„Pani Doris” – powiedziała profesjonalnym głosem, perfekcyjnie odgrywając swoją rolę. „Czy mogłaby pani pójść ze mną na chwilę? Doktor Stevens chce z panią porozmawiać o stanie pani syna. To zajmie tylko kilka minut”.
Skinęłam głową i poszłam za nią z pokoju, idąc korytarzem do małego, pustego gabinetu. Gdy tylko zamknęła drzwi, jej wyraz twarzy całkowicie się zmienił. Nie była już miłą, profesjonalną pielęgniarką. Stała się wojowniczką z kluczową informacją.
„Znaleźliśmy to” – powiedziała bez wstępu. „Dr Stevens przeanalizował worek z kroplówką i wykrył ślady warfaryny. To bardzo silny antykoagulant. W kontrolowanych dawkach jest stosowany w medycynie, ale w ilościach, które znaleźliśmy, ma wywoływać krwotok wewnętrzny”.
Pokój wirował wokół mnie. Warfaryna, antykoagulant, krwotok wewnętrzny.
Mój syn powoli wykrwawiał się na śmierć, a nikt do tej pory tego nie widział.
„Nie przepisano mu tego leku” – kontynuowała Leticia napiętym głosem. „Ktoś dodał to do kroplówki po jej przygotowaniu. I to nie wszystko. Sprawdziliśmy nagrania z kamer monitoringu z ostatnich 24 godzin. Są trzy momenty, kiedy Scarlet wchodzi sama do pokoju, gdy w pobliżu nie ma pielęgniarki. W dwóch z tych przypadków wyraźnie widać, jak manipuluje kroplówką. Mamy naoczny dowód”.
Moje serce waliło tak mocno, że słyszałem je w uszach.
Mieliśmy dowód. Prawdziwy dowód. Nie tylko nagranie audio, ale także dowody rzeczowe i wideo.
„Zadzwoniłeś już na policję?” – zapytałam zduszonym głosem.
Leticia pokręciła głową.
„Dr Stevens właśnie to robi. Ale jest problem. Scarlet ma prawa jako jego żona. Jeśli nabierze podejrzeń, może odejść, zanim przyjedzie policja. Może zniszczyć dowody. Może skontaktować się z prawnikiem i przygotować linię obrony. Musimy ją tu zatrzymać, żeby niczego nie podejrzewała, dopóki nie przyjadą funkcjonariusze”.
“Jak długo?”
„Dwadzieścia minut. Maksymalnie pół godziny. Najbliższa stacja jest 10 minut stąd, ale muszą przygotować zamówienie, przyjść z wyspecjalizowanymi detektywami. Musisz tam wrócić i zachowywać się, jakby nic się nie stało. Zajmij ją czymś. Niech mówi. Zrób wszystko, co konieczne”.
Dwadzieścia minut. Pół godziny.
Wieczność, gdy występujesz przed kimś, kto planował zabić twojego syna.
Ale mogłem to zrobić. Musiałem to zrobić.
„Jest jeszcze coś” – powiedziała Leticia i ponownie wyjęła telefon. „Sprawdzając kamery, znaleźliśmy to. Jest sprzed trzech dni”.
Pokazała mi czarno-biały film. Scarlet rozmawiała przez telefon na parkingu szpitalnym. Nie było dźwięku, ale widziałem mowę jej ciała. Była zrelaksowana, wręcz szczęśliwa. Uśmiechała się. W pewnym momencie nawet się roześmiała.
„Kobieta, której mąż jest ciężko chory, nie śmieje się tak na parkingu szpitalnym” – powiedziała z obrzydzeniem Leticia. „Poprosiliśmy techników, żeby spróbowali odczytać jej ruchy z ruchu warg lub nagrać dźwięk z otoczenia, ale to trudne. Jest jednak moment, kiedy patrzy prosto w pobliską kamerę, nie zdając sobie z tego sprawy, i można wyraźnie odczytać, co mówi”.
Zatrzymała film dokładnie w tym momencie i przybliżyła obraz. Scarlet coś mówiła i chociaż nie było dźwięku, było to doskonale słychać z jej ust.
Wkrótce będę wolny.
„Wkrótce będę wolny.”
Trzy słowa, które wszystko potwierdziły, które przypieczętowały jej los. Które dowiodły, że to nie była miłość z troski, a chłodna kalkulacja.
„To też zostanie przekazane policji” – powiedziała Leticia, odkładając telefon. „To więcej amunicji, więcej dowodów na to, że to było zaplanowane, zrobione z premedytacją i z pełną świadomością tego, co robi”.
Skinęłam głową, czując, jak coś we mnie twardnieje. Nie byłam już tylko zdesperowaną matką. Nie byłam już głupią staruszką, którą manipulowano latami. Byłam kimś nowym, kimś silniejszym, kimś gotowym zrobić wszystko, co konieczne, by chronić swojego syna.
„Wracam” – powiedziałem z stanowczością, która zaskoczyła nawet mnie samego. „Zamierzam ją tam zatrzymać. A kiedy przyjedzie policja, chcę być obecny. Chcę zobaczyć jej twarz, kiedy zda sobie sprawę, że przegrała. Że cały jej występ poszedł na marne. Że ta głupia staruszka wcale nie była taka głupia”.
Leticia uśmiechnęła się po raz pierwszy odkąd to wszystko się zaczęło.
„Jesteś silniejsza, niż myślisz, Doris. Twój syn ma szczęście, że cię ma”.
Te słowa napełniły mnie czymś, czego nie czułam od dawna. Dumą, celem, siłą.
Wróciłem do pokoju pewnym krokiem, kontrolując oddech i przygotowując się do ostatniego występu.
Scarlet już wróciła i siedziała w tym samym miejscu, trzymając Roberta za rękę i patrząc na niego z tym fałszywym wyrazem zaniepokojenia, który teraz wyraźnie widziałam.
„Wszystko w porządku?” zapytała, kiedy weszłam. „Czego chciał lekarz?”
„Tylko po to, żeby sprawdzić jakieś papiery” – skłamałem z zaskakującą łatwością. „Sprawy administracyjne, nic ważnego”.
Usiadłem na krześle po drugiej stronie łóżka i spojrzałem prosto na nią. Nadszedł czas, aby odegrać swoją najważniejszą rolę.
„Scarlet, muszę ci coś powiedzieć.”
Spojrzała w górę, jej wyraz twarzy był ostrożny.
“Co to jest?”
„Byłem wobec ciebie niesprawiedliwy”.
Słowa te wyszły z moich ust niczym słodka trucizna.
„Przez te wszystkie lata byłem zimny i zdystansowany. Wiem, że to czułeś. Wiem, że próbowałeś się do mnie zbliżyć, a ja odrzucałem cię raz po raz”.
Zobaczyłem, jak jej oczy rozszerzyły się ze szczerego zdziwienia. Nie tego się spodziewała.
„To nieprawda” – zaczęła, ale jej przerwałem.
„Tak, to prawda. I chcę przeprosić, bo teraz, widząc mojego syna w takim stanie, zdaję sobie sprawę, że życie jest za krótkie. Za krótkie na głupie urazy. Za krótkie na głupią dumę”.
Pochyliłem się do przodu i wziąłem jej wolną dłoń w swoją. Lekko się spięła, ale nie odsunęła się.
„Jesteś kobietą, którą wybrał mój syn, kobietą, która go uszczęśliwia, i powinnam była to świętować, zamiast czuć zazdrość, bo właśnie tym była zazdrość, wiesz. Lęk przed utratą go, lęk przed tym, że przestanie być najważniejszą kobietą w jego życiu”.
Każde słowo było idealnym kłamstwem. Każde zdanie było haczykiem, a ona kąsała. Widziałem to po tym, jak jej oczy złagodniały, jak rozluźniła się jej postawa.
„Doris, ja…”
„Daj mi dokończyć, proszę” – powiedziałam, ściskając jej dłoń. „Jeśli Robert to przeżyje – a musi przeżyć – chcę zacząć z tobą od nowa. Chcę być teściową, na jaką zasługujesz. Babcią, której będą potrzebować twoje przyszłe dzieci, bo przecież będziesz miała dzieci, prawda? Rozmawialiście o tym”.
Dostrzegłem jakiś błysk w jej oczach. Dyskomfort, może poczucie winy, a może po prostu irytację związaną z koniecznością dalszego udawania, skoro już myślała, że wygrała.
„Tak” – powiedziała w końcu. „Rozmawialiśmy o tym, kiedy interes się ustabilizował, kiedy mieliśmy więcej oszczędności”.
Więcej kłamstw.
Nigdy nie planowano posiadania dzieci, jedynie szybkie wdowieństwo i łatwe wzbogacenie się.
„No cóż, kiedy stąd wyjdzie, pomogę ci. Mam trochę oszczędności. To niewiele, ale zawsze coś. Może pomogę ci wpłacić zaliczkę na większy dom, taki z ogrodem dla dzieci. To byłby mój prezent dla ciebie, dla rodziny, którą założysz.”
Zobaczyłem, jak jej oczy na sekundę zabłysły. Czysta, bezwzględna chciwość, nawet teraz, nawet w samym środku jej mistrzowskiego planu. Myśl o większej ilości pieniędzy ją podniecała.
„Nie musisz tego robić, Doris” – powiedziała cicho.
Ale jej oczy mówiły co innego. Jej oczy krzyczały: Daj mi więcej. Daj mi wszystko.
„Chcę. To najmniej, co mogę zrobić po tych wszystkich latach rozłąki. Poza tym nie mam nikogo innego. Kiedy umrę, wszystko, co mam, i tak będzie należało do Roberta, a co za tym idzie, również do ciebie. Lepiej cieszyć się tym razem, póki żyję”.
Teraz całkowicie się sprzedałam. Przedstawiłam się jako głupia, stara kobieta z pieniędzmi, za którą zawsze mnie uważała.
I zadziałało. Widziałem, jak się coraz bardziej rozluźnia, jak napięcie znika z jej ramion. Wierzyła, że w końcu mnie złamała, że w końcu zdobyła moje zaufanie.
„Jesteś taka hojna” – powiedziała i nawet ścisnęła moją dłoń z czymś, co, jak przypuszczam, miało wyglądać na czułość. „Robert ma wielkie szczęście, że ma taką matkę”.
Musiałem ugryźć się w język, żeby nie powiedzieć jej prawdy.
Ciągle rozmawialiśmy o błahostkach, wymyślonych wspomnieniach, planach na przyszłość, które nigdy nie miały się ziścić. Ja grałam swoją rolę skruszonej teściowej, a ona swoją – wyrozumiałej synowej. Dwie aktorki na małej scenie czekające na opadnięcie kurtyny.
Dyskretnie spojrzałem na zegarek. Minęło piętnaście minut. Jeszcze pięć. Jeszcze pięć minut i przyjedzie policja. Jeszcze pięć minut i cały ten teatrzyk się skończy.
„Wiesz, czego bym sobie życzyła?” – powiedziałam nagle, jakby dopiero co mi to przyszło do głowy. „Chciałabym, żeby Robert, kiedy się obudzi, pierwszą rzeczą, jaką zobaczy, były dwie najważniejsze kobiety w jego życiu, trzymające się za ręce, zjednoczone dla niego”.
Scarlet uśmiechnęła się, a był to uśmiech tak słodki, tak fałszywy, tak doskonale wyćwiczony.
„Bardzo bym chciała, Doris. Bardzo bym chciała.”
Ale potem coś się zmieniło w jej wyrazie twarzy. Cień przemknął przez jej twarz. Zesztywniała i puściła moją dłoń.
„Co to za hałas?” zapytała, odwracając głowę w stronę drzwi.
Ja też to wtedy usłyszałem. Głosy na korytarzu. Wiele głosów. Szybkie kroki. Niewątpliwy odgłos pilnej aktywności.
A potem drzwi się otworzyły.
Weszły cztery osoby. Dwóch umundurowanych policjantów, kobieta w garniturze, która najwyraźniej była detektywem, a za nimi Leticia i dr Stevens.
Scarlet zerwała się na równe nogi, szeroko otwierając oczy.
„Co się dzieje?” zapytała.
I po raz pierwszy odkąd ją poznałem, w jej głosie słychać było autentyczny strach.
Detektyw zrobiła krok naprzód, pokazując swoją odznakę.
„Scarlet Fernandez de Salazar, jestem detektyw Audrey Ruiz. Chcę, żebyś poszła z nami i odpowiedziała na kilka pytań dotyczących stanu zdrowia twojego męża”.
„Pytania? Jakie pytania? Mój mąż jest chory. Miał zapaść. Co to ma wspólnego z policją?”
Jej głos stawał się coraz bardziej piskliwy, coraz ostrzejszy i bardziej rozpaczliwy. Maska zaczynała pękać.
„Znaleźliśmy dowody na to, że pan Robert Salazar padł ofiarą celowego i długotrwałego zatrucia. Analiza toksykologiczna wykazała niebezpieczny poziom warfaryny w jego organizmie – substancji, która nie została mu przepisana i została celowo dodana do jego leczenia szpitalnego”.
Zapadła ogłuszająca cisza. Scarlet pozostała zupełnie nieruchoma, z lekko otwartymi ustami, a jej wzrok błądził od detektywa do policjantów i Leticii, kalkulując i szukając wyjścia.
„To niedorzeczne” – powiedziała w końcu, a jej głos był teraz lodowaty. Słodycz zniknęła całkowicie. „To pomyłka, błąd medyczny. Ktoś pomylił leki. Takie rzeczy się zdarzają w szpitalach nagminnie”.
„To nie pomyłka” – wtrącił się dr Stevens, podchodząc bliżej. „Mamy nagranie z kamery monitoringu, na którym widać, jak trzykrotnie manipulowała pani kroplówką męża. Mamy fizyczne dowody na obecność znalezionej substancji. I to”.
Leticia wyjęła telefon i odtworzyła nagranie. Głos Scarlet wypełnił pomieszczenie, czysty jak woda.
„Daję mu rano rozkruszone tabletki w soku pomarańczowym, co tydzień trochę więcej. Lekarze uważają, że to stres. Nikt niczego nie podejrzewa. Tu, w szpitalu, jest łatwiej. Mogę dodawać leki do kroplówki. Za dwa, trzy dni wszystko się skończy”.
Przyglądałem się, jak z jej twarzy całkowicie odpłynęła krew, jak jej nogi zaczęły drżeć, jak rozpaczliwie szukała czegoś do powiedzenia, jakiegoś usprawiedliwienia, jakiegoś kłamstwa, które mogłoby ją uratować.
Ale nic się nie stało. Złapali ją całkowicie.
„To nagranie zostało wyrwane z kontekstu” – próbowała, ale w jej głosie brakowało przekonania. „Nigdy… To nie tak wygląda”.
„Rozmawiamy również z twoim prawnikiem, Markiem Delgado, który, nawiasem mówiąc, jest właśnie przesłuchiwany” – kontynuowała detektyw Audrey stanowczym, profesjonalnym głosem. „Mamy dokumenty wskazujące na próby oszukańczego przeniesienia własności. Znamy historię twoich wyszukiwań w internecie pod kątem niewykrywalnych trucizn i objawów zatrucia. Mamy wystarczająco dużo dowodów, aby oskarżyć cię o usiłowanie zabójstwa z premedytacją i oszustwo”.
Scarlet spojrzała na mnie. Jej zielone oczy, kiedyś tak piękne, teraz wypełniła czysta nienawiść.
„To ty” – syknęła jak wąż. „Ty to zrobiłaś. Wścibska staruszka, stara wiedźmo. Nie mogłaś po prostu milczeć i pozwolić, żeby sprawy potoczyły się swoim torem. Musiałaś wtykać nos w nie swoje sprawy”.
Wstałem powoli i podszedłem do niej ze spokojem, o którym nie wiedziałem, że go posiadam. Stanąłem przed nią, patrząc jej prosto w oczy.
„Jestem jego matką” – powiedziałam cicho, ale z mocą. „A matka zawsze chroni swoje dzieci. Zawsze. Myślałeś, że możesz mnie oszukać. Myślałeś, że jestem głupią staruszką z pieniędzmi. Myślałeś, że możesz mi wszystko ukraść, zabić mojego syna i ujść z tym na sucho. Ale się myliłeś. Bardzo się myliłeś”.
„Scarlet Fernandez” – powiedział jeden z funkcjonariuszy, zdejmując kajdanki – „jesteś aresztowana za usiłowanie zabójstwa pierwszego stopnia. Masz prawo zachować milczenie. Wszystko, co powiesz, może i zostanie wykorzystane przeciwko tobie w sądzie. Masz prawo do adwokata. Jeśli cię na niego nie stać, zostanie ci on przydzielony”.
Kajdanki wydały charakterystyczny metaliczny dźwięk, zamykając się wokół jej nadgarstków. Początkowo stawiała opór, krzycząc, że to pomyłka, że jest niesłusznie oskarżona, że jej prawnik pozwie ich wszystkich. Ale funkcjonariusze zachowali się profesjonalnie. Trzymali ją mocno i zaczęli wyprowadzać z pokoju.
Zanim przekroczyła drzwi, odwróciła się, żeby spojrzeć na mnie po raz ostatni.


Yo Make również polubił
Usłyszałem ruch klamki o 2 w nocy. Moja córka szepnęła: „Zadzwoń do ślusarza. Musi to podpisać… natychmiast”. Usiadłem na łóżku – a potem spokojny głos za mną powiedział: „Wpuść ich… Nagrywam wszystko”. Drzwi się otworzyły. Kiedy zobaczyli mojego prawnika, ich twarze zbladły…
Zwalcz choroby takie jak słabe krążenie, stłuszczenie wątroby, wysokie ciśnienie i lęk dzięki temu starożytnemu ziołowemu lekarstwu
Kulki Butterfinger
Mało kto wie, do czego służy wazelina: praktyczne porady z wykorzystaniem wazeliny!