„Nie przyszedłeś tu, żeby cię widziano” – powiedział. „Wieści i tak będą próbowały cię zobaczyć”.
„Zamiast tego niech spojrzy na program”.
„Zamierzam”. Zrobił pauzę. „Co zrobisz, kiedy to się skończy?”
„Będę jechać na północ, aż zapach paliwa lotniczego stanie się tylko plotką” – powiedziała. „Znajdę jakąś knajpkę, gdzie kawa będzie gorsza niż ta, a kelnerka będzie mówić do mnie „kochanie”, nie próbując mi niczego sprzedać. Będę spać”.
„To jest plan” – powiedział. „Donovan chce ci coś powiedzieć, zanim znów staniesz się plotką”.
Donovan podszedł jak człowiek, który wyćwiczył prostotę. A to znaczyło, że zamierzał być szczery.
„Myliłem się” – powiedział. „Nie tylko dziś rano. Sposób, w jaki noszę autorytet, który powstrzymuje to miejsce przed rozpadem – posługiwałem się nim jak stemplem, a nie wagą. Przepraszam”.
„Okej” powiedziała Luella.
Zmarszczył brwi, po czym zrozumiał i skinął głową. „Dobrze”.
„Pozbądź się tego nawyku” – powiedziała. „To są przeprosiny”.
„Tak, proszę pani.”
Wyszedł zanim zdążył wygłosić przemówienie.
W tym kontekście „ukończenie studiów” to słowo o czterdziestu siedmiu znaczeniach, z których większość ma charakter tymczasowy. Nikt nie przybił trójzębu po siedemdziesięciu dwóch godzinach. To nastąpi, być może, po drodze tak długiej, że czasami zataczała koło. Tej nocy kandydaci zasnęli. Co w niektórych walutach jest równoznaczne z byciem bogatym.
Rano Emily, kulejąc, weszła do mesy z koleżanką z drużyny o kulach, z kostką owiniętą jak obietnica. W stołówce panował szum. Sól zaschła, biała, swędząca, na przedramionach. Ktoś nadział się na dodatkowy bekon i był nowo wybranym urzędnikiem w bieżącej mikropolityce.
Luella wzięła kawę na zewnątrz i usiadła na ławce w zacienionym miejscu, które nie dawało żadnych efektów. Emily znalazła ją tam, bo zrozumiała, że tam, gdzie jest cień, jest grawitacja.
„Chciałam zapytać” – powiedziała Emily. „To zdjęcie… to przy łodzi Chinook. Mówiłeś, że nie będziesz opowiadał historii. Ale chyba już to zrobiłeś”.
Luella spojrzała na wodę, która miała dość rozsądku, żeby nie oglądać się za siebie. „Mieliśmy wyciągnąć mężczyznę przed świtem” – powiedziała. „Wyciągnęliśmy rodzinę. Mężczyzna już nas nie potrzebował. Nasz QRF utworzył krater na zboczu wzgórza, żeby utrzymać przewagę. To był tylko jeden poranek, który wydawał się trwać sto lat”.
„Myślisz o tym… każdego dnia?”
„Nie” – Luella uśmiechnęła się bez cienia humoru. „Ale są dni, kiedy myślisz o mnie”.
Emily skinęła głową, jakby dostała coś ciężkiego i zastanawiała się, czy może to zatrzymać. „Kiedy byłam mała, mój tata… nigdy mi nie mówił, co robi. Wiedziałam, że odchodził i wracał, a czasami mało spał. Nauczyłam się nie pytać. Niepytanie wydawało się oznaką uczciwości”.
„Tak było” – powiedziała Luella. „Nadal tak jest”.
„To dlaczego chcę wiedzieć wszystko teraz?” – zapytała Emily, głosem szeptem w miejscu, gdzie szepty były szanowane. „Dlaczego brak wiedzy wydaje się złem, które trzeba naprawić?”
„Bo zaraz wejdziesz do pokoju, którego on nigdy ci nie pozwolił zobaczyć” – powiedziała Luella. „A ciemność sama się broni”.
„Co wygrywa?”
„Światło” – powiedziała Luella. „Kiedy jest cicho. Kiedy jest stabilnie. Kiedy nie potrzebuje oklasków”.
Emily patrzyła na ocean, aż obraz się rozmazał. „Dziękuję, proszę pani”.
„Idź zjeść bekon” – powiedziała Luella.
Papierkowa robota to grupa krwi Marynarki Wojennej. Patterson zbierała podpisy z kont, które nie miały prawa istnieć, i osobiście dostarczyła kopię raportu Morrison, która przeczytała go, nie ruszając twarzą.
„Zapytają cię, dlaczego zaufałeś duchowi” – powiedziała w końcu.
„Nie ufałem duchowi” – powiedział Patterson. „Ufałem wynikowi i zaufałem grupie ludzi, którzy nigdy nie pozwoliliby duchowi wymknąć się spod kontroli”.
Położyła papiery pod kątem prostym. „Dwa stany na północ od niej otwiera się dowództwo. Dowództwo szkoleniowe. Nosiłbyś więcej złota. Siedziałeś na spotkaniach, na których rozmawia się o spotkaniach”.
„Robiłem gorsze rzeczy” – powiedział bez uśmiechu.
„Będziesz w tym dobry” – powiedziała. „Powiedz „tak”.
Tak zrobił, ponieważ czasami sposobem na ochronę jakiegoś miejsca jest zdobycie autorytetu, który ochroni je z większej odległości.
Wychodząc, Morrison zatrzymała się przy Luelli, nie robiąc przy tym żadnej ceremonii.
„Zawsze byłeś drobiazgowy” – powiedziała. „Celność drobiazgową trudno promować, ale łatwo ją uszanować”.
„O nic się nie ubiegam, proszę pani.”
„Dobrze” – powiedział Morrison i na tym poprzestał.
W dniu, w którym Luella miała wyjechać, baza zrobiła to, co bazy robią, gdy odchodzi ktoś ważny: nic nie ujawniono. Ludzie, którzy ją znali, znaleźli ją w miejscach, w których wiedzieli, że będzie – w rogu młyna, na skraju wału nabrzeżnego, na parkingu w cieniu zdemontowanej palmy, gdzie jej Civic wyglądał jak weteran innej kampanii.
Patterson uścisnęła jej dłoń, jakby nie było to pożegnanie, ale obopólne przyrzeczenie podtrzymania ich w pamięci. Donovan powiedział „proszę pani” i powiedział to szczerze, bez cienia udawania. Administracji cywilnej nie było widać, bo skrucha rzadko lubi przebywać na zewnątrz, gdy świeci słońce.
Komendant Brennan podszedł z małym tekturowym pudełkiem. „Chciała, żebyś to dostał” – powiedział, a Luella wzięła pudełko, nie pytając, kim jest, bo rodzina Brennanów miała tylko jedno „ona”, które się tu liczyło.
W środku, pod fałdą chusteczki, leżał plaster – głupia rzecz według standardów ludzi, którzy liczą plastry – i notatka napisana kanciastym charakterem pisma, który nauczył się trzymać proste linie, nawet gdy ręka jest zmęczona: DZIĘKUJEMY, ŻE ZOBACZYŁEŚ TO, CO WIDZIAŁEŚ. —EB
Luella schowała naszywkę do kieszeni kurtki razem z trójzębem i poczuła, jak dwa małe ciężarki kłócą się o to, czym jest wdzięczność.
„Powiedz jej, żeby obłożyła lodem” – powiedziała.
„Ona się obija” – powiedział Brennan. „Czyta też mapy, jakby to były powieści”.
„Dobrze” – powiedziała Luella. „Powieści pozwalają ci pozostać człowiekiem”.
Zawahał się. „Proszę pani, kiedy powiedziała mi pani, żebym był lustrem, a nie dywanem – byłem jednym i drugim. Chciałbym być pierwszy”.
„Więc zacznij od mówienia jej prawdy, kiedy jest mała” – powiedziała Luella. „Żeby nie była obca, kiedy jest duża”.
Skinął głową i pożegnał się.
Luella wślizgnęła się za kierownicę i pozwoliła Civicowi kaszlnąć i ożyć. Brama bazy otworzyła się, a droga zrobiła to, co robią drogi: oferowała dystans jako usługę. Coronado cofał się w lusterku wstecznym, aż most uniósł ją na grzbiet miasta.
Jechała na północ. Ocean dotrzymywał jej kroku, aż w końcu przestał. Ruch uliczny stał się problemem innych ludzi. Zatrzymała się w barze z popękanym czerwonym winylem i ekspresem do kawy napełnionym przez kogoś, kto nie lubił kawy.
Kelnerka zwracała się do niej per „kochanie”. Kawa była o rząd wielkości gorsza od kawy bazowej, co byłoby śmieszne, gdyby nie było takim osiągnięciem.
Luella i tak wypiła, bo pozostawienie czegoś niedobrego niewypitego byłoby niegrzeczne wobec drogi.


Yo Make również polubił
Na lotnisku moja siostra uderzyła mnie w twarz przed wszystkimi pasażerami przed naszym wyjazdem na Hawaje. Moi rodzice od razu zrzucili winę na mnie – zawsze była ich złotym dzieckiem. Nie wiedzieli, że zapłaciłem za całą podróż. Więc po cichu anulowałem ich bilety i odszedłem. To, co się stało później, zszokowało wszystkich…
„Stój! Nie pij tego – to trucizna!” krzyknął bezdomny, a miliarder zamarł z kieliszkiem w dłoni.
Powiedzieli: „Zostań w poczekalni na lotnisku, babciu — wrócimy po ciebie po odprawie”. Ale czekałam osiem godzin.
Bułki z makiem: pyszny dodatek do każdego posiłku