Przez siedem miesięcy, każdej nocy o 2:47 w nocy, mój mąż stał tuż obok mojego łóżka w ciemności i patrzył, jak śpię. Robił to, aż pewnego dnia udawałam, że śpię i usłyszałam, co szepcze.
I dziecko — to, co odkryłam, zniszczyło moje życie na zawsze.
Nazywam się Hattie. Hattie May Ellington.
Dziś mam 91 lat. Skończyłem 91 lat 3 marca tego roku.
Urodziłem się w 1934 roku w Mon w stanie Georgia i wiele w życiu przeżyłem. Przeżyłem sytuacje, o których, kiedy mówię o nich ludziom dzisiaj, nie wierzą mi.
Ale wszystko, co wam tu powiem, to święta prawda. Możecie zapytać moje córki, wnuki – każdego, kto mnie zna.
Nie kłamię. Nigdy w życiu nie skłamałem.
Zanim przejdę do mojej historii, chciałbym prosić Was o przysługę. Jeśli możecie zostawić lajka pod tym filmem i zasubskrybować kanał Grandma’s Journal, będzie mi bardzo miło.
Wiem, że wy, młodzi ludzie, lubicie te internetowe rzeczy i powiedzieliście mi, że dzięki temu inni ludzie mogą usłyszeć moją historię. I chcę, żeby moja historia była znana.
Chcę, żeby inne kobiety wiedziały, że nie są same. Zostawcie więc lajka, zasubskrybujcie kanał i dajcie znać w komentarzach, skąd oglądacie.
Jesteś z Atlanty, Birmingham, a może z Georgii, jak ja? A może oglądasz z daleka, z innego kraju?
Powiedz mi. Chętnie się dowiem.
Mój wnuk zawsze pokazuje mi te komentarze, a ja bardzo się wzruszam, widząc, jak ludzie z całych Stanów Zjednoczonych i innych krajów mnie oglądają.
No dobrze, zacznę teraz moją opowieść od początku, bo inaczej nie zrozumiecie wszystkiego, co się wydarzyło.
Poślubiłam Otisa Washingtona 15 października 1955 roku. Miałam wtedy 21 lat. On miał 26.
To było małżeństwo niejako zaaranżowane przez nasze rodziny, jak to było powszechne w tamtych czasach w tym kraju. Mój tata znał swojego tatę.
Byli diakonami w tym samym kościele i uważali, że dobrze do siebie pasujemy. Ledwo znałam Otisa przed ślubem.
Widzieliśmy się jakieś trzy, cztery razy, zawsze w obecności rodziców. Był przystojny, wysoki, silny i pracowity.
Mój tata powiedział, że jest poważnym człowiekiem, dotrzymuje słowa i że będzie się mną dobrze opiekował.
Wyszłam za mąż w białej sukni w kościele baptystycznym w Mon. To była wielka uroczystość z mnóstwem jedzenia, muzyką gospel i całą kongregacją.
Pamiętam, że miałam na sobie koronkową sukienkę, która należała do mojej babci, a którą mama trzymała w kufrze.
Był upalny dzień, mnóstwo słońca i byłam strasznie zdenerwowana. Tak naprawdę nie znałam tego mężczyzny, z którym miałam spędzić resztę życia.
Po ślubie zamieszkaliśmy na małej farmie, którą podarował nam jego ojciec. Było to około 50 akrów ziemi niedaleko Cordell, w samym sercu Georgii, z dala od wszystkiego.
Dom był prosty, zrobiony z drewna — tylko trzy pokoje.
Był tam salon, który był jednocześnie kuchnią, sypialnia i mała spiżarnia z tyłu. Łazienka znajdowała się na zewnątrz, w wychodku.
Nie mieliśmy światła elektrycznego. Używaliśmy lamp naftowych.
Woda pochodziła ze studni na podwórzu.
Otis pracował w polu. Sadził kukurydzę, jarmuż, słodkie ziemniaki, a także hodował kury i świnie.
Zajmowałam się domem, prałam ubrania na tarze, gotowałam na piecu opalanym drewnem i szyłam nasze ubrania.
To było ciężkie życie, ale takie, jakie znaliśmy. Wszyscy tak wtedy żyli.
Moja pierwsza córka urodziła się w 1957 roku, 23 kwietnia. Nadałam jej imię Rut, bo podobało mi się to biblijne imię.
Wydawało mi się to piękne.
Poród odbył się w domu, a opiekowała się nim panna Sebastiana, położna z tego regionu.
To był trudny, długi poród. Bardzo cierpiałam, ale kiedy zobaczyłam moją córkę – moją pierwszą dziewczynkę – zapomniałam o wszystkim.
Była taka malutka, taka idealna.
W 1959 roku, 8 sierpnia, urodziła się Ruby. Kolejny trudny poród, ale tym razem wiedziałam, czego się spodziewać.
Ruby różniła się od Ruth. Ruth była cicha i spokojna.
Ruby urodziła się płacząc, hałasując i domagając się uwagi.
Dwie piękne dziewczyny.
A w 1962 roku przyszła na świat Pearl, moje maleństwo. Urodziła się 1 grudnia.
Poród spokojniejszy niż poprzednie, dzięki Bogu. Pearl była drobna, filigranowa, ale bystra i inteligentna.
Trzy córki. Trzy dziewczyny.
Otis chciał chłopca. Chciał syna, który pomagałby mu w polu.
Ale Pan dał mi trzy córki i byłam wdzięczna za każdą z nich.
Otis zawsze był bardzo cichym człowiekiem. Nie przepadał za rozmownością ani czułością.
Nigdy mnie nie uderzył, nigdy nie podniósł na mnie ręki. Muszę to powiedzieć.
Ale też nigdy nie był czuły. Nigdy mnie nie przytulał tylko po to, żeby mnie przytulić.
Nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha. Nigdy nie dał mi prezentu.
Było tak, jakbyśmy byli dwojgiem obcych ludzi mieszkających w tym samym domu.
On pracował, ja pracowałam, wychowywaliśmy dziewczynki, ale nie było między nami tej zakochanej pary, jaką można zobaczyć w filmach.
Po prostu nie było.
Czasami zastanawiałam się, czy tak musi być, czy wszystkie małżeństwa tak wyglądają.
Rozmawiałam z innymi kobietami w kościele, na spotkaniach i wydawało mi się, że tak, to było normalne.
Mąż pracował, żona zajmowała się domem i to było wszystko.
Miłość była czymś dla młodych, samotnych dziewcząt. Po ślubie stała się obowiązkiem.
To był obowiązek.
Dziewczynki dorastały, czas mijał, a życie toczyło się swoim rytmem — wstawanie wcześnie rano, parzenie kawy, dbanie o dom, dziewczyny, ubrania i jedzenie.
Otis wychodził na pola przed wschodem słońca, wracał, gdy robiło się ciemno, jadł kolację w ciszy, kładł się spać, spał i następnego dnia zaczynał wszystko od nowa.
Nie będę kłamać. Nie byłem szczęśliwy, ale też nie byłem całkowicie nieszczęśliwy.
Takie życie miałam i zaakceptowałam je. Miałam córki.
Miałem jedzenie na stole. Miałem dach nad głową.
Wielu ludzi miało mniej.
Tak to trwało przez trzynaście lat. Trzynaście lat spokojnego małżeństwa – bez wielkich radości, ale i bez wielkich problemów.
Aż nadszedł styczeń 1968 roku.
Styczeń 1968.
Nigdy tego nie zapomnę.
Pod koniec grudnia mocno padało. Pola wyglądały dobrze.
Kukurydza szła dobrze.
Otis był jeszcze spokojniejszy i mniej poważny.
Dziewczyny miały przerwę w szkole. Ruth miała jedenaście lat i już dużo pomagała mi w domu.
Ruby miała dziewięć lat. Była w tym psotnym okresie – wspinała się na drzewa i brudziła sobie ubrania.
A Pearl ma sześć lat, jest jeszcze mała, ale już bystra.
Był wtorek, 16 stycznia 1968 roku.
Dobrze to pamiętam, bo następnego dnia w kościele odbywało się specjalne spotkanie modlitewne i zawsze zapalałam świeczkę.
Tak więc nadszedł 16-ty.
To był normalny dzień. Wstałem wcześnie, zrobiłem kawę.
Otis poszedł na pole.
Zostałem, żeby zaopiekować się dziewczynkami.
Zrobiłam obiad, wyprałam ubrania.
Po południu naprawiłam sukienkę Ruby, która się podarła.
Przygotowałem kolację: kaszę kukurydzianą z warzywami i odrobiną pozostałej wędzonej szynki.
Zjedliśmy.
Dziewczynki poszły wcześniej spać, ponieważ były zmęczone całodzienną zabawą na słońcu.
Otis i ja zostaliśmy chwilę w salonie. On palił fajkę, a ja cerowałem skarpetkę.
Potem poszliśmy spać.
Musiała być godzina dziewiąta wieczorem, kiedy się położyliśmy.
Zawsze spałem po lewej stronie łóżka, przy ścianie. Otis spał po prawej stronie, przy drzwiach.
Tak było odkąd się pobraliśmy.
Łóżko było drewniane, stare i skrzypiało, gdy się przeprowadzaliśmy.
Materac był wypełniony łuskami kukurydzy — twardy i niewygodny — ale to było to, co mieliśmy.
Zasnąłem.
Spałem normalnie.
Byłem zmęczony.
To był ciężki dzień.
A potem, w środku nocy, obudziłem się.
Obudziłem się nagle, tak jak budzisz się, gdy czujesz, że coś jest nie tak.
Znasz to uczucie, kiedy masz pewność, że ktoś cię obserwuje? To było to uczucie.
Powoli otworzyłem oczy, wciąż lekko oszołomiony snem.
W domu było ciemno, panowała całkowita ciemność.
Tej nocy nie było księżyca.
Wszystko było czarne.
Ale dziecko, widziałem jego sylwetkę — sylwetkę Otisa stojącego przy łóżku.
Po prostu tam stoję.
Moje serce zaczęło walić.
Przestraszyłem się tak bardzo, że przez sekundę nie mogłem nawet oddychać.
Myślałem, że to włamywacz.
Myślałam, że to coś złego.
Ale potem moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności i zobaczyłem, że to on.
Otis — stoi po mojej stronie łóżka i mnie obserwuje.
Byłem tak przestraszony, że nie mogłem nic powiedzieć.
Po prostu leżałam i patrzyłam na niego, a on dalej tam stał.
Nic nie powiedział, nie poruszył się.
Po prostu tam został.
Po chwili — nie wiem jak długo, może kilka minut — wrócił na swoją stronę łóżka i położył się, nie mówiąc ani słowa, jakby nic się nie stało.
Resztę nocy nie spałem.
Serce waliło mi jak młotem, a dłonie pociły się z zimna.
Ciągle myślałam o tym, co się stało – dlaczego to zrobił, dlaczego tam stał i tak mi się przyglądał.
Rano, kiedy się obudziłem, udawałem, że nic się nie stało.
Zrobiłem kawę.
Wszystko w normie.
Ale cały czas go obserwowałam, próbując sprawdzić, czy zachowuje się inaczej, czy dzieje się coś dziwnego.
Był normalny, taki jak zawsze.
Spokojny, poważny, jedzący ciasteczko z masłem, pijący czarną kawę.
Powiedziałem sobie, że to musiało być coś w mojej głowie, że mi się to przyśniło.
Albo że wstał, żeby skorzystać z toalety i stanął tam przypadkiem.
Co wiem?
Próbowałem przekonać samego siebie, że to nic takiego.
Ale następnej nocy to samo wydarzyło się ponownie.
Obudziłam się w środku nocy i zobaczyłam go – stojącego obok łóżka i obserwującego mnie.
Tym razem spojrzałem na zegar, który wisiał na ścianie, stary zegar nakręcany, który dał mu jego tata.
Była godzina 2:47.
2:47.
Stał tam przez około dziesięć minut.
Leżałam udając, że śpię, ale byłam całkowicie rozbudzona, z bijącym sercem, próbując zrozumieć.
Potem wrócił do łóżka.
Następnego ranka, podczas kawy, zapytałem go:
„Otis, wstałeś wczoraj w nocy?”
Spojrzał na mnie z miną, która sugerowała, że nie wie, o czym mówię.
„Wstać po co? Do łazienki czy coś?”
„Nie, spałem całą noc. Dlaczego?”
„Nic. Wydawało mi się, że słyszałem jakiś hałas.”
I to było wszystko.
Temat zamknięty.
Nie wiedział albo udawał, że nie wie.
Nie wiem.
Ale dziecko, to samo wydarzyło się trzeciej, czwartej i piątej nocy.
Każdego błogosławionego dnia, zawsze o tej samej porze.
2:47 nad ranem.
Zacząłem popadać w rozpacz.
Zacząłem bać się spać.
Pozostanę czujny czekając, aż ten moment nadejdzie.
I kiedy to nastąpiło – on tam był.
Na stojąco.
Dozorujący.
Nie mówiąc nic.
Nie robienie niczego.
Tylko patrzę.
Próbowałem z nim ponownie porozmawiać.
Zapytałem, czy jest chory, czy źle sypia, czy ma jakieś problemy.
Zawsze mówił, że wszystko jest w porządku, że sobie to wyobrażam.
Ale sobie tego nie wyobrażałem.
Każdej nocy, o 2:47, był tam.
Zacząłem tracić na wadze.
Nie mogłam jeść prawidłowo.
Nie mogłem spać.
Żyłem zmęczony.
Nerwowy.
Dziewczyny to zauważyły.
Ruth zapytała mnie, czy jestem chory.
Powiedziałem jej, że to tylko zmęczenie, ale ona mi nie uwierzyła.
Widziałem w jej oczach, że wiedziała, że coś jest nie tak.
Minął luty.
Marzec minął.
Kwiecień.
Móc.
Czerwiec.
Lipiec.
Od sierpnia — siedem miesięcy.
Siedem miesięcy tego.
Każdego błogosławionego dnia, o 2:47 nad ranem, wstawał, szedł do mojej strony łóżka, stał tam i patrzył na mnie, a potem wracał.
Zacząłem myśleć, że tracę rozum.
Przysięgam na Boga, myślałem, że tracę rozum, bo jak człowiek może robić coś takiego codziennie o tej samej porze, a rano udawać, że nic się nie stało?
Cały dzień o tym myślałam, prałam ubrania na tarze, gotowałam i sprzątałam dom.
Mój umysł nie przestawał myśleć, myśleć, próbować zrozumieć, co on robi, dlaczego to robi.
Na początku myślałem, że lunatykuje.
Znasz tych ludzi, którzy wstają rano i zasypiają, a potem chodzą po domu.
Słyszałem o tym.


Yo Make również polubił
Kiedy wróciłam z podróży służbowej wcześniej niż planowałam, nie spodziewałam się ciszy. Moja dziewięcioletnia córka klęczała, szorując podłogę w kuchni w ramach „kary”, podczas gdy moi teściowie spędzali cały dzień rozpieszczając swoją „prawdziwą” wnuczkę w parku rozrywki. Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu działałam. O wschodzie słońca mój telefon nie przestawał dzwonić.
🤢Mięso mielone jest wycofywane ze sprzedaży wszędzie ze względu na ryzyko zakażenia salmonellą❗
Mój mąż rzucił we mnie papierami rozwodowymi i powiedział: „Masz 36 godzin, żeby się wyprowadzić. Moja nowa dziewczyna jest teraz właścicielką wszystkiego – ty wychodzisz z niczym”. Powiedział to wystarczająco głośno, żeby sąsiedzi usłyszeli, tylko po to, żeby mnie zawstydzić. Uśmiechnęłam się tylko… Bo kiedy weszła do tego domu, poznała PRAWDĘ, KTÓRA ZMIENIŁA WSZYSTKO.
„Trzymaj się od nas z daleka”. Córka mnie odepchnęła. Odpisałam „Okej” i po cichu wyłączyłam wszystkie pieniądze, które utrzymywały jej lśniący nowy dom przy życiu – i pięć godzin później mój telefon zapełnił się 30 nieodebranymi połączeniami.