Po prostu patrzyłem.
Podszedłem.
„Jennifer.”
„Napisał do mnie wiadomość” – powiedziała.
Jej głos był ledwie szeptem.
“Kto?”
„Chris.”
„Mój ojciec.”
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
“Co?”
Podniosła telefon.
Przeczytałem wiadomość:
Cześć, Jennifer. Jestem Chris Williams. Jestem twoim ojcem. Twoja babcia opowiedziała mi o tobie kilka lat temu, a ja wtedy nie byłem gotowy. Myliłem się. Żałuję tego każdego dnia od tamtej pory. Chciałbym cię poznać, jeśli chcesz. Bardzo mi przykro.
Oddałem telefon.
„Nie odpowiadaj na to pytanie.”
“Co?”
„Nie odbieraj. Zablokuj go.”
„Dlaczego miałbym go blokować?”
„Ponieważ czegoś chce.”
Twarz Jennifer się zmieniła.
„Nie wiesz tego.”
„Tak, mam.”
„Może się zmienił. Minęło dziesięć lat.”
„Ludzie tacy jak Chris się nie zmieniają.”
„Już go nie znasz.”
„Znam go lepiej niż ktokolwiek inny.”
Jennifer schowała telefon do kieszeni.
„Ludzie zasługują na drugą szansę”.
„Nie on.”
„Dlaczego? Bo cię skrzywdził, czy dlatego, że mnie nie chciał?”
“Obydwa.”
„Cóż, może i tak chcę mu dać szansę”.
Spojrzeliśmy na siebie.
Pierwsza prawdziwa kłótnia jaką kiedykolwiek stoczyliśmy.
„Jeśli to zrobisz”, powiedziałem, „on zrobi ci krzywdę”.
„A może naprawdę żałuje. Może chce być częścią mojego życia”.
„Porzucił cię jeszcze przed twoim narodzeniem i może tego żałuje”.
„W wiadomości napisano, że tego żałuje”.
„Słowa są łatwe, Jennifer.”
„Czyli nie mam wierzyć nikomu, kto przeprasza?”
„Nie powinieneś mu wierzyć.”
Odwróciła się.
„Odpowiem mu.”
„Nie.”
„To mój wybór.”
Poszła do tylnego biura i zamknęła drzwi.
Stałem w dziale poezji, otoczony książkami o miłości, stracie i zdradzie.
To miało się źle skończyć.
Czułem to w kościach.
Pierwsze spotkanie przy kawie odbyło się trzy dni później.
Jennifer wróciła do domu promieniejąca.
„Był taki miły” – powiedziała. „Przeprosił mnie za wszystko. Powiedział, że jest młody i przestraszony. Że myśli o mnie od lat”.
„Co jeszcze powiedział?” – zapytałem.
„Pytał o moje pisanie. O moje książki.”
„Wydawał się naprawdę dumny”.
„Oczywiście, że tak.”
„Czy zamierzasz go jeszcze raz zobaczyć?”
„Zapytał, czy moglibyśmy się spotkać w przyszłym tygodniu.”
Zawahała się.
„Czy to w porządku?”
„Nie potrzebujesz mojego pozwolenia.”
„Wiem, ale nie chcę, żebyś się denerwował.”
„Nie jestem zdenerwowany.”
Byłem przerażony.
„Chcę tylko, żebyś był ostrożny.”
„Będę.”
Spotkania stały się regularne.
Raz w tygodniu, potem dwa razy.
Kawa zamieniła się w kolację.
W weekendy kolacja zamieniała się w lunch.
Jennifer wysyłała mi aktualizacje SMS-em.
On jest taki zabawny.
Opowiedział mi o swoich pomysłach na startup.
Poprosił o pokazanie mojego rękopisu.
Przyglądałem się z daleka.
Czekał, aż wydarzy się coś złego.
Po miesiącu Chris zaczął pojawiać się w księgarni.
Zawsze, gdy mnie nie było.
Jennifer wspomniała o tym później.
„Tata wpadł dziś do mnie.”
Tata.
Teraz nazywała go tatą.
„Czego on chciał?”
„Chciałem się tylko przywitać. Kupił książkę. Moją.”
„Jak miło.”
„Nie podoba ci się, że on jest w pobliżu.”
„Nie ufam mu.”
„Nie ufasz nikomu.”
„To nieprawda.”
„Byłeś sam tak długo. Zapomniałeś, jak to jest wpuścić ludzi do swojego życia”.
To zabolało.
„Wpuściłem cię.”
„Bo musiałeś. Potrzebowałem pomocy.”
„To nie dlatego.”
„To dlaczego nie chcesz, żebym miał ojca?”
„Chcę, żebyś miał ojca, który naprawdę się o ciebie troszczy” – powiedziałem – „a nie takiego, który pojawił się natychmiast po tym, jak odniosłeś sukces”.
Twarz Jennifer stwardniała.
„Mylisz się co do niego.”
„Mam taką nadzieję.”
Ale nie byłem.
Po dwóch miesiącach Jennifer wspomniała o Chrisie swoim znajomym literatom.
Zabrano go na sesję podpisywania książek.
Oczarował wszystkich, opowiadał historie, rozśmieszał ludzi.
Przyglądałem się, jak pracuje w pokoju.
Zobaczyłem, jak się ustawił obok Jennifer.
Jak każdemu, kto chciał słuchać, mówił, że jest jej ojcem.
„On jest z ciebie naprawdę dumny” – powiedziała mi jedna z przyjaciółek Jennifer.
„Czy on jest?”
Po trzech miesiącach sytuacja się zmieniła.
Jennifer wróciła z kolacji z Chrisem cicha i zamyślona.
„Wszystko w porządku?” zapytałem.
„Opowiedział mi o możliwości biznesowej.”
I tak to się stało.
„Jaka to okazja?”
„Pudełka z abonamentem” – powiedziała. „Mówi, że rynek się odradza. Lepiej niż dziesięć lat temu”.
To samo boisko.
Dosłownie.
„Ile on potrzebuje?”
Jennifer wyglądała na zaskoczoną.
„Skąd wiedziałeś, że potrzebuje pieniędzy?”
„Szczęśliwy strzał.”
„Potrzebuje inwestorów. Ludzi, którzy wierzą w tę koncepcję.”
„I on cię zapytał.”
„Powiedział, że zrozumie, jeśli nie będę zainteresowana, ale chciał dać mi pierwszą szansę, bo jestem członkiem rodziny”.
Ponieważ jestem rodziną.
Te słowa wywołały u mnie mdłości.
“Ile?”
Zawahała się.
„Sto tysięcy na początek. Ale mówi, że zyski mogą być ogromne”.
„Jennifer, wiem, co myślisz, ale…”
„Pokazał mi biznesplan. Jest solidny.”
„Nie dawaj mu pieniędzy.”
„To moje pieniądze.”
„Wiem. Ale proszę, nie rób tego.”
„To mój ojciec.”
„To oszust.”
“Zatrzymywać się.”
Jennifer wstała.
„Nigdy nie chciałeś, żebym miała z nim związek. Próbujesz to sabotować”.
„Próbuję cię chronić.”
„Z czego? Z tego, że mam rodzica, który naprawdę mnie chce?”
„On nie chce ciebie. On chce twoich pieniędzy.”
„Nie wiesz tego.”
„Tak, mam.”
„Nie, po prostu nie możesz znieść tego, że ktoś oprócz ciebie się o mnie troszczy.”
„To niesprawiedliwe.”
„To też nie.”
Złapała płaszcz.
„Idę na spacer.”
Ona odeszła.
Siedziałem przy kuchennym stole, trzęsąc się rękami.
Musiałem coś zrobić.
Musiał udowodnić, czego Chris naprawdę chciał.
Plan przyszedł mi do głowy jeszcze tej samej nocy.
To było ryzykowne.
Gdybym się mylił, Jennifer by mi nigdy nie wybaczyła.
Ale jeśli miałem rację, w końcu zobaczy prawdę.
Zadzwoniłem do Chrisa następnego ranka.
“Mama.”
Wydawał się zaskoczony.
„Co się dzieje?”
„Muszę z tobą porozmawiać osobiście.”
„O czym?”
„O Jennifer. I pieniądzach.”
Cisza.
“Dobra.”
“Gdy?”
„Dzisiaj. O czwartej. Księgarnia.”
„Będę tam.”
Rozłączyłem się.
Potem napisałem SMS-a do Jennifer.
Musisz mi zaufać.
Przyjdź do księgarni o 4:15.
Nie wchodź do środka.
Poczekaj w zapleczu.
Po prostu słuchaj.
Proszę.
Odpisała godzinę później.
O co chodzi?
Proszę, zrób dla mnie tylko jedną rzecz.
Cienki.
O 3:45 zamknąłem sklep wcześniej.
Zamknąłem drzwi wejściowe.
Jennifer przybyła o czwartej.
Pozwoliłem jej wejść tylnym wejściem.
„Co się dzieje?” zapytała.
„Chris idzie. Porozmawiam z nim.”
„Chcę, żebyś posłuchał z zaplecza.”
“Dlaczego?”
„Ponieważ muszę coś udowodnić, a nie uwierzysz mi, dopóki sam tego nie usłyszysz”.
„To szaleństwo.”
„Po prostu posłuchaj. To wszystko, o co proszę.”
Spojrzała na mnie.
„Naprawdę myślisz, że on mnie wykorzystuje?”
„Wiem, że tak.”
„A jeśli się mylisz, to przepraszam was obu.”
Poszła do tylnego biura i zostawiła uchylone drzwi.
Chris przybył o 4:03.
Wpuściłem go i zamknąłem za nim drzwi.
„O co chodzi?” zapytał.
Zapytał.
“Usiąść.”
Usiadł przy jednym ze stołów do czytania i rozejrzał się po sklepie, jakby go oceniał.
„Myślałem” – powiedziałem – „o tym, co mówiłeś dziesięć lat temu o sprzedaży tego miejsca”.
Jego wzrok się wyostrzył.
“Dobra.”
„Miałeś rację. Starzeję się. To za dużo pracy.”
„Więc jesteś gotowy na sprzedaż?”
“Może.”
„Teraz ta nieruchomość jest warta więcej. Co najmniej czterysta pięćdziesiąt tysięcy.”
Przyglądałem się jego twarzy.


Yo Make również polubił
Wzrost liczby alergii pokarmowych: Czy jesteśmy uczuleni na żywność czy na jej nowoczesne modyfikacje?
Ciasto SALCESON ZE ŚLIWKAMI
Odkryj świeży i pikantny deser: ciasto cytrynowe! Jeden kęs i przeniesiesz się do nieba!
Włóż mokrą chusteczkę do pralki. Każdy dom potrzebuje tej sztuczki tej zimy