„Dziś tylko dla członków” – uśmiechnął się tata, blokując wejście. Mama skinęła głową: „Może spróbuj w Applebee’s?”. Odwróciłam się, żeby cicho wyjść. Dyrektor klubu wybiegł: „Pani Anderson, dlaczego pani rodzina blokuje pani wejście?” – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

„Dziś tylko dla członków” – uśmiechnął się tata, blokując wejście. Mama skinęła głową: „Może spróbuj w Applebee’s?”. Odwróciłam się, żeby cicho wyjść. Dyrektor klubu wybiegł: „Pani Anderson, dlaczego pani rodzina blokuje pani wejście?”

„Sytuacja, w której jestem właścicielem budynku.”

„Nie o to mi chodziło…”

„Ale teraz o to ci chodzi. Pięć minut temu nie byłem wystarczająco dobry, żeby wejść. Teraz jestem właścicielem tego miejsca, więc nagle jestem mile widziany”.

„Emma, ​​nie bądź uciążliwa” – powiedziała mama, ale jej głos drżał. „Popełniliśmy błąd. Czy nie można wybaczyć błędu?”

„Błąd?” powtórzyłem. „Tak to nazywamy?”

Z klubu wyłoniła się kolejna osoba. Starszy pan w drogim garniturze, kroczący o lasce. Rozpoznałem go od razu: Charles Peton, prezes zarządu klubu.

„Co tu się, u licha, dzieje?” – zapytał. „Richard, mamy gości czekających na stoliki, a połowa personelu jest zajęta jakimś dramatem przy wejściu.”

„Panie Peton” – powiedział Richard. „Przepraszam za utrudnienia. Doszło do incydentu z udziałem pani Anderson”.

Wyraz twarzy Charlesa natychmiast się zmienił. „Emma, ​​co się stało? Wszystko w porządku?”

„Nic mi nie jest, Charles. To tylko nieporozumienie z moją rodziną.”

Spojrzał na moich rodziców, a potem z powrotem na mnie, a jego wyraz twarzy się wyostrzył. „Jakie nieporozumienie?”

„Takie, w których powiedziano mi, że nie mogę wejść, bo nie jestem członkiem” – powiedziałem cicho.

Twarz Charlesa zrobiła się fioletowa. „Co zrobili?”

„To był błąd” – powiedział tata z rozpaczą. „Myśleliśmy, że dziś wieczorem obowiązuje regulamin wstępu tylko dla członków”.

„Nie ma takiej polityki – a nawet gdyby istniała, Emma Anderson mogłaby wejść do tego klubu w każdej chwili i z dowolnego powodu, bo jest właścicielką każdego centymetra kwadratowego”. Charles zwrócił się do Richarda. „Powiedz mi, jaki jest status ich członkostwa”.

Richard wyciągnął telefon i stuknął kilka razy. „George i Patricia Anderson. Platynowe członkostwo rozpoczęte osiem tygodni temu. Roczna składka w wysokości dwunastu tysięcy dolarów, opłacona w całości. Obecnie ubiegają się o status Heritage Club, który zapewni im dostęp do prywatnych sal jadalnych i priorytetową rezerwację pól golfowych”.

„Status Klubu Dziedzictwa” – powiedział powoli Charles. „To jest pod kontrolą mojej komisji, prawda?”

„Tak, proszę pana. I planowaliśmy podjąć ostateczną decyzję w sprawie ich wniosku po wakacjach.”

„To prawda.”

Charles spojrzał na moich rodziców. „Czy wiedzieliście, że status Klubu Dziedzictwa wymaga nie tylko sytuacji finansowej, ale także wykazania się dobrym charakterem i pozytywnym wkładem w życie społeczności klubowej?”

„My… tak” – powiedziała mama słabym głosem.

„I uważasz, że odprawienie właścicielki klubu z jej własnej posesji w Wigilię świadczy o dobrym charakterze?”

„Nie wiedzieliśmy, że to ona jest właścicielką” – wybuchnęła Cynthia. „Nigdy nam nie powiedziała. Pozwoliła nam myśleć, że jest biedna”.

„Nigdy nie powiedziałem, że jestem biedny” – poprawiłem. „Założyłeś to, bo nie kupowałem drogich samochodów ani markowych ubrań. Nie poprawiałem cię, bo nie miało dla mnie znaczenia, co myślisz”.

„Nie miało to znaczenia?” Głos mamy się załamał. „Emma, ​​jesteśmy twoją rodziną”.

„Naprawdę? Bo rodzina zazwyczaj nie sugeruje mi, żebym jadł w Applebee’s, podczas gdy oni jedzą w klubie wiejskim.”

Derek zrobił krok naprzód. „Emma, ​​chodź. To zaszło za daleko. Tak, byliśmy w błędzie. Przyznajemy się. Czy nie możemy po prostu wejść do środka, zjeść pyszną kolację i to wyjaśnić?”

„Rozwiążesz to?” – zapytałem. „Chcesz udawać, że ostatnie sześć lat nie miało miejsca? Udawać, że nie spędziłeś każdego rodzinnego spotkania, komentując moje małe mieszkanie, samochód na start i pracę na najniższym szczeblu? Udawać, że nie próbowałeś mi zabronić wstępu do budynku, który jest moją własnością?”

„Nie wiedzieliśmy, że to twoja własność.”

„Właśnie o to chodzi, Derek. Nie wiedziałeś, a mimo to traktowałeś mnie, jakbym był gorszy od ciebie. Jedyne, co się zmieniło, to to, że teraz wiesz, że mam pieniądze. Jestem tą samą osobą, którą byłem dziesięć minut temu. Ale dziesięć minut temu nie byłem wystarczająco dobry na twoją kolację dla platynowych członków.”

Pojawiła się młodsza kobieta ubrana w uniform personelu klubu. „Panie Chin, przepraszam, że przeszkadzam, ale mamy gości, którzy pytają o panią Anderson. Rodzina Robertsonów chciałaby się z nią przywitać, a grupa Martinezów prosi o wspólne zdjęcie”.

„Zdjęcie?” powiedział cicho tata.

Pracownik wyglądał na zdezorientowanego. „Pani Anderson cieszy się sporą popularnością wśród naszych członków. Uczestniczy w kilku wydarzeniach w ciągu roku i osobiście sfinansowała trzy programy stypendialne dla lokalnych studentów. Wielu członków uważa ją za przyjaciółkę”.

„Przychodzisz tu regularnie?” zapytała mnie mama.

„Co kilka tygodni. Lubię sprawdzać działalność operacyjną i uczestniczyć w wydarzeniach lokalnych.”

„Ale jesteśmy członkami od dwóch miesięcy. Czemu cię nie widzieliśmy?”

„Zrobiłeś to” – powiedziałem. „Trzy razy. Raz na parkingu, kiedy przejechałeś obok mnie, nie zwracając na mnie uwagi. Raz w holu, kiedy popisywałeś się przed znajomymi i udawałeś, że mnie nie zauważasz. I raz na patio, kiedy zażartowałeś komuś, że nawet personel ubiera się lepiej niż rodziny niektórych ludzi”.

Twarz mamy zbladła. „To dotyczyło ciebie?”

„Siedziałem dwa stoliki dalej.”

Wyraz twarzy Richarda zmienił się z profesjonalnego zaniepokojenia w zimny gniew. „Pani Anderson, przepraszam, że doświadczyła pani takiego traktowania we własnym klubie. To niedopuszczalne”.

„Wszystko w porządku, Richardzie.”

„To nie w porządku”. Zwrócił się do Thomasa. „Chcę dziś wieczorem pełnego przeglądu interakcji rodziny Andersonów z personelem i innymi członkami”.

„Natychmiast, proszę pana” – powiedział Thomas, wyciągając radio.

„Czekaj”, zaprotestował tata. „Nie możecie nas ścigać jak przestępców. Jesteśmy platynowymi członkami. Przekazaliśmy datki na cele klubowe”.

„Zapłaciłeś składki członkowskie” – sprostował ostro Charles. „To nie to samo, co darowizna. I szczerze mówiąc, panie Anderson, pańskie dzisiejsze zachowanie podważa, czy rozumie pan, co reprezentuje ten klub”.

Z parkingu nadeszła para, starsza, dostojnie wyglądająca. Mężczyzna skinął mi serdecznie głową. „Emma, ​​cudownie cię widzieć. Dołączasz do kolacji wigilijnej?”

„Dzień dobry, doktorze Robertson. Pani Robertson. Jeszcze nie jestem pewien.”

„Mamy nadzieję, że tak. Sarah właśnie mówiła, jak miło byłoby cię gościć u nas. Zawsze jesteś takim uroczym towarzystwem.”

Poszli dalej do środka.

Mama patrzyła za nimi. „Znasz Robertsonów?”

„Oczywiście. Są tu członkami od trzydziestu lat. Dr Robertson zasiada ze mną w zarządzie fundacji”.

„Płyta fundamentowa” – powtórzyła mama.

Fundacja Andersona składa się z dwunastu członków zarządu, którzy są wybitnymi liderami społeczności. Rocznie przeznaczamy około ośmiu milionów dolarów na lokalne inicjatywy edukacyjne i zdrowotne.

„Osiem milionów rocznie” – powiedział Derek otępiałym głosem.

Po drodze minęła nas inna rodzina. „Emma, ​​wesołych świąt”.

„Wesołych Świąt, panie Tanaka.”

I jeszcze jedno. „Pani Anderson, moja córka chciała, żebym jeszcze raz podziękowała pani za stypendium. Świetnie sobie radzi w Princeton”.

„Bardzo się cieszę, pani Chin. Przekaż jej, że gratuluję”.

Każde powitanie sprawiało, że moja rodzina stawała się odrobinę mniejsza — byli to ludzie, z którymi utrzymywałam kontakty od lat, o których nigdy nie wiedzieli, bo nigdy nie zadali sobie trudu, żeby zapytać ich o moje życie.

Radio Sharon zatrzeszczało. Słuchała, a potem spojrzała na Richarda. „Proszę pana, mamy problem w jadalni. Kilku członków pyta o opóźnienie w zajęciu miejsc, a stół partii Anderson jest obecnie w centrum uwagi”.

„Punkt centralny?” zapytała nerwowo Cynthia.

„Rodzina Robertsonów pytała innych członków, czy wiedzieli o incydencie przy wejściu” – wyjaśniła Sharon. „To wywołuje ważną dyskusję”.

Charles wydał z siebie odgłos obrzydzenia. „Oczywiście, że tak. Emmo, bardzo mi przykro z tego powodu. Ten klub ma być miejscem wspólnoty i szacunku”.

„Zazwyczaj tak jest” – powiedziałem. „Dzisiejszy wieczór był po prostu niezwykły”.

„Niezwykłe” – powtórzył. „To bardzo hojne z waszej strony. Państwo Anderson, myślę, że powinniście wiedzieć, że wasze dzisiejsze zachowanie będzie przedmiotem dyskusji na następnym posiedzeniu Komitetu Klubu Dziedzictwa”.

„Omówiliśmy o czym?” – zapytał tata, a w jego głosie słychać było strach.

„Dyskutowano w kontekście tego, czy osoby traktujące właściciela klubu z takim brakiem szacunku zasługują na wyższy status członkowski — lub jakikolwiek status członkowski”.

Mama jęknęła. „Nie możesz nam cofnąć członkostwa. Zapłaciliśmy za cały rok”.

„Możemy bezwarunkowo cofnąć członkostwo za naruszenie zasad postępowania” – powiedział Charles. „Jest to zapisane w umowie, którą podpisałeś – w paragrafie 12, paragrafie 3”.

Richard pisał na telefonie. „Właśnie otwieram ich akta. Widzę też kilka raportów o incydentach od pracowników”.

„Raporty o incydentach?” zapytał Derek.

„Trzy oddzielne skargi od kelnerów na lekceważące traktowanie. Dwie skargi od personelu parkingowego na słowną nieuprzejmość. Jedna skarga od zarządcy pola golfowego na uszkodzenie greenu, które nigdy nie zostało zgłoszone ani opłacone”.

„To był wypadek” – powiedziała Cynthia.

„Wypadki, które nie są zgłaszane, stają się wzorcami braku szacunku” – powiedział Richard chłodno. „A teraz dodajemy próbę uniemożliwienia właścicielce wstępu na jej własny teren. Pani Anderson, co pani od nas oczekuje?”

Wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Moja rodzina wyglądała na przerażoną. Personel wyglądał na wściekłego w moim imieniu. Charles wyglądał, jakby chciał osobiście wyrzucić moich rodziców.

„Chciałbym” – powiedziałem powoli – „zjeść obiad wigilijny”.

„Oczywiście” – odparł Richard natychmiast. „Twój stały stolik”.

„Właściwie widziałem, że doktor i pani Robertson zaprosili mnie do swojego stolika. Chyba do nich dołączę, jeśli to nie problem.”

„Jestem pewien, że byliby zachwyceni.”

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Japońska metoda samoleczenia: jak palce mogą wspierać zdrowie Twoich organów w 5 minut

Codzienna praktyka: Aby uzyskać najlepsze efekty, staraj się wykonywać tę prostą praktykę każdego dnia przez co najmniej 5 minut. Wykonuj ...

Absolutnie światowej klasy! – Ciasto Santa Clara, tak kremowe, że rozpływa się w ustach

250 ml wody 120 g masła 150 g mąki 1/2 saszetki proszku do pieczenia 4 jajka Przygotowanie Na krem: Najpierw ...

Ukryte triki na smartfony, o których prawdopodobnie nie wiesz

Te magiczne chwile — uśmiech dziecka, wspaniały zachód słońca czy akrobatyczny kociak — zawsze pojawiają się bez ostrzeżenia. A zanim ...

Leave a Comment