Część 4
Pierwszy znak, że sprawy zaczynają się komplikować szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał, pojawił się w południe, gdy mój telefon zawibrował, informując o pojedynczej wiadomości od Owena.
Powinieneś zejść tutaj.
Nic więcej. Żadnych szczegółów. Żadnych wyjaśnień.
Co oznaczało, że było źle.
Złapałem płaszcz, zamknąłem za sobą drzwi domku i pojechałem górską drogą w kierunku biur Hale. Niebo było szare i ciężkie, zwiastując burzę, która jeszcze się nie rozpętała. Sosny rozmywały się za moimi oknami, gdy opony syczały na płatach na wpół zamarzniętego śniegu.
Kiedy dotarłem na obrzeża miasta, ściskało mnie w piersi, a puls dudnił w gardle. Część mnie wciąż liczyła, że ojciec znajdzie sposób, żeby się z tego wyplątać. Zawsze tak było. Zawsze wymykał się lukom, wygładzał sytuację, przekuwał kłamstwa w jedwabne wstążki.
Ale coś mi mówiło, że tym razem będzie inaczej.
Parking był pełny – zbyt pełny. Wzdłuż zewnętrznego rzędu stały wozy transmisyjne, anteny satelitarne skierowane w zimowe niebo niczym metalowe kwiaty. Lokalni dziennikarze stali za statywami, ćwicząc kwestie do mikrofonów z wyszytymi logo stacji.
Poczułem ucisk w żołądku.
Nie był to już zwykły audyt.
To było widowisko.
Zaparkowałem z tyłu, naciągnąłem kaptur i ruszyłem w stronę bocznego wejścia. Reporterzy nie znali mnie ani z imienia, ani z twarzy.
Jeszcze nie.
I chciałem, żeby tak pozostało.
W holu panowała szalona energia. Pracownicy tłoczyli się w małych grupkach, szepcząc nerwowo. Niektórzy płakali. Inni chodzili w tę i z powrotem. W recepcji bez przerwy dzwoniły telefony.
Pośrodku tego chaosu siedziała moja siostra, ubrana w pudroworóżowy płaszcz z futerkowym wykończeniem i z rozmazanym tuszem do rzęs spływającym po policzkach.
Zauważyła mnie od razu i niemal zerwała się na równe nogi.
„Marissa, dzięki Bogu!” – krzyknęła, rzucając się na mnie. „Musisz ich powstrzymać. Musisz im powiedzieć, że to wszystko nieporozumienie”.
Spojrzałem na nią oszołomiony jej bezczelnością.
„Nieporozumienie? Jenna, są tu, bo firma jest objęta dochodzeniem”.
Z jej gardła wyrwał się szloch.
„Tata jest w swoim biurze. On tam szaleje. Właśnie powiedzieli mu, że jego konta są zamrożone i… i zadają mu pytania, jakby był jakimś przestępcą”.
„Fałszował dokumenty” – powiedziałem chłodno. „To przestępstwo”.
Jennie opadła szczęka.
„Jak możesz tak mówić? Jak możesz w ogóle patrzeć na niego w ten sposób? To twój ojciec.”
Zdjąłem kaptur i spojrzałem jej prosto w oczy.
„Próbował mnie wymazać, żebyś ty mógł zająć moje miejsce. To nie jest bycie ojcem. To nieuczciwość”.
Jej wyraz twarzy stwardniał.
„To wszystko przez ciebie. Gdybyś nie…”
„Nie” – przerwałem. „To dlatego, że był nieostrożny. A ty mu pomogłeś”.
„Nie pomogłam” – syknęła, szeroko otwierając oczy. „Zrobiłam tylko to, o co prosił”.
„To pomaga” – powiedziałem.
Cofnęła się, jakbym ją uderzył.
Zanim zdążyła się otrząsnąć, drzwi na korytarzu otworzyły się i wyszedł Owen z ponurym wyrazem twarzy. Śledczy podążyli za nim z nieodgadnionymi minami.
Mój puls przyspieszył.
Zauważył mnie i gestem nakazał mi podejść bliżej.
W chwili, gdy zrobiłam krok w jego stronę, Jenna chwyciła mnie za ramię.
„Nie. Nie, nie wejdziesz tam. Nie będziesz z nimi o nas rozmawiać.”
Oderwałem jej palce.
Owen stanął między nami, a jego głos był stalowy.
„Ona idzie ze mną.”
Twarz Jenny skrzywiła się, opadła na krzesło i zaczęła szlochać tak głośno, że słyszało ją całe lobby.
Zignorowałem ją.
Owen zaprowadził mnie korytarzem w stronę sali konferencyjnej.
Spojrzał na mnie przez ramię.
„Przygotuj się. Robi się brzydko.”
„Moja matka?” – zapytałem.
„Jej tu nie ma” – powiedział. „Ale dzwoni bez przerwy. Próbowała wtrącić się na wcześniejsze spotkanie audytorów”.
Westchnąłem.
„Oczywiście, że tak.”
Dotarliśmy do sali konferencyjnej. Przez szklaną ścianę widziałem trzech audytorów siedzących przy stole, przed nimi sterty dokumentów. Na drugim końcu stołu siedział mój ojciec.
Jakoś wydawał się mniejszy, niż zapamiętałem.
Jego ramiona opadły. Włosy były potargane. Krawat poluzowany. Oczy zaczerwienione od gniewu albo niewyspania – a może od obu.
Owen otworzył drzwi. Wszystkie oczy zwróciły się na nas.
Mój ojciec natychmiast wstał i wskazał na mnie drżącą ręką.
„Ty. Ty to zrobiłeś.”
Spokojnie wszedłem do środka.
„Nie, tato” – powiedziałem. „Zrobiłeś to”.
Jedna z audytorek — kobieta w ostrych okularach i jeszcze ostrzejszym spojrzeniu — podniosła rękę.
„Pani Hale, proszę usiąść. Musimy wyjaśnić kilka spraw.”
Głos mojego ojca się załamał.
„Nie potrzebujesz jej. Ona nic nie wie o tym biznesie”.
Audytor nie drgnął.
Wręcz przeciwnie, nazwisko panny Hale pojawia się na wielu dokumentach rzekomo przez nią podpisanych. Biorąc pod uwagę jej twierdzenie, że ich nie podpisała, jest teraz istotnym świadkiem.
Twarz mojego ojca zmieniła kolor z białego na popielatoszary.
Usiadłem. Owen nadal stał przy drzwiach, niczym milczący strażnik.
Główny audytor odchrząknął.
„Pani Hale, czy może pani potwierdzić, czy to jest pani podpis?”
Przesunął dokument po stole.
Było to przeniesienie własności firmy Hale Home and Hardware na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, podpisaną „Marissa Hale” i „Joel Hale”.
Moja szczęka się zacisnęła.
„Nie” – powiedziałem. „To nie moje”.
Kolejny dokument. Umowa pożyczki.
Ten sam podpis.
Jeszcze jeden. Potem jeszcze jeden.
Im bardziej mnie naciskali, tym bardziej mój ojciec się załamywał.
W końcu pękł.
Uderzył pięścią w stół.
„Powiedziała, że mogę podpisać za nią” – krzyknął. „Powiedziała, że to nie ma znaczenia”.
Spojrzałem na niego powoli.
„Nie, nie zrobiłem tego.”
„Nie było cię przy mnie” – krzyknął. „Opuściłeś nas. Porzuciłeś tę rodzinę, a ja musiałem jakoś utrzymać wszystko w ryzach”.
Owenowi zadrżała szczęka.
Audytor uniósł brwi.
„Pani Hale, czy dobrowolnie opuściła pani interes?”
Spojrzałem jej w oczy.
„Zostałam wyrzucona” – powiedziałam. „Ojciec zastąpił mnie moją siostrą. Kiedy zadałam pytania – kiedy zauważyłam, że coś się nie układa – powiedział mi, że jestem uciążliwa. Kiedy kłamstwa przestały wystarczać, próbował mnie wyrzucić prawnie”.
Mój ojciec parsknął śmiechem, który brzmiał żałośnie.
„Byłeś emocjonalny. Dramatyczny. Nie mogłeś poradzić sobie ze stresem.”
„Nie” – powiedziałem cicho. „Dopilnowałem, żeby rachunki były płacone. Utrzymywałem dostawców po naszej stronie. Krytykowałem błędy. Ale ty nie mogłeś znieść, że mnie potrzebujesz”.
Jego oko drgnęło.
Audytorka odchrząknęła.
„Panie Hale, zeznania pańskiej córki są zgodne z nieprawidłowościami, które zidentyfikowaliśmy. Jeśli nie przedstawi pan dokumentacji potwierdzającej jej zgodę, te działania będą stanowić nieautoryzowane transfery”.
Mój ojciec osunął się do przodu, chwytając się oparcia krzesła, jakby potrzebował go, by utrzymać się w pozycji pionowej.
„To się nie dzieje naprawdę” – wyszeptał.
Kobieta kontynuowała.
„Dodatkowo zidentyfikowaliśmy wiele wydatków osobistych odpisanych jako wydatki firmowe. Podróże, pojazdy, biżuteria…”
„Jestem pewien, że jest jakieś wyjaśnienie” – mruknął.
„Nie ma” – odpowiedziała wprost.
Zapadła cisza — miękka, dusząca cisza.
Oczy mojego ojca podniosły się w moją stronę.
Po raz pierwszy nie wyglądał na złego.
Wyglądał na przerażonego.
„Marissa” – wyszeptał. „Napraw to”.
Ścisnęło mnie w gardle.
To był moment, w którym oczekiwał, że znów stanę się jego córką – osobą naprawiającą, rozwiązującą problemy, cichą i posłuszną, która rozwiąże każdy problem, który stworzy.
Ale tej dziewczyny już nie było.
„Nie mogę tego naprawić” – powiedziałem cicho. „I nawet gdybym mógł, nie zrobiłbym tego”.
Zatoczył się do tyłu, jakby ziemia zapadła się pod nim.
„Proszę” – wychrypiał. „Wszystko, co zbudowałem…”
„Nie zbudowałeś tego sam” – powiedziałem. „I nie możesz niszczyć ludzi, którzy ci pomogli”.
Przyłożył drżącą dłoń do czoła.
„Nie planowałem, że zajdzie tak daleko”.
„Ale tak się stało” – wyszeptałem.
Audytorzy wznowili swoje pytania. Mój ojciec odpowiadał łamiącym się głosem, gdy cały fundament mojego dzieciństwa zawalił się pod ciężarem jego własnych decyzji.
Po godzinie audytorzy ogłosili przerwę. Wyszli na korytarz, ich głosy były niskie i kliniczne.
Mój ojciec pozostał na swoim miejscu, patrząc pustym wzrokiem na stół.
Wstałem powoli. Nie podniósł wzroku.
Podszedłem do drzwi, zatrzymując się tylko na chwilę, by wypowiedzieć ostatnią prawdę, jaką musiał usłyszeć.
„Zasługiwałem na coś lepszego niż to, co mi dałeś.”
Nie odpowiedział.
Wyszliśmy na zewnątrz, a Owen zamknął za nami drzwi.
„Jak się trzymasz?” zapytał.
Drżąco wypuściłam powietrze.
“Nie jestem pewien.”
„Więc to jest twoje przypomnienie” – powiedział cicho. „Sam sobie to zrobił”.
Skinąłem głową.
Ale w głębi duszy wiedziałem, że to nie koniec.
Audyt był dopiero początkiem.
Prawdziwa burza dopiero nadchodziła.
Kiedy opuszczałem salę konferencyjną, śnieg padał coraz mocniej. Grube płatki zbierały się na parapetach, zamieniając parking w białą plamę.
W budynku zrobiło się zimniej, jakby ciepło uciekło przez szczeliny powstałe podczas audytu.
Rozmowy ucichły, w powietrzu unosiły się nuty napięcia, strachu i dezorientacji.
Szedłem z Owenem w stronę pustego biura, żebyśmy mogli porozmawiać w cztery oczy. Ale zanim dotarliśmy do drzwi, ktoś nagle wstał z ławki na korytarzu.
„Marissa.”
Zamarłem.
To był Ethan.
Wyglądał zupełnie nie na miejscu w tym chaosie – drogi płaszcz, idealnie ułożone włosy, ta nienaganna pewność siebie, którą zawsze nosił jak drugi garnitur. Ale w jego oczach pojawiło się coś nowego.
Martwić się.
Wahanie.
Owen obok mnie zesztywniał, ale ja lekko uniosłem rękę, dając mu znak, żeby dał mi chwilę.
Ethan podszedł bliżej i zniżył głos.
„Przyszedłem, jak tylko usłyszałem. Na początku nie wierzyłem.”
Jego wzrok powędrował poza moje pole widzenia w stronę sali konferencyjnej.
„Czy jest naprawdę tak źle?”
Skrzyżowałem ramiona.
„Gorzej” – powiedziałem.
Gwałtownie wciągnął powietrze.
„Twoja matka dzwoniła do mnie wczoraj wieczorem. Powiedziała, że śledczy niesłusznie obrali sobie za cel twojego ojca. Że ktoś go wrobił”.
Moja szczęka się zacisnęła.
Oczywiście, że tak.
Zawahał się.
„Powiedziała, że miałeś z tym coś wspólnego.”
Oczywiście, że tak.
Wypuścił powietrze, po czym spojrzał na mnie z czymś w rodzaju żalu.
„Nie wierzyłem jej” – powiedział. „Nie po tym wszystkim, co o tobie wiem”.
Poczułem ukłucie bólu — niespodziewane i niepożądane.
Ethan był kiedyś częścią mojego życia, lata temu, zanim zerwał ze mną, bo moja rodzina nie miała takiego rodowodu, jaki akceptowali jego rodzice. Zanim wybrał ich oczekiwania ponad to, co mieliśmy.
Ale teraz nie miało to żadnego znaczenia.
„Dlaczego tu jesteś?” zapytałem.
Przełknął ślinę.
„Bo zdałem sobie sprawę, że wciąż mi zależy. I bo pomyślałem, że możesz kogoś potrzebować”.
„Nie sądzę” – odpowiedziałem ostrzej, niż zamierzałem.
Lekko się wzdrygnął, ale szybko się otrząsnął.
„Nie jestem tu po to, żeby ci to utrudniać. Chcę tylko pomóc”.
Owen podszedł bliżej, wyraźnie zaznaczając swoją obecność.
„Zajęliśmy się tym” – powiedział.
Ethan spojrzał na niego, a potem na mnie.
„To prawda?” zapytał. „Naprawdę wszystko w porządku?”
„Nie” – powiedziałem szczerze. „Ale też się nie rozpadam”.
Powoli skinął głową.
„Jeśli będziesz czegoś potrzebować, czegokolwiek, zadzwoń do mnie.”
Nie odpowiedziałem.
Po dłuższej chwili Ethan odwrócił się i odszedł, a stukot jego drogich butów na kafelkowej podłodze ucichł, aż w końcu dźwięk ucichł.
Owen spojrzał na mnie, unosząc brwi.
„Przyjaciel?”
„Stary błąd” – powiedziałem. „Idźmy dalej”.
Wślizgnęliśmy się do pustego biura. Światła były przyćmione. W pomieszczeniu unosił się delikatny zapach starego papieru i stęchłej kawy.
Opadłem na jedno z krzeseł, podczas gdy Owen powoli chodził z rękami na biodrach.
„Audytorzy są coraz bardziej zajęci” – powiedział. „Zgłosili już kilkanaście poważnych naruszeń. Ale jest coś jeszcze”.
Wyprostowałem się.
“Co?”
Podszedł bliżej i zniżył głos.
„Znaleźli faktury od dostawców – fałszywe. Pieniądze przepływały przez fikcyjne firmy. I kilka z tych kont…” Zacisnął szczękę. „Prowadzą prosto do twojej matki”.
Zaparło mi dech w piersiach.
“Co?”
Skinął głową.
„Transfery sprzed co najmniej sześciu lat. Na początku niewielkie – pięćset tu, tysiąc tam. Ale przez ostatnie osiemnaście miesięcy…” Wydechnął. „Dziesiątki tysięcy. Regularnie”.
Przycisnąłem dłoń do czoła. Miałem wrażenie, że ziemia się przechyla.
„Więc ona… ona nie tylko mu pomagała” – wyszeptałem. „Ona mu pomagała. Aktywnie”.
„Co oznacza, że bierze udział w tym wydarzeniu”, powiedział, „a nie jest biernym obserwatorem”.
Pokręciłam głową – bardziej ze złamanym sercem niż z zaprzeczenia.
„Nigdy nie przepracowała ani jednego dnia w sklepie. Mówiła wszystkim, że nie chce się wtrącać w »męskie obowiązki«”.
Owen usiadł na brzegu biurka.
„Okazało się, że bardzo się wtrącała.”
Z moich ust wyrwał się gorzki śmiech.
„Zawsze mówiła, że wspiera nas w «pracy emocjonalnej». Chyba miała na myśli coś innego”.
Zanim zdążył odpowiedzieć, mój telefon zawibrował.
Telefon od mamy.
Położyłem ją ekranem do dołu na biurku.
Znów zabrzęczało.
Poza tym.
Owen delikatnie dotknął mojego ramienia.
„Nie musisz odpowiadać.”
„Wiem” – powiedziałem. „Nie chcę”.
Studiował mnie.
„Ale część ciebie tak.”
Prawda była bolesna.
„Ona nadal jest moją matką” – powiedziałem cicho. „Nawet jeśli… nawet jeśli go wybrała”.
Powoli skinął głową.
„I nadal jesteś jej córką. Ale to nie znaczy, że jesteś jej winna ochronę przed konsekwencjami”.
Odchyliłam się na krześle i na chwilę zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam, łzy napłynęły mi do oczu, ale nie pozwoliłam im spłynąć.
„Nie mogę tego dla niej naprawić” – wyszeptałem. „Nie tym razem”.
„Dobrze” – powiedział cicho Owen.
Drzwi nagle się otworzyły i do środka weszła jedna z audytorek — kobieta w ostrych okularach.
„Panno Hale” – powiedziała szorstko. „Musimy zamienić słowo”.
Wstałem natychmiast.
“Oczywiście.”
Spojrzała na Owena.
„Panie Whitlock, może pan zostać, jeśli ona pozwoli.”
Skinąłem głową.
„On zostaje.”
Podeszła bliżej i ściszyła głos tak, że tylko my mogliśmy ją usłyszeć.
„Zakończyliśmy wstępne ustalenia” – powiedziała. „Twój ojciec jest oskarżony o liczne oszustwa finansowe, unikanie płacenia podatków i sprzeniewierzenie funduszy firmy”.
Poczułem ucisk w klatce piersiowej.
„Mamy również istotne dowody obciążające twoją siostrę” – kontynuowała. „Niektóre transakcje zostały przeprowadzone za pośrednictwem kont, które kontrolowała”.
Przełknęłam ślinę.
„A moja matka?”
Audytorka zamilkła. Jej wzrok złagodniał – ledwo, ale na tyle, że to zauważyłem.
„Zaangażowanie twojej matki jest znaczące” – powiedziała. „Ale nie wiemy jeszcze, czy zdawała sobie sprawę ze skali oszustwa”.
Pocierałem czoło.
„Nawet gdyby tak było, nigdy by się do tego nie przyznała”.
„Może nie będzie musiała” – powiedział łagodnie audytor. „Dowody przemówią same za siebie”.
Wewnątrz mnie zagościł chłód.
„Władze zostaną powiadomione do końca dnia” – powiedziała. „Jeśli zechce pan dobrowolnie złożyć oświadczenie, może to pomóc w wyjaśnieniu pańskiego stanowiska i uniknięciu komplikacji”.
Skinąłem głową.
„Będę w pełni współpracować.”
Skinęła głową na znak aprobaty.
„Doceniamy to”.
Gdy tylko wyszła, chwyciłem się krawędzi biurka i zacisnąłem ją tak mocno, że zbielały mi kostki.
Owen stanął za mną i powiedział cicho.
„Oddychaj. Wszystko w porządku.”
„Zostaną aresztowani” – powiedziałem. „Wszyscy. Moja rodzina”.
„Oni to zrobili” – przypomniał mi. „Nie ty”.
Spojrzałam na niego i w końcu popłynęły mi łzy.
„Ale otworzyłem drzwi, żeby to się stało”.
„Otworzyłeś drzwi” – powiedział cicho – „ponieważ zamknęli cię poza twoim własnym życiem”.
Ostry szloch wyrwał mi się z gardła, zanim zdążyłam go powstrzymać. Zakryłam usta, żeby uciszyć dźwięk.
Owen delikatnie pomógł mi usiąść na krześle.
„Pozwól sobie to poczuć” – powiedział. „Choćby na chwilę”.
Tak, zrobiłem.
Bo poczucie winy to uparta zjawa – taka, która mieszka w klatce piersiowej i kurczowo trzyma się starych instynktów. Nie miało znaczenia, że miałam rację. Nie miało znaczenia, że byli okrutni, manipulujący, lekkomyślni.
Nadal bolało.
Po dłuższej chwili otarłam twarz i wyprostowałam się.
„To się dzisiaj kończy” – wyszeptałem.
„Tak” – zgodził się Owen. „Zgadza się”.
Mój telefon znów zawibrował.
Jeszcze raz dzwonię.
Tata.
Następnie SMS.
Odbierz teraz telefon.
A potem jeszcze jeden.
Musisz naprawić to, co zaczęłaś. Mówią, że więzienie, Marissa. Więzienie.
A potem jeszcze jeden.
Jeśli nam nie pomożesz, skończysz w tej rodzinie.
Wpatrywałem się w te słowa.


Yo Make również polubił
Nigdy nie jadłam tak pysznego dania z kapusty! Prosty przepis z kapustą i ziemniakami!
Imbirowa Woda Odchudzająca – Naturalny Eliksir na Spalanie Tłuszczu z Trudnych Partii Ciała
Leccani Pasticciotti: Smak Półwyspu Salentyńskiego w Twojej Kuchni
Mini burgery z szynką i serem