„Dziękuję za to. Za wszystko.”
„Jesteście rodziną” – powiedziałem.
„To jest twoje miejsce.”
Uśmiechnęła się i wróciła do łóżka.
W ciągu tygodnia zapisała się na zajęcia wieczorowe, aby ukończyć liceum.
W ciągu dnia pracowałem w księgarni, a w przerwach między klientami uczyłem się przy ladzie.
Przyglądałem się jej równowadze i nie narzekałem.
Nigdy się nie spóźniam.
Nigdy o nic nie prosząc.
„Masz prawo robić przerwy” – powiedziałem jej kiedyś.
“Nic mi nie jest.”
„Lubię być zajęty.”
Miesiące mijały szybko.
Na jej pierwsze spotkanie klubu książki przyszło osiem osób.
W trzecim miesiącu mieliśmy już dwudziestu stałych klientów.
Jennifer prowadziła dyskusje tak, jakby robiła to od lat.
Zadawano pytania, które zmuszały ludzi do myślenia, dzięki czemu każdy czuł się wysłuchany.
Księgarnia zaczęła przynosić więcej pieniędzy.
Niewiele, ale wystarczająco, żebym mógł płacić Jennifer prawdziwą pensję, nie tylko za pokój i wyżywienie.
„Nie musisz” – powiedziała, kiedy wręczyłem jej pierwszy czek.
„Tak, mam.”
„Pracujesz. Dostajesz zapłatę.”
Wpatrywała się w czek, jakby nigdy wcześniej go nie widziała.
Wiosna zmieniła się w lato.
Od lata do jesieni.
Jennifer skończyła osiemnaście lat w listopadzie.
Upiekłam dla niej ciasto.
Czekolada z lukrem waniliowym.
Zapłakała, gdy to zobaczyła.
„Nikt nie upiekł mi ciasta odkąd skończyłam jedenaście lat” – powiedziała.
Zjedliśmy go w kuchni na górze.
Tylko my dwoje.
Dwa tygodnie później przeszła przez scenę i odebrała dyplom ukończenia szkoły średniej.
Siedziałem wśród publiczności razem z kilkunastoma innymi rodzinami i obserwowałem, jak odbiera ten kawałek papieru.
Potem mnie znalazła i mocno przytuliła.
„Nie sądziłam, że kiedykolwiek skończę” – powiedziała.
„Wiedziałem, że tak zrobisz.”
Tej zimy znalazłem jej notatnik na blacie.
Zostawiła je tam, gdy uzupełniała zapasy.
Nie powinnam była patrzeć, ale to zrobiłam.
Strony były zapełnione opowieściami – niektóre przekreślone, inne dokończone.
Jej pismo było małe i staranne.
Historie były dobre.
Naprawdę dobre.
Szczery i szczery opis dziewczyny, która przeżywa rzeczy, których nie powinna przeżywać.
„Przeczytaj to” – powiedziała Jennifer za mną.
Odwróciłem się.
„Przepraszam. Nie powinnam…”
“Jest w porządku.”
Wzięła notatnik.
„Nie są zbyt dobre.”
„Są doskonałe.”
Wyglądała na wątpiącą.
„Mówię poważnie. Masz prawdziwy talent. Tak po prostu mówisz.”
„Sprzedaję książki od czterdziestu lat”.
„Rozpoznaję dobry tekst, gdy go widzę.”
Ugryzła się w wargę.
„Myślisz, że mógłbym napisać książkę?”
“Tak.”
“Naprawdę?”
“Naprawdę.”
Potem zaczęła pisać na poważnie.
Każdej nocy po zamknięciu sklepu.
Weekendy.
Wczesne poranki przed otwarciem.
W wieku dziewiętnastu lat ukończyła swój pierwszy rękopis — trzysta stron.
Powieść o dziewczynie opiekującej się swoją matką, odnalezieniu jej martwej, przetrwaniu opieki zastępczej i odnalezieniu nadziei w książkach.
Dała mi to we wtorek.
„Nie wiem, czy to jest dobre” – powiedziała – „ale skończyłam to”.
Przeczytałem to tej samej nocy.
Wszystko.
Nie mogłem przestać.
Kiedy skończyłem, poszedłem do jej pokoju i zapukałem do drzwi.
Otworzyła je i zobaczyła moją twarz.
„To jest złe, prawda?” powiedziała.
„To jest piękne.”
Mój głos się załamał.
„Jennifer, to jest naprawdę piękne.”
Zaczęła płakać.
„Naprawdę?”
„Każde słowo.”
Przez cały następny rok uczyliśmy się, jak kontaktować się z agentami.
Jennifer pisała listy, wysyłała je, dostawała odpowiedzi odmowne.
Dużo odrzuceń.
„Może to nie wystarczy” – powiedziała po dwudziestym.
„Wystarczająco dobre.”
„Po prostu jeszcze nie znalazłeś odpowiedniej osoby.”
Ona dalej próbowała.
Księgarnia ciągle się rozrastała.
Jennifer założyła konta w mediach społecznościowych, zamieszczała informacje o nowych książkach, polecanych autorach i zdjęcia sklepu.
Ludzie zaczęli przychodzić, bo widzieli nas w sieci.
„Jesteś w tym dobra” – powiedziałem jej.
„To łatwe, kiedy kochasz to, co robisz.”
W wieku dwudziestu jeden lat agent powiedział „tak”.
Jennifer zadzwoniła do mnie z zaplecza, cała drżąca.
„Ona chce mnie reprezentować”.
„To wspaniale.”
„Myśli, że może to sprzedać.”
„Oczywiście, że może.”
Trzy miesiące później rękopis został sprzedany.
Mały wydawca.
Skromny postęp.
Ale to było prawdziwe.
Jennifer trzymała kontrakt w rękach, jakby miał zniknąć.
„Zamierzam zostać opublikowaną autorką” – powiedziała.
„Tak, jesteś.”
Dwa lata później ukazała się jej książka.
Zorganizowaliśmy przyjęcie z okazji otwarcia księgarni.
Miejsce pełne.
Jennifer czytała od pierwszego rozdziału.
Jej głos był spokojny.
Mocny.
Stałem z tyłu i obserwowałem ją.
Ta dziewczyna, która przyszła bezdomna i przestraszona, teraz stoi przed pięćdziesięcioma osobami i czyta własne słowa.
Gdy wszyscy wyszli, usiedliśmy w cichym sklepie.
„Dziękuję” – powiedziała Jennifer – „że we mnie wierzysz”.
„Zawsze będę w ciebie wierzyć.”
Książka sprzedała się dobrze.
Nie jest to bestseller, ale się sprzedał.
Dostał dobre recenzje.
Zdobyła nagrodę regionalną za debiut fabularny.
Lokalna gazeta napisała o niej krótki artykuł.
Lokalny autor publikuje swoją pierwszą powieść.
Jennifer uśmiechnęła się do zdjęcia, ale nie zrobiła z tego wielkiej sprawy.
W wieku dwudziestu pięciu lat ukazała się jej druga książka.
Sprzedało się lepiej niż pierwsza część.
Znalazły się na kilku listach bestsellerów.
Nie duże, ale wystarczające.
Wydawcy zaczęli zwracać na to uwagę.
Jej trzecia książka została sprzedana na aukcji.
Sześciu wydawców składa oferty.
Zaliczka wyniosła 200 000 dolarów.
Tego dnia Jennifer przyszła na górę, usiadła przy kuchennym stole i schowała głowę w dłoniach.
„Wszystko w porządku?” zapytałem.
„Nie wiem, co zrobić z taką ilością pieniędzy”.
„Zaoszczędź trochę, zainwestuj trochę, kup sobie coś ładnego.”
„Chcę dać trochę do księgarni.”
“NIE.”
“Dlaczego nie?”
„Bo na to zasłużyłeś. Swoimi słowami. Swoją pracą.”
„Dałeś mi wszystko” – powiedziała. „Pozwól mi się odwdzięczyć”.
Poszliśmy na kompromis.
Pomagała przy naprawach.
Nowe półki.
Zaktualizowano system ogrzewania.
Rzeczy, których sklep potrzebował od lat.
Księgarnia prosperowała.
Jennifer rozkwitła.
Wpadliśmy w rytm.
Poranna kawa przy kuchennym stole przed otwarciem.
Rozmowy o książkach w spokojne popołudnia.
Wspólna kolacja prawie wieczorami.
Opowiadała mi o swoim pisaniu.
Opowiedziałbym jej o klientach.
O Paulu w początkach działalności sklepu.
Minęło tak dziesięć lat.
Jennifer z przestraszonej szesnastolatki przeobraziła się w pewną siebie dwudziestosześciolatkę.
Była miła, utalentowana i silna w sposób, który nadal mnie zaskakuje.
Ale czasami przyłapałem ją na gapieniu się w okno.
Rozpoznałem wyraz jej twarzy.
„O czym myślisz?” – zapytałem kiedyś.
“Nic.”
„Jennifer…”
Westchnęła.
„Myślisz, że on kiedykolwiek o mnie myśli?”
Chris.
Zawsze Chris w tle.
“Nie wiem.”
„Zastanawiam się, jak to jest mieć ojca”.
„Nie potrzebujesz go.”
„Wiem, ale czasami ja…”
Urwała.
“Nieważne.”
„Masz prawo tego chcieć” – powiedziałem.
„To głupota.”
„To ludzkie.”
Nigdy więcej nie poruszyła tego tematu.
Ale wiedziałem, że to tam jest.
To pragnienie czegoś, czego nigdy nie miała.
Razem zbudowaliśmy coś dobrego, coś prawdziwego.
Ale jakaś jej część nadal nosiła w sobie tę ranę.
Ojciec, który jej nie chciał.
Miałem nadzieję, że czas to wyleczy.
Myliłem się.
Przez kilka miesięcy po tym zdarzeniu wszystko ucichło.
Jennifer pisała dalej.
Księgarnia cały czas prosperowała.
Piliśmy poranną kawę, wieczorne rozmowy, wspólnie żyliśmy.
Przestałem martwić się o Chrisa.
Dokonał wyboru dziesięć lat temu.
O ile wiem, zapomniał o naszym istnieniu.
Powinienem był wiedzieć lepiej.
Pewnego ranka Jennifer zeszła na śniadanie z telefonem w ręku i uśmiechem na twarzy.
„Spójrz na to” – powiedziała.
„Ktoś z tego internetowego magazynu literackiego przeprowadził ze mną wywiad w zeszłym miesiącu”.
„Zapomniałem, że to ma się dziś ukazać”.
Wziąłem telefon i przeczytałem nagłówek:
Od bezdomnej nastolatki do autorki bestsellerów: inspirująca podróż Jennifer Carter.
W księgarni znajdowało się zdjęcie Jennifer, stojącej wśród półek i uśmiechającej się.
W artykule opowiedziano całą jej historię.
Amanda.
Narkotyki.
Znalezienie martwej matki.
Opieka zastępcza.
Sierociniec.
Uciekać.
Rok na ulicy.
Następnie znaleźliśmy księgarnię Williams.
Znalezienie mnie.
Wspomniano o zaliczce w wysokości 200 tys. dolarów.
Jej rozwijająca się kariera.
Jak została wychowana przez babcię, Lindę Williams.
„To dobrze” – powiedziałem, ale poczułem ucisk w żołądku.
„Chcą nagrać wywiad w formie podcastu w przyszłym miesiącu” – powiedziała Jennifer. „Czy to nie szaleństwo?”
„To wspaniale.”
Oddała telefon i przejrzała komentarze — ludzie gratulowali jej, mówiąc, że jej historia ich zainspirowała.
Wypiłem kawę i starałem się ignorować niepokój w żołądku.
Wiadomość przyszła dwa dni później.
Jennifer uzupełniała asortyment działu poezji, gdy zadzwonił jej telefon.
Wyciągnęła go i spojrzała na ekran.
Jej twarz zbladła.
„O co chodzi?” zapytałem.
Ona nie odpowiedziała.


Yo Make również polubił
Łatwe i pyszne ciasto owsiane z jabłkami
Połóż kres bałaganiącym detergentom i dodaj blasku swojemu praniu dzięki podstawowym produktom spożywczym!
Odkryłem mroczny sekret mojej żony zaraz po jej ślubie i teraz nie wiem, jak z tym żyć
2 proste sposoby na trwałe usunięcie plam z wybielacza z ubrań