Na weselu mojej siostry mąż wystawił mnie na próbę przed znajomymi, bo nie mam pracy. „Ona? Przecież nie pracuje poza domem”. Kilka osób parsknęło śmiechem. Ale nie wiedzieli, że jestem właścicielką firmy, w której wszyscy pracowali. – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Na weselu mojej siostry mąż wystawił mnie na próbę przed znajomymi, bo nie mam pracy. „Ona? Przecież nie pracuje poza domem”. Kilka osób parsknęło śmiechem. Ale nie wiedzieli, że jestem właścicielką firmy, w której wszyscy pracowali.

„Właściwie to ja kieruję firmą” – poprawiłem go. „Od trzech lat podejmuję wszystkie najważniejsze decyzje za pośrednictwem Jacoba. Zarząd realizuje moje wytyczne, a nie odwrotnie”.

Na jego twarzy pojawiło się zrozumienie.

„Przez cały ten czas… byłeś moim szefem.”

„Ironiczne, prawda?” – powiedziałem. „Podczas gdy ty mnie poniżałeś w domu, kpiłeś z mojej inteligencji, moich możliwości, ja podpisywałem twoje czeki”.

Jego wyraz twarzy uległ zmianie, był to wyrachowany wzrok, który aż za dobrze znałem.

„Naomi, nie spieszmy się. Damy radę.”

„Nasze małżeństwo się skończyło” – dokończyłam za niego. „Już złożyłam pozew o rozwód”.

Gdy tylko wypowiedziałem te słowa, w całym budynku nagle rozległ się alarm. Światła zamigotały, a potem zgasły całkowicie, zanim włączyły się generatory awaryjne, zalewając pomieszczenie przyćmionym, czerwonym światłem.

„Co się dzieje?” zapytał Caleb.

Drzwi otworzyły się gwałtownie i Jakub wbiegł do środka.

„Naomi, musimy się natychmiast ewakuować.”

„Co się dzieje?”

„Ktoś włamał się do naszych systemów bezpieczeństwa” – powiedział ponuro Jacob. „Dostali się do bazy danych na piętrze kierowniczym. Wszystkie pliki, które przeglądałeś zeszłej nocy… dotyczące twojego ojca”.

Krew mi wystygła.

“Kto?”

„Jeszcze nie wiemy” – powiedział Jakub. „Ale zostawili wiadomość”.

Podał mi swój tablet.

Na ekranie pojedyncza linijka tekstu:

„Ostrzegałem cię, żebyś dał sobie spokój. Teraz kończymy to, co zaczęliśmy trzy lata temu”.

Spojrzałem na Caleba, którego twarz była całkowicie biała.

„Caleb” – zapytałam, czując, jak strach ściska mi serce – „co zrobiłeś?”

Budynek zatrząsł się od odległego wybuchu.

Wybuchł chaos.

Rozległ się wycie syren alarmowych i wprowadzono protokół ewakuacji budynku.

Jakub chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę drzwi.

„Musimy cię stąd natychmiast wydostać” – nalegał, a jego zazwyczaj spokojny wyraz twarzy zastąpiło pilne zaniepokojenie.

Caleb stał nieruchomo, jego twarz była blada.

„To nie miało prawa się wydarzyć” – wyszeptał niemal do siebie.

Rzuciłam się na niego.

„Co nie miało się wydarzyć, Caleb? Co o tym wiesz?”

Zanim zdążył odpowiedzieć, do pokoju wpadli dwaj ochroniarze.

„Pani Wright, musimy panią natychmiast ewakuować. Przygotowaliśmy bezpieczną trasę.”

Jakub skinął głową.

„Idź z nimi, Naomi. Ja się tu wszystkim zajmę.”

„A co z nim?” Wskazałem na Caleba, który wciąż zdawał się być w szoku po rozwoju wydarzeń.

Wyraz twarzy Jakuba stwardniał.

„Dopilnujemy, żeby został wyprowadzony pod eskortą i w razie potrzeby przekazany władzom”.

Gdy ochroniarze zaczęli mnie wyprowadzać, Caleb nagle otrząsnął się z oszołomienia.

„Naomi, zaczekaj. Nie rozumiesz – jesteś w niebezpieczeństwie”.

„Od kogo, Caleb? Od ciebie?” – odpaliłem.

„Nie” – powiedział stanowczo. „Od ludzi o wiele potężniejszych ode mnie. Ludzi, którzy kontrolowali wszystko z cienia”.

Jego oczy były dzikie i błagalne.

„Nigdy nie chciałam, żeby komuś stała się krzywda. Chciałam tylko kawałka…”

„Firma mojego ojca” – dokończyłem gorzko.

„To nie tak” – upierał się, gdy jeden ze strażników wziął go za ramię. „Naomi, posłuchaj mnie…”

Kolejna eksplozja wstrząsnęła budynkiem, tym razem bliżej. Światła znów zamigotały.

„Nie ma czasu” – powiedział stanowczo szef ochrony. „Pani Wright, musimy ruszać natychmiast”.

Pędząc w stronę windy dla personelu, spojrzałem na Caleba, którego powstrzymywał drugi strażnik. Nasze oczy spotkały się na chwilę i mimo wszystko zobaczyłem coś, co mnie zatrzymało.

Nie były to obliczenia i manipulacje, do których się przyzwyczaiłem.

Ale strach jest prawdziwy.

W nagłym wypadku winda wymagała od Jacoba przejęcia kontroli. Przesunął swoją odznakę i przyłożył kciuk do skanera.

„Zabierzcie ją prosto do strzeżonego garażu” – poinstruował strażników. „Samochód czeka. Skontaktowałem się z władzami, ale nie czekajcie na nich”.

„A ty?” zapytałem, gdy drzwi windy zaczęły się zamykać.

„Muszę zabezpieczyć systemy i dopilnować, żeby wszyscy bezpiecznie się ewakuowali. Spotkamy się w kryjówce”.

Drzwi zamknęły się zanim zdążyłem zaprotestować.

Zjazd był napięty, światła awaryjne rzucały upiorne cienie w windzie. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach, próbując przetworzyć wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich 24 godzin.

Zdrada Caleba.

Możliwość, że mój ojciec został zamordowany.

A teraz ten atak na firmę.

Czy wszystkie były połączone?

Kto jeszcze był zaangażowany?

„Pani Wright” – odezwał się jeden ze strażników, przerywając moje myśli. „Jestem James, a to Reed. Zostaliśmy poinformowani o sytuacji. Kiedy dotrzemy do garażu, wsadzimy panią do opancerzonego pojazdu i zawieziemy w bezpieczne miejsce”.

Skinąłem głową, wdzięczny za ich spokojny profesjonalizm.

„Czy wiemy, co było przyczyną eksplozji?”

„Wstępne raporty sugerują celowe ataki” – odpowiedział ponuro Reed. „Ktoś chciał odwrócić uwagę, a nie spowodować jak najwięcej ofiar. Żeby zatuszować wyciek danych”.

Zamruczałem ze zrozumieniem.

„Musieli zniszczyć serwery”.

„Dokładnie” – potwierdził James. „Co oznacza, że ​​ktokolwiek to zrobił, doskonale wie, czego szuka”.

Winda zwolniła, gdy dotarliśmy na poziom piwnicy, gdzie znajdował się prywatny garaż.

„Zostańcie za nami” – polecił James, gdy drzwi się otworzyły.

Garaż był słabo oświetlony, upiornie cichy w porównaniu z chaosem panującym na górze. Nasze kroki odbijały się echem, gdy szybko zbliżaliśmy się do czarnego SUV-a z przyciemnianymi szybami zaparkowanego na zarezerwowanym miejscu.

Byliśmy w połowie drogi, gdy światła całkowicie zgasły, a my pogrążyliśmy się w ciemności.

Chwilę później zapaliły się światła awaryjne, rzucając długie cienie na betonową podłogę.

„Idź dalej” – nalegał Reed, opierając dłoń na moim łokciu i prowadząc mnie naprzód.

Za nami rozległ się dźwięk.

Kroki.

Szybko się poruszamy.

James odwrócił się i sięgnął po broń.

„Kto tam?”

Rozległ się znajomy głos.

„Naomi.”

Caleb wyłonił się z cienia, ciężko oddychając, jakby zbiegł po schodach.

Obaj strażnicy dobyli broni.

„Proszę zostać na miejscu, panie Peterson” – rozkazał James.

Caleb podniósł ręce.

„Naomi, proszę. Musisz mnie wysłuchać. Wchodzisz w pułapkę.”

Zawahałem się.

„O czym mówisz?”

„Próbowałem cię ostrzec wczoraj wieczorem tym SMS-em.”

„To byłeś ty?”

Skinął głową.

„Wiedziałem, że prowadzisz śledztwo, kiedy zobaczyłem, że masz dostęp do akt dotyczących twojego ojca”.

„Skąd wiedziałeś, do czego mam dostęp?” – przerwałem, nagle podejrzliwy.

Wyraz twarzy Caleba wyrażał ból.

„Bo monitorowałem system, starając się chronić te pliki przed odnalezieniem. Nigdy nie chciałem, żebyś w ten sposób poznał prawdę o swoim ojcu”.

„Więc wiesz, co się z nim stało?” – oskarżyłem.

„Nie wszystko” – przyznał. „Ale wystarczająco, żeby wiedzieć, że jego śmierć nie była zwykłym zawałem serca. I wystarczająco, żeby wiedzieć, że ci sami ludzie, którzy to zorganizowali, teraz cię ścigają”.

James zrobił krok naprzód.

„Pani Wright, musimy już iść.”

Coś w jego tonie sprawiło, że przyjrzałem mu się uważniej. W jego postawie było napięcie, którego wcześniej nie było.

Spojrzałem na Reeda i zauważyłem, że jego wzrok powędrował w stronę wyjścia.

„To nie są zwykli ochroniarze” – powiedział cicho Caleb. „Jacob nigdy by cię nie wysłał z ludźmi, których nie znasz”.

Cofnąłem się o krok.

„Kim naprawdę jesteś?”

Wyraz twarzy Jamesa uległ zmianie, jego profesjonalna postawa zmieniła się w coś poważniejszego.

„Nie mamy na to czasu. Proszę wsiąść do samochodu, pani Wright.”

„Naomi” – głos Caleba był naglący, ale opanowany. „Jacob zawsze korzysta z tej samej czteroosobowej ekipy ochroniarzy do ochrony osobistej – Adams, Smith, Rodriguez i Wilson. Rozpoznajesz tych mężczyzn?”

Spojrzałem na Caleba i na dwóch strażników.

Żadne z nich nie było mi znane.

„Ostatnia szansa” – powiedział Reed, wskazując prosto na mnie. „Wsiadaj do samochodu”.

W tym momencie podjęłam decyzję w ułamku sekundy.

Rzuciłem się bokiem, z dala od mężczyzn i Caleba, i schowałem się za betonowym filarem.

Rozległ się odgłos gówna, który ogłuszająco rozbrzmiał w zamkniętej przestrzeni.

„Naomi!” krzyknął Caleb, chowając się za pobliskim samochodem.

Potem nastąpiło więcej gówna.

Przykucnąłem niżej, serce waliło mi jak młotem, próbując zmieścić się jak najkrócej za filarem. Beton odprysł mi przy głowie, gdy uderzył w niego ab*llet.

„Nie uciekniecie” – zawołał James. „Budynek jest zamknięty. Nikt nie wejdzie ani nie wyjdzie bez naszego pozwolenia”.

Rozpaczliwie szukałem opcji. Winda była za daleko, a oni stali między mną a schodami.

Moją jedyną nadzieją było dostanie się w jakiś sposób na inny poziom garażu, gdzie mogłoby być inne wyjście.

Moją uwagę przykuł pewien ruch.

Kaleb.

Pełznął między samochodami i zmierzał w moją stronę.

Pomimo wszystko poczułem ulgę.

Dotarł do mnie, ciężko oddychając.

„Czy wszystko w porządku?”

Skinąłem głową.

„Dlaczego mi pomagasz?”

„Bo wbrew temu, co myślisz, naprawdę mi na tobie zależy” – powiedział i po raz pierwszy mu uwierzyłam. „Uwikłałem się w coś większego, niż się spodziewałem, i popełniłem straszne błędy. Ale nigdy nie chciałem, żebyś cierpiała”.

Kolejny gwóźdź uderzył niedaleko, rozrzucając kawałki betonu.

„Musimy się ruszyć” – wyszeptał Caleb. „Za tą ścianą jest korytarz konserwacyjny”. Wskazał na obszar oddalony o jakieś 6 metrów. „Jeśli uda nam się do niego dotrzeć, dostaniemy się do podziemi i wyjdziemy tunelami serwisowymi”.

„Skąd to wiesz?”

Na jego twarzy pojawił się błysk winy.

„Dokładnie przestudiowałem schematy budynku.”

Oczywiście.

Miał.

„Gotowa?” zapytał.

„Na trzy. Biegniemy.”

„Raz. Dwa. Trzy.”

Pędziliśmy sprintem przez otwartą przestrzeń. Gówno rozbijało się o ziemię wokół nas, gdy biegliśmy. Poczułem ostre ukłucie w ramieniu, ale ruszyłem dalej.

Caleb pierwszy dotarł do drzwi technicznych, szarpnął je i wciągnął mnie do środka.

Wąski korytarz był słabo oświetlony awaryjnym oświetleniem. Pobiegliśmy nim, a odgłosy pościgu cichły za nami.

„Dowiedzą się, dokąd poszliśmy” – wysapał Caleb, gdy schodziliśmy po metalowych schodach. „Nie mamy dużo czasu”.

Piwnica była labiryntem rur i urządzeń elektrycznych. Caleb poruszał się po niej z zaskakującą pewnością siebie, prowadząc nas coraz głębiej w infrastrukturę budynku.

„Naprawdę to zaplanowałeś” – powiedziałem, gdy spieszyliśmy.

„Nie do końca” – przyznał. „Ale tak. Miałem nieprzewidziane sytuacje”.

Dotarliśmy do ciężkich metalowych drzwi, które Caleb z trudem otwierał. W końcu otworzyły się na zewnątrz, odsłaniając tunel, który zdawał się biec pod ulicą.

„Tunel serwisowy łączy się z systemem metra jakieś pół mili stąd” – wyjaśnił, gdy do niego wchodziliśmy. „Możemy ich tam zgubić”.

Poruszaliśmy się tak szybko, jak tylko odważyliśmy się w półmroku. Czułem boleśnie pulsujący ból w ramieniu, tam, gdzie drasnął mnie pocisk.

„Caleb” – powiedziałem, idąc – „muszę poznać prawdę. Całą. Co się stało z moim ojcem? W co byłeś zamieszany?”

Przez dłuższą chwilę milczał.

„Zaczęło się niewinnie” – powiedział w końcu. „Poznałem Janet na studiach, jak ci mówiłem. Skontaktowała się ze mną lata później, kiedy pracowała dla twojego ojca. Wspomniała, że ​​szuka obiecujących młodych menedżerów, których mógłby przygotować do pracy w firmie”.

„Więc wykorzystałeś ją, żeby do niego dotrzeć”.

„Postrzegałem to jako nawiązywanie kontaktów” – odparł Caleb w obronie. „Ale kiedy się z nim spotkałem i powiedziałem mu, że spotykam się z jego córką, był podejrzliwy. Myślał, że cię wykorzystuję, żeby do niego dotrzeć. Pokłóciliśmy się. Zagroził, że powie ci o spotkaniu – ujawni to, co uważał za moje prawdziwe intencje”.

„Czy to były twoje prawdziwe intencje?”

Caleb odwrócił wzrok.

„Nie do końca. Kochałem cię, Naomi… siebie. Ale tak, byłem ambitny. Dostrzegałem możliwości w Right Innovations”.

„A plan B? Co to właściwie było?”

Zawahał się.

„Zdesperowany, chciałem udowodnić twojemu ojcu swoją wartość. Odkryłem pewne nieprawidłowości w finansach firmy. Pomyślałem, że jeśli zwrócę na nie jego uwagę – pokażę mu, że mam zmysł biznesowy – może zmieni zdanie na mój temat”.

„Jakiego rodzaju nieprawidłowości?”

„Pieniądze przelewane na zagraniczne konta. Umowy z fikcyjnymi firmami. Oznaki poważnego szpiegostwa korporacyjnego”. Głos Caleba zniżył się. „Przerosło mnie to, ale byłem zbyt dumny, żeby się wycofać. Powiedziałem twojemu ojcu, co odkryłem… a on już wiedział. Sam to badał od miesięcy”.

„Ale moja konfrontacja z nim zmusiła go do działania. Powiedział mi, że zamierza ujawnić kilku członków zarządu, którzy sprzedawali tajemnice firmowe chińskiemu konkurentowi”.

Zatrzymałem się, uświadamiając sobie konsekwencje tego, co się wydarzyło.

„Następnego dnia już nie żył”.

Caleb skinął głową uroczyście.

„Kiedy usłyszałem tę wiadomość, od razu wiedziałem, że to nie przypadek. Ale nie miałem dowodów. I bałem się”.

„Bałem się, że następnym razem zaatakują ciebie” – powiedziałem.

„I bałem się, że cię dorwą” – przyznał. „Więc milczałem”.

„Więc milczałeś” – powtórzyłem, czując narastającą złość. „Niech uwierzę, że to były przyczyny naturalne, kiedy starałeś się o pracę w jego firmie”.

„Przyjąłem tę robotę, żeby znaleźć dowody” – upierał się Caleb. „Żeby dowiedzieć się, kto za tym stoi”.

„Przez trzy lata” – powiedziałem z niedowierzaniem. „I przez cały ten czas nigdy nie przyszło ci do głowy, żeby mi powiedzieć?”

„Próbowałem cię chronić.”

„Kontrolowałeś mnie” – odkrzyknęłam. „Sprawiałeś, że wątpiłam w siebie. Izolowałeś mnie od kariery, od mojej pewności siebie”.

Caleb wyglądał na szczerze poruszonego.

„Nie miałem takiego zamiaru. Chciałem tylko trzymać cię z dala od firmy, dopóki nie będę mógł jej zapewnić bezpieczeństwa”.

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, w tunelu za nami rozległ się odległy odgłos kroków.

„Znaleźli wejście” – szepnął Caleb z naciskiem. „Musimy działać szybciej”.

Ruszyliśmy biegiem, ból w ramieniu nasilał się z każdym krokiem. Przed sobą widziałem światło. Tunel się otwierał.

„To jest punkt dostępu do strefy konserwacji metra” – wyjaśnił Caleb, gdy się zbliżaliśmy. „Kiedy już tam będziemy, możemy się zgubić w tłumie”.

Dotarliśmy do drzwi.

Ale był zamknięty.

Ciężka kłódka zabezpieczająca ją od drugiej strony.

„Nie” – mruknął Caleb, bezskutecznie trzaskając drzwiami. „Tego nie było na schemacie”.

Kroki za nami stawały się coraz głośniejsze.

Zostaliśmy uwięzieni.

Właśnie wtedy w mojej kieszeni zawibrował telefon.

Tekst od Jakuba.

„Gdzie jesteś? Ochrona donosi, że nie dotarłeś do samochodu.”

Szybko wpisałem naszą lokalizację.

„Do kogo piszesz?” – zapytał zaniepokojony Caleb.

„Jakub. Prawdziwy Jakub.”

Wyraz twarzy Caleba pociemniał.

„Naomi, jest coś, co powinnaś wiedzieć o Jakubie.”

Przerwał mu dźwięk otwieranej kłódki po drugiej stronie.

Drzwi się otworzyły, ukazując Jacoba otoczonego przez dwóch mężczyzn, których rozpoznałem jako członków jego stałej ochrony.

„Naomi. Dzięki Bogu” – powiedział Jakub, sięgając po moją dłoń.

Caleb stanął między nami.

„Nie ufaj mu” – ostrzegł mnie. „Jacob jest tego częścią”.

Jakub spojrzał na Caleba z lodowatą pogardą.

„Mówi mężczyzna, który okłamywał ją przez lata.”

Zwrócił się do mnie.

„Naomi, musimy cię natychmiast zabrać w bezpieczne miejsce”.

Stałem jak sparaliżowany między nimi. Dwóch mężczyzn, którzy twierdzili, że mnie chronią, oskarżało się nawzajem o zdradę. Za nami nasi prześladowcy się zbliżali.

Miałem kilka sekund, żeby zdecydować, komu zaufać.

Czas zdawał się zwalniać.

Nagle usłyszałem głos mojego ojca, radę, którą dał mi wiele lat temu.

„Kiedy każdy opowiada ci inną historię, zwracaj uwagę na czyny, a nie na słowa.”

Przyglądałem się Jacobowi — zaufanemu dyrektorowi operacyjnemu mojego ojca, człowiekowi, który pomagał mi przez trzy lata prowadzić Right Innovations z ukrycia.

Potem Caleb – mój mąż, który przez lata mnie poniżał, jednocześnie w tajemnicy badając śmierć mojego ojca.

„Naomi” – nalegał Jakub, wyciągając ponownie rękę – „nie mamy na to czasu”.

Wtedy to zauważyłem.

Lekkie drżenie ręki.

Napięcie wokół oczu.

Małe znaki, których nauczył mnie rozpoznawać mój ojciec.

Oznaki oszustwa.

Cofnęłam się o krok i podeszłam bliżej do Caleba.

„Jak nas znalazłeś, Jacob?” – zapytałem. „Wysłałem SMS-a z informacją o naszej lokalizacji zaledwie kilka sekund temu, a ty już tu byłeś”.

Wyraz twarzy Jakuba stwardniał.

„Oczywiście, że śledziłem twój telefon. Standardowy protokół bezpieczeństwa.”

„Nie” – powiedziałem, a wszystko nagle wskoczyło na swoje miejsce. „Wiedziałeś, gdzie będę, bo z nimi pracujesz. Dopilnowałeś, żeby ci fałszywi ochroniarze na mnie czekali”.

Twarz Jakuba uległa zmianie, maska ​​zaniepokojenia zniknęła, a na jej miejscu pojawiło się zimne wyrachowanie.

„Zawsze byłeś zbyt mądry, jak na własne dobro. Zupełnie jak twój ojciec.”

Za nim jego ochroniarze podnieśli broń.

Nie u Caleba.

Nie na naszych prześladowców.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Idealna Calypso Torta – Przepis na Zawsze Udane Ciasto

Rozgrzej piekarnik do 180°C. Wyłóż formę do pieczenia papierem. W dużej misce ubij jajka z cukrem na puszystą masę. Dodaj ...

Leave a Comment