Zwolnił 37 niań w ciągu dwóch tygodni – potem jedna służąca zmieniła wszystko dla jego sześciu córek – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Zwolnił 37 niań w ciągu dwóch tygodni – potem jedna służąca zmieniła wszystko dla jego sześciu córek

Nora nawet nie drgnęła.

Słyszała już wcześniej podobny dźwięk.

To był język ludzi, którzy nie wiedzieli jak powiedzieć: „Boli”.

„Rozumiem żałobę” – powiedziała.

Przez sekundę coś przemknęło przez jego twarz. Ciekawość. Wątpliwość. Nadzieja.

„Dobrze” – powiedział. „Kuchnia jest tam. Będziesz miał dostęp do całego domu. Jeśli cokolwiek będzie dla ciebie niebezpieczne, natychmiast powiedz o tym mnie albo ochronie”.

Skinęła głową.

Sześć dziewcząt stało na schodach i patrzyło na nią.

Nie oceniano ich według wieku, ale na podstawie tego, jak bliska relacja była dla nich gotowa z nieznajomą osobą.

Na górze, z jedną ręką opartą na poręczy, jakby chciała utrzymać na niej cały dom, stała Hazel.

Dwanaście lat.

Szczupłe ramiona. Ciemne oczy. Włosy spięte w kucyk, który początkowo był prosty, a w połowie dnia się poddał.

Poniżej niej, dziesięcioletnia Brooke, z rękawami koszuli opuszczonymi na dłonie, żująca mankiet i rozglądająca się dookoła.

Dziewięcioletnia Ivy chowała się za poręczą, obserwując wszystko z intensywnością, która przyprawiła Norę o dreszcze.

Ósma June zawisła pośrodku, obejmując się ramionami, jakby było jej zimno.

Sześcioletnie bliźniaczki, Cora i Mae, balansowały na schodach, jakby stały na scenie. Ich identyczne warkocze kołysały się, a ich uśmiechy były odrobinę zbyt szerokie i zbyt wymuszone.

A na dole, już w połowie drogi, stała Lena.

Trzy lata.

Bose stopy. Piżama z wyblakłymi chmurami. Pluszowy królik trzymany w jednej ręce, jedno ucho wisi na trzech nitkach.

Wszyscy są cicho.

Wszyscy ją mierzą.

„Jestem Nora” – powiedziała spokojnie. „Przyszłam posprzątać”.

Pierwsza odezwała się Hazel.

Jej głos miał większą wagę, niż powinien mieć głos dwunastolatki.

„Jesteś numerem trzydzieści osiem” – powiedziała.

Nora mrugnęła.

„Trzydzieści osiem czego?” zapytała.

„Trzydziestu ośmiu dorosłych” – powiedziała Ivy ze środka schodów. „Nianie. Opiekunki. Pomocnicy. Ludzie, którzy twierdzili, że się nie boją”.

„Wyszli” – dodała Cora.

„Wszyscy wychodzą” – dokończyła Mae.

Lena patrzyła na Norę poważnym, nieruchomym wzrokiem.

„Wyjdziesz?” zapytała.

Nora pomyślała o dźwiękach pikających urządzeń w szpitalu, a potem o tym, jak zniknęły.

Przypomniała sobie pogrzeb, na którym nikt nie wiedział, co zrobić z rękami.

Myślała o ciszy, jaka potem zapadła w tym mieszkaniu.

„W końcu” – powiedziała szczerze Nora. „Ale nie dzisiaj”.

Usta Hazel drgnęły.

Mikroekspresja. Jeden z tych prawie-uśmiechów, który może oznaczać jedno i drugie.

„W kuchni panuje bałagan” – powiedziała. „Powodzenia”.

Nora uśmiechnęła się delikatnie.

„W takim razie zajmę się kuchnią” – powiedziała.

Kuchnia powiedziała jej o domu więcej, niż jakiekolwiek przedstawienie mogłoby powiedzieć.

Wyschnięte płatki śniadaniowe przylegały do ​​misek w zlewie.

Kubki-niekapki leżą na boku, a na dnie zbiera się skrzepnięty sok.

Na ladzie leżała w połowie rozpakowana torba z zakupami, a jabłka toczyły się obok stosu poczty.

Na lodówce naklejono nakładające się na siebie warstwy zdjęć.

Maribel miesza coś w garnku, jej włosy są potargane, a twarz oświetlona światłem kuchenki.

Maribel na szpitalnym łóżku, blada, ale uśmiechnięta, z bliźniakami pod pachami.

Maribel na podwórku, bawi się z dziewczynami przy zraszaczu, w przemoczonych dżinsach, z szeroko rozłożonymi ramionami.

Tutaj smutek nie był ukryty.

Żyło otwarcie.

Nora napuściła ciepłej wody do zlewu i zaczęła myć naczynia.

Jej ręce znały ruchy.

Jej umysł wsłuchiwał się w dom.

Z pokoju rodzinnego dobiegł dźwięk włączania i wyłączania telewizora.

Słychać kroki na górze.

Trzask drzwi.

Ktoś nuci.

Sięgając po czystą gąbkę, przez przypadek znalazła w szufladzie karteczkę z przepisem.

Pętelkowym, radosnym pismem:

NALEŚNIKI BANANOWE (ZWIERZĘTA!)

2 dojrzałe banany – rozgnieć

2 jajka

1 szklanka mleka

Mąka do uzyskania gęstej konsystencji

Gotuj na małym ogniu. Nadaj kształty. Zawsze dodawaj syrop na końcu.

Na dole, mniejszymi literami:

Na dni, kiedy nie będą rozmawiać, ale nadal będą jeść.

Nora przez dłuższą chwilę wpatrywała się w kartkę.

Następnie postawiła patelnię na kuchence.

Ona niczego nie ogłosiła.

Nie zadzwoniła do dziewczynek.

Ona po prostu robiła naleśniki — niezdarne małe zwierzątka, które wyglądały bardziej jak kleks niż jak miś, bardziej jak kleks niż jak króliczek, ale miały właściwe intencje.

Ułożyła je na talerzu, postawiła obok butelkę syropu i odeszła.

Kiedy wróciła po dwudziestu minutach, talerz był w połowie pusty.

Lena siedziała na stołku, jej policzki były klejące, a oczy szeroko otwarte.

Obserwowała Norę tak, jak ktoś obserwuje lisa wchodzącego na podwórko.

„Zrobiłeś misie” – powiedziała Lena.

„Wyglądają raczej jak chmury” – powiedziała Nora.

„Niedźwiedzie chmurki” – zadecydowała Lena.

Nora skinęła głową. „W takim razie chmurne niedźwiedzie”.

Dom wystawił ją na próbę.

Dom nauczył się odrzucać ludzi z góry. Lepiej ich odepchnąć, niż czekać, aż znikną.

Bliźniaki poszły pierwsze.

Drugiego dnia Nora podniosła wiadro z mopem i zamarła.

Na powierzchni wody, brzuchem do góry, unosiło się coś, co niepokojąco przypominało martwą mysz.

Pochyliła się bliżej.

Guma.

Starannie pomalowane, aby wyglądały realistycznie.

Spojrzała w górę.

Cora i Mae patrzyły z progu, ich oczy błyszczały, a one starały się nie uśmiechać.

Nora wyłowiła gumową mysz, obejrzała ją uważnie, a następnie położyła na ręczniku.

„Bardzo realistyczne” – powiedziała. „Kolory są idealne”.

Bliźniacy mrugnęli.

„Nie boisz się?” zapytała Mae.

„Z gumy?” zapytała Nora. „Nie. Z tego, co to znaczy? Trochę.”

Spojrzeli na siebie.

„Co to znaczy?” zapytała Cora.

„To znaczy, że próbujesz sprawdzić, czy uda ci się mnie odstraszyć” – powiedziała Nora po prostu. „Co oznacza, że ​​ktoś cię wystraszył albo odszedł, kiedy się bałeś. Strach potrzebuje sensu. Jeśli chcesz zmarnować na mnie dobrego żartu, musisz się bardziej postarać”.

Wrzuciła gumową mysz do pojemnika na przybory.

„Mogę go zatrzymać” – dodała. „Na wypadek sytuacji awaryjnych”.

Bliźniacy wpatrywali się w nią.

Wtedy Cora powoli się uśmiechnęła.

„Dobrze” – powiedziała. „Wyzwanie przyjęte”.

Zniknęli na korytarzu.

Ale do kolejnego żartu już nie doszło.

Zamiast tego, następnego dnia Nora znalazła na ladzie dwa źle złożone papierowe żurawie.

„Do twojego wiaderka” – głosiła notatka.

Strach June’a okazał się inny.

Delikatnie.

Trzeciej nocy Nora usłyszała hałasy dochodzące z pralni.

Znalazła June stojącą w kałuży na kafelkach, z szeroko otwartymi oczami i przemoczoną piżamą.

„Przepraszam” – wyszeptała June. „Próbowałam. Naprawdę próbowałam”.

Jej dolna warga drżała.

Serce Nory się ścisnęło.

„W porządku” – powiedziała Nora. „Strach dezorientuje ciało. Czasami zapomina, gdzie wysłać sygnały”.

June mrugnęła.

„Nikt się nie wściekł?” – zapytała.

„Nie dziś wieczorem” – powiedziała Nora. „Dziś wieczorem po prostu to posprzątamy”.

Podała June ręcznik.

Razem wytarli podłogę.

Ramiona June opadły o pół cala.

Smutek Ivy nadchodził falami.

Wszystko byłoby z nią w porządku — rozmawiałaby, krążyła, oferowała „pomoc w sprzątaniu”, tylko po to, by móc podążać za Norą — ale nagle jakiś dźwięk lub słowo ją przykuło, zamarła, oczy napełniły się łzami, a oddech przyspieszył.

Kiedy wydarzyło się to po raz pierwszy, na korytarzu przed starą pracownią artystyczną Maribel, Nora nic nie powiedziała.

Po prostu usiadła na podłodze.

Po minucie Ivy zeszła po ścianie i usiadła naprzeciwko niej.

„Mam wrażenie, że mój mózg pracuje za głośno” – wyszeptała Ivy.

Nora skinęła głową.

„Zamknij oczy” – powiedziała. „Połóż rękę na piersi”.

Ivy posłuchała, choć wątpiła.

„Wdychaj powoli, jakbyś wąchała ciasteczka” – powiedziała Nora. „Wydychaj powoli, jakbyś puszczała bańki mydlane. Powtórzymy to dziesięć razy. A potem powiedz mi, która część twojego mózgu jest najgłośniejsza”.

To brzmiało głupio.

Zadziałało.

Po dziesięciu oddechach ramiona Ivy się rozluźniły.

„Środkowa część” – powiedziała. „Ta część, która pamięta sygnał dźwiękowy”.

Nora znała ten dźwięk.

Słyszała też, jak zanikał w pokoju szpitalnym.

„Środkowe części rządzą uczuciami” – powiedziała. „Czasami potrzebują pomocy z zewnątrz. Właśnie to zrobiliśmy. Oddech mówi im, że nie są sami”.

Ivy spojrzała na nią.

„Skąd wiesz, jak to zrobić?” zapytała.

„Ponieważ ktoś mi pomógł” – odpowiedziała Nora.

Hazel nie płakała.

Hazel nie rzucała przedmiotami.

Hazel prowadziła dom.

Rano przygotowywała lunch.

Sprawdziła, czy bliźniaki umyły zęby.

Przypomniała ojcu o formularzu wycieczki, o recitalu i o pozwoleniu.

Stała przy drzwiach pokoju, w którym znajdowała się Nora, kierując ruchem drogowym.

„Bliźniaki nie mogą pić syropu, jeśli nikt ich nie pilnuje” – mawiała.

„Nie używamy tego koca. Był ulubionym kocem mamy”.

„Nie musisz sprzątać tego pokoju. Nikt tam nie wchodzi.”

Nora rozpoznała ten ton.

Nie było to zaborcze.

To była dwunastolatka próbująca powstrzymać ocean rękoma.

Pewnej nocy, około północy, Nora wycierała kuchenny blat, gdy weszła Hazel.

Nie była zaskoczona, widząc Norę wciąż tam obecną.

Nalała sobie szklankę wody, wykonując wyćwiczone ruchy kogoś, kto robił to dla innych od miesięcy.

„Wiesz, że nie musisz zostawać tak długo” – powiedziała Hazel.

„Wiem” – powiedziała Nora. „Chcę to dokończyć”.

Hazel zawahała się.

„Płacą ci ekstra?” zapytała. „Za to, że zostajesz dłużej?”

Nora pomyślała o potrójnej stawce.

„Tak” – powiedziała. „Są.”

Hazel skinęła głową, jakby to miało wszystko sprawiedliwie ukarać.

Stała tam przez chwilę, po czym wyrzuciła z siebie: „Uważają, że jesteś sprzątaczką”.

„Czyż nie?” zapytała Nora.

Hazel spojrzała na uporządkowane rzędy talerzy na suszarce. Na wytarte blaty. Na przygaszone światła.

„Wczoraj umyłaś twarz mojego taty” – powiedziała. „Chusteczką. Kiedy płakał i udawał, że nie płakał”.

Ręka Nory znieruchomiała.

„Widziałeś to?” zapytała.

„Widzę wszystko” – powiedziała Hazel. „To moja praca”.

Nora odłożyła tkaninę.

„Czyja to robota?” zapytała cicho.

Hazel otworzyła usta.

Zamknąłem.

„Nie możesz się załamać, jeśli wszyscy na ciebie patrzą” – powiedziała zamiast tego. „Więc tego nie robię”.

Nora chciała jej powiedzieć, że to było na odwrót.

Zamiast tego powiedziała: „Wszyscy się do ciebie zaliczają, wiesz?”

Hazel zmarszczyła brwi.

“Co?”

„Mówiłaś, że wszyscy cię obserwują” – powiedziała Nora. „To znaczy, że ty też jesteś częścią wszystkich. Masz prawo siebie zobaczyć”.

Hazel przewróciła oczami.

„To brzmi jak coś, co powiedziałaby moja mama” – mruknęła.

Nora się uśmiechnęła.

„W takim razie była mądra” – powiedziała.

Twarz Hazel skrzywiła się na pół sekundy, zanim zmusiła ją do powrotu do zwykłego, neutralnego wyrazu twarzy.

„Dobranoc” powiedziała Hazel.

Wyszła zanim Nora zdążyła odpowiedzieć.

Jonathan zaczął wracać do domu wcześniej.

Na początku po prostu stawał w drzwiach.

Drzwi kuchenne.

Drzwi do salonu.

Próg sali artystycznej.

Obserwował, jak jego córki krążą wokół Nory niczym krążące księżyce.

Oglądał, jak Lena zasypia na kanapie z syropem do naleśników na policzku.

Obserwował Brooke siadającą przy pianinie i naciskającą jeden klawisz, potem drugi, a potem powoli przypominającą sobie całą piosenkę.

Obserwował, jak Ivy oddycha, próbując opanować panikę, zamiast schować się w szafie.

Przez dziesięć sekund patrzył, jak Hazel nie patrzy, śmiejąc się z czegoś, co powiedziała Cora.

Pewnego wieczoru, gdy dziewczyny jadły spaghetti, które Nora przygotowała z tego, co znalazła w spiżarni, Jonathan został tam dłużej niż zwykle.

„Chcesz talerz?” zapytała go Hazel.

Zamrugał.

„Ja… ja już jadłem” – skłamał.

Burczenie w jego brzuchu było tak głośne, że bliźniaki zaczęły chichotać.

„Możesz jeść dwa razy” – powiedziała poważnie Lena. „Nora mówi, że niektóre rzeczy wolno jeść dwa razy”.

Nora kaszlnęła, żeby ukryć uśmiech.

„Powiedziałam kilka rzeczy” – wyjaśniła. „Nie cukier”.

Usiadł.

Dziewczyny zrobiły miejsce.

Po raz pierwszy od pogrzebu wszyscy siedzieli przy tym samym stole.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Po co nacierać twarz pomidorami? Korzyści ze spożywania pomidorów dla skóry.

3. Oczyszczanie skóry: Pomidory mają właściwości oczyszczające i detoksykujące, które pomagają usuwać zanieczyszczenia z porów. Dlatego stosowanie pomidorów na twarz ...

Jajka w sosie musztardowym mogłabym jeść codziennie

Łączenie składników: Obrane jajka kroimy na połówki lub ćwiartki, układamy na talerzu, a następnie polewamy je przygotowanym sosem musztardowym. Można ...

SŁYNNY deser, który doprowadza świat do szaleństwa: śnieżne pierożki w sosie waniliowym!

Wygląd: Schneenockerl dosłownie oznacza „śnieżne kluski”. Są to lekkie i przewiewne kluski zrobione ze słodzonych białek jaj, przypominające puszyste chmury ...

Leave a Comment