Z okazji ukończenia szkoły rodzice wręczyli mi list z oświadczeniem o wydziedziczeniu; „Od nas wszystkich” – ogłosiła mama w restauracji; moja siostra nagrała moją reakcję na potrzeby ich występu; podziękowałem im, wziąłem papiery i wyszedłem; nie mieli pojęcia, co już zrobiłem… – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Z okazji ukończenia szkoły rodzice wręczyli mi list z oświadczeniem o wydziedziczeniu; „Od nas wszystkich” – ogłosiła mama w restauracji; moja siostra nagrała moją reakcję na potrzeby ich występu; podziękowałem im, wziąłem papiery i wyszedłem; nie mieli pojęcia, co już zrobiłem…

 

„Vivien, myślisz, że jesteś taka mądra?” syknęła Miranda, kiedy odebrałam. „Wychodząc w ten sposób. Właśnie udowodniłaś wszystko, co o tobie mówili. Jesteś niewdzięczna. Masz pretensje. Myślisz, że dasz sobie radę sama? Nie masz pojęcia, jak działa prawdziwy świat. Wrócisz na kolanach za sześć miesięcy. Zobaczysz, jak ciężko jest bez pieniędzy tatusia. Bez nazwiska jesteś nikim bez nas”.

„Prawdopodobnie masz rację” – powiedziałam łagodnie, składając sweter. „Chyba zobaczymy”.

„Mirando, rozłączam się. Powodzenia z cabaną.”

Rozłączyłem się i zablokowałem jej numer. Potem numer mojej matki. Potem mojego ojca. Czyste zerwanie.

Przyjąłem już posadę w Morrison and Associates, prestiżowej firmie w San Francisco. Moja początkowa pensja wynosiła dwieście tysięcy dolarów rocznie, co byłoby wystarczające, żeby przeżyć, ale miałem inne plany.

Następnego ranka spotkałem się z agentem nieruchomości. Po południu złożyłem ofertę na penthouse w Pacific Heights. Oferta gotówkowa, bez żadnych warunków. Trzy sypialnie, widok na zatokę, miejsce parkingowe na dwa samochody. Sprzedający zaakceptował ofertę od razu.

Kupiłem meble – nie te antyczne, przesadzone, które lubiła moja matka, ale nowoczesne, wygodne, które naprawdę mi się podobały. Zatrudniłem dekoratora, który rozumiał minimalizm: czyste linie, otwarte przestrzenie, okna wpuszczające światło.

Dwa tygodnie po kolacji w Romano’s dostałem e-mail od Mirandy. W temacie wiadomości brzmiał: „Mam nadzieję, że cieszysz się swoją niezależnością”. W środku znajdowało się grupowe zdjęcie ze spotkania rodzinnego, na które mnie nie zaproszono: Claudia, Raymond, Miranda, Quentyn, wujek Preston, ciocia Sylvia i około dwudziestu innych krewnych w klubie wiejskim. Wszyscy się uśmiechali, wznosząc kieliszki szampana.

Wiadomość poniżej brzmiała: „Nie martw się, nie tęsknimy za tobą. Rodzinne świętowanie bez zbędnego balastu. Buziaki”.

Usunąłem wiadomość i nie odpowiedziałem, ale wykonałem jeden telefon.

„Profesorze Jennings, to ja. Jestem gotowy założyć kancelarię. Rozmawialiśmy o tym na ostatnim roku studiów – butikową kancelarię prawną specjalizującą się w obsłudze startupów technologicznych i rozwijających się firm”.

Profesor Jennings byłaby starszym partnerem, wnosząc swoje dziesięciolecia doświadczenia i reputację. Ja byłbym młodszym partnerem, wnosząc energię, kontakty w świecie startupów i znaczny kapitał, który pozwoliłby nam ruszyć z miejsca.

Rozmowa trwała trzy godziny. Omówiliśmy przestrzeń biurową, strategię rekrutacyjną i typy klientów, których chcieliśmy pozyskać. Profesor Jennings od lat planowała odejście z uczelni, czekając na odpowiednią okazję.

To było wszystko.

„Muszę dokończyć semestr” – powiedziała. „Powiadom szkołę z odpowiednim wyprzedzeniem. Ale w sierpniu będę twoja”.

„Sierpień jest idealny” – powiedziałem. „To daje mi czas na załatwienie spraw logistycznych”.

„Jesteś pewien co do inwestycji kapitałowej?” zapytała. „Założenie firmy nie jest tanie, zwłaszcza w San Francisco”.

„Jestem pewien. Mam dostęp do funduszy, które pokryją nasze wydatki przez co najmniej pierwsze dwa lata, nawet jeśli nie uda nam się pozyskać ani jednego klienta”.

Przez chwilę milczała.

„Vivien” – powiedziała – „znam cię już od trzech lat. Ani razu nie wspomniałaś, że masz tyle pieniędzy”.

„Zasłużyłem na to” – powiedziałem. „I bardzo uważałem, kto wie”.

Zatrzymałem się. „Moja rodzina uważa mnie za kolejnego partnera, który ma problemy. Chciałbym, żeby tak zostało”.

„Twój sekret jest u mnie bezpieczny” – powiedziała, a potem dodała: „Chociaż podejrzewam, że sekret ten nie potrwa długo, gdy tylko otworzymy drzwi i ludzie zobaczą, do czego jesteś zdolny”.

Firma stała się moją obsesją w ciągu kolejnych kilku miesięcy. Znalazłem biuro w dzielnicy finansowej – narożny lokal na dwudziestym piętrze z widokiem na most Bay Bridge. Umowa najmu była droga, ale lokalizacja miała znaczenie w tym biznesie. Klienci musieli czuć, że współpracują z poważnymi profesjonalistami, a nie z dziećmi bawiącymi się w prawników w piwnicznym biurze.

Zatrudniłem projektanta wnętrz, który zrozumiał, czego oczekuję: profesjonalizmu, ale nie sztywnych; nowoczesnych, ale nie modnych. Przestrzeni, w której dwudziestopięcioletni założyciel firmy technologicznej w bluzie z kapturem czułby się równie komfortowo, co pięćdziesięcioletni dyrektor w trzyczęściowym garniturze.

Kupiliśmy meble, które miały przetrwać. Zbudowaliśmy regały na książki prawnicze na zamówienie. Zainstalowaliśmy salę konferencyjną z możliwością wyświetlania wideo i ekranem, na którym można było wyświetlać prezentacje. Mój gabinet był skromny, mniejszy niż narożny gabinet profesora Jenningsa, ale miał wszystko, czego potrzebowałem: biurko z wystarczającą powierzchnią do rozłożenia dokumentów, wygodne krzesła do spotkań z klientami i kredens, na którym trzymałem akta bieżących spraw.

Proces rekrutacji był intensywny. Potrzebowaliśmy współpracowników, którzy byliby błyskotliwi, ale nie aroganccy, pracowici, ale nie wypaleni – ludzi, którzy rozumieli, że budujemy coś innego niż tradycyjny model dużej kancelarii prawnej.

Przeprowadziliśmy rozmowy z kilkudziesięcioma kandydatami, zanim znaleźliśmy dwóch, którzy spełniali nasze kryteria: Grace Feldman, niedawną absolwentkę Berkeley, mającą talent do negocjacji kontraktów, i Jamesa Parka, który spędził trzy lata w firmie korporacyjnej, zanim zdecydował, że woli pracować w start-upach, a nie w konglomeratach.

Potem był marketing. Nie mogliśmy po prostu wywiesić szyldu i liczyć na to, że klienci się pojawią. Skontaktowałem się z każdym kontaktem, jaki nawiązałem w latach pracy jako konsultant. Marcus Chen z Data Stream został nieoficjalnym ambasadorem, polecając nas innym założycielom w swojej sieci kontaktów. Profesor Jennings wykorzystał nasze kontakty akademickie, pozyskując ugruntowane firmy, które potrzebowały specjalistycznej wiedzy.

Pisaliśmy artykuły do ​​czasopism prawniczych, pozycjonując się jako liderzy opinii w dziedzinie prawa technologicznego. Dopracowanie strony zajęło tygodnie: przejrzysty projekt, studia przypadków, które prezentowały naszą wiedzę specjalistyczną bez naruszania poufności klienta, biografie, które podkreślały nasze kwalifikacje, ale nie brzmiały pretensjonalnie. Chcieliśmy prezentować kompetencję i dostępność w równym stopniu.

Kancelaria Jennings Legal Partners otworzyła działalność we wtorek w listopadzie, dokładnie sześć miesięcy po kolacji w Romano’s. O godzinie 17:00 wypiliśmy szampana w sali konferencyjnej – tylko we czworo. Bez wielkiej imprezy, bez komunikatu prasowego. Wznieśliśmy toast za przyszłość i wróciliśmy do pracy.

Pierwszy miesiąc był powolny. Spodziewaliśmy się tego. Budowanie reputacji wymaga czasu, zwłaszcza gdy konkuruje się z uznanymi firmami z wieloletnią tradycją. Ale mieliśmy cierpliwość i wystarczająco dużo kapitału, aby przetrwać okres przestoju.

We wrześniu pojawił się nasz pierwszy duży klient – ​​startup biotechnologiczny, który potrzebował pomocy w poruszaniu się po przepisach FDA i prawie patentowym. To było dokładnie takie złożone i interesujące zlecenie, jakiego potrzebowaliśmy. Grace przejęła nadzór nad wnioskami patentowymi, a ja zajmowałem się strukturą korporacyjną.

Sprawa trwała cztery miesiące i zakończyła się sukcesem w postaci wprowadzenia produktu na rynek oraz pozyskaniem bardzo zadowolonego klienta, który polecił nam trzy inne firmy. W grudniu mieliśmy już stały strumień zleceń. Rozeszła się wieść, że Jennings Legal Partners osiąga rezultaty bez rozdętych rachunków i biurokratycznych koszmarów, charakterystycznych dla większych firm.

Byliśmy responsywni, kreatywni i naprawdę zależało nam na sukcesie naszych klientów, wykraczającym poza ramy godzin rozliczeniowych. Pracowałem po dwanaście godzin dziennie i kochałem każdą minutę. To było moje w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie było – nie było mi dane, nie oczekiwano, nie było obowiązkowe.

Zbudowany od podstaw dzięki inteligencji, ciężkiej pracy i strategicznemu planowaniu.

Utrzymywaliśmy małą i selektywną firmę. Przyjmowaliśmy tylko klientów, w których wierzyliśmy, firmy, które robiły coś innowacyjnego. Nasza reputacja rosła szybko. Pod koniec pierwszego roku mieliśmy już listę oczekujących.

Nigdy o tym nie pisałem w mediach społecznościowych. Nigdy nie wysyłałem ogłoszeń. Pozwoliłem rodzinie myśleć, że mam problemy w jakiejś dużej firmie, pracując po sto godzin tygodniowo dla partnerów, którzy nie znają mojego imienia.

Osiemnaście miesięcy po kolacji w Romano’s, piłem kawę z potencjalnym klientem w dzielnicy finansowej, gdy usłyszałem znajome głosy. Podniosłem wzrok i zobaczyłem moich rodziców wchodzących do tej samej kawiarni, pogrążonych w rozmowie z mężczyzną w drogim garniturze.

Claudia zobaczyła mnie pierwsza. Jej usta lekko się otworzyły, a potem zacisnęły w cienką linię. Raymond podążył za jej wzrokiem, a jego wyraz twarzy ochłonął. Nie mogli mnie uniknąć. Kawiarnia była mała, a ja siedziałem przy wejściu.

„Witaj, Mamo. Tato.”

Claudia zapytała sztywno: „Vivien. Co tu robisz?”

„Spotkanie z klientem” – powiedziałem, wskazując na puste krzesło naprzeciwko mnie. „Spóźnia się”.

„Widzę, że nadal…” Raymond urwał i zaczął mi się przyglądać.

Mój garnitur był designerski – subtelny, ale drogi. Zegarek to Cartier, którego kupiłem sobie w dniu, w którym firma osiągnęła pierwszy zysk.

„Pracujesz?” zapytała Claudia.

„Tak” – powiedziałem. „Wszystko idzie dobrze”.

Nie rozwinąłem tematu.

„Nadal pracujesz w tej dużej firmie?” – zapytała. „Morrison coś tam?”

„Nie” – powiedziałem. „Właściwie wyjechałem jakiś rok temu”.

Ich twarze się zmieniły. Błysk satysfakcji.

Oto nadszedł ten moment, myśleli – moment, w którym przyzna się do porażki, moment, w którym poprosi o pomoc.

„Założyłam własną praktykę” – kontynuowałem płynnie. „Okazało się, że odniosła spory sukces”.

„Własna praktyka?” – ton Raymonda był sceptyczny. „To wymaga kapitału. Koneksji. Doświadczenia”.

„Tak” – odpowiedziałem z uśmiechem. „Zgadza się. Na szczęście miałem wszystkie trzy”.

Wtedy wszedł mój klient, oszczędzając mi dalszej rozmowy.

Blake Morrison, dyrektor generalny Tech Forward, firmy wycenianej na trzy miliardy dolarów.

Był młody, błyskotliwy i niezwykle lojalny wobec nielicznych osób, którym ufał. Zajmowałem się strukturą prawną jego firmy od samego początku.

„Vivien” – powiedział, przechodząc przez kawiarnię szybkimi krokami z wyciągniętą ręką. „Przepraszam za spóźnienie. Zebranie zarządu się przeciągnęło”.

Wstałem i uścisnąłem mu dłoń. „Nie ma problemu, Blake. Zajmijmy ten stolik w rogu”.

Przechodząc obok moich rodziców, zobaczyłem ich twarze – narastało we mnie poczucie rozpoznania. Blake Morrison regularnie pojawiał się w Forbesie i TechCrunchu. Wszyscy w środowisku biznesowym Bay Area wiedzieli, kim był.

Nie oglądałem się za siebie.

W ciągu następnego roku firma się rozrosła. Podejmowaliśmy się większych klientów, bardziej złożonych spraw. Profesor Jennings i ja tworzyliśmy idealny zespół. Ona radziła sobie z dramatami sądowymi, kiedy było to potrzebne. Ja zajmowałem się negocjacjami, umowami i zawiłymi strukturami prawnymi, które chroniły innowacje naszych klientów.

Kupiłem drugą nieruchomość w Napa Valley, winnicę, w której zakochałem się podczas weekendowego wypadu. Stała się moim azylem, miejscem, do którego jechałem, gdy w mieście robiło się zbyt tłoczno.

A potem, dwa i pół roku po kolacji u Romano, zadzwonił do mnie Quentyn.

„Vivien, to ja” – powiedział. „Proszę, nie rozłączaj się”.

Prawie to zrobiłam, ale coś w jego głosie mnie powstrzymało. „Czego chcesz?”

„Muszę z tobą porozmawiać osobiście” – powiedział. „To ważne”.

„Quentyn, nie interesuje mnie…”

„Chodzi o twoją rodzinę” – wtrącił. „Proszę. Daj mi tylko godzinę”.

Spotkaliśmy się w neutralnym miejscu, w restauracji w Oakland. Quentyn wyglądał na zmęczonego, starszego niż jego trzydzieści dwa lata. Jego zawsze promienny uśmiech zniknął.

„Miranda i ja się rozwodzimy” – powiedział bez wstępu. „Sfinalizujemy to za trzy miesiące”.

„Przepraszam” – powiedziałem automatycznie.

Pokręcił głową. „Nie bądź. Powinienem był to zrobić lata temu”.

Wziął głęboki oddech. „Twoja rodzina ma kłopoty, Vivien. Kłopoty finansowe”.

Odstawiłem szklankę z wodą. „Jakie kłopoty?”

„Twój ojciec popełnił kilka nietrafionych inwestycji jakieś dwa lata temu” – powiedział. „Mniej więcej w czasie, kiedy odszedłeś. Włożył ogromny kapitał w transakcję deweloperską, która upadła. Potem próbował odrobić straty na giełdzie. Zły moment. Jeszcze gorsze decyzje”.

„Jak źle?”

„Stracą dom” – powiedział. „Członkostwo w klubie już przepadło. Twoja matka sprzedała większość swojej biżuterii w zeszłym miesiącu. Starają się zachować pozory, ale ludzie zaczynają to zauważać”.

Przetworzyłem to. „Dlaczego mi to mówisz?”

„Bo Miranda mówiła o tym, żeby się z tobą skontaktować” – powiedział. „Myśli, że pomożesz. Twoja matka też. Pytają mnie, ile możesz być wart, czy nadal jesteś w Morrison, czy wiem, gdzie mieszkasz”.

„I powiedziałeś im?”

„Powiedziałem im, że nie mam z tobą kontaktu” – powiedział – „co było prawdą aż do dzisiaj”.

Pochylił się do przodu. „Vivien, przyjdą do ciebie i będą się zachowywać, jakby ostatnie dwa i pół roku w ogóle się nie wydarzyło. Jakby nie wydziedziczyli cię w restauracji, kiedy Miranda filmowała to dla rozrywki. Będą oczekiwać, że to naprawisz”.

„Co twoim zdaniem powinienem zrobić?” zapytałem.

„To nie moja decyzja” – powiedział. „Po prostu uznałem, że zasługujesz na ostrzeżenie”.

Wstał, żeby wyjść, ale zamilkł. „Jeśli to cokolwiek znaczy, zawsze byłeś najlepszy z nich. Jedyny, który naprawdę na coś zasłużył. Przepraszam, że nigdy tego nie powiedziałem, kiedy to miało znaczenie”.

Zostawił mnie tam siedzącą i myślącą.

Telefon odebrałem dwa tygodnie później.

„Vivien” – powiedziała Claudia jasnym, sztucznym głosem – „kochanie, minęło stanowczo za dużo czasu. Musimy się spotkać na lunch. Mam tyle do nadrobienia”.

„Jestem bardzo zajęty, mamo” – powiedziałem.

„Oczywiście, że tak. Ale na pewno znajdziesz godzinę dla swojej mamy. Mogłybyśmy się spotkać w tej uroczej kawiarni, którą lubiłaś – tej, w której na ciebie wpadłyśmy. Kiedy to było? Rok temu. Wyglądałaś tak dobrze.”

„Czego chcesz, Claudio?”

Cisza. Nienawidziła, kiedy mówiłem jej po imieniu.

„Chcę zobaczyć moją córkę” – powiedziała w końcu. „Czy to aż tak źle?”

„Wyrzekłaś się mnie” – powiedziałam. „Kazałaś prawnikom sporządzić dokumenty, które miały mnie usunąć z rodziny. Dałaś jasno do zrozumienia, że ​​jestem rozczarowaniem, ciężarem. Bezużytecznym balastem, według maila Mirandy. Co dokładnie się zmieniło, Claudio?”

„To było… myśleliśmy, że robimy to, co dla ciebie najlepsze” – powiedziała.

„Nauczyłeś mnie niezależności, wyrzekając się mnie podczas kolacji z okazji ukończenia szkoły, podczas gdy Miranda to nagrywała?”

„Twoja siostra po prostu…”

„Ona nie miała nic złego na myśli.”

„Czego właściwie chcesz, mamo?”

Kolejna pauza. Kiedy znów się odezwała, sztuczna jasność zniknęła.

„Musimy porozmawiać o finansach rodzinnych” – powiedziała. „Twój ojciec i ja mieliśmy pewne niepowodzenia i pomyśleliśmy, że może mógłbyś nam pomóc. Jako prawnik musisz rozumieć inwestycje i struktury finansowe. Przydałaby nam się twoja wiedza”.

„Moja specjalizacja?”

„Tak. I może trochę tymczasowej pomocy, dopóki nie zrestrukturyzujemy pewnych rzeczy. Jesteśmy rodziną, Vivien. Rodzina pomaga sobie nawzajem.”

Pozwalam ciszy się przedłużać.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

NAJSILNIEJSZE ZIOŁO, KTÓRE NISZCZY PASOŻYTY, ZAKAŻENIA DRÓG MOCZOWYCH I PĘCHERZA, WIRUSY OPRYSZCZKI I GRYPY

Kilka kropli olejku z oregano rozcieńczonych w oleju nośnikowym lub wodzie, przyjmowanych przez 7–10 dni, może pomóc w walce z ...

4 niezbędne wskazówki dotyczące pielęgnacji drzewa jadeitowego, aby służyło przez wiele lat

drzewo jadeitowe Drzewo jadeitowe – Źródło: spm Po kwitnieniu zaleca się przycięcie drzewa jadeitowego. Skorzystaj z okazji, aby usunąć stare ...

Kubeczki z czekoladą i masłem orzechowym: pyszne i gotowe z zaledwie 3 składników!

Montaż kubków: Przygotuj foremki czekoladowe lub foremki na mini muffinki. Do każdej filiżanki wlać łyżeczkę roztopionej czekolady i przechylić kubki ...

Leave a Comment