Po rozwodzie dostałam nową pracę i każdego dnia zostawiałam trochę pieniędzy starszej kobiecie, która ewidentnie miała kłopoty finansowe. Pewnego dnia, kiedy znów się schyliłam, nagle złapała mnie za rękę i powiedziała: „Zrobiłaś dla mnie tak wiele. Nie wracaj dziś do domu. Jutro zatrzymaj się w hotelu, a ja ci coś pokażę”. – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Po rozwodzie dostałam nową pracę i każdego dnia zostawiałam trochę pieniędzy starszej kobiecie, która ewidentnie miała kłopoty finansowe. Pewnego dnia, kiedy znów się schyliłam, nagle złapała mnie za rękę i powiedziała: „Zrobiłaś dla mnie tak wiele. Nie wracaj dziś do domu. Jutro zatrzymaj się w hotelu, a ja ci coś pokażę”.

„Nie. Nocowałam u koleżanki” – Simone automatycznie skłamała.

„Co za błogosławieństwo. Twoje mieszkanie… wszystko tam spłonęło. Mieszkanie Greenów też. Ledwo się wydostali. Zawieźli ich do szpitala z oparzeniami.”

Simone skinęła głową, nie mogąc wydusić z siebie słowa.

Jej mieszkanie – wszystko co miała: meble, dokumenty, ubrania, książki, które zbierała latami – zniknęło.

Ale ona żyła.

Gdyby nie pani Jenkins…

Wyciągnęła telefon, jej ręce drżały, i sprawdziła godzinę.

6:00 rano, jeszcze wcześnie.

Panna Jenkins powiedziała, żeby przyjść rano, więc musiała poczekać na wschód słońca i wtedy do niej pójść.

Starsza kobieta obiecała wszystko wyjaśnić.

Simone odsunęła się od tłumu, oparła się o sąsiedni budynek i zamknęła oczy.

Pożar dzisiaj. Jej mieszkanie.

To nie mógł być przypadek.

Świt powoli wstawał. Niebo zmieniło kolor z różowego na matowo-liliowo-szary.

Simone stała przy budynku przez ponad 2 godziny, obserwując, jak strażacy gaszą ostatnie płomienie.

Około szóstej rano podszedł do niej policjant – młody chłopak, wyraźnie wyczerpany po nieprzespanej nocy.

„Czy jesteś Lawson Simone R?” zapytał, sprawdzając swój notatnik.

„Tak. Mieszkanie 402 na czwartym piętrze. To moje.”

„Nie było pana w domu w chwili pożaru?”

„Nie. Zatrzymałem się u znajomego.”

Oficer zapisał coś w swoim notatniku.

„Masz szczęście. Twoi sąsiedzi, Greenowie, są teraz w szpitalu. Ledwo wyszli z tego cało. Masz pojęcie, jak mógł się zacząć pożar?”

Simone pokręciła głową.

Powiedz prawdę o dziwnej staruszce. O jej ostrzeżeniu.

To brzmiałoby jak urojenie.

„Nie, nie wiem.”

„W porządku. Śledczy to ustalą. Oto mój numer. Zadzwoń, jeśli coś sobie przypomnisz”.

Podał jej kartkę papieru i podszedł do swoich kolegów.

Simone schowała kartkę do kieszeni i sprawdziła godzinę.

6:30.

Za pół godziny musiała być na stacji MARTA.

Pani Jenkins obiecała jej wszystko pokazać.

Simone zamówiła przejazd i pojechała na stację.

Przez całą drogę patrzyła przez okno, nie mogąc pojąć, co się wydarzyło.

Jej życie wywróciło się do góry nogami w ciągu jednej nocy.

Jej dom spłonął. Jej mieszkanie zostało zniszczone – a wszystko dlatego, że ktoś chciał ją zabić, bo nie było innego sposobu, żeby to wytłumaczyć.

Pożar wybuchł na jej piętrze, w jej mieszkaniu.

Policjant powiedział, że sprawa zostanie wyjaśniona w toku śledztwa, ale Simone już wiedziała, że ​​to nie był wypadek.

Samochód zatrzymał się przy wejściu na stację.

Simone wysiadła, zapłaciła za przejazd i rozejrzała się.

Znajome miejsce: wejście do budynku MARTA, stoiska z gazetami, kiosk z kawą, a na swoim zwykłym miejscu na zniszczonym tekturowym blacie siedziała panna Thelma May Jenkins.

Starsza kobieta ją zobaczyła i skinęła głową.

Simone podeszła i kucnęła obok niej.

„Pani Jenkins, ja…”

„Wiem, kochanie. Dzięki Bogu, że posłuchałaś.”

Głos staruszki był spokojny, ale jej ręce drżały.

Sięgnęła do leżącej obok niej zniszczonej torby i wyciągnęła tani telefon komórkowy.

„Tutaj. Spójrz.”

Simone wzięła telefon.

Na ekranie wyświetliło się zdjęcie.

Jakość była słaba.

Zdjęcie było wyraźnie zrobione w nocy, ale mimo to kobieta była w stanie rozróżnić szczegóły.

Tylna uliczka jakiegoś budynku, słabo oświetlona pojedynczą latarnią uliczną.

Dwóch mężczyzn stało późną nocą przy wejściu do jej budynku.

„To… to mój budynek” – szepnęła Simone, rozpoznając znajomy zarys.

„Tak, kochanie. Byli tam przedostatniej nocy. A wczoraj około 22:00 spałem na klatce schodowej sąsiedniego budynku, wyszedłem na zewnątrz, żeby się przewietrzyć i zobaczyłem dwóch mężczyzn skradających się w kierunku twojego budynku. Jeden z nich miał kanister z benzyną.

„Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Wyjąłem telefon i pstryknąłem zdjęcia. Weszli do piwnicy, zostali tam jakieś 15 minut, a potem wyszli z kolejnym kanistrem benzyny. Weszli po schodach do budynku, wybiegli z kanistrem i zniknęli za domem.

„Potem wybuchł pożar.

„Pukałem do wszystkich drzwi i krzyczałem: ‘Pożar!’ Ktoś zadzwonił po straż pożarną.”

Simone przejrzała jeszcze kilka zdjęć.

Mężczyźni wychodzący z piwnicy.

Jeden poprawił kurtkę. Drugi rozejrzał się.

Na jednym ze zdjęć, gdy mężczyzna zwrócił się w stronę latarni, można było dostrzec jego twarz.

To był Kevin Barnes, ochroniarz z jej biura.

Simone poczuła lodowaty dreszcz.

„Znam go” – zdołała powiedzieć. „Pracuje jako ochroniarz w mojej firmie”.

Pani Jenkins skinęła głową.

„Tak myślałem. Kręcił się wokół twojego budynku od kilku wieczorów z jakiegoś powodu. I powiedział twoje imię. Powiedział, że jutro będzie koniec Simone. Wszystko się skończy.

„Wiesz co, kochanie, skoro postanowili się ciebie pozbyć.”

„Ale ja nic nie wiem”. Simone ścisnęła telefon w dłoni. „Jestem tylko księgową. Zajmuję się dokumentami”.

„W takim razie coś jest w tych dokumentach. Coś, co nie daje im spokoju. Pomyśl, kochanie. Czy zauważyłaś coś, czego nie powinnaś widzieć, albo zadałaś pytanie, którego nie powinnaś była widzieć?”

Simone wysilała się, by przypomnieć sobie wczorajszą rozmowę z Victorem Sterlingiem.

Faktury bez podpisów.

Zapytała o nie i dyrektor zareagował dziwnie.

Powiedział, że może być zdezorientowany.

Ale wczoraj wieczorem Kevin już niósł kanister z benzyną do jej budynku.

„Wczoraj po południu dyrektor zapytał o faktury” – powiedziała powoli Simone. „Powiedział, że na trzech rachunkach brakowało podpisów klientów. Powiedziałam mu, że kiedy je otrzymałam, podpisy były. On… wydawał się zaniepokojony i wyszedł”.

„No i proszę” – mruknęła panna Jenkins. „Przepuszczali przez ciebie jakieś fałszywe dokumenty. Zauważyłeś rozbieżność, zapytałeś o nią, a oni się przestraszyli.

„Postanowili się ciebie pozbyć, zanim pójdziesz do urzędu skarbowego lub na policję”.

Simone siedziała tam skulona, ​​nieświadoma przechodniów. Kręciło jej się w głowie.

Wykorzystali ją. Przez jej ręce przeszły fałszywe dokumenty, a ona tego nie zauważyła.

„Ale teraz to zauważyłam i zrobiło się niebezpiecznie. Co mam zrobić?” – zapytała, patrząc na staruszkę.

„Idź na policję. Daj im telefon. Powiedz im wszystko. Dowód fotograficzny podpalacza jest tutaj. Niech się tym zajmą”.

„A co z tobą? To twój telefon.”

„Och, w porządku, Simone. Nie potrzebuję go. To stary. Mogę go używać tylko do robienia zdjęć. Kupiłem go na pchlim targu za 20 dolarów. Bierz. Nie mam nic przeciwko.”

Simone spojrzała na telefon, który trzymała w dłoniach, a potem na pannę Jenkins.

„Dziękuję. Uratowałeś mi… życie.”

Stara kobieta uśmiechnęła się bezzębnym uśmiechem.

„Okazywałaś mi dobroć każdego dnia i to do ciebie wróciło. Idź, kochanie. Nie trać czasu, zanim zorientują się, że żyjesz”.

Simone wstała, schowała telefon do kieszeni i ruszyła na najbliższy komisariat policji. Przypomniała sobie adres. Widziała ten budynek wiele razy, przechodząc obok – 10 minut spacerem.

Po drodze zadzwoniła do Sierry, powiedziała jej, że wszystko w porządku i obiecała wyjaśnić później. Sierra nalegała na spotkanie, ale Simone obiecała zadzwonić wieczorem i się rozłączyła.

Komisariat policji mieścił się w starym, ceglanym budynku. Simone weszła do środka i podeszła do dyżurnego sierżanta – mężczyzny w średnim wieku o obojętnej twarzy.

„Muszę złożyć zawiadomienie o usiłowaniu zabójstwa” – powiedziała stanowczo.

Sierżant spojrzał na nią i ocenił jej stan.

„Idź do trzeciego biura. Detektyw dyżurny jest tam.”

Simone poszła korytarzem i zapukała do wskazanych drzwi.

Z wnętrza dobiegł głos: „Proszę wejść”.

Detektyw okazał się mężczyzną po czterdziestce, z siwiejącymi włosami i przenikliwymi szarymi oczami. Na tabliczce widniał napis: „Detektyw Marcus Hayes”.

„Proszę usiąść” – powiedział, wskazując na krzesło naprzeciwko biurka.

Simone usiadła i zaczęła opowiadać historię — o pracy w Prime Solutions, o pani Jenkins i jej ostrzeżeniu, o pożarze i o zdjęciach w telefonie.

Mówiła spokojnie, starając się nie przegapić żadnego szczegółu. Hayes słuchał, od czasu do czasu zadając pytania wyjaśniające i robiąc notatki w notesie.

Kiedy skończyła, wyciągnął rękę.

„Pokaż mi telefon.”

Simone podała mu telefon panny Jenkins.

Hayes uważnie oglądał zdjęcia, powiększał obrazy i przyglądał się twarzom.

„Rozpoznałeś jednego z mężczyzn?”

„Tak. To Kevin, ochroniarz w mojej firmie. Nie znam jego nazwiska. Jest nowy.”

„Dobrze. Zajmuję telefon jako dowód. Dostaniesz kopię protokołu z zajęcia. Teraz napisz pełne oświadczenie, opisując wszystkie okoliczności.

„W takim razie skontaktuję się z naszymi specjalistami. Obecnie prowadzą dochodzenie w pańskim budynku. Jeśli podpalenie się potwierdzi, wszczęjemy postępowanie karne”.

„A co z firmą? Dyrektorem?”

„Na razie nic nie wiadomo o dyrektorze. Najpierw musimy udowodnić podpalenie i ustalić tożsamość podpalaczy. Potem namierzymy osobę, która to zleciła. Będziemy działać ostrożnie, żeby ich nie spłoszyć”.

Hayes wstał, podszedł do szafki z dokumentami i wyciągnął formularz oświadczenia.

„Pisz. Nie spiesz się. Zapisz wszystko, co pamiętasz.”

Simone wzięła długopis i zaczęła pisać.

Jej ręka drżała, a litery rozmazywały się przed oczami, ale starała się być precyzyjna.

Opisała, jak dostała tę pracę, jak codziennie dawała pani Jenkins pieniądze i jak starsza kobieta ją ostrzegała.

Szczegółowo opisała rozmowę z dyrektorem na temat brakujących podpisów i dziwne pytanie Kevina dotyczące miejsca jej zamieszkania.

Zanotowała adres biura, nazwiska swoich współpracowników — wszystko, co mogło być ważne.

Po czterdziestu minutach oświadczenie było gotowe.

Hayes przeczytał i skinął głową.

Dobrze. Podpisz tutaj.

„Gdzie planujesz się zatrzymać? Nie możesz wrócić do domu. Twoje mieszkanie się spaliło. Masz rodzinę, przyjaciół?”

„Mogę zostać u mojej przyjaciółki Sierry.”

„Doskonale. Zapisz jej dane kontaktowe, żebym mógł się z tobą skontaktować.”

Spojrzał na Simone.

„Poważnie. Uważaj. Jeśli dowiedzą się, że żyjesz, mogą spróbować ponownie. Nie chodź nigdzie sam ani bez opieki. Trzymaj telefon włączony. Dzwoń na policję przy najmniejszym sygnale zagrożenia.”

Simone skinęła głową, zapisała numer Sierry i swój własny.

Hayes odprowadził ją do wyjścia, obiecując, że skontaktuje się z nią w ciągu dnia.

Wychodząc na ulicę Simone poczuła falę wyczerpania.

Prawie nie spała całą noc, przeżyła pożar, była na komisariacie policji, a teraz musiała zdecydować, co robić dalej.

Iść do pracy?

Nie, to byłoby szaleństwo.

Victor Sterling i Kevin Barnes prawdopodobnie czekali na wiadomość o jej śmierci.

Kiedy dowiedzieli się, że żyje…

Simone wybrała numer Sierry.

Sierra odebrała po drugim sygnale.

„Simone, w końcu. Co się dzieje?”

„Sierra, mogę do ciebie przyjechać? Potrzebuję miejsca do spania na kilka dni, może.”

„Oczywiście, kochanie. Przyjdź natychmiast. Co się stało?”

„Dziękuję. Będę za około godzinę.”

Simone zamówiła przejazd współdzielony i pojechała do Sierry.

Sierra mieszkała w małym, jednopokojowym mieszkaniu na obrzeżach miasta, które wynajmowała od 3 lat.

Kiedy Simone przybyła, Sierra przywitała ją w drzwiach z otwartymi ramionami.

„Dziewczyno, wyglądasz okropnie. Wejdź. Zrobię herbatę.”

Siedzieli w kuchni.

Sierra — rudowłosa, krągła kobieta po trzydziestce — spojrzała na Simone z niepokojem.

„Wygadaj się.”

Simone odetchnęła i zaczęła opowiadać całą historię, od pierwszego dnia w Prime Solutions aż do wizyty na policji.

Sierra słuchała z otwartymi ustami, kilkakrotnie łapiąc oddech.

„Mówisz poważnie? Chcesz powiedzieć, że próbowali cię zabić?”

„Wygląda na to, że tak.”

„Co teraz? Może powinieneś się gdzieś schować. Wyjechać z miasta.”

„Nie. Detektyw kazał mi pozostać w kontakcie. Będą prowadzić śledztwo. Muszę poczekać na wyniki.”

Sierra pokręciła głową.

„To przerażające. Dobra, możesz tu zostać, ile chcesz. Sofa się rozkłada. Mam pościel. Tylko uważaj, dobrze? Nie chcę, żeby coś stało się mojej najlepszej przyjaciółce”.

„Dziękuję, Sierra. Jesteś prawdziwą przyjaciółką.”

Przytulili się. Simone poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, ale powstrzymała je.

Nie mogła się rozpaść.

Musiała pozostać silna i czekać.

Resztę dnia spędziliśmy w pełnym napięcia oczekiwaniu.

Simone leżała na sofie, wpatrywała się w sufit i odtwarzała w pamięci wydarzenia z ostatnich 24 godzin.

Jak szybko wszystko się zmieniło.

Wczoraj rano miała pracę, dom, normalne życie.

Dzisiaj nic poza popiołem i pytaniami.

Tego wieczoru około godziny 20:00 zadzwonił detektyw Hayes.

„Simone Lawson, chciałem cię poinformować. Śledczy to potwierdzili. Pożar został podłożony celowo. Kanistry z benzyną były ukryte w piwnicy. Punkt zapłonu znajdował się w pobliżu twojego mieszkania. Użyto środka przyspieszającego, prawdopodobnie benzyny. Pożar rozprzestrzenił się na trzecie i czwarte piętro. Twoje mieszkanie uległo największym zniszczeniom. Stężenie substancji było tam najwyższe.”

„Więc próbowali mnie celowo zamordować”.

„Wszystko na to wskazuje. Jutro zaczniemy przesłuchiwać pracowników waszej firmy. Będziemy postępować ostrożnie, pod pretekstem rutynowej kontroli.

„Na razie nie mów dyrektorowi ani nikomu innemu, że żyjesz i że zgłosiłeś sprawę policji”.

„Rozumiem. A co z wynikami?”

„Będę cię informować na bieżąco. Jeśli wydarzy się coś pilnego, dzwoń o każdej porze.”

Simone podziękowała mu i się rozłączyła.

Sierra siedziała w pobliżu, nerwowo czekając na zakończenie rozmowy.

“Dobrze?”

„Podpalenie potwierdzone. Policja rozpoczyna pracę.”

„Słuchaj, może naprawdę powinieneś zamieszkać z rodziną, tak jak twoi rodzice.”

„Moi rodzice nie żyją. Mama zmarła 5 lat temu. Nie znam ojca. Innych krewnych też nie.”

„To zostań tutaj. Razem będzie bezpieczniej”.

Poszli spać późno.

Simone leżała na sofie, słuchała jak Sierra przewraca się z boku na bok na łóżku i nie mogła zasnąć.

Myśli pędziły.

Co wydarzy się jutro?

Co powiedziałby Victor Sterling, gdyby dowiedział się, że ona żyje?

A Kevin – jak by zareagował?

Następnego ranka, w środę, Simone obudziła się, słysząc dźwięk wiadomości tekstowej.

To była Kayla, sekretarka z pracy.

Simone Lawson, tu Kayla, sekretarka w Prime Solutions. Dlaczego nie przyszłaś do pracy? – pyta Victor Sterling.

Simone zamarła.

Co powinna zrobić? Odpisać czy zignorować.

Kayla, miałam nagły wypadek. Mój budynek spłonął. Nie mogę teraz pracować, napisała Simone.

Co? Serio? O mój Boże. Wszystko w porządku?

Nic mi nie jest. Powiedz Victorowi Sterlingowi, że biorę kilka dni wolnego, żeby zająć się dokumentami i mieszkaniem.

Dobra, powiem mu. Przykro mi to słyszeć. Trzymaj się.

Simone odłożyła słuchawkę i spojrzała na Sierrę, która stała w drzwiach z kubkiem kawy.

„Kto to był?”

„Praca. Pytają, dlaczego się nie pojawiłem.”

„I powiedziałeś im? Nie sądzisz, że teraz zaczną cię szukać?”

„Powiedziałem im o pożarze, ale nie wiedziałem, że to było podpalenie”.

Sierra skinęła głową i podała jej kubek.

„Wypij to i zastanówmy się, co dalej.”

Środa była pochmurna. Niebo zasnuwały ciężkie chmury.

Simone siedziała w kuchni Sierry, piła trzecią filiżankę kawy i próbowała uporządkować myśli.

Minęły dwie godziny od wiadomości Kayli i w tym czasie Simone uświadomiła sobie jedną rzecz.

Nie mogła siedzieć bezczynnie.

Musiała działać.

„Słuchaj” – powiedziała Sierra, wchodząc do kuchni z laptopem. „Myślałam sobie… Mówiłeś, że dyrektor pytał o brakujące podpisy na fakturach. Masz kopie tych dokumentów?”

Simone zmarszczyła brwi.

„Są w biurze, na moim służbowym komputerze, ale teraz nie mogę tam pójść”.

„A co z twoim e-mailem? Wysłałeś sobie jakieś pliki?”

„Czasami tak robiłem, dla wygody – żeby móc sprawdzić w domu, czy coś się zgadza”.

„To sprawdź pocztę. Może coś tam jest.”

Simone wzięła laptopa, otworzyła skrzynkę odbiorczą i przejrzała e-maile z ostatnich 3 miesięcy.

Rzeczywiście, wielokrotnie przesyłała sobie dokumenty, arkusze kalkulacyjne, raporty i faktury.

Otwierała pliki jeden po drugim i badała ich zawartość.

Większość dokumentów wyglądała standardowo, ale jeden plik przykuł jej uwagę.

Był to raport marcowy, który przygotowała dla Victora Sterlinga.

Simone otworzyła ją i przebiegła wzrokiem linijki.

Standardowe wydatki i dochody firmy: czynsz za biuro, pensje pracowników, zakup sprzętu.

Czekać.

Simone skupiła się na jednym przedmiocie.

Usługi konsultingowe. Vector Consulting LLC. 87 000 USD.

Prawie 100 000 dolarów za konsultacje.

Simone zmarszczyła brwi. Pamiętała, że ​​sama przetworzyła tę płatność. Wtedy wydawało jej się dziwne, że mała firma, taka jak Prime Solutions, wydaje tyle na doradztwo, ale Victor Sterling nalegał, twierdząc, że to ważna współpraca.

„Sierra, patrz.” Simone odwróciła laptopa w stronę swojej przyjaciółki. „Ta kwota – prawie 100 000 dolarów za jakieś usługi konsultingowe. Nie wydaje ci się to dziwne?”

Sierra zmrużyła oczy i spojrzała na ekran.

„Dziwne. To podejrzane. Dla małej firmy to ogromna kwota. Czym jest Vector Consulting?”

„Nie wiem. Po prostu przetworzyłem płatność na podstawie dokumentów.”

„Sprawdźmy je w Internecie”.

Sierra wzięła laptopa i wpisała nazwę firmy w wyszukiwarkę.

Pierwsze wyniki pokazały kilka firm o tej nazwie, ale żadna z nich nie pasowała do numeru identyfikacji podatkowej podanego w dokumentach Simone.

Sierra zmarszczyła brwi i spróbowała szukać bezpośrednio, używając numeru identyfikacji podatkowej.

„Dobra, patrz. Oto numer identyfikacji podatkowej. Firma Vector Consulting LLC została zarejestrowana 2 lata temu. Adres prawny…”

Sierra zatrzymała się, czytając informację.

„Biuro w budynku mieszkalnym na obrzeżach. Dyrektor, facet o nazwisku Gary Thompson. Rodzaj działalności: usługi konsultingowe. Brak strony internetowej, brak numeru telefonu.”

„Firma fasadowa” – podsumowała Simone.

„Na to wygląda. Spójrz – kapitał początkowy to 10 000 dolarów, minimum. Żadnych realnych aktywów.”

„To klasyczny schemat prania pieniędzy. Pieniądze rzekomo są przekazywane za usługi, ale w rzeczywistości są po prostu potrącane z przychodów firmy”.

Simone zmarszczyła brwi.

„Więc rzeczywiście przeprowadzali przez nią oszukańcze transakcje. Victor Sterling wykorzystał ją jako księgową do przetwarzania fałszywych dokumentów, a ona niczego nie podejrzewała.

„A kiedy zaczęła zadawać pytania o brakujące podpisy na fakturach, spanikował, że odkryje cały przekręt i postanowił się jej pozbyć”.

„Muszę to przekazać detektywowi” – ​​powiedziała Simone, wyciągając telefon.

Zadzwoniła do Hayesa.

Odpowiedział natychmiast.

„Simone Lawson, coś się stało?”

„Detektywie Hayes, znalazłem coś w moich dokumentach. Podejrzaną płatność na prawie 100 000 dolarów. Firma, do której kierowany jest odbiorca, wygląda na spółkę-fisz.”

„Doskonale. Prześlij mi mailem wszystkie dokumenty, które posiadasz. Prześlę je do wydziału ds. przestępstw finansowych. Niech oni to zbadają.

W międzyczasie pozostań tam, gdzie jesteś. Nie wychodź na zewnątrz bez potrzeby. Trzymaj się z dala od sieci.

“Zrozumiany.”

„Jeszcze jedno.”

„Ktoś z pracy do mnie napisał. Sekretarka zapytała, dlaczego się nie pojawiłem”.

„A ty odpowiedziałeś?”

„Opowiedziałem jej o pożarze, ale nie wspomniałem o policji”.

„To był błąd. Nie powinieneś był im odpowiadać. Teraz wiedzą, że żyjesz. Ale co się stało, to się nie odstanie.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

15-letni chłopiec wyglądał jak „kosmita” po niebezpiecznej zabawie

❌ Ostrzeżenie dla rodziców! 💡 **Dzieci często podejmują ryzyko, którego dorośli by uniknęli.** Jako rodzice musimy być czujni i ostrzegać ...

Przepis na kremowy mus z białej czekolady

Przygotowanie: 1. Zmiksuj składniki: W blenderze połącz słodzone mleko skondensowane, śmietankę kremówkę i sok z marakui. Miksuj przez 2-3 minuty, ...

Leave a Comment