„Ja też” – powiedziałem.
Wyszedłem z domu.
Zamknął drzwi.
Zacząłem chodzić.
Plantacja Silasa Thorne’a znajdowała się około pięciu mil stąd.
Pięć mil drogi gruntowej.
Zajęłoby to ponad dwie godziny marszu.
Ale jechałem.
Gdybym musiał, poszedłbym pieszo.
Szedłem około piętnastu minut, gdy za mną usłyszałem tętent konia.
Odwróciłem się.
To był pan Banks, który jechał do miasta.
„Pani Hattie, dokąd pani idzie pieszo w tym słońcu?”
„Idę do Silasa Thorne’a” – powiedziałem.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
„Ale to daleko, proszę pani. Wskakuj na wóz. Zawiozę cię.”
Wdrapałem się na siedzenie wozu.
Pojechaliśmy dalej drogą.
Dom Silasa Thorne’a był duży.
Wysoka drewniana brama.
Biały płot.
Duży dwupiętrowy dom z kolumnami.
Miał pracowników.
Miał wszystko.
Pan Banks wysadził mnie przy bramce.
„Jest pani pewna, panno Hattie?”
„Tak” – powiedziałem.
Zszedłem na dół.
Odszedł.
Otworzyłem bramę.
Wprowadzono.
Poszedłem żwirową ścieżką do domu.
Wszedłem po schodach na werandę.
Zapukałem do drzwi.
Odebrał służący — starszy, czarnoskóry mężczyzna z białymi włosami.
„Chcę rozmawiać z panem Thorne’em” – powiedziałem.
„Czy masz umówione spotkanie?”
„Nie potrzebuję umawiać się na spotkanie. Powiedz mu, że to Hattie – żona Otisa Washingtona”.
Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów.
Musiał uznać za dziwne, że w domu jego szefa pojawiła się prosta kobieta – szczupła, w starych ubraniach.
Ale poszedł do niego zadzwonić.
Czekałem na ganku.
Serce bije mocno.
Pocące się dłonie.
Słychać było ciężkie kroki.
Pojawił się Silas Thorne.
Był wielkim mężczyzną.
Brzuchaty.
Gęste wąsy.
Siwe włosy.
Noszenie drogich ubrań.
Złoty zegarek na nadgarstku.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
„Pani Washington. To dla mnie zaszczyt móc panią tu gościć. Proszę wejść.”
„Nie wejdę” – powiedziałem.
„Przyszedłem tu, żeby szybko załatwić pewną sprawę.”
Uśmiechnął się.
Fałszywy uśmiech pełen zębów.
„Rozumiem. Domyślam się, o co chodzi. Twój mąż przysłał cię tutaj, żebyś potwierdziła nasze ustalenia.”
„Przyszedłem zniweczyć twoje ustalenia” – powiedziałem.
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
„Jak ci się podoba?”
Wyjąłem kartkę z kieszeni.
Pokazałem mu to.
„Mój mąż to napisał” – powiedziałam.
„Anulowanie obietnicy”.
„Moja córka nie jest towarem”.
„Ona nie wyjdzie za ciebie za mąż.”
Złapał papier.
Przeczytaj to.
Jego twarz zaczęła robić się czerwona ze złości.
„To nic nie jest warte” – powiedział.
„Mam dokument podpisany przez niego, prawny, ze świadkiem”.
„Ten dokument został sporządzony pod przymusem i groźbą” – powiedziałem.
„To nie ma żadnej wartości”.
„Tak” – powiedział.
„I spełni się”.
„W 1974 roku przyjadę po dziewczynę”.
„Nie przyjdziesz” – powiedziałem.
„Bo jeśli zbliżysz się do mojej córki, sam cię wykończę.”
On się zaśmiał.
Głośny, szyderczy śmiech.
„Ty… co zamierzasz zrobić? Jesteś tylko kobietą. Biedną czarną kobietą bez niczego”.
Zrobiłem krok naprzód.
Spojrzał mu prosto w oczy.
„Jestem matką” – powiedziałam.
„A matka chroni swoje dzieci, bez względu na to, co musi zrobić”.
Przestał się śmiać.
Widział, że mówię poważnie.
„Twój mąż jest mi winien trzy tysiące dolarów” – powiedział.
„Przegrał je grając w karty”.
„To jego problem” – powiedziałem.
„Nie mojej córki.”
„Umowa została zawarta” – warknął.
„Nie ma mowy” – powiedziałem.
„Moja córka nie jest częścią żadnego układu”.
„A jeśli na tym nalegasz, to pójdę wszędzie.”
„Do szeryfa. Do księdza. Do sędziego.”
„Zamierzam wywołać największy skandal, jaki kiedykolwiek widziało to hrabstwo”.
„Powiem całemu światu, że ty – pięćdziesięciodwuletni mężczyzna – chcesz poślubić dziewięcioletnie dziecko”.
„Rozprzestrzenię to po całym mieście. Po całym stanie”.
„Zobaczymy, czy twoja reputacja się sprawdzi”.
Jego twarz zrobiła się fioletowa ze złości.
„Nie masz żadnych dowodów” – powiedział.
„Mam słowo mojego męża” – powiedziałam.
„I mam obietnicę, którą mu złożyłeś.”
„Mam też córkę, która od miesięcy się boi, bo ktoś jej tak powiedział”.
Zrobił krok w moją stronę, próbując mnie zastraszyć.
„Nie zapomnę o tym długu” – powiedział.
„Twój mąż zapłaci w ten czy inny sposób”.
„To zabierz od niego pieniądze” – powiedziałem.
„Nie moja córka.”
Odwróciłem się.
Zeszliśmy po schodach.
„Pożałuje pani tego, pani Washington” – zawołał.
„Nie będę tego żałować” – powiedziałem.
„To ty będziesz żałować, jeśli zbliżysz się do mojej rodziny”.


Yo Make również polubił
Słodki chleb z kremem cukierniczym i tartym kokosem: klasyk, który zaskoczy każdego
Co wąsy podbródkowe mogą powiedzieć o Twoim zdrowiu?
La niña se quejó de un fuerte dolor brzuszny después de pasar un fin de semana con su padrastro, y cuando el médico vio la ecografía, llamó inmediatamente a una ambulancia. – vidss
Mój mąż złożył pozew o rozwód zaraz po tym, jak odziedziczyłam majątek po mojej mamie. Myślałem, że trafił szóstkę w totka, ale moja mama go przechytrzyła…