Zbudowałem swoją klinikę od podstaw — teraz moja rodzina chce się do niej zapisać po latach nazywania mnie porażką
Nazywam się Sienna Hayes, mam 24 lata i moja rodzina właśnie powiedziała mi, że wybór chirurgii plastycznej zamiast kardiologii jest jak wybór sprzedaży hot dogów zamiast wykonywania operacji mózgu.
Ojciec spojrzał na mnie znad naszego mahoniowego stołu w jadalni, jakbym oznajmił, że rezygnuję ze studiów, żeby zostać artystą cyrkowym. Rozczarowanie w jego oczach nie było niczym nowym, ale publiczny charakter jego dezaprobaty już tak.
„Operacja plastyczna, Sienna. Naprawdę?”
Doktor Robert Hayes — znany kardiolog — odstawił kieliszek z winem z precyzją, z jaką pracował na sali operacyjnej.
Po tym wszystkim, co zbudowała ta rodzina, moja matka, dr Patricia Hayes — neurolog i badaczka — nawet nie podniosła wzroku znad łososia.
„To kosmetyka, kochanie. Trudno to nazwać prawdziwym lekarstwem.”
Skąd dziś oglądasz? Zostaw swoją lokalizację w komentarzach poniżej i kliknij „Lubię to” i „Subskrybuj”, jeśli kiedykolwiek poczułeś się oceniany przez własną rodzinę. Na pewno będziesz chciał zostać, żeby zobaczyć, co się stało później.
Pozwólcie, że przedstawię wam obraz dynastii rodziny Hayes.
Mój ojciec wykonał ponad 3000 operacji serca, uratował niezliczoną ilość istnień ludzkich, a jego nazwisko widnieje na skrzydle szpitala St. Mary’s.
Moja matka wykłada na Harvard Medical School i jest autorką prac, które inni neurolodzy cytują jak pisma święte.
Potem jest mój starszy brat, Marcus, który poszedł w ślady ojca i wybrał kardiologię, chociaż jego wersja życia polegała na spóźnianiu się na obchody i traktowaniu pielęgniarek jak osobistych asystentek.
Nazwisko Hayes jest cenione w bostońskich kręgach medycznych. Kiedy ludzie je słyszą, myślą o doskonałości, poświęceniu i ratujących życie procedurach.
Nie myślą o korekcie nosa ani powiększaniu piersi, a tak właśnie moi rodzice postrzegają chirurgię plastyczną.
„Sienna” – kontynuował mój ojciec, krojąc stek z chirurgiczną precyzją – „chirurgia plastyczna to medycyna próżności. Chodzi o zarabianie na ludzkich kompleksach, a nie o ratowanie życia”.
Przygotowywałem się do tej rozmowy od miesięcy, wiedząc, że w końcu do niej dojdzie.
„Tato, chirurgia rekonstrukcyjna pomaga ofiarom oparzeń, osobom, które przeżyły wypadki, a także dzieciom urodzonym z rozszczepem podniebienia.”
„Och, proszę.”
Marcus przerwał mu, nie odrywając wzroku od telefonu.
„Nie idziesz na operację rekonstrukcyjną i wszyscy o tym wiemy. Chcesz robić operacje piersi w Beverly Hills, bo to łatwiejsze pieniądze”.
To założenie mnie zabolało, bo było typowe dla niezdolności mojej rodziny do wyjścia poza własną wąską definicję dobrej medycyny.
Z góry wiedzieli, co mnie motywuje, nie pytając o moje konkretne plany i zainteresowania.
„Interesują mnie wszystkie aspekty chirurgii plastycznej” – powiedziałam spokojnie. „W tym rekonstrukcja, rekonstrukcja pourazowa i, owszem, zabiegi kosmetyczne, które pomagają ludziom poczuć się pewnie”.
Moja matka w końcu podniosła wzrok.
„Pewni siebie. Sienna, to nie medycyna. To terapia skalpelem”.
Sposób, w jaki to powiedziała – jakbym planowała otworzyć sklep z uzdrawianiem kryształami, a nie legalną praktykę medyczną – powiedział mi wszystko, co musiałam wiedzieć o tym, jak skończy się ta rozmowa.
„Zostałam już przyjęta na rezydenturę z chirurgii plastycznej w Mass General” – oznajmiłam. „Zaczynam w lipcu”.
Nastąpiła ogłuszająca cisza.
Widelec mojego ojca zatrzymał się w połowie drogi do ust.
Wyraz twarzy mojej matki zmienił się z lekceważącego na autentycznie zaskoczony.
„Bez wcześniejszego omówienia tego z nami?” – zapytała.
„Mamo, mam 24 lata. Nie potrzebuję pozwolenia na wybór specjalizacji medycznej”.
Marcus roześmiał się, ale w jego śmiechu nie było ciepła.
„Powodzenia z samodzielnym opłacaniem tego pobytu, siostro. Mama i tata nie finansują twojego próżnego projektu”.
I oto nadeszło – finansowe zagrożenie, którego się spodziewałem.
„Marcus ma rację” – powiedział mój ojciec, całkowicie odkładając widelec. „Do tej pory sporo zainwestowaliśmy w twoją edukację medyczną. Ale jeśli będziesz upierał się przy tej ścieżce, zrobisz to bez naszego wsparcia finansowego”.
Spojrzałam na siedzących przy stole ludzi, którzy mieli wspierać moje marzenia i poczułam, że coś się we mnie zmienia.
Nie był to dokładnie gniew, raczej jasność umysłu.
„Rozumiem” – powiedziałem cicho.
Mój ojciec wydawał się zaskoczony moim spokojnym przyjęciem.
Prawdopodobnie spodziewał się łez, błagań i gwałtownej zmiany decyzji.
“Sjena.”
Głos mojej matki nieco złagodniał.
„Nie chcemy cię karać. Staramy się wskazać ci sensowną karierę. Karierę godną nazwiska Hayes”.
Nazwisko Hayes.
Jakbym w jakiś sposób umniejszała jego wartość, chcąc pomóc ludziom poczuć się lepiej w inny sposób, niż się czuli.
„Zrobię sobie własną drogę” – powiedziałem, wstając od stołu. „I wyrobię sobie własne nazwisko”.
Gdy szedłem w stronę drzwi, usłyszałem, jak Marcus mruczy: „To będzie niezła rozrywka”.
Gdyby tylko wiedział, jak bardzo miał rację.
Pierwszą rzeczą, której się uczysz, pracując na trzech etatach i kończąc rezydenturę z chirurgii plastycznej, jest to, że kawa staje się grupą produktów spożywczych.
W drugim miesiącu życia wystarczyły mi cztery godziny snu i czysta determinacja.
Odcięcie finansowe moich rodziców nastąpiło szybko i definitywnie.
Nie będziemy już płacić za czynsz.
Koniec z płatnościami za samochód.
Nie będzie już potrzeby wydawania kart kredytowych rodzinie na wypadek nagłych wypadków.
Tymczasem Marcus właśnie poprosił tatę o 20 000 dolarów na zakup nowego BMW i zgodził się, ponieważ najwyraźniej wspieranie stylu życia mojego złotego dziecka było inwestycją, a finansowanie mojej edukacji było wyrzucaniem pieniędzy w błoto.
Pracowałam na zmiany w dwóch różnych prywatnych szpitalach, a weekendy zaczęłam w klinice dermatologii estetycznej.
Nie umknęła mi ironia faktu, że zarabiałem niezłe pieniądze, robiąc dokładnie to, co moja rodzina uważała za niegodne nas, podczas gdy Marcus co miesiąc pożyczał pieniądze, aby utrzymać wizerunek odnoszącego sukcesy młodego kardiologa.
„Sienna, wyglądasz na wyczerpaną.”
Dr Williams, mój opiekun stażu, skomentował to, gdy prawie zasnęłam w trakcie konsultacji.
„Wszystko w porządku w domu?”
Dom.
Było to hojne określenie na kawalerkę, którą wynajmowałem w podejrzanej dzielnicy, bo było to wszystko, na co mnie było stać, po tym jak rodzice przestali mnie pożyczać.
Ogrzewanie ledwo dawało efekty.
Sąsiedzi z góry wydawali się lubić przestawiać meble o 3:00 nad ranem
A kuchnia była tak mała, że stojąc na środku, mogłam dotknąć obu ścian.
Ale to było moje.
Każdy metr kwadratowy opłacony został pieniędzmi, które sam zarobiłem.
„Po prostu dostosowuję się do harmonogramu” – powiedziałem doktorowi Williamsowi, co było po części prawdą.
Harmonogram był brutalny.
Od poniedziałku do piątku byłam na rezydenturze od 6:00 rano do zakończenia ostatniej operacji.
W weekendy pracowałem na 12-godzinnych zmianach w Boston Presbyterian, gdzie przychodzili zamożni klienci na zabiegi opcjonalne.
W niedzielę wieczorem wracałam do domu tak zmęczona, że spałam w fartuchu, a w poniedziałek rano zaczynałam wszystko od nowa.
Presja finansowa była stała i miażdżąca.
Pożyczki na studia medyczne, czynsz, rachunki, artykuły spożywcze, pieniądze na benzynę i tysiące drobnych wydatków, które się sumują, gdy nie masz rodzinnego zabezpieczenia.
Czasem leżałem w wąskim łóżku i robiłem obliczenia w pamięci, wyliczając, ile zmian weekendowych będę musiał podjąć, żeby zarobić na czynsz.
Moje stosunki z rodziną w tym czasie można określić jako uprzejmy dystans.
Od czasu do czasu dzwonili i pytali, jak się czuję, ale zawsze miałem wrażenie, że podczas rozmów czekali, aż przyznam się do porażki i zmienię specjalizację.
„Sienna, wczoraj wieczorem jedliśmy kolację z Richardsonami.”
Moja mama wspomniała o tym podczas jednego z naszych cotygodniowych spotkań.
„Ich syn James odbywa specjalizację z kardiologii w Johns Hopkins. Przed nim świetlana przyszłość”.
Podtekst był zawsze obecny.
Pomyśl, kim mógłbyś być, gdybyś podjął lepsze decyzje.
Marcus niespodziewanie zadzwonił do mnie pewnego czwartkowego wieczoru, gdy między zmianami przygotowywałem się do egzaminów.
„Jak tam fascynujący świat chirurgii plastycznej?” – zapytał, a ja usłyszałam uśmieszek w jego głosie.
„Wyczerpujące” – odpowiedziałem szczerze.
„Wiesz, zawsze możesz zmienić specjalizację. Nie ma wstydu w przyznaniu się, że ugryzłeś więcej, niż jesteś w stanie udźwignąć finansowo”.
Te słowa pochodzą od mężczyzny, który zadzwonił do taty wcześniej w tym tygodniu i prosił o pieniądze na pokrycie części kosztów weekendowego wyjazdu na Martha’s Vineyard ze znajomymi ze szkoły medycznej.
„Dam sobie radę, Marcus. Dzięki za troskę.”
„Mówię tylko, że jeśli kiedykolwiek będziesz chciał zmienić specjalizację na medycynę wewnętrzną lub rodzinną – coś bardziej zrównoważonego – mogę porozmawiać z kilkoma osobami”.
Ta protekcjonalność była zapierająca dech w piersiach.
Naprawdę wierzył, że sobie nie radzę i że prędzej czy później będę potrzebował jego pomocy, żeby uratować swoją karierę.
„Doceniam to, ale jestem zdecydowany na operację plastyczną”.
„Twój pogrzeb” – powiedział i się rozłączył.
Około szóstego miesiąca zaczęło dziać się coś interesującego.
Długie godziny pracy, presja finansowa i ciągłe wątpliwości ze strony rodziny sprawiły, że stałem się osobą bystrzejszą i bardziej skoncentrowaną.
Nie uczyłam się tylko technik chirurgii plastycznej.
Uczyłem się biznesu, nawiązywania kontaktów i, co najważniejsze, samodzielności.
Pacjenci w weekendowej klinice zaczęli zwracać się do mnie z konkretnymi prośbami.
Nie dlatego, że miałem większe umiejętności niż inni mieszkańcy.
Wszyscy się uczyliśmy.
Ale dlatego, że słuchałem ich inaczej.
Zrozumiałem, co to znaczy chcieć czegoś lepszego dla siebie i być gotowym poświęcić wszystko, żeby to osiągnąć.
„Masz dobry instynkt w stosunku do pacjentów.”
Dr Chen, właściciel kliniki, powiedział mi to po wyjątkowo udanej konsultacji z pewnym zdenerwowanym klientem, który po raz pierwszy przyszedł do kliniki.
„Sprawiasz, że czują się wysłuchani, a nie osądzeni”.
Może dlatego, że wiedziałam, co to znaczy być osądzanym.
Pewnego wieczoru po wyjątkowo długiej zmianie usiadłem w samochodzie na parkingu szpitalnym i zadzwoniłem do rodziców.
Właśnie asystowałem przy operacji rekonstrukcyjnej ofiary wypadku samochodowego. Miałem na celu odbudowę złamanej kości policzkowej, co pozwoliłoby 19-letniej dziewczynie znów się uśmiechać, nie zakrywając twarzy.
Cześć, tato.
„Jak się masz, Sienna? Miło cię słyszeć. Jak idzie praca?”
„Dobrze. Pomagałem dziś przy niesamowitej rekonstrukcji. Ta dziewczyna miała straszny wypadek i udało nam się…”
„To miło, kochanie. Marcus miał ekscytujące wieści. Powiedz jej, Marcus.”
Z głośnika dobiegł głos mojego brata.
„Właśnie zostałem wybrany na zaawansowane stypendium kardiologiczne w Mass General. Pełne stypendium pokrywa koszty”.
„Wspaniale, Marcus. Gratulacje.”
„Dzięki. Tata urządza imprezę w przyszły weekend, żeby to uczcić. Powinieneś przyjść. Zakładając, że uda ci się znaleźć wolne od tego, co robisz.”
Moja sprawa.
Kariera, na którą pracowałam 80 godzin tygodniowo, podczas gdy on cieszył się finansowanymi przez rodzinę uroczystościami z okazji osiągnięć, które zdobył dzięki znajomościom.
„Postaram się przyjść” – skłamałem, wiedząc, że będę pracował.
Po zakończeniu rozmowy usiadłem na parkingu i podjąłem decyzję, która zmieniła wszystko.
Zamierzałem otworzyć własną praktykę.
Nie za pięć lat.
Nie po tym, jak już się ustabilizuję.
Ale jak tylko skończyłem rezydenturę.
I zamierzałem udowodnić im wszystkim, że we wszystkim się mylili.
Planowanie otwarcia własnego gabinetu chirurgii plastycznej podczas odbywania rezydentury i jednoczesnego wykonywania kilku prac jest albo ambitne, albo szalone.
Postanowiłem nazwać to ambitnym, choć stan mojego konta bankowego często sugerował co innego.
W przerwach na lunch szukałem lokalizacji, w czasie dojazdów słuchałem podcastów biznesowych, a moje nieliczne wolne wieczory zgłębiałem tajniki zarządzania praktyką medyczną.
Uniwersytet YouTube stał się moją szkołą biznesu, a kawiarnia Wi-Fi stała się moim biurem.
„Otwierasz praktykę zaraz po rezydenturze”.
Dr Rodriguez, jeden z moich weekendowych mentorów w klinice, zapytał, kiedy wspomniałem o moich planach.
„To jest agresywne.”
„Wolę skupienie” – odpowiedziałem, co było uprzejmym sposobem na powiedzenie, że nie mam wyboru.
Nie mając wsparcia finansowego ze strony rodziny, ani powiązań z uznanymi firmami, które chciałyby zatrudniać młodszych partnerów, musiałem sam stworzyć sobie możliwości.
Faza badawcza była odkrywcza.
Ceny nieruchomości przeznaczonych na cele medyczne w Bostonie były astronomiczne.
Pożyczki na sprzęt medyczny wymagały ogromnych wpłat początkowych.
A ubezpieczenie od błędów w sztuce lekarskiej dla nowej praktyki było w zasadzie finansowym samobójstwem.
Ale podczas tych kilku miesięcy niezależności finansowej nauczyłam się czegoś cennego.
Jeśli nie możesz pozwolić sobie na konwencjonalne podejście, musisz wykazać się kreatywnością.
Znalazłem niewielkie miejsce w rozwijającej się dzielnicy, poza tradycyjną dzielnicą medyczną.
Czynsz stanowił jedną trzecią tego, co kosztują porównywalne lokale w centrum miasta, ale budynek wymagał gruntownego remontu.
Poprzednim najemcą był dentysta, który najwyraźniej ostatni raz modernizował swój gabinet w latach 80.
„Ma solidną konstrukcję” – powiedział optymistycznie agent nieruchomości, gdy staliśmy w pomieszczeniu, w którym unosił się zapach starego kleju dentystycznego i rozwianych marzeń.
„Ma kości” – zgodziłem się. „Czy są dobre, to się dopiero okaże”.
Zacząłem spędzać tam niedzielne poranki, mierząc powierzchnie, szukając informacji o wykonawcach i próbując wyobrazić sobie, jak przekształcić ten przestarzały gabinet dentystyczny w nowoczesną klinikę chirurgii plastycznej.
Kwoty były przytłaczające, ale nie niemożliwe do osiągnięcia, jeśli część prac wykonam samodzielnie i znajdę odpowiednie finansowanie.
Reakcja mojej rodziny na moje plany dotyczące ćwiczeń była dokładnie taka, jakiej się spodziewałem.
„Sienna, otwarcie gabinetu lekarskiego wymaga znacznego kapitału” – wyjaśnił mój ojciec podczas naszego comiesięcznego obiadu, na który uczęszczałam rzadziej ze względu na napięty grafik.
„Kredyty dla firm, koszty sprzętu, pensje pracowników, ubezpieczenia. To nie są małe kwoty”.
„Badałem te liczby od miesięcy, tato. Wiem, na co patrzę.”


Yo Make również polubił
11 powodów, dla których warto pić wodę aloesową każdego dnia
6 ostrzegawczych znaków raka żołądka
92% ludzi nie zna tego triku, jak zrobić uchwyty z rur PCV!
Mój syn usiadł przy kuchennym stole, pchnął w moją stronę teczkę i powiedział, że muszę spłacić 280 000 dolarów długu jego żony, „gdybym naprawdę ją kochał”. Tej nocy zamiast podpisać, opuściłem spłacany dom, spakowałem walizkę i odszedłem z jego życia, nie oglądając się za siebie.