Aby pomóc rodzinie, poślubiłam milionera, który był znacznie starszy i bardzo skryty. W noc poślubną weszłam do sypialni. – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Aby pomóc rodzinie, poślubiłam milionera, który był znacznie starszy i bardzo skryty. W noc poślubną weszłam do sypialni.

Aby ratować rodzinę, poślubiłam starego i słabego milionera.

W noc poślubną wszedłem do sypialni.

Zdjął maskę, a kiedy zobaczyłem jego twarz, zamarłem. TO BYŁO…

Kiedy starzec, którego musiałam poślubić dla pieniędzy, zdjął maskę, zrozumiałam wszystko.
Aisha Hayes stała przy oknie swojego małego mieszkania w Atlancie w stanie Georgia, wpatrując się w szare niebo, które zdawało się odzwierciedlać jej wewnętrzny niepokój. Deszcz bębnił o szybę, krople łączyły się w bezkształtne strumienie – zupełnie jakby jej życie w ciągu ostatnich kilku miesięcy rozpłynęło się w chaosie.

Witamy w Betty Stories. Codziennie dzielę się tu nowymi historiami z życia i byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście zasubskrybowali i polubili mój film. A teraz wróćmy do mojej historii. Jestem pewna, że ​​pokochacie ją, jeśli będziecie słuchać do końca.

„Aisha, jesteś tam jeszcze?” – rozległ się słaby głos z sąsiedniego pokoju.

Dwudziestotrzylatka westchnęła i poprawiła niesforny kosmyk ciemnych włosów. Dawno temu nauczyła się ukrywać prawdziwe emocje za uśmiechem, ale dziś nawet ta znajoma maska ​​groziła rozpadnięciem się.

„Tak, mamo, już idę” – odpowiedziała, starając się brzmieć radośnie.

W pokoju matki unosił się zapach lekarstw i stęchłego powietrza. Lena Hayes leżała w łóżku, jej niegdyś pełna twarz teraz była ściągnięta, a oczy matowe od bólu i ciągłego wyczerpania. Choroba wyniszczała ją od prawie roku, a rodzina nie miała pieniędzy na odpowiednie leczenie.

„Przyniosłam ci herbatę”. Aisha postawiła filiżankę na stoliku nocnym i usiadła na brzegu łóżka. „Jak się czujesz?”

„Nie pytaj”. Jej matka próbowała się uśmiechnąć, ale bardziej przypominało to grymas.

„Gdzie jest twój ojciec, tato?”

„Poszedł porozmawiać z tymi ludźmi”.

Lena zamknęła oczy, a po jej policzku spłynęła łza. „Boże, jak do tego doszło? Mówiłam Marcusowi, żeby nie brał od nich pieniędzy. Powiedziałam mu”.

Aisha ścisnęła dłoń matki. Pamiętała ten dzień sprzed trzech miesięcy, kiedy ojciec wrócił do domu z plikiem banknotów – pieniędzmi na operację matki, na którą nie było ich stać. Wydawało się to wtedy zbawieniem, ale drapieżni pożyczkodawcy nie byli typem, który darowałby długi.

Drzwi mieszkania otworzyły się z hukiem, powodując, że obie kobiety podskoczyły.

Marcus Hayes wszedł do pokoju, a Aisha od razu zrozumiała, że ​​rozmowa nie poszła dobrze. Twarz ojca była blada, a ręce mu się trzęsły.

„Tato, co powiedzieli?”

Mężczyzna opadł na krzesło i ukrył twarz w dłoniach. Na chwilę zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem starego zegara na ścianie.

„Mamy tydzień” – powiedział w końcu ochrypłym głosem. „Tydzień na spłatę długu”.

„W przeciwnym razie… w przeciwnym razie co?” – szepnęła Aisha, choć serce podpowiadało jej, że wiadomość będzie straszna.

„Zabiorą mieszkanie.”

„A to nie jest najgorsze.”

„Co jeszcze?”

„Mówili, że jest opcja”. Marcus podniósł wzrok na córkę, oczy pełne bólu i wstydu. „Ich szef to bogaty człowiek. Widział cię raz, kiedy tu przyjechał, i jest gotów umorzyć cały dług, jeśli… jeśli zgodzisz się go poślubić”.

Aisha poczuła, jak ziemia usuwa się jej spod nóg. Słyszała słowa, ale jej mózg odmówił im posłuszeństwa.

„Mówisz poważnie?” wykrztusiła. „Tato, powiedz mi, że to jakiś chory żart. Nigdy bym tego nie zrobiła”.

Głos Marcusa się załamał. „Aisho, nigdy bym cię o to nie prosił, ale powiedzieli… powiedzieli, że jeśli nie zapłacimy, to po prostu nie zabiorą mieszkania. Obiecali, że twoja matka nie dożyje końca miesiąca”.

Lena jęknęła, a Aisha poczuła, że ​​zamienia się w kamień. Przez jej umysł przelatywały strzępy myśli, każda bardziej przerażająca od poprzedniej.

„Kim on jest?” zapytała, zaskoczona swoim spokojem.

„Nazywa się Elias Thorne. Ma prawie sześćdziesiąt lat. Mówią, że po chorobie ledwo chodzi, ale jest niesamowicie bogaty i wpływowy”.

Jej ojciec przemówił, nie podnosząc wzroku. „Nie mamy wyboru, kochanie”.

Kolejne dni minęły jak we mgle. Aisha mechanicznie wykonywała swoje obowiązki – opiekowała się matką, gotowała, sprzątała – ale w głębi duszy szalała burza sprzecznych emocji: gniew na głupotę ojca, litość dla matki, strach przed nieznaną przyszłością i, co najgorsze, poczucie winy, że w głębi duszy obwiniała rodziców za swoją sytuację.

Trzeciego dnia przyjechał mężczyzna od Eliasa Thorne’a. Był wysoki, dobrze zbudowany, około czterdziestki, w drogim garniturze. Wyglądał tak nie na miejscu w ich ponurym mieszkaniu, że Aisha o mało się nie roześmiała. O mało.

„Nazywam się Darius Powell” – przedstawił się, wręczając jej wizytówkę. „Jestem asystentem pana Thorne’a. Poprosił mnie, żebym ci to przekazał”.

Aisha drżącymi rękami wzięła kopertę. W środku znajdowało się zdjęcie rezydencji przypominającej pałac i krótka notatka.

To będzie twój dom. Obiecuję, że niczego ci nie zabraknie.

„A pan Thorne to człowiek honoru” – kontynuował Darius, obserwując jej reakcję. „Rozumie, że sytuacja jest nietypowa, ale jest gotów zadbać nie tylko o ciebie, ale i o twoich rodziców. Twoja matka, jeśli będzie to konieczne, otrzyma najlepszą opiekę medyczną za granicą”.

„A co on dostaje w zamian?” Głos Aishy był chłodniejszy, niż się spodziewała. „Muszę poznać prawdę. Czego on tak naprawdę ode mnie chce?”

Darius Powell zawahał się przez chwilę, dobierając słowa. „Elias Thorne ma prawie sześćdziesiąt lat. Jest ciężko chory po udarze. Lewa strona jego ciała jest ledwo funkcjonalna. Chodzi z wielkim trudem, opierając się na lasce i pomocy pielęgniarki. Lekarze dają mu rok, może maksymalnie dwa”.

Zatrzymał się.

„Nie ma spadkobierców ani rodziny. Jest sam. Nie chce spędzić reszty życia w samotności. Potrzebuje towarzystwa – żony, która będzie przy nim”.

„Więc mam być pielęgniarką?” W głosie Aishy słychać było gorycz.

„Żonę” – poprawił Dariusz. „Prawowitą żonę. Po jego śmierci odziedziczysz cały jego majątek. To pokaźna fortuna. Uwierz mi, twoja rodzina będzie zabezpieczona na całe życie”.

Aisha spojrzała na matkę, która leżała w sąsiednim pokoju, słysząc każde słowo rozmowy. Ich oczy się spotkały, a w oczach Leny Aisha dostrzegła błaganie i gotowość do poświęcenia wszystkiego, byle tylko córka nie poświęciła się.

„Mam warunki” – powiedziała Aisha, zaskakując samą siebie stanowczością swojego głosu. „Leczenie mojej matki rozpoczyna się natychmiast. Dług mojego ojca zostaje dziś całkowicie umorzony i chcę się z nim spotkać przed ślubem”.

„Pan Thorne… woli nie pokazywać się przed ślubem” – zaczął Darius.

Ale Aisha mu przerwała. „Takie są moje warunki. Albo spotkam się z nim wcześniej, albo nie będzie umowy”.

Asystent wyciągnął telefon i podszedł do okna, cicho z kimś rozmawiając. Aisha usłyszała fragmenty zdań.

„Ona nalega. Rozumiem. Dobrze, powiem jej.”

W końcu wrócił. „Pan Thorne się zgadza. Jutro o trzeciej po południu samochód odbierze pana i zawiezie na osiedle”.

Podał jej kolejną kopertę, tym razem grubą. „To zaliczka na leczenie twojej matki. Resztę dostaniesz po rejestracji ślubu”.

Kiedy Dariusz wyszedł, Aisza otworzyła kopertę. W środku było więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek w życiu widziała. Jej ojciec, który zaglądał jej przez ramię, zbladł.

„Boże, Aisho, może nie powinniśmy. Coś wymyślimy”.

„Nie, tato” – powiedziała stanowczo dziewczynka. „Nic nie wymyślimy. Skończyły nam się opcje. Jutro pójdę i obejrzę tego mężczyznę, a potem podejmę decyzję”.

Tej nocy Aisha nie mogła spać. Leżała wpatrując się w sufit, myśląc o tym, jak szybko życie może się zmienić. Jeszcze miesiąc temu była zwykłą dziewczyną o zwykłych marzeniach – znaleźć dobrą pracę, poznać miłego człowieka, założyć rodzinę. Teraz szykowała się do sprzedania siebie, żeby uratować rodziców.

Czarny sedan przyjechał dokładnie o trzeciej. Aisha założyła swoją najlepszą sukienkę, prostą, ciemnobordową, którą zachowała na specjalne okazje. Ironia sytuacji nie umknęła jej uwadze. Ubierała się, żeby spotkać się z mężczyzną, który ją w zasadzie kupił.

Jej matka płakała, żegnając ją, podczas gdy ojciec stał z boku, nie mogąc spojrzeć jej w oczy. Aisha przytuliła Lenę i wyszeptała: „Wszystko będzie dobrze, mamo. Obiecuję”. To było kłamstwo i obie o tym wiedziały.

Podróż do posiadłości zajęła około godziny. Samochód wyjechał poza granice miasta, wijąc się wąskimi drogami między polami i gajami, aż do wysokich bram z pozłacanymi zdobieniami.

Za bramami teren rozpościerał się niczym park, a nie dziedziniec, z idealnie utrzymanymi trawnikami, fontannami i alejami starych drzew. A w centrum tego całego splendoru stała rezydencja – trzypiętrowy budynek z kolumnami i balkonami, który zapierał dech w piersiach.

Darius Powell spotkał ją przy wejściu.

„Witam” – powiedział z dziwnym uśmiechem. „Pan Thorne czeka na pana w bibliotece. Proszę za mną”.

Wnętrze rezydencji było jeszcze bardziej imponujące: marmurowe posadzki, kryształowe żyrandole, obrazy i złocone ramy na ścianach. Aisha poczuła się, jakby weszła do muzeum. Ich kroki rozbrzmiewały echem w przestronnych korytarzach.

Biblioteka znajdowała się na drugim piętrze. Darius otworzył masywne dębowe drzwi i odsunął się, pozwalając Aishy wejść pierwszej.

Pokój był ogromny, ze ścianami od podłogi do sufitu zapełnionymi książkami. Przy oknie, na krześle, tyłem do drzwi, siedział mężczyzna. Aisha widziała tylko jego sylwetkę – szerokie ramiona i siwe włosy.

„Panie Thorne, pański gość” – oznajmił asystent i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Zapadła ciężka, przytłaczająca cisza. Mężczyzna się nie odwrócił, a Aisza nie wiedziała, co zrobić – podejść czy czekać.

W końcu zrobiła kilka kroków do przodu. „Cześć”. Jej głos był cichszy, niż zamierzała.

„Podejdź bliżej” – rozkazał głęboki głos. „Chcę cię zobaczyć”.

Aisha powoli obeszła krzesło i zatrzymała się.

Przed nią siedział mężczyzna, którego twarz była zasłonięta dziwną półmaską, zasłaniającą górną część twarzy i jedno oko. Widoczny był tylko podbródek pokryty siwym zarostem i wąskie usta. Jego lewe ramię leżało bezwładnie na podłokietniku, a prawa ręka spoczywała na rękojeści laski.

„Nie bój się” – uśmiechnął się z politowaniem, zauważając jej reakcję. „Udar nie oszczędził ani ciała, ani twarzy. Lewa strona jest sparaliżowana. Twarz jest zdeformowana. Nieprzyjemny widok, zgadzam się. Dlatego noszę tę maskę”.

Aisha przełknęła ślinę. Jego głos był mocny, niepasujący do wizerunku kruchego pacjenta.

„Usiądź” – skinął głową w stronę krzesła naprzeciwko. „Wyobrażam sobie, że masz pytania”.

„Dlaczego ja?” wyrzuciła z siebie Aisha, siadając. „Masz tyle pieniędzy. Mógłbyś zatrudnić każdego, każdą firmę. Po co zmuszasz mnie do ślubu?”

Elias Thorne milczał przez kilka sekund, jakby rozważał odpowiedź.

„Bo nie przyjdziesz do mnie z chciwości” – powiedział w końcu. „Nie jesteś tu, bo chcesz moich pieniędzy dla siebie. Jesteś tu dla swojej rodziny. To wiele mówi o twoim charakterze”.

Zatrzymał się.

„Przez całe życie byłam otoczona ludźmi, którzy czegoś ode mnie chcieli. Pieniędzy, znajomości, wpływów – ani jednej osoby, która była ze mną tylko po to, żeby być ze mną”.

„I myślisz, że będę z tobą tylko po to, żeby być z tobą?” Aisha nie mogła się powstrzymać. „Sama powiedziałaś, że jestem tu dla rodziny”.

„Tak, ale przynajmniej jesteś szczery co do swoich motywów” – odpowiedział. „I wiem, że mnie nie zdradzisz. Twoja lojalność wobec rodziny jest gwarancją, że dotrzymasz swojej części umowy”.

„O którą dokładnie część chodzi?” zapytała Aisha. „Czego ode mnie chcesz?”

Elias Thorne z trudem podniósł się na nogi, opierając się ciężko na lasce. Rzeczywiście, ledwo trzymał się na nogach; jego lewa noga ciągnęła się po podłodze.

„Po prostu bądź blisko mnie” – powiedział zmęczony. „Zjedz ze mną obiad. Porozmawiaj ze mną. Czytaj mi książki. Stwórz iluzję, że mam rodzinę – że nie umieram sam”.

Odwrócił się w stronę okna. „To wszystko.”

Aisha spojrzała na pochyloną postać przy oknie i poczuła dziwną mieszankę litości i wstrętu: litość, bo był umierającym, samotnym człowiekiem; wstręt, bo wykorzystał swój majątek, by kupić jej towarzystwo, nie pytając, czego ona chce.

„A jeśli odmówię” – zapytała cicho. „Jeśli wstanę teraz i odejdę…”

Elias Thorne odwrócił się, a w jego jedynym widocznym oku błysnęło coś na kształt zaskoczenia.

„W takim razie pieniądze, które dałem na leczenie twojej matki, będą musiały zostać zwrócone, a dług twojego ojca pozostanie. Nie będę cię trzymał siłą. Wybór zawsze należy do ciebie, Aisho.”

Wstała i podeszła do okna, stając obok niego. Roztaczał się stąd piękny widok na ogród, skąpany w blasku przedzachodu słońca. Gdzieś za tymi wysokimi murami toczyło się jej dawne życie: małe mieszkanie, chora matka, dręczony poczuciem winy ojciec, bieda i beznadzieja.

„Kiedy ślub?” zapytała, nie odrywając wzroku od okna.

„Za tydzień. Cicha ceremonia – tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Żadnych uroczystości, chyba że wyrazisz sprzeciw.”

„Nie mam nic przeciwko” – Aisha zwróciła się do niego. „Mam jeszcze jeden warunek”.

„Słucham.”

„Chcę nadal regularnie odwiedzać rodziców i chcę, żeby oni mogli przychodzić do mnie, gdy mama poczuje się lepiej”.

Elias Thorne skinął głową. „Oczywiście. To teraz twój dom. Możesz zaprosić, kogo zechcesz”.

Zrobił kilka kroków w stronę drzwi. Każdy krok był widocznym wysiłkiem.

„Dariusz pokaże ci pokoje. Możesz wybrać dowolny – oprócz mojego. Twoje rzeczy zostaną przywiezione jutro”.

„Czekaj” – Aisha go zatrzymała. „Jeszcze nie powiedziałam ostatecznego „tak”.

Mężczyzna odwrócił się, a na jego ustach pojawił się uśmiech.

„Ale już podjąłeś decyzję. Widzę to.”

Otworzył drzwi.

„Witaj w złotej klatce, Aisho.”

Kiedy drzwi zamknęły się za nim, dziewczyna opadła z powrotem na krzesło i zakryła twarz dłońmi. Nie było łez. Wydawało się, że wypłakała je wszystkie w ciągu ostatnich kilku dni. Pozostała tylko pustka i wyczerpanie.

Darius Powell pojawił się jakieś dziesięć minut później i poprowadził ją przez rezydencję. Pomieszczeń było tak wiele, że Aisha straciła rachubę – salony, jadalnie, sale bilardowe, siłownia, ogród zimowy.

Sypialnie znajdowały się na trzecim piętrze: był to cały apartament z wysokimi sufitami i ogromnymi oknami.

„Ta część osiedla jest całkowicie do państwa dyspozycji” – wyjaśnił asystent. „Pan Thorne zajmuje pokoje na pierwszym piętrze. Trudno mu korzystać ze schodów. Może pan wybrać dowolną sypialnię”.

Aisha zatrzymała się w pokoju w rogu budynku. Z okien roztaczał się widok na ogród z jednej strony i las z drugiej. Pokój był jasny i przestronny, a meble solidne, ale nie ostentacyjne.

„To właśnie ta” – powiedziała.

„Doskonały wybór” – pochwalił Dariusz. „Ktoś tu kiedyś mieszkał”.

Potknął się. „Nieważne. Jutro załatwię dostarczenie twoich rzeczy osobistych. A teraz pozwól, że odprowadzę cię na kolację. Pan Thorne oczekuje cię w małej jadalni o siódmej”.

Pozostawiona sama sobie, Aisha podeszła do okna i oparła czoło o chłodną szybę. Na dole ogrodnik przycinał żywopłot – spokojny, zwyczajny widok.

Ale w głębi duszy Aishy wszystko się zmieniało. Pamiętała słowa Eliasa Thorne’a o złotej klatce, jak trafnie je ujął. Wszystko było tutaj – bogactwo, wygoda, bezpieczeństwo – wszystko oprócz wolności.

O siódmej wieczorem zeszła do małej jadalni. Ten mały pokój miał wielkość całego ich mieszkania. Długi stół był nakryty dla dwóch osób, po przeciwnych stronach.

Elias Thorne siedział już na swoim miejscu. Maska wciąż zasłaniała jego twarz.

„Proszę usiąść” – wskazał na miejsce naprzeciwko.

Kolacja minęła w przytłaczającej ciszy. Aisha ledwo tknęła jedzenia, choć potrawy były wykwintne. Elias Thorne jadł powoli, niezgrabnie trzymając widelec w prawej ręce.

„Opowiedz mi o sobie” – powiedział w końcu. „Co robiłeś? Co lubisz?”

„Pracowałam w bibliotece publicznej” – odpowiedziała krótko Aisha. „Uwielbiam czytać”.

„Jakie książki?”

„Klasyka – Dostojewski, Tołstoj. Czytam też literaturę współczesną.”

„Mamy tu dużą bibliotekę” – zauważył. „Możesz wziąć dowolną książkę. Ja też uwielbiam czytać, ale coraz gorzej widzę. Byłoby miło, gdybyś czasami czytał mi na głos”.

Aisha skinęła głową, nie patrząc mu w oczy.

Po obiedzie Aisha wróciła do swojego pokoju i długo stała przy oknie, wpatrując się w ciemność. Gwiazdy na niebie wydawały się odległe i zimne, jak jej nowe życie. Próbowała wyobrazić sobie, że zamieszka tu na stałe, że to będzie jej dom, ale ta myśl nie chciała jej się uspokoić.

Rano obudziło ją pukanie do drzwi. Na progu stała kobieta po pięćdziesiątce, ubrana w prostą, szarą sukienkę.

„Dzień dobry” – powiedziała z lekkim akcentem. „Mam na imię Esther. Jestem gospodynią. Pan Thorne prosił mnie, żebym pani powiedziała, że ​​śniadanie jest podawane o ósmej. Pani rzeczy zostały dostarczone. Załatwiłam, żeby zostały umieszczone w garderobie”.

Aisha weszła do garderoby i zatrzymała się na progu. Jej skromna walizka z ubraniami zginęła wśród nowych sukienek, garniturów i butów. Wszystko było drogie, wysokiej jakości, idealnie dopasowane do jej rozmiaru.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Napój na dobranoc wspierający relaks i trawienie

Czy szukasz czegoś naturalnego, co pomoże Ci się wyciszyć wieczorem i jednocześnie wesprze trawienie? Ten prosty, ciepły napój może być ...

Magiczna sałatka pomidorowa: eksplozja smaku w ustach

Szukasz prostego, ale pysznego przepisu, który doda Twoim posiłkom wyjątkowego charakteru? Magiczna sałatka pomidorowa to właśnie to, czego potrzebujesz! Ta ...

Leave a Comment