, podzielił się swoimi podejrzeniami co do Amandy i Juliana. Razem zgłosiliśmy te podejrzenia FBI”.
Odwróciłem się, żeby spojrzeć na Amandę, która odzyskała spokój i teraz patrzyła na nas z zimną furią.
„Przez cały czas ich badałeś?”
„Przez prawie 4 miesiące” – potwierdził Richard. „Po tym, jak przypadkowo odkryłem nieprawidłowości w księgach firmy, przelewy, których nie autoryzowałem, umowy z firmami-słupami, które prowadziły do zagranicznych aktywów Juliana. Kiedy zbadałem sprawę dokładniej, znalazłem korespondencję między nimi, w której omawiali, jak zmusić mnie do opuszczenia mojej własnej firmy”.
Jego wyraz twarzy stwardniał.
„A w końcu, gdy okazało się to zbyt trudne, jak całkowicie mnie wyeliminować”.
„Nie masz na to żadnych dowodów” – syknęła Amanda, a jej piękna twarz wykrzywiła się nienawiścią. „Nic, co by się sprawdziło w sądzie”.
Richard uśmiechnął się lekko.
„Właśnie tu się mylisz. Niebieskie, lakierowane pudełko, które właśnie odzyskała moja matka, zawiera pendrive’y z kopiami wszystkich obciążających e-maili, SMS-ów i transakcji finansowych”.
„Ale co ważniejsze” – kontynuował – „zawiera podsłuchy, które umieściłem w naszym domu po odkryciu twojego romansu z Julianem. Podsłuchy, które nagrały twoje szczere rozmowy o tym, że mnie zabijesz”.
„To nielegalna inwigilacja” – warknął Julian, a jego prawniczy instynkt dał o sobie znać nawet w kryzysowych sytuacjach. „Niedopuszczalne…”
„Być może w ramach zwykłego postępowania karnego” – zgodził się nowy głos, gdy do ogrodu wszedł dystyngowany starszy mężczyzna w garniturze – „ale gdy jest to część autoryzowanej operacji FBI, badającej szpiegostwo korporacyjne i spisek mający na celu popełnienie morderstwa, zasady są nieco inne”.
„Agent Donovan” – przedstawił go Richard – „kierownik mojej sprawy”.
Idealna postawa Amandy w końcu legła w gruzach.
„To niedorzeczne. Sfingowałeś własną śmierć, żeby nas wrobić. Nikt nie uwierzy w tę szaloną historię”.
„Uwierzą dowodom” – odpowiedział spokojnie agent Donovan – „które są znaczące i z każdym dniem stają się coraz bardziej obciążające. Twoje reakcje na śmierć Richarda były szczególnie pouczające. Szybkość, z jaką upłynniłeś aktywa, transfery zagraniczne, przyspieszone oferty sprzedaży nieruchomości, a nie działania pogrążonej w żałobie wdowy”.
Podobnie jak na Q, pojawili się dodatkowi agenci, którzy formalnie aresztowali Amandę i Juliana.
Przyglądałem się w oszołomionym milczeniu, jak ich wyprowadzano. Wściekłe oskarżenia Amandy cichły, gdy wychodzili z ogrodu.
Pozostawiona sama sobie z Richardem i Pierrem, poczułam, że cała drżę. Nagromadzone przez ostatni tydzień emocje, szok, ulga, dezorientacja i wyczerpanie uderzyły we mnie w jednej chwili.
Richard zaprowadził mnie do ławki, usiadł obok mnie, a Pierre stanął nieopodal i strzegł mnie.
„Wiem, że to przytłaczające” – powiedział Richard delikatnie. „I nie potrafię przeprosić za to, że sprawiłem ci ból, wierząc, że nie żyję. Ale potrzebowałem, żeby wszyscy w to uwierzyli. Żeby naprawdę w to uwierzyli. Gdyby Amanda podejrzewała, że żyję, zniknęłaby z całym swoim majątkiem, zanim zdążylibyśmy zebrać przeciwko niej dowody”.
„Testament” – powiedziałem, a elementy układanki zaczęły się układać. „Publiczne czytanie, koperta, wysłanie mnie do Francji – wszystko to było częścią tego planu”.
Richard skinął głową.
„Musiałem cię bezpiecznie odprowadzić z dala od Amandy, stwarzając jednocześnie wrażenie, że zostałeś wydziedziczony. Gdyby myślała, że nic nie masz, że nie stanowisz zagrożenia, nie zawracałaby sobie tobą głowy. I potrzebowałem, żebyś odnalazł Pierre’a, żebyś poznał całą prawdę o twojej przeszłości, o mojej”.
Spojrzałem na Pierre’a, który obserwował nas z wyrazem głębokiego wzruszenia na twarzy.
„Cały czas wiedziałeś, że Richard żyje?”
„Tak” – przyznał. „Trudno było utrzymać z tobą ten mit, Eleanor, ale było to konieczne dla bezpieczeństwa Richarda”.
„A to pudełko?” – zapytałem, odwracając się do Richarda – „było naprawdę konieczne, czy to tylko kolejny element tej farsy?”
„Oba” – odpowiedział Richard. „Zawierają dowody rzeczowe, ale mieliśmy już kopie. Potrzebowaliśmy tylko przyłapać Amandę i Juliana na gorącym uczynku, gdy ich szukali. Kolejny dowód ich winy. Od kilku dni rozwalają dom, szukając czegokolwiek obciążającego, co mogłem zostawić”.
To było niemal zbyt trudne do przetworzenia.
Skomplikowane oszustwo.
Operacja międzynarodowa.
Mój syn żyje, mimo że tak bardzo go opłakiwałam.
A jednak pod ciężarem zamieszania i bólu spowodowanego trzymaniem w niewiedzy, zaczynała pojawiać się głęboka ulga.
Richard żył.
Nic innego nie miało większego znaczenia, niż ten cudowny fakt.
„Mam tak wiele pytań” – powiedziałam, dotykając jego twarzy i upewniając się w jego solidności.
„Wiem” – przyznał – „i obiecuję odpowiedzieć na wszystkie. Ale najpierw” – zerknął na Pierre’a, jakby nawiązali niewypowiedzianą komunikację – „myślę, że czas, abyśmy wszyscy troje odbyli szczerą rozmowę o przeszłości, o przyszłości, o czasie, który straciliśmy, i o czasie, który moglibyśmy jeszcze mieć razem”.
Podczas gdy agenci kończyli swoją pracę wokół nas, zabezpieczając nieruchomość i zbierając ostatnie dowody, siedziałem między dwoma mężczyznami, którzy mieli takie same charakterystyczne oczy, ten sam zdecydowany wyraz twarzy, mój syn i jego ojciec, obaj wrócili do mnie po tym, co uważałem za nieodwracalną stratę.
Poza murami ogrodu wreszcie wymierzono sprawiedliwość tym, którzy spiskowali przeciwko Richardowi.
Ale tutaj, w tym małym sanktuarium, gdzie kiedyś uczyłem mojego syna rozpoznawać konstelacje, zaczynało się coś innego.


Yo Make również polubił
Ta roślina zabija 86% komórek raka płuc
Wołowina z cebulą
10 oznak, że w Twoim organizmie jest pełno pasożytów
Naturalny składnik, który natychmiast usuwa matowe plamy ze szklanek