„Wystarczająco gotowy, by przekonać dwunastu odnoszących sukcesy ludzi biznesu, że powinni postawić na ciebie swoje inwestycje”.
„Kiedy tak to ujmujesz”, powiedziałem, „brzmi to przerażająco”.
Marcus usiadł naprzeciwko mnie. „Mogę ci coś powiedzieć? Coś, czego nigdy nikomu nie mówiłem”.
“Oczywiście.”
„W ciągu ostatnich dwóch lat uczestniczyłem w dziesiątkach posiedzeń zarządu, siedząc z tyłu, robiąc notatki, obserwując, jak przebiegają te rozmowy. I… nigdy nie widziałem, żeby któryś z nich zadawał Derekowi albo mnie tak szczegółowe pytania, jakie prawdopodobnie zadaliby tobie dzisiaj”.
To nie było pocieszające.
„Zakładali, że wiemy, co robimy, bo jesteśmy spadkobiercami. Ale każą wam udowodnić, że wiecie, co robicie, bo nie jesteście tacy, jakich się spodziewali”.
„Dzięki za motywującą przemowę” – powiedziałem sucho.
Marcus się roześmiał. „To nie ma cię zniechęcać. To ma ci przypomnieć, że naprawdę wiesz, co robisz. Kiedy zadadzą ci szczegółowe pytania, otrzymasz szczegółowe odpowiedzi. Derek i ja nigdy byśmy tego nie zrobili”.
Punktualnie o dziesiątej do sali konferencyjnej weszli członkowie zarządu — dwanaście osób, które łącznie kontrolowały inwestycje warte miliony dolarów i miały za sobą dziesiątki lat doświadczenia w biznesie.
Dziadek zajął miejsce na czele stołu.
Ale to był mój występ.
„Dzień dobry wszystkim” – zacząłem, stojąc z przodu sali z materiałami do prezentacji. „Dziękuję za poświęcenie czasu na formalne omówienie zmiany przywództwa”.
Kliknąłem pierwszy slajd.
„Trzy tygodnie temu zostałem prezesem Montgomery Industries. Dziś chciałbym pokazać, co osiągnęliśmy w tym czasie i nakreślić naszą strategię na przyszłość”.
Następne dwadzieścia minut było najbardziej intensywnym okresem w moim życiu zawodowym. Opowiedziałem im o kwartalnych usprawnieniach, zmianach operacyjnych i wzroście zadowolenia klientów. Wyjaśniłem swoją wizję rozwoju, plany ekspansji i strategie utrzymania przewagi konkurencyjnej.
Ale co ważniejsze, odpowiadałem na pytania — szczegółowe, konkretne, trudne pytania dotyczące wszystkiego, od zarządzania łańcuchem dostaw, przez zgodność z przepisami, po pozycjonowanie rynkowe.
„Pani Montgomery” – powiedziała Helen Crawford, żona Roberta i sama członkini zarządu – „te wyniki są imponujące. Ale skąd wiemy, że są trwałe?”
„Ponieważ opierają się na systematycznych usprawnieniach, a nie na szybkich poprawkach” – odpowiedziałem. „Zidentyfikowaliśmy podstawowe problemy i zajęliśmy się ich przyczynami. Wzrost efektywności nie jest tymczasowym sposobem na cięcie kosztów. To usprawnienia strukturalne, które będą nadal generować wartość”.
„A co z relacjami z klientami?” – zapytał James Morrison. „Wielu naszych partnerów współpracuje z tą rodziną od dziesięcioleci. Jak utrzymać te relacje pod nowym kierownictwem?”
„Kontynuując osiąganie doskonałych wyników i podtrzymywanie ważnych osobistych relacji. Derek przejdzie do działu relacji z klientami, aby utrzymać i wzmocnić te partnerstwa, podczas gdy ja będę mógł skupić się na operacjach i strategii”.
„A twój brat Marcus?”
„Planowanie strategiczne i relacje inwestorskie. Dostosowujemy role do indywidualnych mocnych stron, zamiast próbować dopasowywać ludzi do z góry określonych stanowisk”.
Pytania trwały jeszcze trzydzieści minut — były to pytania techniczne dotyczące procesów produkcyjnych, pytania strategiczne dotyczące ekspansji rynkowej, pytania finansowe dotyczące alokacji budżetu i marży zysku.
Na każde z nich odpowiedziałem konkretnymi przykładami i danymi.
Na koniec Robert Crawford odchylił się na krześle.
„Pani Montgomery, muszę przyznać… kiedy pani dziadek po raz pierwszy ogłosił tę zmianę, miałem pewne obawy”.
„Jakiego rodzaju rezerwacje?”
„Wiek. Doświadczenie. Optyka tak dramatycznej zmiany w kierownictwie”. Zrobił pauzę, rozglądając się po stole. „Ale szczerze mówiąc, właśnie zademonstrowaliście głębsze zrozumienie tej branży niż widziałem na poprzednich prezentacjach w tej firmie”.
“Dziękuję.”
„Nie dziękuj mi jeszcze” – powiedział, choć się uśmiechał. „Mam jeszcze jedno pytanie”.
“Zacząć robić.”
„Gdzie widzisz Montgomery Industries za pięć lat?”
To było pytanie, które mogło zadecydować o powodzeniu lub porażce całego spotkania.
Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na tych dwunastu ludzi siedzących przy stole, którzy trzymali w rękach przyszłość mojej firmy.
„Za pięć lat widzę Montgomery Industries jako branżowy standard doskonałości operacyjnej i obsługi klienta. Widzę firmę, która rozwija się nie tylko pod względem przychodów, ale i reputacji – firmę, którą konkurencja bada, a klienci polecają innym”.
Kliknąłem, żeby obejrzeć ostatni slajd.
„Ale co więcej, widzę firmę, w której ludzie chcą pracować, w której rozwija się talenty, nagradza innowacyjność, a sukces jest wspólny. Bo zrównoważony rozwój to nie tylko marża zysku. To budowanie czegoś, co przyciąga najlepszych ludzi i daje im powody, by zostać”.
Na chwilę w pokoju zapadła cisza.
Wtedy Helen Crawford zaczęła powoli klaskać. Reszta zarządu dołączyła do niej.
„Cóż” – powiedział Robert Crawford – „myślę, że na razie usłyszeliśmy już wystarczająco dużo”.
Członkowie zarządu wyszli, aby obradować w ciszy, zostawiając mnie samego z dziadkiem i Marcusem.
„Jak myślisz, jak poszło?” zapytał Marcus.
„Nie mam pojęcia” – przyznałem. „Mogą mnie wyrzucić albo dać podwyżkę”.
Dziadek się uśmiechnął. „Nie wyrzucą cię z urzędu”.
„Skąd wiesz?”
„Bo obserwuję ich twarze od czterdziestu lat” – powiedział. „I to był wyraz twarzy ludzi, którzy po prostu, wbrew sobie, byli pod wrażeniem”.
Dwadzieścia minut później tablica wróciła. Robert Crawford wstał.
„Pani Montgomery, zarząd podjął jednomyślną decyzję”.
Moje serce się zatrzymało.
„Niniejszym formalnie zatwierdzamy Twoją nominację na stanowisko dyrektora generalnego Montgomery Industries ze skutkiem natychmiastowym”.
Ulga była przytłaczająca.
„Ponadto” – kontynuował – „autoryzujemy zwiększenie budżetu na usprawnienia operacyjne, które pan przedstawił, i chcielibyśmy zaplanować kwartalne przeglądy, aby śledzić postępy”.
„Dziękuję” – wydusiłem. „Wszystkim”.
„Nie dziękuj nam” – powiedziała Helen Crawford. „Podziękuj sobie. Zasłużyłeś na to”.
Kiedy członkowie zarządu wyszli, dziadek podszedł do mnie.
„Jak się czujesz?” zapytał.
„Przerażony i podekscytowany” – powiedziałem szczerze.
„Dobrze. To znaczy, że rozumiesz, na co się nabrałeś.”
„Czy wiedziałeś, że to zatwierdzą?”
„Miałem taką nadzieję” – powiedział – „ale to ty ich przekonałeś”.


Yo Make również polubił
Potrawka z kurczaka z marchewką i groszkiem
Koszyk jaskrawoczerwonych truskawek, oczekiwana uczta, która jednak skrywała przerażające odkrycie
3 skuteczne sposoby na pozbycie się silnego zapachu kociego moczu
Kompresja żylna: rozwiązanie bólu nóg?