Marcus się roześmiał.
„Poszukaj informacji, Sienna. Jest różnica między szukaniem w Google, jak założyć praktykę medyczną, a faktycznym zrozumieniem finansów przedsiębiorstw”.
Mówi to ktoś, kto nigdy nie płacił czynszu, nie mówiąc już o prowadzeniu działalności gospodarczej.
„Współpracuję z doradcą biznesowym” – powiedziałem spokojnie – „i dostałem zgodę na pożyczkę na małą działalność gospodarczą”.
Uzyskanie pożyczki zajęło sześć miesięcy składania wniosków, odrzuceń i ponownych wniosków.
Oprocentowanie było wyższe, niż chciałem, ale wystarczyło na pokrycie niezbędnych wydatków na sprzęt i koszty operacyjne w pierwszym roku, jeśli wszystko starannie zarządzałem.
Moja matka odstawiła kieliszek z winem.
„Kochanie, nie próbujemy cię zniechęcać. Staramy się być realistami. Założenie praktyki wymaga doświadczenia, kontaktów, sprawdzonych poleceń pacjentów – a to wymaga czasu”.
„Albo koneksje rodzinne” – dodałem cicho.
Komentarz zawisł w powietrzu przez chwilę.
Wyraz twarzy mojego ojca stał się ostrzejszy.
„Jeśli sugerujesz, że sukces Marcusa jest wyłącznie zasługą koneksji rodzinnych…”
„Nic nie sugeruję. Stwierdzam, że Marcus ma zalety, których ja nie mam. I zaakceptowałem, że muszę wytyczyć sobie własną drogę”.
„Mógłbyś mieć te same korzyści, gdybyś wybrał szanowaną specjalizację” – powiedział Marcus. „Tata ma kontakty na oddziałach kardiologii i chorób wewnętrznych. Mógłby otworzyć ci drzwi”.
Mógł.
Czas przeszły.
Drzwi, które na zawsze pozostaną zamknięte, bo wybrałam niewłaściwy rodzaj medycyny.
„Doceniam to, ale chcę, aby mój sukces lub porażka zależały wyłącznie od moich własnych zasług”.
Moja matka westchnęła.
„Sienna, duma jest droga. Po co utrudniać sobie życie bardziej, niż to konieczne?”
Ponieważ łatwy sukces, który wiązał się z pewnymi ograniczeniami, wcale nie był sukcesem.
Choć nie powiedziałem tego na głos.
Zamiast tego zacząłem uczestniczyć we wszystkich konferencjach medycznych i wydarzeniach networkingowych, na jakie mogłem sobie pozwolić.
Zgłaszałam się na ochotnika do pomocy charytatywnej, której uznane placówki nie chciały się podjąć.
W weekendy pomagałem starszym chirurgom w zamian za naukę zaawansowanych technik.
Budowałem więzi w trudny sposób, związek po związku.
Proces renowacji stał się moją drugą edukacją.
Dowiedziałem się o pozwoleniach, wykonawcach, finansowaniu sprzętu medycznego i 17 różnych rodzajach ubezpieczeń wymaganych w praktyce chirurgicznej.
Wieczorami po długich zmianach wybierałem wszystko: od planów pięter, przez kolory ścian, po konkretne krzesła do poczekalni.
Każda decyzja była przemyślana.
Nie mogłem sobie pozwolić na błędy i zmiany zdania.
Budżet był na tyle napięty, że przekroczenie budżetu w jednym obszarze oznaczało konieczność oszczędzania w innym.
„Dlaczego to sobie robisz?” – zapytała moja współlokatorka z akademika, kiedy zastała mnie o północy składającą meble w swoim mieszkaniu.
„Możesz dołączyć do renomowanej firmy, otrzymywać stałą pensję i pracować w normalnych godzinach”.
„Ponieważ chcę zbudować coś, co będzie całkowicie moje” – powiedziałem, zmagając się z instrukcją obsługi napisaną w trzech językach, z których żaden nie był pomocny.
Potrząsnęła głową.
„Jesteś szalony.”
Może i tak było.
Ale byłam szalona z tym planem, co wydawało mi się lepsze niż bycie przy zdrowych zmysłach z powodu czyichś oczekiwań.
W 10. miesiącu rezydentury miałem podpisaną umowę najmu, plany architektoniczne, szacunki kosztów od wykonawcy i harmonogram, który pozwalał mi na otwarcie placówki sześć miesięcy po ukończeniu studiów.
Miałam również bezsenność wywołaną stresem, uzależnienie od kawy, które niepokoiło lekarzy, i saldo na rachunku bieżącym, które wywoływało u mnie mdłości.
Ale przeżyłem też coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem.
Całkowita odpowiedzialność za moje wybory i ich konsekwencje.
Wieczorem, kiedy podpisywałam ostatnie dokumenty dotyczące miejsca w klinice, siedziałam w samochodzie przed budynkiem i do nikogo nie dzwoniłam.
Nie było nikogo, z kim można by dzielić tę chwilę, kto by zrozumiał, co ona oznacza i ile kosztowała.
I było to dla mnie całkowicie w porządku.
Hałas z budowy o 7 rano, kiedy pracujesz do 2 w nocy, staje się szczególną torturą.
Nauczyłam się spać z zatyczkami do uszu i przy białym szumie, ponieważ w klinice trwał remont, niezależnie od tego, czy mój harmonogram rezydentury na to pozwalał, czy nie.
Zarządzanie projektem budowlanym i jednoczesne odbywanie szkolenia chirurgicznego wymagało ode mnie nadludzkich umiejętności organizacyjnych, o których istnieniu nie miałem pojęcia.
Otrzymywałem aktualizacje od wykonawców w pięciominutowych przerwach między operacjami.
Zatwierdź zmiany materiałów za pomocą tekstu podczas wprowadzania zmian.
Przeglądałem plany instalacji elektrycznej podczas lunchu, kiedy pamiętałem o zjedzeniu lunchu.
„Doktorze Hayes, ostatnio wydaje się pan rozkojarzony” – skomentował dr Williams, kiedy poprosiłem go o dwukrotne powtórzenie instrukcji pooperacyjnych w ciągu jednego poranka.
„Poza rezydenturą dużo się dzieje, proszę pana.”
„Problemy osobiste?”
Prawie się roześmiałem.
Jeśli rozważałeś otwarcie praktyki lekarskiej w ostatnich miesiącach kształcenia jako kwestię osobistą, to tak.
„Nic, co mogłoby wpłynąć na moją wydajność w pracy” – zapewniłem go, co technicznie rzecz biorąc było prawdą.
Moje wyczerpanie odbijało się na mojej wydajności w pracy, ale wynikało to z konieczności jednoczesnego wykonywania dwóch pełnoetatowych prac.
Klinika powoli przekształcała się z opuszczonego gabinetu dentystycznego w coś, co przypominało moją wizję.
Nowa podłoga.
Zaktualizowane oświetlenie.
Kompleksowy remont instalacji elektrycznej.
I nowoczesna hydraulika.
Wszystko to pochłonęło większość mojego budżetu, zanim jeszcze zajęliśmy się sprzętem medycznym.
„Twój wykonawca znowu tu jest” – powiedziała koordynatorka rezydencji, gdy mijałam jej biurko. „Mówi, że to pilne”.
Mike, mój kontrahent, musiał zapoznać się z protokołami szpitalnymi.
Nauczył się kierować grafikiem lekarzy i znajdować mnie między operacjami, gdy pojawiały się problemy, które nie mogły czekać na wieczorne telefony.
„Doktorze, mamy problem z systemem HVAC” – powiedział bez ogródek.
„Jednostka jest starsza, niż myśleliśmy. Nie sprosta wymaganiom wentylacji bloku operacyjnego”.
Koszt wymiany był trzykrotnie wyższy od pierwotnego szacunku i spowodowałby opóźnienie otwarcia o co najmniej sześć tygodni.
Stałem na korytarzu szpitala i wykonywałem obliczenia w pamięci, podczas gdy rezydenci, pielęgniarki i pacjenci krążyli wokół nas.
„Jakie mam możliwości?”
„Wymień go teraz albo wymień później, gdy nie przejdzie kontroli. Tak czy inaczej, potrzebujesz nowego systemu, aby Twoja sala operacyjna uzyskała licencję”.
Straty finansowe oznaczały rezygnację z innych planowanych ulepszeń i wykorzystanie mojego kredytu do granic możliwości.
Jednak bez odpowiedniej wentylacji nie byłoby sali operacyjnej, a co za tym idzie, nie można byłoby przeprowadzać ćwiczeń.
„Zamów nowy system” – powiedziałem, czując, jak mój starannie zaplanowany budżet się rozpada.
„Jesteś pewien? To spora kasa.”
„Jestem pewien.”
Tak naprawdę byłem pewien, że zobowiązałem się do zbyt wiele, żeby teraz z tego rezygnować.
Umowa najmu została podpisana.
Wykonawcy zostali zatrudnieni.
A mój pobyt zakończył się po trzech miesiącach.
Porażka nie wchodziła w grę.
Tego wieczoru siedziałem w niedokończonym pomieszczeniu kliniki, otoczony pyłem budowlanym i pudłami ze sprzętem, aktualizując swoje prognozy finansowe.
Ilość była mniejsza, niż planowałem, ale wciąż możliwa do zrealizowania, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z harmonogramem i nic innego nie pójdzie źle.
Dwa tygodnie później coś znowu poszło nie tak.
Inspektor miejski stwierdził usterkę w panelu elektrycznym.
Mike poinformował mnie o tym w przerwie obiadowej.
„Musi zostać całkowicie przebudowana, aby spełniać obecne wymogi dotyczące placówek medycznych”.
Kolejny nieoczekiwany wydatek.
Kolejne opóźnienie.
Kolejny wieczór spędziliśmy na przeglądaniu budżetów i przedłużaniu wniosków kredytowych.
„Jak długo jeszcze?” zapytałem, przechodząc przez przestrzeń, która nadal przypominała bardziej plac budowy niż placówkę medyczną.
„Osiem tygodni. Może dziesięć, jeśli nie spotka nas więcej niespodzianek”.
Dziesięć tygodni oznaczałoby otwarcie drzwi dokładnie w dniu ukończenia przeze mnie szkoły.
Zakładając, że nie będzie już żadnych niespodzianek w budowie.
Zakładanie, że nie będzie żadnych niespodzianek, było jak zakładanie, że nie będzie padać deszcz zimą w Bostonie.
Reakcja mojej rodziny na moje aktualizacje dotyczące budowy podczas comiesięcznych obiadów była przewidywalna.
„Takie przekroczenia kosztów to właśnie powód, dla którego otwarcie własnej praktyki wymaga doświadczenia” – powiedział mój ojciec, kiedy wspomniałem o wymianie systemu HVAC. „Planowanie biznesowe to nie tylko szacowanie kosztów. To planowanie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń”.
„Zajmuję się ewentualnościami, gdy się pojawią” – odpowiedziałem.
Pożyczając więcej pieniędzy.
Poprzez rozwiązywanie problemów i dostosowywanie planów w razie potrzeby.
Marcus podniósł wzrok znad telefonu.
„Ile długu zaciągasz w związku z tym miejscem?”
Pytanie miało wyraźnie pokazać, jak lekkomyślne są moje decyzje finansowe, ale tak naprawdę zrobiłem rozeznanie w kwestii relacji długu do dochodu w przypadku nowych praktyk medycznych.
„W granicach normy dla startupów” – odpowiedziałem.
„Normalne dla gabinetów otwieranych przez doświadczonych lekarzy z ugruntowaną bazą pacjentów” – dodała moja mama. „Nie dla rezydentów bez doświadczenia”.
Ich obawy nie były całkowicie bezpodstawne, co sprawiło, że były bardziej frustrujące, niż gdyby były zupełnie bezpodstawne.
Podejmowałem ryzyko finansowe, na które łatwiej byłoby mi sobie pozwolić, mając wsparcie rodziny lub ugruntowane koneksje.
Ale czegoś się nauczyłam podczas miesięcy, kiedy radziłam sobie z problemami sama.
Każde wyzwanie, które udało mi się rozwiązać samodzielnie, zwiększało moją pewność siebie przed rozwiązaniem kolejnego.
Każda decyzja, którą podejmowałam bez konsultacji z rodziną, dowodziła, że mogę ufać swojemu osądowi.
„Myślałeś o partnerach?” – zapytał mój ojciec. „Zaangażowanie uznanego lekarza, który podzieliłby koszty i zapewnił mentoring”.
„Rozważałem to, ale chcę zachować kontrolę kreatywną nad tym, jak działa nasza praktyka”.
„Kreatywna kontrola nad praktyką medyczną”.
Marcus się roześmiał.
„Sienna, to nie jest projekt artystyczny. To biznes.”
„To biznes, który odzwierciedla moje wartości i podejście do opieki nad pacjentem.
„Partnerstwo oznaczałoby pójście na kompromis w tych kwestiach”.
Moja matka pokręciła głową.
„Upór nie jest strategią biznesową”.
„Może i nie, ale dzięki temu zaszedłem tak daleko”.
Trzy tygodnie przed ukończeniem rezydentury stałam w miejscu, które wkrótce miało być moim pokojem recepcyjnym, i podjęłam decyzję, która wydawała się zarówno przerażająca, jak i nieunikniona.
Miałem zamiar zaprosić rodzinę na wielkie otwarcie kliniki.
Nie dlatego, że spodziewałem się ich przybycia.
Ale chciałem, żeby mieli okazję zobaczyć, co stworzyłem bez ich wsparcia i zgody.
Zaproszenia napisałam ręcznie na eleganckim papierze, na który wydałam sporo pieniędzy, mimo ograniczonego budżetu.
Proste, profesjonalne ogłoszenia zawierające adres kliniki, datę otwarcia i krótki opis oferowanych usług.
Jeden z listów zaadresowałem do doktora Roberta Hayesa i jego pani, a drugi do doktora Marcusa Hayesa, po czym zapieczętowałem je, zanim zdążyłem zmienić zdanie.
Gdyby zdecydowali się pójść, zobaczyliby, że ich przewidywania dotyczące mojej nieuchronnej porażki były błędne.
Gdyby nie chcieli uczestniczyć, otrzymałbym odpowiedź na temat mojej sytuacji w rodzinie.
Tak czy inaczej, byłem gotowy.
W poranek wielkiego otwarcia mojej kliniki o szóstej rano stałam w ukończonej recepcji, aby po raz ostatni sprawdzić każdy szczegół.
Przestrzeń ta została przekształcona w coś, co przekroczyło moją pierwotną wizję.
Ciepłe oświetlenie.
Wygodne siedzenia.
Oryginalne dzieła lokalnych artystów.
A atmosfera była raczej przyjazna niż sterylna.
Wysłałem zaproszenia do rodziny dwa tygodnie wcześniej, dołączając prostą, ręcznie napisaną notatkę.
Chciałbym podzielić się z Wami tym wydarzeniem.
Uroczyste otwarcie o godz. 14.00, po którym nastąpi zwiedzanie i słodki poczęstunek.
Od tamtej pory mój telefon milczał.
Brak konieczności potwierdzania obecności.
Brak pytań na temat wydarzenia.
Brak potwierdzenia otrzymania zaproszeń.
Ale powiedziałem sobie, że to niekoniecznie oznacza, że nie przyjdą.
Może chcieli mi zrobić niespodziankę.
O 13:30 zaczęli przybywać goście.
Doktor Rodriguez z kliniki weekendowej.
Kilka pielęgniarek, z którymi współpracowałam podczas rezydentury.
Mój wykonawca Mike i jego żona.
Agent nieruchomości, który pomógł mi znaleźć tę przestrzeń.
Oraz około 20 innych osób, które na różne sposoby wspierały moją podróż.
O godzinie 14:00 stałem przed nową recepcją i zdałem sobie sprawę, że moja rodzina nie przyjdzie.
Rozejrzałem się po pokoju jeszcze raz, mając nadzieję, że zobaczę znajome twarze przechodzące przez drzwi, ale były tam tylko osoby, które uwierzyły we mnie, gdy było to potrzebne.
„Dziękuję wam wszystkim za to, że tu jesteście” – zacząłem, a mój głos był pewniejszy, niż się czułem. „Dwa lata temu to był tylko pomysł, który większość ludzi uważała za niemożliwy. Dziś jest realny dzięki wsparciu ludzi takich jak wy, którzy pomogli go zrealizować”.
Przygotowałam przemówienie, w którym znalazły się słowa: „Dziękuję mojej rodzinie”.
Pominąłem ten rozdział.
Po oficjalnym otwarciu goście zwiedzili ośrodek, a ja odpowiadałem na pytania dotyczące oferowanych usług i umawiania wizyt.
Odzew był ogromny i pozytywny.
Kilka osób od razu zapisało się na konsultacje, a dr Rodriguez wspomniał o skierowaniu do mnie odpowiednich przypadków.
„To imponujące, Sienna” – powiedziała Janet, jedna z pielęgniarek z rezydentury. „Powinnaś być naprawdę dumna z tego, co osiągnęłaś”.
Byłem dumny.
Ale tam, gdzie powinno być rodzinne świętowanie, pozostała pustka.
O godzinie 17:00, po wyjściu ostatniego gościa, usiadłem sam w moim nowym biurze i sprawdziłem telefon.
Trzy wiadomości tekstowe.
Żadnych od członków rodziny.
Następnie otworzyłam grupowy czat rodzinny, którego unikałam przez kilka tygodni.
Wiadomości były sprzed trzech godzin, mniej więcej w czasie, gdy odbywała się moja ceremonia otwarcia.
Tato, mała klinika Sienny otwiera się dzisiaj. Cieszymy się, że nie utożsamiamy się z czymś, co z pewnością okaże się nieuniknioną porażką.
Marcus się zgodził. Operacje plastyczne są wystarczająco żenujące, nawet bez nazwiska Hayes.
Mamo, mam tylko nadzieję, że nie będzie od nas oczekiwać, że będziemy kierować pacjentów do innych lekarzy, kiedy nie będzie to skuteczne.
Rozmowa trwała jeszcze kilka wiadomości, z których każda odrzucała moją praktykę, traktując ją jako projekt dla próżności, który w ciągu roku zakończy się fiaskiem.
Przez cały mój pierwszy dzień w szkole podstawowej aktywnie liczyli na moją porażkę i upewniali się, że inni członkowie rodziny wiedzą, że nie chcą mieć nic wspólnego z moim żenującym wyborem kariery.
Przeczytałem każdą wiadomość dwa razy.
Następnie cicho opuścił czat grupowy.


Yo Make również polubił
PODŁOGA BEZ CZARNEJ FUG I PLAM TYLKO JEŚLI UŻYJESZ TEGO PRODUKTU NA PODŁODZE W DOMU
Ziemniaki i Cukinia – Pyszne, Ekonomiczne Połączenie, które Pokochasz!
Przepis na Najlepsze Ciasto Śliwkowe z Cynamonową Kruszonką – Sekret Babci, Który Zawsze Wychodzi Perfekcyjnie!
Sekret Idealnego Ciasta na Pizzę: Przepis na Domową Pizzę, Której Smak Cię Zaskoczy