„Jasmine i ja będziemy potrzebować pomocy w wydatkach, kiedy będziemy mieli dzieci” – powiedział Charles podczas jednej z niezręcznych kolacji. „Jeśli sprzedasz dom, te pieniądze mogą być przedwczesnym spadkiem”.
Prosił o nasz spadek, kiedy jeszcze żyliśmy. „Synu” – powiedział Ernest spokojnym, ale stanowczym głosem – „kiedy twoja matka i ja odejdziemy, wszystko, co mamy, będzie twoje. Ale póki żyjemy, nasze decyzje należą do nas”.
Tej nocy Ernest spojrzał na mnie z niepokojem, jakiego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. „Coś jest nie tak, Margot. To nie tylko ambicja. Kryje się za tym coś mroczniejszego”. Nie miałam pojęcia, jak bardzo miał rację.
„Wypadek” wydarzył się we wtorek rano. Telefon był ze szpitala Memorial. Pani mąż miał poważny wypadek. Musi Pani natychmiast przyjechać. Mój sąsiad musiał mnie zawieźć; trzęsłam się tak bardzo, że nie mogłam utrzymać kluczyków.
Kiedy dotarłam na miejsce, Charles i Henry już tam byli. W desperacji nie zastanawiałam się, skąd wiedzieli przede mną. „Mamo” – powiedział Charles, przytulając mnie z siłą, która wydawała się wyćwiczona – „Tata jest w złym stanie. Jedna z maszyn w warsztacie eksplodowała”.
Na oddziale intensywnej terapii Ernest był ledwo rozpoznawalny, podłączony do kilkunastu maszyn, z twarzą pokrytą bandażami. Wziąłem go za rękę. Przez chwilę poczułem lekki uścisk. Walczył. Mój wojownik walczył, żeby do mnie wrócić.
Następne trzy dni były istnym piekłem. Charles i Henry wydawali się bardziej zainteresowani rozmową z lekarzami o polisach ubezpieczeniowych niż pocieszaniem ojca. „Mamo” – powiedział Charles – „przejrzeliśmy ubezpieczenie taty. Ma polisę na życie na 150 000 dolarów”. Dlaczego mówił o pieniądzach, skoro Ernest walczył o życie?
Trzeciego dnia lekarze powiedzieli nam, że jego stan jest krytyczny. „Jest bardzo mało prawdopodobne, żeby kiedykolwiek odzyskał przytomność” – powiedzieli. Mój świat się zawalił. Charles jednak dostrzegł praktyczny problem. „Mamo, tata nie chciałby tak żyć. Zawsze powtarzał, że nigdy nie chce być ciężarem”.
Ciężar? Mój mąż, ich ojciec, ciężar? Tej nocy, sama w swoim pokoju, poczułam, jak jego palce znów się poruszają, ściskając moje, a usta próbują wymówić słowa, których nie mogą wydobyć. Zadzwoniłam po pielęgniarki, ale zanim przyjechały, znów zamarł. „Mimowolne skurcze mięśni” – powiedziały. Ale ja wiedziałam. Próbował mi coś powiedzieć. Dwa dni później już go nie było.
Przygotowania do pogrzebu były mgliste, zorganizowane z przerażającą sprawnością przez moich synów. Wybrali najprostszą trumnę, najkrótszą ceremonię, jakby chcieli jak najszybciej mieć to za sobą. A teraz, stojąc przy jego grobie, ściskałam telefon z niemożliwą do odczytania wiadomością: „Nie ufajcie naszym synom”.
Tej nocy, w naszym cichym, pustym domu, podszedłem do starego, drewnianego biurka Ernesta. Znalazłem polisy ubezpieczeniowe. Główna polisa na życie została zaktualizowana zaledwie sześć miesięcy wcześniej, a zakres ochrony wzrósł z 10 000 do 150 000 dolarów. Dlaczego Ernest to zrobił? Nigdy o tym nie wspominał. Potem znalazłem coś jeszcze bardziej niepokojącego: polisę ubezpieczenia od wypadków przy pracy, o której istnieniu nie wiedziałem, na 50 000 dolarów w razie śmierci w wyniku nieszczęśliwego wypadku przy pracy. Razem 200 000 dolarów. Fortuna kusząca dla kogoś bez skrupułów.


Yo Make również polubił
Dzień, w którym moi rodzice dali mojej siostrze piętnaście milionów dolarów i powiedzieli mi, żebym „zarobił na siebie” przed salą pełną nieznajomych
Dlaczego czosnek jest najważniejszy w wybielaniu zębów: kompleksowy przewodnik…
Korzyści płynące z miodu, soku z cytryny, cebuli, czosnku i startego imbiru
Mój mąż powiedział, że wybiera się na ryby na weekend – aż poczułam dziwny zapach perfum. Otworzyłam jego torbę podróżną, żeby sprawdzić, i zamarłam, gdy znalazłam miękki, różowy kawałek koronki złożony starannie między dwiema jego koszulami, starannie jak na tacy. Nie powiedziałam ani słowa. Po prostu po cichu zamieniłam jego codzienne tabletki na mocną dawkę środków przeczyszczających – wystarczająco, żeby zawrócił, zanim zdążył „zarzucić wędkę”. A to był dopiero początek…