„Nie rozumiałeś sytuacji sprzed trzech tygodni” – powiedziałem. „Teraz rozumiesz”.
„Jesteśmy gotowi negocjować” – powiedział ostrożnie.
„Dobrze” – odpowiedziałem. „Bo cena właśnie wzrosła”.
Marcus pochylił się do przodu.
„Szukasz nas.”
„Nie” – powiedziałem wystarczająco głośno, żeby go uciszyć. „Stawiam warunki”.
„Próbowałeś ukraść moją pracę. Zamknąłeś mnie na zewnątrz budynku. Rozpuściłeś fałszywe plotki, że odchodzę. Zatrudniłeś podwykonawców do sklonowania moich systemów”.
„Zachowałem milczenie. Uchroniłem tę firmę przed upadkiem. A teraz wskazuję ci drogę naprzód”.
Otworzyłem ostatni slajd.
Jedna liczba, pogrubiona, czerwona.
Nie da się tego zignorować.
550 milionów dolarów.
Licencja wyłączna.
Nieodwołalny.
Nieprzenoszalne.
Harrison mrugnął.
„To absurd.”
„To jest przetrwanie” – powiedziałem. „Z każdym dniem zwłoki, kwota wzrasta o pięć milionów. Masz czas do poniedziałku”.
Jeden z inwestorów zdalnych nie uciszył głosu.
„Czy Twoi prawnicy zweryfikowali te powiązania zależności?”
„Każdy z osobna” – powiedziałem. „A mój zespół prawny jest gotowy przedstawić sprawę w sądzie federalnym, jeśli zajdzie taka potrzeba”.
Cisza.
Następnie głos zabrał najstarszy członek zarządu.
„I Marcus.”
Spojrzałem mu prosto w twarz.
„Usunięto. Ze skutkiem natychmiastowym. Brak dostępu, brak nadzoru. To obciążenie.”
Głos Marcusa rozległ się przez stół.
„Nie możesz po prostu…”
„Nic nie zrobiłem” – przerwałem. „Sam sobie to zrobiłeś”.
Harrison próbował interweniować.
„Możemy zmienić podział obowiązków.”
„Nie” – powiedziałem. „Albo on odpada, albo umowa zerwana”.
Patrzyłem, jak kalkulują straty z powodu opóźnionego startu. Zaufanie inwestorów słabnie. Publiczne konsekwencje, gdyby moja dokumentacja ujrzała światło dzienne.
Nie musiałam krzyczeć.
Fakty mówią same za siebie.
Na koniec przewodniczący zarządu skinął głową.
„Wniosek o zatwierdzenie warunków Milesa”.
Siedem rąk w górę. Dwa wirtualne potwierdzenia zostały kliknięte.
Marcus był jedynym, który się nie poruszył.
Spakowałem laptopa, wstałem i rozejrzałem się po pokoju.
„Próbowałeś wymazać mnie z mojej własnej pracy.”
„Zamiast tego dałeś mi kontrolę nad całą operacją.”
Marcus siedział nieruchomo, z zaciśniętą szczęką i pustymi oczami.
„Wyślij papiery do końca dnia” – powiedziałem. „Albo sześćset milionów do poniedziałku”.
Potem wyszedłem.
Spokój. Stabilność.
Już myślałem dziesięć ruchów naprzód, bo przecież nie wygrałem.
Kupiłem całe pole bitwy.
W piątek po południu dział prawny zatwierdził płatność. Moja umowa licencyjna została podpisana, wykonana i zabezpieczona.
Środki przelane.
Zrobione.
Tego wieczoru Apollo wystartował.
Stałem w pokoju obserwacyjnym za wzmocnionym szkłem, obserwując rozwój sytuacji. Na gigantycznym ekranie wyświetlano transmisje produktów dla klientów, inwestorów i mediów.
Sala na dole była wypełniona po brzegi — znajdowali się tam dziennikarze techniczni, analitycy branżowi, partnerzy korporacyjni — wszyscy zastanawiali się, czy przyszłość Vanguard jest faktem, czy też jest to po prostu kosztowna bzdura.
To nie był dym.
Obserwowałem, jak deska rozdzielcza kolejno zapalała się na zielono.
Silnik behawioralny online.
Odpowiedź predykcyjna jest stabilna.
Optymalne pętle sprzężenia zwrotnego.
Każdy podsystem jest mocny, dokładnie tak, jak został zaprojektowany.
Obok mnie, przy monitorach, siedziało dwóch starszych programistów, szybko piszących i szepczących do siebie.
Nie przerywałem.
Wiedzieli, co robią.
Ćwiczyliśmy to co do naciśnięcia klawisza.
Na dole konferansjer zawołał moje nazwisko.
Nie poszedłem.
Pozwalam produktowi mówić samemu za siebie.
Zamiast tego wysłałem mojego głównego inżyniera, Kirę Ashford, aby przeprowadziła demo na żywo.
Zmiażdżył go.
Krzywe uczenia się w czasie rzeczywistym. Dostosowywanie przepływu użytkownika. Adaptacyjna logika reagująca na jej mowę.
Oklaski nie były grzeczne.
To było szczere.
Kiedy ktoś zapytał ją o strukturę projektu, powiedziała dokładnie to, co jej kazałem.
„Ten system istnieje dzięki Serenity Miles. Nikt inny nie mógłby go zbudować”.
Kamera została skierowana na okno obserwacyjne.
Skinąłem krótko głową.
To było wszystko, czego potrzebowali.
Potem inwestorzy uścisnęli mi dłoń. Członkowie zarządu, którzy miesiąc temu głosowali przeciwko mnie, nagle przypomnieli sobie moje nazwisko, nazywając mnie wizjonerem i niezastąpionym.
Ktoś nawet zażartował, że następny system ma zostać nazwany moim imieniem.
Uśmiechnąłem się.
Nie śmiałem się.
Harrison też tam był — trzymał się z tyłu i milczał.
Marcus nie był.
Wiedziałem, że formalnie odsunięto go od wszystkiego, co miało związek z Apollem.
System nie był po prostu wolny od jego ingerencji.
Był trwale chroniony.
Mój zespół nie interesował się polityką.
Zależało im na tym, aby start przebiegł bez zarzutu.
Żadnych błędów, żadnych awarii, cały cykl prasowy uruchomiony online w ciągu godziny.
Zorganizowaliśmy małą uroczystość w pokoju socjalnym.
Tani szampan. Kira puszcza muzykę z telefonu.
Zostałem do północy, po czym zostawiłem ostatnią butelkę na ladzie z notatką.
Zasłużyłeś na to.
Wychodząc na chłodne nocne powietrze, sprawdziłem telefon.
Dwie nowe oferty.
Jeden z inwestorów kapitału podwyższonego ryzyka z Austin.
Drugie od konkurencji, którą odrzuciłem już dwukrotnie.
Tym razem mówili poważnie.
Prawdziwe pieniądze.
Prawdziwy kapitał własny.
Nie chcieli tylko mojego imienia.
Chcieli poznać moją wizję.
Przez chwilę stałem na parkingu, trzymając w ręku telefon i rozmyślając o tym, jak długą drogę przebyłem od poranka, kiedy wszedłem do tego budynku z latte i odznaką.
Apollo został wystrzelony.
Był kuloodporny.
I ja też tak miałem.
W poniedziałek po premierze wszedłem do biura Harrisona z teczką w jednej ręce i listem rezygnacyjnym w drugiej.
Podniósł wzrok znad biurka, już blady, jakby wiedział, co go czeka.
„Skończyłem” – powiedziałem, kładąc oba na stole. „Dwa tygodnie wypowiedzenia”.
„Wchodzi w życie natychmiast.”
Zamrugał.
„Mówisz poważnie?”
„Nigdy w życiu nie podchodziłem do tego bardziej poważnie”.
Spojrzał na folder.
„Właśnie sfinalizowaliście jedną z największych umów licencyjnych w historii firmy. Naprawdę chcecie teraz odejść?”
„Nie chcę odchodzić” – powiedziałem. „Chcę odejść na moich warunkach”.
„I właśnie to zrobiłem.”
Nie sprzeciwiał się.


Yo Make również polubił
Aromatyczne ciasto jabłkowe z orzechami – lekka przyjemność dla podniebienia
Jak pozbyłam się plam starczych za pomocą taniego składnika z mojej kuchni
Moja córka i jej mąż zamknęli mnie na noc w hangarze na łodzie w mroźną zimę. Chcieli zabrać mój domek nad jeziorem i umieścić mnie w domu opieki. Ale uwięziona na mrozie, znalazłam ukryty sejf. W środku znajdowały się dokumenty ujawniające sekret mojego zmarłego męża: córkę, o której istnieniu nie wiedziała przez 45 lat…
Kusząca kubańska sałatka na zimę