Elżbieta ścisnęła moje ramię.
„To normalne. Obrona robi swoje. Ale mamy Anise i mamy nagrania. Ława przysięgłych je usłyszy i wszystko się zmieni”.
Tego popołudnia Anise zeznawała. Była przerażona. Widziałam, jak trzęsły jej się ręce, gdy składała przysięgę. Ale kiedy Elizabeth poprosiła ją, żeby opowiedziała sądowi, co usłyszała, jej głos zabrzmiał pewnie.
„Sprzątałem korytarz na piętrze 1 grudnia. Państwo Callaway byli w głównej sypialni. Drzwi były otwarte. Słyszałem, jak rozmawiali o pani Callaway Senior, o zaproszeniu jej na świąteczny obiad. Potem pan Callaway powiedział coś, co kazało mi się zatrzymać”.
„Co powiedział?”
„Powiedział: »To idealna okazja. Zawał serca wyglądałby naturalnie. Jest stara, bierze leki. Nikt by tego nie kwestionował«”.
Sala sądowa wybuchła. Sędzia uderzył młotkiem.
Twarz Desmonda pozostała zupełnie spokojna.
Anise kontynuowała opisując to, co usłyszała, jak zaczęła nagrywać kolejne rozmowy i jak w końcu zebrała się na odwagę, by pójść na policję.
Obrońcy poddali ją brutalnemu przesłuchaniu krzyżowemu.
„Pani Rodriguez, jest pani tutaj na wizie pracowniczej, prawda?”
“Tak.”
„Wiza, która wygasa za sześć miesięcy”.
“Tak.”
„W zamian za złożenie zeznań zaoferowano ci ochronę świadka, łącznie z pomocą w uzyskaniu obywatelstwa”.
„Zaoferowano mi ochronę. Tak.”
„Masz więc finansową i prawną motywację, żeby kłamać”.
„Nie kłamię.”
„Jesteś nielegalnym pracownikiem, któremu płacą pod stołem, prawda? Możesz zostać deportowany w każdej chwili. Czy to zeznanie nie jest po prostu sposobem na ratowanie siebie?”
“NIE.”
Głos Anise’a załamał się.
„Jestem tu, bo morderstwo jest złe. Bo zobaczyłem zdjęcie pani Callaway i wyglądała jak moja matka, i nie mogłem pozwolić, żeby ją skrzywdził”.
Teraz płakała, ale jej głos nie zadrżał.
„Wiedziałem, że stracę wszystko – pracę, dom, może rodzinę, jeśli będę musiał opuścić kraj – ale nie mogłem milczeć. Są rzeczy ważniejsze niż bezpieczeństwo”.
Na sali sądowej panowała cisza. Nawet obrońca wyglądał na zakłopotanego.
Następnie detektyw Reeves przedstawił ławie przysięgłych dowody z monitoringu: nagrania audio, na których Desmond i Sloan omawiają plan w najdrobniejszych szczegółach. Ława przysięgłych usłyszała głos Desmonda.
„Kiedy ona umrze, będziemy mieli zapewnione dożywocie. Stary nietoperz nie ma pojęcia, co go czeka”.
Słyszeli Sloana.
„Myślisz, że potrafisz przekonująco płakać?”
Słyszeli Desmonda.
„Całe życie grałem pogrążonego w żałobie syna. Co znaczy jeden występ więcej?”
Kilku członków ławy przysięgłych wyglądało na chorych. Jedna kobieta płakała. Desmond siedział nieruchomo, z kamienną twarzą. Sloan był blady, z dłońmi zaciśniętymi na stole.
Dowody były druzgocące, niezaprzeczalne. Ale procesy nie zawsze przebiegają tak, jak powinny.
Trzeciego dnia Desmond stanął przed sądem, aby bronić się sam. To było ryzykowne. Elizabeth powiedziała mi: „Większość oskarżonych nie zeznaje, bo przesłuchanie krzyżowe jest brutalne”.
Ale Desmond nalegał. Myślał, że oczaruje ławę przysięgłych. I teraz widziałem, że próbował ich oczarować, nosząc szary garnitur zamiast granatowego – w stonowanych kolorach – i mówiąc cicho, z szacunkiem.
„Proszę nam opowiedzieć o pańskich relacjach z matką” – poprosił jego prawnik.
„To skomplikowane” – powiedział Desmond.
Jego głos był smutny i zrezygnowany.
„Kocham moją matkę. Naprawdę. Ale zawsze była nadopiekuńcza, dusząca. Po śmierci ojca uczyniła mnie centrum swojego świata, a to ogromny ciężar dla dziecka”.
Poczułem, jak Elizabeth obok mnie się napina.
„Dorastając, byłam całym jej życiem, jej celem. Pracowała nieustannie, owszem, ale też dbała o to, żebym wiedziała, jak wiele poświęca. Każdego dnia, przy każdym posiłku, przy każdym rachunku – pragnęła wdzięczności, uwielbienia, a kiedy próbowałam żyć własnym życiem, założyć własną rodzinę, nie potrafiła mnie puścić”.
Teraz płakał. Prawdziwe łzy na jego twarzy.
W zeszłym roku w końcu postawiłem granice. Powiedziałem jej, że potrzebuję przestrzeni. Nie przyjęła tego dobrze. Zaczęła obsesyjnie dzwonić, pojawiać się u mnie w biurze. Musiałem całkowicie zerwać kontakt, bo nie szanowała moich granic.
„A zaproszenie na kolację?”
„Błąd” – powiedział Desmond. „Żona przekonała mnie, żebym spróbował pojednania. Jeszcze jedna szansa na odbudowanie relacji z matką. Ale kiedy Anise ją od tego odwiodła, matka dostrzegła w tym szansę – sposób, by mnie ukarać za to, że ją odrzuciłem. Więc wymyśliła całą tę historię”.
Ława przysięgłych słuchała, niektórzy z nich kiwali głowami.
Uwierzyli mu.
„SMS-y, które wymienialiśmy z żoną – wyrwane z kontekstu, brzmią źle. Przyznaję. Ale to były żarty. Mroczne żarty. Tak, niestosowne. Zdecydowanie. Ale żarty. Małżonkowie zwierzają się sobie nawzajem. Mówią rzeczy, których nie mają na myśli. Tak naprawdę nigdy nie planowaliśmy nikogo skrzywdzić”.
Przesłuchanie krzyżowe Elżbiety było zacięte.
„Panie Callaway, mówi pan, że te SMS-y to były żarty. Pozwól, że przeczytam panu jeden. »Mamy to, czego potrzebujemy w aptece. Nic nie poczuje«. To żart?”
„Brzmi to źle, ale…”
„W jakiej aptece? Co kupiłeś?”
„Nie pamiętam.”
„Nie pamiętasz, że kupowałeś rzeczy, o których rozmawiałeś w SMS-ach, a które dotyczyły zabicia twojej matki?”
„Nigdy niczego nie kupiłem. Ten tekst był hipotetyczny”.
„Mamy paragony. Kupiłeś naparstnicę w aptece recepturowej w Stamford 15 grudnia. Czy mógłbyś wyjaśnić dlaczego?”
„Do badań. Do książki, którą piszę.”
„Piszesz książkę?”
„Thriller medyczny”.
“Tak.”
Trwało to godzinami. Desmond miał odpowiedź na wszystko. Słabe odpowiedzi. Nieprawdopodobne odpowiedzi.
Ale odpowiedzi.
I część ławy przysięgłych mu uwierzyła. Widziałem to na ich twarzach – wkradające się wątpliwości.
Wtedy Elżbieta zagrała ostatnią kartą.
„Panie Callaway, proszę opowiedzieć sądowi o swojej pierwszej żonie.”
Jego twarz zbladła.
„To nie ma znaczenia.”
„Caroline Brennan” – powiedziała Elizabeth. „Ożeniłeś się z nią piętnaście lat temu. Zmarła z powodu przedawkowania narkotyków. Odziedziczyłeś 500 000 dolarów. Zamordowałeś ją?”
„Sprzeciw” – warknął jego adwokat, wstając. „Nieistotny i krzywdzący”.
„To jest zgodne z schematem, Wasza Wysokość” – powiedziała spokojnie Elżbieta.
Sędzia się zastanowił.
„Pozwolę na to, ale ostrożnie, Panie Mecenasie.”
Elizabeth zwróciła się do Desmonda.
„Czy zamordowałeś Caroline?”
„Nie. Zmarła w wyniku przypadkowego przedawkowania. Policja mnie oczyściła z zarzutów.”
„Uniewinniono, bo nie było wystarczających dowodów” – powiedziała Elizabeth. „Ale jej rodzina zawsze cię podejrzewała, prawda?”
„Jej rodzina była pogrążona w żałobie. Potrzebowali kogoś, na kogo mogliby zwalić winę”.
„A teraz twoja matka jest tutaj, całkiem żywa, bo służąca ją ostrzegła – wysuwając podobne oskarżenia. Niezły zbieg okoliczności.”
Desmond nic nie powiedział. Jego maska pękła. Zobaczyłem, jak na jego twarzy pojawia się wściekłość, zanim ją opanował.
Elżbieta usiadła.
„Nie mam więcej pytań.”
Następnego dnia zeznawałem. Ćwiczyłem to. Wiedziałem, czego się spodziewać. Ale siedzenie w tej ławie świadków, kiedy Desmond wpatrywał się we mnie z odległości pięciu metrów, było trudniejsze niż jakakolwiek próba.
Elizabeth łagodnie przedstawiła mi moje świadectwo: moje doświadczenia jako pielęgniarki, samotne wychowywanie Desmonda, rok milczenia, zaproszenie na Boże Narodzenie, ostrzeżenie Anise.
„Powiedz ławie przysięgłych, co poczułaś, gdy pokojówka cię zatrzymała” – powiedziała Elizabeth.
„Zdezorientowany” – powiedziałem. „A potem przestraszony. Była przerażona i nie rozumiałem dlaczego, ale jej ufałem. Coś w jej oczach sprawiło, że jej uwierzyłem”.
„A kiedy zadzwonił detektyw Reeves i powiedział ci o spisku z trucizną. Co poczułeś?”
„Jakby moje serce stanęło. Jakby świat się skończył. To był mój syn – moje dziecko. Oddałam mu wszystko, a on chciał mojej śmierci dla pieniędzy, o których istnieniu nawet nie wiedziałam”.
„Czy nadal go kochasz?”
Pytanie mnie zaskoczyło. Spojrzałem na Desmonda. Jego twarz była starannie neutralna, ale oczy zimne. Puste.
„Kocham dziecko, które wychowałam” – powiedziałam powoli. „Kocham chłopca, który płakał, gdy zdarł sobie kolano, który mnie przytulał, gdy się bał. Ale tego chłopca już nie ma. Mężczyzna siedzący przy tym stole to obcy człowiek, który ma takie samo DNA jak ja”.
Desmond zacisnął szczękę.
Dobry.
Niech się wścieka. Niech ława przysięgłych to zobaczy.
Potem Jacob Stern poddał mnie krzyżowemu przesłuchaniu.
„Pani Callaway, mówiła pani, że pracowała pani długo, wychowując syna. Podwójne zmiany, nocne zmiany. Ile godzin tygodniowo?”
„Sześćdziesiąt. Czasami siedemdziesiąt.”
„Kto opiekował się Desmondem, gdy ciebie nie było?”
„Nianie. Sąsiedzi. Czasami był dzieckiem z kluczem na szyi”.
„Dziecko z kluczem na szyi” – powtórzył Stern. „Więc większość dzieciństwa spędził sam”.
Musiałam pracować. Potrzebowaliśmy pieniędzy na jedzenie, czynsz i jego edukację.


Yo Make również polubił
Dlaczego milczałeś przez cały rok?
MOJA 18-LETNIA CÓRKA PRAWIE WYSZŁA ZA MĄŻ ZA 60-LETNIEGO MĘŻCZYZNĘ
Moi rodzice grozili, że podniosą mi czynsz, jeśli nie zostanę nieopłacaną nianią mojej siostry. Nie spodziewali się, że zniknę z dnia na dzień, zostawiając ich samych z… chaosem
„Życzę im cudownego, spokojnego Święta Dziękczynienia” – odpowiedziałem. Nie zdawali sobie sprawy, że zaprosiłem wszystkich do swojego domu na farmie w Vermont – czekała na nich wspaniała uczta, śmiech i zdjęcia, które zobaczą tylko w internecie, a kiedy się dowiedzą…