Ale zobaczyłem, że jej ręka lekko drgnęła.
Potwierdzenie.
Wziąłem głęboki oddech i poszedłem przywitać się z synem i jego żoną.
Susan wpadła przez drzwi, udając emocje.
„Laura, jak się czuje? Jak się czuje moja mama?”
„Stabilny. Spokojny. Pani Rodriguez mówi, że jej parametry życiowe były dobre przez cały weekend”.
Susan przebiegła obok mnie do pokoju Margaret. Poszłam za nią, patrząc, jak odprawia żałobę po swojej córce – dotykała twarzy Margaret, sprawdzała monitory, poprawiała koc.
„Och, mamo” – wyszeptała. „Byliśmy u specjalisty. Jest nadzieja. Może rzeczywiście jest nadzieja”.
James pojawił się w drzwiach, a ja zmusiłam się, żeby spojrzeć na syna, żeby po raz pierwszy zobaczyć go wyraźnie.
Wyglądał na zmęczonego i zestresowanego. Jego wzrok błądził po pokoju, sprawdzając wszystko, upewniając się, że wszystko jest tak, jak być powinno.
„Podróż się udała?” zapytałem, starając się zachować neutralny ton głosu.
“Bardzo dobrze.”
James przeszedł na drugą stronę łóżka.
„Dr Morrison uważa, że istnieją eksperymentalne metody leczenia, które mogłyby pomóc. To mało prawdopodobne, ale… ale musimy spróbować” – zakończyła Susan.
Odwróciła się do mnie z błyszczącymi oczami.
„Nie możemy jej stracić.”
Występ był bezbłędny. Gdybym nie znał prawdy, byłbym całkowicie przekonany.
„To wspaniała wiadomość” – powiedziałem. „Musisz być wyczerpany podróżą. Może zrobię herbatę?”
„To byłoby cudowne”. Susan dotknęła mojego ramienia. „Bardzo dziękuję, że tu jesteś, Lauro. Byłaś dla mnie prawdziwym błogosławieństwem”.
W kuchni drżącymi rękami nastawiłem czajnik. Urządzenia rejestrujące wszystko nagrywały. Kamera kręciła.
Musiałem tylko podtrzymać ich rozmowę.
Kiedy przyniosłam herbatę do salonu, James i Susan siedzieli blisko siebie na kanapie. Wyglądali jak oddana sobie para stawiająca czoła kryzysowi rodzinnemu.
„Więc” – powiedziałem, rozsiadając się w fotelu – „co dokładnie powiedział doktor Morrison?”
James zaczął szczegółowo opisywać fikcyjne konsultacje. Najwyraźniej starannie przygotował tę historię – szczegóły dotyczące wzorców aktywności mózgu, protokołów badań nad lekami eksperymentalnymi, obiecujące statystyki.
Wszystko to były kłamstwa, każde słowo.
„Jedynym problemem” – powiedziała Susan, ściszając głos – „jest to, że te zabiegi są bardzo drogie. Nie pokrywa ich ubezpieczenie”.
„Jak drogie?”
„Około dwieście tysięcy za cały protokół”.
James pokręcił głową. „Ubezpieczenie Margaret nie pokryje kosztów terapii eksperymentalnych, ale i tak to zrobimy. Znajdziemy sposób”.
Wiedziałem, co robią, kreując historię – drogie leczenie, które nie działa, rodzina, która próbowała wszystkiego, tragiczna, ale oczekiwana śmierć.
„To dużo pieniędzy” – powiedziałem ostrożnie.
„Mama jest tego warta” – powiedziała Susan. Jej głos był stanowczy. „Wydałabym każdy grosz, żeby ją uratować”.
Ironia była dusząca.
Planowali wydać pieniądze Margaret na fałszywe kuracje, żeby ukryć jej zabójstwo.
Rozmawialiśmy jeszcze godzinę. Odegrałam swoją rolę perfekcyjnie – wspierającej teściowej, naiwnego świadka. Zadawałam właściwe pytania, wydawałam właściwe, współczujące dźwięki, nigdy nie dawałam po sobie poznać, że znam prawdę.
Na koniec Susan oznajmiła, że jest wyczerpana i musi iść spać.
„Laura, ty też pewnie jesteś zmęczona. Byłaś tu cały weekend. Może wracasz do domu? My przejmiemy pałeczkę.”
To był ten moment – moment, którego się obawiałem.
„Właściwie” – powiedziałem powoli – „jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym zostać jeszcze kilka dni, żebyś mogła się zadomowić. Upewnij się, że Margaret jest stabilna dzięki nowemu schematowi leczenia od dr. Morrisona”.
James i Susan wymienili spojrzenia — szybkie, niepewne.
„To naprawdę nie jest konieczne, mamo” – zaczął James.
„Nalegam. Oboje potrzebujecie odpoczynku. Pozwólcie, że wam pomogę.”
Kolejne spojrzenie między nimi.
Wtedy Susan się uśmiechnęła.
„Jesteś taki troskliwy. Oczywiście, że możesz zostać.”
Ale dostrzegłem coś w jej oczach.
Obliczenie.
Zmęczenie.
Nie chcieli mnie tu widzieć. Ale nie mogli odmówić, nie wzbudzając podejrzeń.
Tej nocy leżałem w pokoju gościnnym, nie mogąc zasnąć. Każdy dźwięk wywoływał u mnie drżenie. Każde skrzypnięcie osiadającego domu wydawało się zagrożeniem.
Około 23:00 usłyszałem głosy dochodzące z sypialni Jamesa i Susan – niskie, natarczywe. Nie mogłem rozróżnić słów, ale ton był wyraźny.
Oni się kłócili.
Urządzenie nagrywające, które podłożyłem, miało wszystko uchwycić.
Jutro odnajdę go i posłucham.
Ale dziś wieczorem jedyne co mogłem zrobić, to czekać.
O 2:00 w nocy w końcu zasnąłem.
Obudziłem się o 7:00 czując zapach kawy.
Susan była w kuchni, wyglądając świeżo i pięknie w spodniach do jogi i kaszmirowym swetrze.
„Dzień dobry. Zaparzyłam kawę i przygotowuję moją specjalną zapiekankę śniadaniową. James ją uwielbia.”
„To miłe z twojej strony.”
Nalałam sobie kawy, starając się nie zwracać uwagi na lekkie drżenie rąk.
„Dobrze spałeś? Martwię się, że łóżko dla gości nie jest zbyt wygodne.”
„Było w porządku.”
Wziąłem łyk kawy.
Smakowało normalnie. Nawet dobrze.
Rozmawialiśmy o niczym, podczas gdy Susan gotowała. Zapytała o mój wyjazd do Arizony i czy go przełożyłem. Powiedziałem, że tak, Carol zrozumiała.
Coraz więcej kłamstw.
James zszedł o 7:30.
Dzień dobry, mamo. Jak ci smakuje kawa?
„Dobrze. Susan robi to idealnie.”
Uśmiechnął się, ale uśmiech nie objął jego oczu.
„Susan troszczy się o wszystkich.”
Zjedliśmy razem śniadanie jak normalna rodzina. Zapiekanka była pyszna – bogata i kremowa, z serem i warzywami.
Około 8:30 poczułem się dziwnie. Najpierw lekki ból głowy, potem nudności, a potem zawroty głowy.
„Wszystko w porządku, Lauro?” Głos Susan zdawał się dochodzić z oddali. „Wyglądasz blado”.
„Źle się czuję.”
Pokój się przechylił.
„Może coś mnie bierze.”
„Chodź, pomogę ci dojść do kanapy.”
Dłonie Susan spoczywały na moim ramieniu i prowadziły mnie.
„Powinieneś odpocząć.”
Leżałam na kanapie, pokój wirował. Serce waliło mi jak młotem.
Coś było bardzo nie tak.
„James, może powinniśmy wezwać lekarza” – powiedziała Susan.
Jednak w jej głosie nie słychać było zaniepokojenia.
Brzmiało to satysfakcjonująco.
„Zobaczymy, czy za chwilę poczuje się lepiej” – odpowiedział James. „Może to po prostu zmęczenie. Opiekowała się Margaret przez cały weekend”.
Przez mgłę widziałem, jak patrzą na siebie, patrząc znacząco.
I zrozumiałem.
Kawa.
Zapiekanka.
Dodawali coś do mojego jedzenia.
Oni mnie truli.
Niewiele pamiętam z następnych kilku godzin. Przebłyski pamięci – wirujący sufit. Głos Susan, udawany niepokój.
„Ona nie odpowiada”.
James zadzwonił pod numer 911.
Ratownicy medyczni, jaskrawe światła, pytania, na które nie potrafiłem odpowiedzieć, bo mój język był sztywny i bezużyteczny.
Jazda karetką, wstrząs każdego uderzenia spotęgowany.
Szpital — ostre światło świetlówek, pikanie maszyn.
Twarz lekarza raz pojawiała się, raz znikała z pola widzenia.
„Możliwe zatrucie deoksyną. Spadek tętna. Konieczna stabilizacja.”
Deoksyna.
To był lek na serce.
Nie brałem Deoxinu, ale Margaret tak. Widziałem go na jej liście leków.
Podali mi lekarstwo na serce Margaret. Na tyle, żeby mnie rozchorować.
Może na tyle, żeby mnie zabić.
Przez mgłę usłyszałem Jamesa rozmawiającego z kimś.
„Nie rozumiem, jak to się stało. Musiała się pomylić i przez pomyłkę wzięła leki mojej teściowej. Mama jest w ogromnym stresie”.
Podsycanie historii, zrzucanie winy na kogoś innego.
Zdezorientowana staruszka bierze niewłaściwe leki.
Próbowałem przemówić, próbowałem powiedzieć im prawdę, ale słowa nie przychodziły mi do głowy.
Wszystko pociemniało.
Obudziłem się w szpitalnej sali. Popołudniowe światło sączyło się przez żaluzje, w żyłach miałem kroplówkę, a monitory miarowo piszczały.
Przez chwilę nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie jestem ani co się wydarzyło.
A potem wszystko wróciło.
Otruli mnie.
Mój syn i jego żona próbowali mnie zabić.
“Mama.”
James siedział na krześle obok łóżka.
„Nie śpisz. Dzięki Bogu.”
Spojrzałam na niego – naprawdę na niego spojrzałam. Na tego mężczyznę, który przez trzydzieści osiem lat nazywał mnie mamą. Na tego nieznajomego, który zamordował mojego męża i próbował zabić mnie.
„Co się stało?” Mój głos był ochrypły.
„Przez pomyłkę wziąłeś trochę leków Margaret. Deoksynę. Masz szczęście, że Susan cię znalazła.”
Pochylił się do przodu, cały w uśmiechu udając zaniepokojenie.
„Mamo, wystraszyłaś nas. Myśleliśmy, że cię stracimy.”
„Nie brałam żadnych leków”. Każde słowo było wysiłkiem. „Nie biorę Deoxinu”.
Lekarze wykryli to w twoim organizmie. Musiałeś się pogubić. To zrozumiałe. Byłeś bardzo zestresowany opieką nad Margaret, mieszkając w obcym domu.
On mnie oszukiwał. Sprawiał, że wątpiłem we własną pamięć.
„Gdzie jest Susan?”
„Poszła po kawę. Siedzi tu cały dzień, tak się o ciebie martwi.”
Wziął mnie za rękę.
Jego dotyk wywołał u mnie dreszcze.
„Mamo, myślę, że powinnaś iść do domu. Musisz odpocząć. Dbaj o siebie.”
„A co z Margaret?”
„Zajmiemy się Margaret. Możemy zatrudnić profesjonalną pielęgniarkę. Nie powinnaś się tym zajmować”.
Chciał, żebym odszedł – z dala od domu, od dowodów, które gromadziłem.
„Chcę pomóc” – powiedziałem, wystawiając go na próbę.
Jego uścisk na mojej dłoni lekko się wzmocnił.
„Zrobiłeś już wystarczająco dużo. Naprawdę. Czas, żebyś skupił się na sobie”.
Pielęgniarka weszła, żeby sprawdzić moje parametry życiowe.
„Jak się pani czuje, pani Bennett?”
„Zmęczony. Zdezorientowany.”
„To normalne po zatruciu deoksyniną. Masz szczęście, że twoja rodzina szybko cię tu przywiozła. Jeszcze godzina lub dwie i…”
Nie dokończyła zdania.
Jeszcze godzina lub dwie i będę martwy.
To był ich plan.
Nie na tyle, żeby mnie natychmiast zabić. Tylko na tyle, żeby wysłać mnie do szpitala, gdzie byłbym z dala od domu.
Z dala od Margaret.
Co oni teraz robili Margaret?
W szpitalu przetrzymywali mnie dwa dni. Chcieli monitorować moje serce, upewnić się, że deoksyryboza całkowicie oczyściła mój organizm.
James i Susan odwiedzali ich codziennie, odgrywając rolę zatroskanej rodziny, przynosząc kwiaty, zadając lekarzom pytania i upewniając się, że wszyscy widzą, jak bardzo są oddani.
Uczestniczyłem w tym.
Niech myślą, że uwierzyłem w ich historię o tym, że wziąłem złe leki.
Niech myślą, że mnie odstraszyli.
Ale w głębi duszy planowałem.
W czwartek rano przyjechali po mnie.
„Zabierzemy cię do domu, mamo” – powiedział James. „Carol cię sprawdzi. Musisz odpocząć”.
„Właściwie” – powiedziałem ostrożnie – „myślałem, że mógłbym zostać z tobą jeszcze kilka dni, aż poczuję się pewniej”.
Uśmiech Susan zamarł.
„Laura, to miłe, ale naprawdę powinnaś być w swoim własnym miejscu i mieć swoje rzeczy. To lepiej wpłynie na twoją rekonwalescencję”.
„Będę czuł się lepiej będąc blisko rodziny”.
Spojrzałem prosto na Jamesa.
„Proszę. Nie chcę teraz być sama.”
Widziałam w jego oczach kalkulację, widziałam, jak rozważa opcje. Nie mogli odmówić, nie wydając się bezduszni, ale nie chcieli mnie tam.
„Oczywiście, że możesz zostać” – powiedział w końcu. „Tak długo, jak będziesz potrzebował”.
Szczęka Susan zacisnęła się niemal niezauważalnie.
W samochodzie rozmawiali o moich lekach i kolejnych wizytach. Reagowałem odpowiednio, odgrywając rolę wdzięcznego pacjenta.
Ale obserwowałem ich. Każde ich spojrzenie, każda przerwa w rozmowie, każdy mikrowyraz na ich twarzach – coś planowali.
Tej nocy, kiedy James i Susan oglądali telewizję na dole, zakradłem się do pokoju Margaret.
Ona spała, ale wiedziałem lepiej.
Podeszłam bliżej łóżka i szepnęłam: „Wróciłam i wszystko jest w porządku”.
„Próbowali, ale wszystko w porządku”.
Jej ręka poruszyła się nieznacznie, ale to wystarczyło.
„Muszę sprawdzić nagrania. Czy masz sposób, żeby uzyskać do nich zdalny dostęp?”
Jej oczy zatrzepotały, a potem ledwo słyszalnie wyszeptała: „Telefon pod materacem. Hasło 473t”.
Znalazłem telefon i szybko poszedłem do łazienki dla gości, zamykając drzwi na klucz. Ręce mi się trzęsły, gdy otwierałem aplikację do nagrywania.
Trzy dni nagrań audio. Dziesiątki plików.
Włożyłem słuchawki i zacząłem słuchać, przewijając ciche fragmenty.
I oto jest – rozmowa z niedzielnego wieczoru.
James i Susan w swojej sypialni.
„Susan, ona nie wychodzi.”
„Dlaczego ona nie wychodzi, James?”
„Ponieważ zaprosiłeś ją, żeby została.”
„Co miałem powiedzieć?”
„Susan, miałaś się jej pozbyć. Już jej tu nie potrzebujemy. Plan już działa.”
„James, co mam zrobić? Wyrzucić własną matkę? To by wyglądało podejrzanie”.
„Susan, to przyspieszamy. Nie możemy czekać, aż Margaret odejdzie. Musimy zająć się Laurą teraz”.
Pauza.
„James, masz na myśli—”
„No wiesz, ona już i tak jest zestresowana. Jest zdezorientowana. Zrozpaczona. Raz przez pomyłkę wzięła nie ten lek. Kto wie, czy nie zrobi tego ponownie?”
„James.”
„Susan, nie bądź teraz wobec mnie słaba. Pamiętaj, o czym rozmawiałyśmy. Pamiętaj o planie. Laura ma co najmniej pięćset tysięcy. Po Margaret, to nasz kolejny cel. Ale jeśli jej teraz nie ma, będzie jeszcze łatwiej. Pogrążona w żałobie matka przypadkowo przedawkowała. Ty dziedziczysz. Jesteśmy gotowi.”
„James… a jeśli ktoś podejrzewa…”
Susan się zaśmiała.
„Kto? Znajomi twojej mamy? Jacyś wolontariusze z biblioteki?”
„James, robiliśmy to już trzy razy. Wiemy, co robimy”.
Trzykrotnie.
Moja krew zamieniła się w lód.
Dawid.
Tomasz.
Richard.
Susan zabiła trzech mężów.
I James wiedział.
James pomógł.
„Susan, daj jej do śniadania wystarczająco dużo deoksyryny. Nie dawkę śmiertelną. Tylko tyle, żeby wysłać ją do szpitala. A kiedy wróci, będzie słaba. Zdezorientowana. Łatwo ją wykończyć.”
„James, a co z Margaret?”
„Susan, zajmiemy się nią w tym tygodniu. Zwiększymy dawkę morfiny, żeby wyglądało to na naturalny spadek. Potem skupimy się na Laurze”.
„Do Bożego Narodzenia będziemy wolni”.
Do Bożego Narodzenia.
Zaplanowali, że oboje umrzemy jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia.
Posłuchałem kolejnych nagrań i znalazłem to z poniedziałkowego poranka. Susan i James omawiają dawki, planując dokładnie, ile leku wziąć.
A potem najbardziej obciążające nagranie ze wszystkich, z wtorkowego wieczoru.
„James, czy kiedykolwiek czułeś się winny z powodu tego, co zrobiliśmy tacie?”
„Twój ojciec był przeszkodą. Nigdy nie dałby ci tych pieniędzy z własnej woli”.
„James, ale on był dobrym człowiekiem. Nie zasłużył na…”
„Susan, przestań. Już to przerabialiśmy. Chciałaś takiego życia. Chciałaś pieniędzy. To jest cena”.
„James… czasami myślę o tamtej nocy. Jak go pchałem. Jak słyszałem, jak upada. Ten dźwięk…”
„Susan, to było warte pół miliona dolarów. A wkrótce będziemy mieli kolejne dwa miliony. Przestań się tym emocjonować”.
Musiałem zakryć usta dłonią, żeby nie wydać żadnego dźwięku.
Popychając go.
James zepchnął Richarda ze schodów.
Mój mąż nie upadł.
Został celowo zamordowany przez naszego syna.
Siedziałam na podłodze w łazience, ściskając telefon w drżących dłoniach, a łzy spływały mi po twarzy.
Miałem dowody — wyraźne, niezaprzeczalne dowody spisku mającego na celu popełnienie morderstwa, przyznanie się do popełnienia poprzednich morderstw i planów popełnienia przyszłych morderstw.
Ale nie mogłam jeszcze iść na policję.
Margaret wciąż była w niebezpieczeństwie.
Gdyby James i Susan domyślili się choćby cienia sugestii, że znam prawdę, mogliby ją od razu zabić i uciec.
Musiałem się skoordynować z Margaret.
Potrzebowałem detektyw Sarah Mills, mojej starej przyjaciółki z czasów akademii policyjnej.
Potrzebowałem pomocy.
Ale najpierw musiałem przetrwać noc.
Ochlapałem twarz wodą i wróciłem do pokoju gościnnego, udawałem, że śpię, ale tak naprawdę leżałem bezsennie, nasłuchując każdego dźwięku.
Około północy usłyszałem kroki na korytarzu. Zatrzymali się przed moimi drzwiami. Klamka powoli się obróciła.
Utrzymywałem równy oddech, udawałem, że śpię.
Drzwi się otworzyły.
Snop światła padł na łóżko.
Ktoś tam stał i obserwował.
Jak długo, nie wiem.
Drzwi zamknęły się ponownie. Kroki się oddaliły.
Sprawdzali, czy wszystko u mnie w porządku, upewniali się, że jestem obecna i że jestem narażona na niebezpieczeństwo.
Zaczekałem, aż w domu znów zapadła cisza.
Następnie wyjąłem swój telefon i wysłałem SMS-a do Sarah Mills.
„Sarah, tu Laura Bennett. Potrzebuję twojej pomocy. Nagły wypadek. Czy możesz się ze mną spotkać jutro? To sprawa życia i śmierci”.
Odpowiedź nadeszła po trzech minutach.
„Laura, co się dzieje? Gdzie jesteś? Nie mogę teraz rozmawiać. Jutro, o 10:00, Starbucks na Riverside Drive. Proszę, nie dzwoń, tylko napisz SMS-a”.
„Będę tam. Jesteś bezpieczny?”
Spojrzałem na zamknięte drzwi mojego pokoju. Pomyślałem o Jamesie i Susan śpiących na końcu korytarza i planujących moje morderstwo.
„Na razie. Do zobaczenia jutro.”
W piątek rano powiedziałem Jamesowi i Susan, że muszę pójść do apteki, aby zrealizować własne recepty.
„Jesteś pewna, że dasz radę prowadzić?” – zapytała Susan, a w jej głosie słychać było udawane zaniepokojenie. „Wciąż dochodzisz do siebie”.
„Dam sobie radę. To niedaleko. Muszę znów poczuć się normalnie”.
W samochodzie cały czas spoglądałem w lusterko wsteczne.
Czy oni mnie śledzili?
Czy podejrzewali?
W Starbucksie było tłoczno z powodu porannego szczytu.
Od razu dostrzegłem Sarah Mills. Postarzała się, odkąd widziałem ją ostatni raz, siwe pasma prześwitywały przez jej ciemne włosy, ale wciąż miała w sobie tę policjantkę – bystre oczy, które niczego nie przeoczyły.
„Laura.” Wstała i przytuliła mnie. „Wyglądasz okropnie.”
„Czuję się okropnie.”
Usiadłem, a moje ręce trzęsły się tak bardzo, że musiałem je splecić.


Yo Make również polubił
Uważa się, że jest to najskuteczniejszy NATURALNY środek na ból kolan i stawów: pij go, aby zmniejszyć stan zapalny, ból i objawy reumatyzmu!
Nie miałem pojęcia
Z przyjemnością pomożemy Ci, o ile będzie Ci to odpowiadało.
Uśmiechnęła się, pochyliła i mruknęła: „Nie wprawiaj mnie w zakłopotanie, siostro”, po czym kazała personelowi mnie wyprowadzić. Wyszedłem bez słowa. Rano była już bez rachunku – a ja podpisałem umowę.