Ostrożna, wstępna rekonstrukcja rodziny rozbitej 40 lat temu przez jedno złośliwe kłamstwo.
Przenieśliśmy się z ogrodu do domu, gdy agenci zakończyli zabezpieczanie dowodów i eskortowali Amandę i Juliana.
Cape House, miejsce pełne tylu wspomnień, wydał mi się teraz inny, bo ostatnie wydarzenia przeobraziły go w coś jednocześnie znajomego i obcego.
Richard zaprowadził nas do werandy z widokiem na wodę. Przez kilka chwil siedzieliśmy we troje w niezręcznej ciszy, czując ciężar naszej wspólnej historii i odmiennej przeszłości.
„Nie wiem, od czego zacząć” – powiedziałam w końcu, patrząc to na Richarda, to na Pierre’a i z powrotem. „Pochowałam cię. Opłakiwałam cię. I przez cały ten czas…”
„Wiem, mamo.”
Richard wyciągnął do mnie rękę.
„Proszenie cię o przetrwanie tego żalu było najtrudniejszą częścią całej tej operacji. Gdyby istniał inny sposób…”
„Było?”
Przerwałem, bo musiałem zrozumieć.
„Czy naprawdę nie było innego wyjścia?”
Richard wymienił spojrzenia z Pierre’em zanim odpowiedział.
Rozważaliśmy alternatywy tygodniami, ale Amanda i Julian byli ostrożni. Używali szyfrowanej komunikacji, zagranicznych kont, tajnych narzędzi do przeprowadzania najbardziej obciążających rozmów. Potrzebowaliśmy czegoś dramatycznego, co zmusiłoby ich do ujawnienia się, przekonania, że im się udało, i zmusiło do nieostrożności.
„A moja rzekoma śmierć była jedyną wystarczająco silną dźwignią” – kontynuował. „Kiedy uwierzyli, że mnie nie ma, szybko zaczęli zabezpieczać aktywa, likwidować nieruchomości, przelewać fundusze – wszystkie te działania pozwoliły nam stworzyć papierowy ślad, za którym mogliśmy podążać”.
Pierre pochylił się do przodu, jego wyraz twarzy był poważny.
„Ellaner. Richard początkowo sprzeciwiał się temu planowi. Bardzo martwił się bólem, jaki ci to sprawi. To agent Donovan zasugerował włączenie cię do operacji pooperacyjnej. Richard wyjaśnił, że uważał, iż wysłanie cię do Pierre’a posłużyłoby wielu celom. Pozwoliłoby ci bezpiecznie uciec od Amandy, która mogłaby uznać cię za potencjalne zagrożenie, gdybyś zaczął zadawać pytania, a jednocześnie dałoby nam możliwość ponownego spotkania cię z Pierre’em po tych wszystkich latach”.
„Tak więc czytanie testamentu, koperta, bilet lotniczy, wszystko to teatr dla dobra Amandy”.
Richard skinął głową.
„Musieliśmy stworzyć w opinii publicznej wrażenie, że zostałeś wydziedziczony. Zostałeś z niczym poza tajemniczym biletem. Sprawiłeś, że wyglądałeś na nieszkodliwego dla planów Amandy, podczas gdy w rzeczywistości wprawiałeś w ruch nasz prawdziwy plan”.
Wziąłem głęboki oddech, próbując wszystko przetworzyć.
Ulgę związaną ze znalezieniem Richarda żywego szła w parze z bólem wynikającym z trzymania go w niewiedzy i znoszenia niepotrzebnego smutku.
„Ciało” – powiedziałem nagle, a niepokojąca myśl przyszła mi do głowy. „Mówiłeś, że to John Doe. W twoim grobie leży czyjś syn, Richard. Ktoś, kto zasługuje na uznanie, na żałobę własnej rodziny”.
Wyraz twarzy Richarda złagodniał.
„Nie ma ciała, mamo. Trumna była obciążona, ale pusta. Po zakończeniu operacji odkryjemy, że popełniono błąd w identyfikacji. Sfałszowany raport lekarza sądowego zostanie poprawiony. Nikt nie przegapi okazji, by godnie pochować bliską osobę”.
Przynajmniej to było ulgą.
Myśl o kolejnej matce pozbawionej możliwości godnego przeżycia żałoby po synu stała się na chwilę nie do zniesienia.
„I co teraz będzie?” zapytałem, patrząc to na jednego, to na drugiego.
„Teraz” – powiedział łagodnie Pierre – „każdy z nas musi podjąć decyzję”.
Richard wstał i podszedł do okna, by spojrzeć na ocean.
„Prawnie rzecz biorąc, pozostanę martwy, dopóki sprawa przeciwko Amandzie i Julianowi nie zostanie w pełni przygotowana”.
„To może potrwać tygodnie, a może nawet miesiące. Moje zmartwychwstanie zostanie wyjaśnione jako część federalnej operacji ochrony świadków, która w istocie jest tym, czym była”.
„A co potem?” – naciskałem.
Potem odwrócił się do nas twarzą.
„Nie wiem dokładnie. Thompson Technologies będzie wymagać restrukturyzacji. Wielu członków zarządu było współwinnych intrygi Juliana, a przynajmniej celowo nie wiedziało o niej. Majątek można odzyskać. Aktywa zamrożone na czas śledztwa, odmrożone”.
Zawahał się, po czym kontynuował łagodniej:
„Ale co ważniejsze, myślę, że my troje mamy 40 lat straconego czasu do przemyślenia. Więzi do odbudowania lub zbudowania po raz pierwszy, jeśli oboje tego chcecie”.
Pierre i ja wymieniliśmy spojrzenia.
Dziesięciolecia rozłąki i nieporozumień rozciągały się między nami niczym przepaść, która nagle wydała się ogromna i możliwa do pokonania.
„Chciałbym tego” – powiedział po prostu Pierre. „Przez większość życia miałem przestrzeń, w której powinna być rodzina. Odkrycie nie tylko tego, że Elellanar przeżył, ale że mam syna… było dla mnie transformacją”.
„Bez względu na to, jak skomplikowana i trudna będzie droga naprzód, chcę nią podążać”.
Oboje spojrzeli na mnie i czekali.
Moje serce było przepełnione radością, rozdarte pomiędzy radością ze zmartwychwstania Richarda a niepewnością co do tego, co ponowne pojawienie się Pierre’a w moim życiu może oznaczać.
„Potrzebuję czasu” – przyznałam. „To przytłaczające. Tydzień temu byłam pogrążoną w żałobie matką, planującą samotnie resztę życia. Teraz mój syn żyje. Moja przeszłość odżyła w sposób, którego nigdy nie wyobrażałam sobie, a wszystko, co myślałam, że wiem, wywróciło się do góry nogami”.
„Oczywiście” – odparł szybko Richard. „Nie ma pośpiechu, nie ma presji”.
„Ale” – kontynuowałem, odnajdując prawdę w trakcie mówienia – „chciałbym też spróbować zobaczyć, co może być teraz możliwe między nami wszystkimi. Między nami trzema”.
Na ich twarzach, tak podobnych w wyrazie, odmalowała się ulga, że uderzyło mnie po raz kolejny, jak wyraźnie Richard odziedziczył rysy twarzy i maniery Pierre’a.
Jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć, tego wyraźnego odbicia jego biologicznego ojca?
„Może” – zasugerował ostrożnie Pierre – „możemy zacząć po prostu od opowieści. W końcu mamy 40 lat do rozliczenia”.
I tak zrobiliśmy.
Gdy popołudnie przemijało, a my pozostaliśmy w pokoju dziennym, dzieląc się życiem, które dotychczas wiedliśmy oddzielnie.
Pierre opowiedział nam o tym, jak zbudował swoją winnicę niemal z niczego, o początkowych trudach i ostatecznym sukcesie.
Opowiadałam o wychowywaniu Richarda, o nauczaniu języka angielskiego w szkole średniej, o moim życiu z Thomasem.
A Richard wypełnił luki w swoim życiu, te części, których byłem świadkiem, lecz których nie do końca rozumiałem.
Ostatnie lata, kiedy jego sukcesy w biznesie zaprowadziły go do Amandy, doprowadziły go do odkrycia jego prawdziwego ojcostwa.
Gdzieś w trakcie tych godzin rozmowy niezręczność zaczęła zanikać.
Zamówiliśmy jedzenie na wynos z lokalnej restauracji serwującej owoce morza, którą często odwiedzaliśmy z Richardem podczas naszych letnich wakacji, jedząc z tekturowych pojemników i nie przestając rozmawiać.
Agent Donovan dzwonił dwa razy z aktualizacjami.
Amanda i Julian przebywali w bezpiecznym areszcie.
Dowody z niebieskiego lakierowanego pudełka zostały poddane analizie.
Sprawa przebiegała pomyślnie.
Gdy zapadła noc, Richard przeprosił nas i poszedł odebrać dłuższą rozmowę z FBI, zostawiając mnie i Pierre’a samych po raz pierwszy od szokującego odkrycia w ogrodzie.
„Nie tak wyobrażałem sobie nasze spotkanie” – powiedział cicho Pierre po chwili milczenia. „W moich fantazjach na przestrzeni lat, a było ich wiele, nigdy nie wyobrażałem sobie czegoś takiego”.
„Wyobrażałeś sobie, że się ze mną spotkasz?”
Nie mogłem ukryć swojego zaskoczenia.
Po tym wszystkim czasie.
Uśmiechnął się, a wyraz jego twarzy zmienił się na taki, który rozpoznałam we wspomnieniach.
„Elellanar, nigdy nie przestałem mieć nadziei, że kiedyś cię odnajdę. Szukałem na początku, ale Eleanor McKenzie zdawała się znikać z powierzchni ziemi”.
„Bo stała się Elellanar Thompson” – uświadomiłem sobie.
„Nigdy nie korzystałem z mediów społecznościowych, nigdy nie byłem osobą publiczną”.
„Ducha, którego nie mogłem znaleźć” – zgodził się Pierre. „Dopóki nasz syn nas nie połączył”.
Nasz syn.
Słowa te nadal brzmiały dziwnie, cudownie.
Richard był synem Pierre’a. Ta prawda była ukrywana przez dziesięciolecia, ale teraz, gdy patrzyłem na nich obu razem, nie dało się jej zaprzeczyć.
„Czego od tego chcesz, Pierre?” – zapytałem wprost. „Ode mnie, od Richarda, od tej niespodziewanej drugiej szansy?”
Rozważył pytanie poważnie.
„Chcę wszystkiego, co możliwe, Elellanor. Tego, czym ty i Richard zechcecie się podzielić. Nie mam żadnych oczekiwań ani żądań, tylko wdzięczność za tę szansę, niezależnie od tego, jak się rozwinie”.
Jego pokora mnie poruszyła.
Namiętny młody mężczyzna, którego kochałam, wyrósł na myślącego, cierpliwego dorosłego, który rozumiał, że związku nie da się wymusić, że zaufanie i więź wymagają czasu.
„Więc dzień po dniu” – zasugerowałem, niepewnie się uśmiechając.
„Dzień po dniu” – zgodził się i odwzajemnił uśmiech własnym.
Na zewnątrz fale rozbijały się o brzeg w znajomym rytmie, który stanowił ścieżkę dźwiękową wielu lat spędzonych tutaj.
W środku trójka ludzi połączonych więzami krwi i okoliczności rozpoczęła delikatny proces stawania się czymś na kształt rodziny, niezwykły, niespodziewany, ale być może tym cenniejszy w trakcie długiej podróży, która doprowadziła nas do tego punktu.
Następny poranek był jasny i pogodny.
Burza, która towarzyszyła naszemu przybyciu, całkowicie ucichła.
Obudziłem się wcześnie, na chwilę zdezorientowany nieznanym mi pokojem, dopóki nie przypomniałem sobie, gdzie jestem.
Dom Przylądkowy.
Richard żyje.
Pierre powrócił z przeszłości.
Wszystko się zmieniło w sposób, którego wciąż nie potrafię pojąć.
Poczułam się przyciągnięta do kuchni, gdzie dziesięciolecia przyzwyczajenia sprawiły, że parzyłam kawę i szukałam składników na ulubione śniadanie Richarda – naleśniki z jagodami, będące tradycją z czasów jego dzieciństwa, kiedy spędzał tu letnie wakacje.
To proste, znane mi zadanie dało mi poczucie bezpieczeństwa pośród otaczającej mnie niepewności.
„Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.”
Zza drzwi dobiegł mnie głos Richarda, co mnie zaskoczyło.
„Pierwszego ranka w Cape House mama zrobiła naleśniki.”
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego syna żywego, całego, uśmiechniętego, opartego o framugę drzwi.
Widok ten nadal wydawał się cudowny, niemożliwy.
„Nie byłem pewien, co innego mógłbym zrobić” – przyznałem. „Normalność wydaje się teraz towarem deficytowym”.
Przeszedł przez pokój, żeby mnie przytulić, a ja trzymałam go może chwilę dłużej, niż było to konieczne, wciąż potrzebując fizycznego potwierdzenia jego obecności.
„Przepraszam” – powiedział, gdy się rozstawaliśmy. „Za wszystko, przez co przeszłaś. Agent Donovan pokazał mi nagranie z pogrzebu. Widząc cię tam, myśląc, że mnie już nie ma…”
Jego głos lekko się załamał.
„Było trudniej niż się spodziewałem.”
„Nagrali pogrzeb.”
Część budowania sprawy.
Musieli udokumentować zachowanie Amandy i jej interakcje z Julianem.
Myśl o agentach federalnych śledzących mój smutek wydawała mi się natrętna i niepokojąca.
„Cała ta operacja” – powiedziałem – „była planowana od miesięcy, prawda? A ja nic nie wiedziałem”.
Richard skinął głową i zajął miejsce przy ladzie, podczas gdy ja wróciłam do mieszania ciasta na naleśniki.
„Od stycznia. Wtedy po raz pierwszy zauważyłem rozbieżności w rachunkach firmy. Najpierw małe przelewy, potem większe. Kiedy powiązałem je z firmami-fiszami powiązanymi z Julianem, zdałem sobie sprawę, że dzieje się coś poważnego”.
„Dlaczego do mnie nie przyszedłeś?”
Zadałem pytanie, które dręczyło mnie od czasu wczorajszych rewelacji.
„Po co trzymać mnie w niewiedzy przez cały ten czas?”
„Początkowo planowałem” – powiedział z zatroskaną miną. „Ale potem odkryłem coś, co wszystko zmieniło”.
“Co?”
„Amanda i Julian zatrudnili kogoś, kto by cię monitorował, śledził twoje ruchy i rozmowy telefoniczne. Obawiali się, że zauważysz coś niepokojącego w moim zachowaniu, kiedy będę ich badać”.
Prawie upuściłem miskę.
„Oni mnie szpiegowali”.
„Ale dlaczego?”
„Bo znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny” – wyjaśnił Richard. „Zawsze potrafiłeś wyczuć, kiedy coś mnie trapi, kiedy coś ukrywam. Martwili się, że możesz się domyślić, że jestem wobec nich podejrzliwy. Mogłoby mnie to zachęcić do głębszego zbadania sprawy”.
Naruszenie było poważne.
Obcy ludzie mnie obserwują.
Śledzenie moich ruchów.
Wszystko dlatego, że Amanda widziała we mnie potencjalne zagrożenie dla swoich planów.
„Wtedy wiedziałem, że nie mogę cię tu wpuścić” – kontynuował Richard. „Naraziłoby cię to na niebezpieczeństwo, gdyby zorientowali się, że wiesz, co planują”.
Nie musiał kończyć myśli.
Gdyby Amanda i Julian byli gotowi zamordować Richarda dla pieniędzy, nie wahaliby się wyeliminować każdego, kto zagroziłby ich planom.
„Ale przyprowadziłeś Pierre’a” – zauważyłem, nie mogąc ukryć cienia urazy w głosie, wylewając pierwsze naleśniki na patelnię.
Richard miał na tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na zakłopotanego.
„To było skomplikowane. Znalazłam go początkowo dzięki testowi DNA, zanim odkryłam, co planują Amanda i Julian. Kiedy zdałam sobie sprawę z zagrożenia, byłam już z nim w kontakcie, a on był bezpieczny we Francji, poza ich zasięgiem i świadomością”.
„Od razu mu zaufałeś? Obcemu?”
„Nie od razu. Nie.”
Richard uśmiechnął się lekko.
„Ale było w nim coś znajomego, coś, czego na początku nie potrafiłem wytłumaczyć. Miał też zasoby, kontakty, które okazały się cenne dla operacji. Prywatny odrzutowiec, bezpieczną komunikację, zaufany personel, taki jak Marcel i Roberts”.
Jakby wezwany swoim imieniem, Pierre pojawił się w drzwiach kuchni, zawahając się, jakby niepewny, czy zostanie mile przyjęty w tej domowej scenerii.
„Dzień dobry” – powiedział, a jego akcent stał się wyraźniejszy, gdy zasnął. „Mam nadzieję, że nie przeszkadzam”.
„Wcale nie” – odpowiedziałem, wskazując na ekspres do kawy. „Poczęstuj się. Robię naleśniki”.
„Richard powiedział mi, że to tradycja” – powiedział Pierre, nalewając sobie filiżankę.
„Jeden z wielu, które przegapiłem.”
Proste przyznanie się do wszystkiego, co przegapił.
Wszystko, czego nam brakowało przez dziesięciolecia rozłąki, wisiało w powietrzu między nami.
„Będą nowe tradycje” – zasugerował ostrożnie Richard. „Może inne, ale wciąż znaczące”.
Pierre skinął głową i zajął miejsce obok Richarda przy ladzie.
Podobieństwo między nimi było jeszcze bardziej uderzające w porannym świetle.
Ten sam profil.
Ten sam sposób trzymania filiżanek z kawą.
Ta sama pełna zamyślenia pauza, zanim zaczniesz mówić.
„Dzwonił agent Donovan” – poinformował nas Pierre. „Amanda i Julian zostaną dziś formalnie oskarżeni. Dowody z niebieskiego lakierowanego pudełka zostały przeanalizowane i wydają się dość obciążające. Nagrania, na których wyraźnie rozmawiają o planach wyeliminowania Richarda. Dokumentacja finansowa skradzionych funduszy, a nawet korespondencja z osobą, którą wynajęli do sabotażu jachtu”.
„Naprawdę kogoś zatrudnili?” – zapytałem, przerażony wyrachowaną naturą ich planu.
Richard ponuro skinął głową.
„Mechanik, który spowodował coś, co wyglądałoby na przypadkową awarię sprzętu, gdybym rzeczywiście wypłynął jachtem tego dnia. FBI przechwyciło go, zanim zdążył dokończyć pracę i przekonało do współpracy”.
„Więc nigdy nie byłeś w niebezpieczeństwie na wodzie” – uświadomiłem sobie, obracając naleśniki chyba mocniej, niż było to konieczne.
„Nie” – potwierdził Richard. „Chociaż plan sfingowania mojej śmierci był prawdziwy. Musieliśmy przekonać Amandę i Juliana, żeby uwierzyli, że im się udało, żeby zebrać przeciwko nim ostateczne dowody”.
Zacząłem nakładać naleśniki na talerze. Znajomy rytuał stał w sprzeczności z niezwykłą rozmową.
„A teraz, ile czasu minie, zanim będziesz mógł oficjalnie powrócić z martwych?”
„Prawdopodobnie kilka tygodni” – odpowiedział Richard. „Są względy prawne, protokoły dotyczące spraw o ochronę świadków i musimy dopilnować, żeby zarzuty przeciwko Amandzie i Julianowi zostały w pełni zabezpieczone, zanim się pojawię”.
„A tymczasem?”
Zapytałem, stawiając przed nimi talerze.
„W międzyczasie” – powiedział ostrożnie Pierre – „miałem nadzieję, że rozważycie ponowne odwiedzenie Chatau Bumont. Jest wiele z dziedzictwa Richarda, jego francuskiego dziedzictwa, którego jeszcze nie odkrył, i być może…”
Zawahał się, po czym kontynuował z celową nonszalancją.
„Być może byłoby to dobre miejsce, abyśmy wszyscy mogli się lepiej poznać, z dala od tutejszych komplikacji”.
Zaproszenie zawisło w powietrzu – nie tylko sugestia wizyty, ale otwarcie na coś więcej.
Szansa na odkrycie, co może nadal istnieć między Pierrem i mną po tych wszystkich latach.
Szansa dla Richarda na nawiązanie kontaktu ze światem jego biologicznego ojca, jego historią i spuścizną.
„Chciałbym” – powiedział Richard, patrząc między nami. „Po załatwieniu pilnych spraw prawnych winnica była niezwykła. Chciałbym zobaczyć ją bliżej, lepiej zrozumieć tę część mojej historii”.
Oboje spojrzeli na mnie i czekali.
Zająłem się resztą ciasta na naleśniki, zyskując czas na zastanowienie.
Myśl o powrocie do Francji i spędzeniu dłuższego czasu z Pierre’em w jego zamku wywołała we mnie złożoną mieszankę uczuć: oczekiwania, niepokoju, iskierkę czegoś, co niebezpiecznie przypominało nadzieję.
„Zastanowię się nad tym” – powiedziałam w końcu, niegotowa do zobowiązania, ale nie chcąc od razu odmówić. „Najpierw jest jeszcze tyle do przetworzenia”.
Pierre skinął głową, akceptując moje wahanie bez naciskania.
„Oczywiście. Nie ma pośpiechu, Ellaner. Tylko otwarte zaproszenie. Kiedy tylko zechcesz, możesz je przyjąć.”
Podczas wspólnego śniadania, kiedy tworzyliśmy tę dziwną, nową rodzinę, skrywaną od dziesięcioleci tajemnice i niedawne odkrycia, ukradkiem przyglądałem się obu mężczyznom.
Mój syn, którego wychowywałam i kochałam przez 38 lat.
Jego ojciec, którego kochałam krótko, ale intensywnie w młodości.
Powiązania między nimi stały się teraz oczywiste, gdy już wiedziałem, czego szukać.
Echa genetyczne, które zawsze tam były, aż do teraz nierozpoznane.
Cokolwiek miało nastąpić później – czy była to wizyta we Francji, stopniowe odbudowywanie relacji, czy też drogi, które ostatecznie znów się rozeszły – przynajmniej wszystko to miało być oparte na prawdzie, a nie na kłamstwach.
Oszustwo, które rozdzieliło mnie i Pierre’a 40 lat temu, ani późniejsze oszustwa Amandy i Juliana nie będą już miały wpływu na nasze życie.
Na razie ta świadomość i cudowna rzeczywistość żywego Richarda siedzącego po drugiej stronie stołu w zupełności mi wystarczały.
Minęły 3 tygodnie w dziwnym zawieszeniu.
Richard oficjalnie pozostał martwy, podczas gdy sprawa przeciwko Amandzie i Julianowi nabierała rozpędu.
Dowody znalezione w niebieskim, lakierowanym pudełku okazały się jeszcze bardziej obciążające, niż oczekiwano.
Nie tylko nagrania ich wyraźnych planów zamordowania Richarda, ale także dokumentacja systematycznych defraudacji, sięgająca blisko 2 lat wstecz.
Agent Donovan na bieżąco informował nas o przebiegu wydarzeń, które rozwijały się zaskakująco szybko, gdy tylko starannie budowana fasada Amandy pękła w trakcie przesłuchania.
W obliczu przytłaczających dowodów przeciwko niej, zwróciła się przeciwko Julianowi, oferując zeznania w zamian za złagodzenie wyroku.
Julian z kolei oskarżył kilku członków zarządu, którzy świadomie współuczestniczyli w oszustwie finansowym.
Skandal z dnia na dzień nabierał rozmachu, trafiając na pierwsze strony gazet finansowych, a w końcu do głównych serwisów informacyjnych.
Przez cały ten czas pozostaliśmy we trójkę w Cape House, chronieni przed medialną burzą przez agentów federalnych, którzy utrzymywali strefę bezpieczeństwa wokół posiadłości.
To był dziwny czas, częściowo poświęcony zjednoczeniu rodziny, częściowo ochronie świadków, częściowo emocjonalnemu rozliczeniu.
Poruszając się po naszych skomplikowanych powiązaniach, Pierre i ja nawiązaliśmy ostrożną przyjaźń.
Żadne z nas nie naciskało na więcej, ale oboje byliśmy świadomi nierozwiązanych emocji, które czasami wychodziły na powierzchnię w cichych chwilach.


Yo Make również polubił
Na weselu mojego jedynego syna moja nowa synowa próbowała posadzić mnie z cateringiem. Kiedy cicho zajęłam należne mi miejsce obok rodziny, uśmiechnęła się – i wyciągnęła krzesło spode mnie na oczach wszystkich. Nie wiedziała, że jej ojciec właśnie wszedł i wszystko zobaczył.
Pożółkłe gniazdka i przełączniki? Oto sztuczka, jak je rozjaśnić i sprawić, by wyglądały jak nowe
Jaka jest najlepsza pozycja do spania?
Co kształt Twojego pępka może powiedzieć o Twojej osobowości?