„Dziś tylko dla członków” – uśmiechnął się tata, blokując wejście. Mama skinęła głową: „Może spróbuj w Applebee’s?”. Odwróciłam się, żeby cicho wyjść. Dyrektor klubu wybiegł: „Pani Anderson, dlaczego pani rodzina blokuje pani wejście?” – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

„Dziś tylko dla członków” – uśmiechnął się tata, blokując wejście. Mama skinęła głową: „Może spróbuj w Applebee’s?”. Odwróciłam się, żeby cicho wyjść. Dyrektor klubu wybiegł: „Pani Anderson, dlaczego pani rodzina blokuje pani wejście?”

Śnieg padał delikatnie, gdy wjeżdżałam na parking Riverside Country Club o 18:15 w Wigilię. Budynek jaśniał ciepłym światłem, każde okno obramowane było eleganckimi białymi girlandami i maleńkimi złotymi światełkami. Wyglądało jak z kartki z życzeniami. Miałam na sobie ciemnozieloną sukienkę, prostą, ale elegancką, z perłowym naszyjnikiem mojej babci. Nic krzykliwego, nic, co przyciągałoby uwagę. Lata temu nauczyłam się, że wtapianie się w tłum ułatwia mi życie w rodzinie.

Parking dla gości był zatłoczony. Luksusowe samochody podjeżdżały jeden po drugim – BMW, Mercedesy, a nawet Bentleye. Przejechałem obok nich, kierując się na parking samoobsługowy i znalazłem miejsce z tyłu. Moje czteroletnie Subaru wyglądało nie na miejscu, ale byłem do tego przyzwyczajony. Zbliżając się do głównego wejścia, zobaczyłem moją rodzinę zgromadzoną przy drzwiach. Mój ojciec stał pośrodku w swoim szytym na miarę garniturze. Obok niego mama w czerwonej sukience koktajlowej, która prawdopodobnie kosztowała więcej niż mój miesięczny czynsz. Mój starszy brat Derek i jego żona Cynthia też tam byli, oboje wyglądali elegancko i luksusowo.

„Emma” – powiedział mój ojciec, gdy doszłam do schodów. Jego ton nie był ciepły.

„Cześć, tato. Wesołych Świąt.”

„Emma, ​​nastąpiła zmiana planów.”

Zatrzymałem się. „Jaka zmiana?”

„Dzisiejsza kolacja jest tylko dla członków” – powiedział, krzyżując ramiona. „Polityka klubu. Bardzo surowa, zwłaszcza w święta”.

„Ale ja jestem rodziną” – pomyślałem.

„Jesteś rodziną, ale nie jesteś członkiem” – przerwała mi mama. Jej uśmiech był ostry. „Klub ma swoje standardy, kochanie. Rozumiesz?”

Derek zrobił krok naprzód. „Daj spokój, Emma. Nie utrudniaj tego. Musiałaś wiedzieć, że to się może zdarzyć. Mówiliśmy ci tygodnie temu, że podnosimy status członkostwa. Poziom platynowy. Bardzo ekskluzywny.”

„Mówiłeś mi, że jesz tu kolację wigilijną i że powinienem przyjść” – powiedziałem cicho. „Nie wspominałeś nic o tym, że wstęp tylko dla członków”.

„Cóż, okoliczności się zmieniają” – powiedziała Cynthia, przyglądając się swoim zadbanym paznokciom. „Członkowie o statusie platynowym mają pierwszeństwo w dostępie w godzinach szczytu. Klub nie może pozwolić, żeby osoby spoza klubu zaśmiecały jadalnię. To wpływa na atmosferę”.

„Bałaganiarstwo” – powtórzyłem.

„Wiesz, o co jej chodzi” – powiedziała mama. „Chodzi o utrzymanie pewnego poziomu jakości atmosfery. Ludzie tego oczekują, płacąc składki członkowskie premium”.

“Widzę.”

Wyraz twarzy taty nieco złagodniał, co w jakiś sposób pogorszyło sytuację. „Słuchaj, Emma, ​​nie próbujemy być okrutni. To po prostu rzeczywistość. Nie jesteś na tym samym poziomie co reszta z nas. Pracujesz w tej organizacji non-profit. Mieszkasz w tym małym mieszkaniu. Jeździsz tym…” – wskazał niejasno na parking – „tym ekonomicznym samochodem. Ten klub jest dla ludzi, którzy osiągnęli w życiu pewne rzeczy”.

„Ale nie osiągnąłem tych rzeczy” – powiedziałem.

„Jeszcze nie” – powiedziała mama, jakby była hojna. „Może kiedyś. Ale dziś wieczorem naprawdę powinnaś znaleźć jakieś bardziej odpowiednie miejsce. Może spróbuj w Applebee’s. Zwykle są otwarci w Wigilię. Bardzo świątecznie”.

Derek poruszył się niespokojnie. „Emma, ​​nie traktuj tego osobiście. Nie chodzi o ciebie konkretnie. Chodzi o standardy klubu”.

„No właśnie. Standardy. Dokładnie” – powiedziała Cynthia radośnie. „Jestem pewna, że ​​rozumiesz. To tak jak w niektórych restauracjach obowiązują dress code’y. Ten klub ma zasady członkostwa. To całkowicie rozsądne.”

Minęła nas para wchodząca do klubu, mężczyzna skinął głową do mojego ojca. „George. Nie mogę się doczekać kolacji. Patricia, jak zawsze przemiła”.

„Wspaniale cię widzieć, Haroldzie” – odpowiedziała mama, a jej głos nagle stał się ciepły i przyjazny.

W chwili, gdy ją minęli, jej wyraz twarzy znów ostygł. „Emma, ​​naprawdę musisz już iść. Ludzie zaczynają to zauważać i to jest żenujące”.

„Kto się wstydzi?”

„Dla wszystkich” – powiedział stanowczo tata. „Staramy się tu budować relacje. Ważne relacje. To, że stoisz przy wejściu i… cóż, nie wygląda dobrze”.

„Jakbym był jakimś żebrakiem” – powiedziałem cicho.

„Nie dramatyzuj” – warknęła mama. „Po prostu realistycznie podchodzimy do hierarchii społecznych. Masz trzydzieści lat, Emmo. Powinnaś już rozumieć, jak działa świat”.

Spojrzałem na każdego z nich. Mój ojciec stał jak ochroniarz, blokując wejście do miejsca, do którego rzekomo nie byłem wystarczająco dobry, by wejść. Moja matka zawstydzona moim istnieniem. Mój brat nieswojo, ale nie na tyle, by cokolwiek powiedzieć. Jego żona otwarcie czerpiąca przyjemność z mojego upokorzenia.

„Hej” – powiedziałem. „Idę już.”

„Grzeczna dziewczynka” – powiedziała mama, już się odwracając. „Może w przyszłym roku twoja sytuacja poprawi się na tyle, że do nas dołączysz”.

Odwróciłam się w stronę parkingu, a moje obcasy chrzęściły cicho na lekkim śniegu. Za mną słyszałam, jak moja rodzina wita kolejnych przybyszów, ich głosy były radosne i ciepłe. Nic z tego ciepła nie było dla mnie. Zrobiłam jakieś trzy kroki, gdy usłyszałam za sobą szybkie kroki.

„Pani Anderson. Pani Anderson, proszę zaczekać.”

Odwróciłem się i zobaczyłem Richarda China wybiegającego z głównego wejścia klubu. Richard był dyrektorem klubu, piastował to stanowisko od piętnastu lat. Zazwyczaj był spokojny i opanowany, ale teraz wyglądał niemal na spanikowanego.

„Richard, wszystko w porządku” – zacząłem.

„To absolutnie nie w porządku” – powiedział, lekko zdyszany. Spojrzał ponad moimi stopami na moją rodzinę, która stała jak sparaliżowana na schodach. „Co tu się dzieje? Czemu wychodzisz?”

„Dziś tylko dla członków” – powiedziałem cicho. „Rodzina wyjaśniła zasady”.

Wyraz twarzy Richarda zmienił się z zaniepokojonego na zdezorientowany. „Tylko dla członków? Nie mamy polityki wstępu tylko dla członków w Wigilię. Właściwie to dziś mamy wszystkie zarezerwowane miejsca, ale to dlatego, że…”. Urwał, wpatrując się w moją rodzinę. „Powiedziałeś pannie Anderson, że nie może wejść?”

„Słuchaj” – zaczął tata, robiąc krok naprzód. „Nie wiem, za kogo się uważasz, ale jesteśmy platynowymi członkami tego klubu i mamy pełne prawo decydować, z kim jemy obiad”.

„Jestem Richard Chin, dyrektor klubu. Spotkaliśmy się już kilka razy, panie Anderson, podczas procesu ubiegania się o członkostwo.”

„Dokładnie” – powiedział tata. „Więc wiesz, że jesteśmy cenionymi członkami i informujemy cię, że nasza dzisiejsza kolacja jest tylko dla członków. Tylko dla członków naszej rodziny”.

„Tylko dla członków twojej rodziny” – powtórzył powoli Richard. Jego wzrok powędrował na mnie, a potem z powrotem na moją rodzinę. „Panie Anderson, czy wie pan, kim jest panna Anderson?”

„Oczywiście, że wiem, kim ona jest” – powiedział tata niecierpliwie. „To moja córka i choć ją kochamy, nie jest członkinią tego klubu, więc nie może do nas dziś dołączyć”.

„Panie Anderson” – powiedział ostrożnie Richard – „Emma Anderson nie jest tylko członkinią tego klubu…”

„Ona wcale nie jest członkinią” – wtrąciła Cynthia. „Właśnie to mówiliśmy”.

„Nie, pani Anderson. To znaczy, Emma Anderson nie jest tylko członkinią”. Głos Richarda nabrał dziwnego brzmienia. „Ona jest właścicielką”.

Nastąpiła głęboka cisza.

„Co?” zapytała mama słabym głosem.

„Właścicielka. Pani Anderson jest właścicielką Riverside Country Club. Jest właścicielką od sześciu lat.”

Derek się roześmiał, ale zabrzmiało to nerwowo. „To niemożliwe. Emma pracuje w organizacji non-profit. Zarabia ledwie czterdzieści tysięcy rocznie”.

„Pracuję dla fundacji charytatywnej” – powiedziałem cicho. „Nigdy nie powiedziałem, że to moja jedyna praca”.

„Ale ty…” Mama spojrzała na mnie, jakby widziała kogoś obcego. „Jeździsz Subaru.”

„Lubię moje Subaru.”

„Mieszkasz w mieszkaniu z dwiema sypialniami.”

„Lubię swoje mieszkanie.”

Twarz taty poczerwieniała. „To jakaś pomyłka. Emma nie może sobie pozwolić na własny klub wiejski. Spójrz na nią. Robi zakupy w Targecie”.

„Panie Anderson” – powiedział Richard, a jego profesjonalna opanowanie zaczęło słabnąć – „zapewniam pana, że ​​nie ma w tym żadnej pomyłki. Pani Anderson kupiła Riverside Country Club sześć lat temu za pośrednictwem Anderson Holdings, LLC. Jest właścicielką tej nieruchomości, pola golfowego, kortów tenisowych i wszystkich powiązanych aktywów”.

Z wejścia wyłoniła się kobieta w eleganckim kostiumie ze spodniami. Na jej identyfikatorze widniało nazwisko Sharon Mitchell, asystentka reżysera.

„Richard, czy wszystko w porządku? Kilku członków pyta o zamieszanie.”

„Sharon, czy mogłabyś potwierdzić status właścicielski panny Anderson dla jej rodziny?”

Sharon wyglądała na zdezorientowaną, a potem zobaczyła mnie stojącego na śniegu. „Pani Anderson, nie wiedziałam, że pani tu jest. Oczywiście”. Zwróciła się do mojej rodziny. „Emma Anderson jest jedyną właścicielką Riverside Country Club. Była też niesamowicie uprzejma, dbając o nasze tradycje i personel. Mamy szczęście, że ją mamy”.

„To nie ma sensu” – powiedziała Cynthia podniesionym głosem. „Jak Emma mogłaby sobie pozwolić na kupno klubu wiejskiego?”

„Tak samo, jak stać mnie na wszystko inne” – powiedziałem. „Zapracowałem na to”.

„Mówiłeś, że pracujesz w organizacji non-profit.”

„Tak. Fundacja Andersona, którą założyłem osiem lat temu po sprzedaży mojej firmy programistycznej”.

Derek otworzył i zamknął usta. „Sprzedałeś firmę programistyczną?”

„Założyłem go, mając dwadzieścia dwa lata. Sprzedałem go, mając dwadzieścia sześć lat, za czterdzieści trzy miliony dolarów. Część pieniędzy przeznaczyłem na założenie fundacji, a resztę zainwestowałem w różne nieruchomości, w tym w ten klub”.

„Czterdzieści trzy miliony” – powtórzyła mama otępiałym głosem.

„To była początkowa cena sprzedaży. Z opcjami na akcje i premiami za wyniki, ostatecznie wyszło bliżej sześćdziesięciu milionów. Ale staram się nie być zbyt szczegółowy w kwestiach finansowych. To wygląda tandetnie”.

Tata ciężko usiadł na schodach. „Miałeś sześćdziesiąt milionów przez sześć lat i nigdy nam o tym nie powiedziałeś”.

„Nigdy nie pytałeś. Po prostu założyłeś, że jestem biedny, bo nie zarządzałem bogactwem tak, jak tego chciałeś”.

„Ale dlaczego?” – zapytała mama. „Dlaczego tak żyjesz, skoro masz pieniądze?”

„Bo lubię swoje życie. Lubię swoje mieszkanie. Lubię swój samochód. Lubię pracować w fundacji i naprawdę pomagać ludziom, zamiast tylko gadać o bogactwie i statusie na kolacjach w klubach wiejskich”.

Richard odchrząknął. „Pani Anderson, najmocniej przepraszam za tę sytuację. Gdybym wiedział, że pani rodzina panią odrzuca, natychmiast bym interweniował”.

„Wszystko w porządku, Richard. Nie wiedziałeś.”

„Nie wszystko w porządku” – powiedział stanowczo. Zwrócił się do mojego ojca. „Panie Anderson, muszę z panem poważnie porozmawiać o zasadach postępowania w klubie”.

„Zasady postępowania?” Tata szybko wstał. „Chwileczkę. Jesteśmy platynowymi członkami. Wydaliśmy fortunę na to członkostwo”.

„Wydałeś dwanaście tysięcy dolarów na członkostwo” – poprawił go Richard – „co jest naszą standardową platynową stawką. Jednak członkostwo wiąże się z pewnymi oczekiwaniami dotyczącymi zachowania, w tym traktowaniem wszystkich członków i gości z szacunkiem”.

„Nie okazaliśmy nikomu braku szacunku” – zaprotestowała Cynthia. „Po prostu wyjaśnialiśmy sytuację”.

„Prawda” – powiedziała chłodno Sharon – „jest taka, że ​​uniemożliwiałeś właścicielce klubu wejście na jej teren w Wigilię”.

Do rosnącej grupy przy wejściu dołączył mężczyzna w ciemnym garniturze. Na jego odznace widniał napis: Thomas Warren, Szef Ochrony.

„Richard, mamy do czynienia z narastającą sytuacją. Wielu członków zbiera się w holu, chcąc wiedzieć, co się dzieje. Niektórzy obawiają się zakłóceń.”

„Nic się nie stało” – powiedział szybko tata. „To tylko nieporozumienie rodzinne. Wszystko już w porządku. Emmo, kochanie, może wpadniesz do nas na kolację? Z chęcią cię ugościmy”.

Spojrzałem na niego. Jego wyraz twarzy był teraz rozpaczliwy. Cała wyższość zniknęła.

„Zrobiłbyś to?” – zapytałem.

„Oczywiście. Jesteście rodziną. Po prostu nie do końca rozumieliśmy sytuację.”

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Moi teściowie próbowali mnie upokorzyć na imprezie rodzinnej — wtedy weszli moi bracia-miliarderzy i w całym pomieszczeniu zapadła cisza.

Krewni mojego męża otoczyli mnie w zatłoczonym miejscu, szyderczo: „Zdejmij sukienkę. Zobaczmy, co w tobie takiego „pięknego”, że uważasz, że ...

Woda imbirowa: najzdrowszy napój spalający tłuszcz z brzucha, szyi, ramion, pleców i ud!

Internet jest zalewany niezliczonymi dietami, przepisami i naturalnymi sposobami na odchudzanie, a my prawdopodobnie wypróbowaliśmy już sporo z nich. Niektóre ...

Leave a Comment