„Doświadczenie z książkami?”
„Nie” – przyznałem – „ale dużo czytam. Całe życie. Uwielbiam książki”.
Mówiłem szczerze.
Czytanie było dla mnie ucieczką przez wszystkie te lata.
„Wystarczy” – uśmiechnęła się Nenah. „Potrzebuję kogoś, kto kocha książki, a nie tylko odlicza godziny. Przyjdź w poniedziałek”.
Biblioteka okazała się miejscem cichym i przytulnym.
Stary budynek z wysokimi sufitami, skrzypiącą podłogą z parkietu, rzędami półek — pachnący papierem i wygodą.
Szybko załapałem, o co chodzi: pomagałem czytelnikom, odkładałem książki na półki, zaklejałem okładki.
Praca nie była ciężka, ale przyjemna.
Stopniowo poznawałam stałych bywalców — babcie szukające romansów, uczniów z klasyką, młode mamy z bajkami i starszego emerytowanego wojskowego z książkami historycznymi.
Jedna ze stałych czytelniczek, Vivian, mająca około siedemdziesięciu lat, pewnego dnia zatrzymała się przy ladzie.
„Ara, kochanie, czy to nie o tobie opowiadała Maria Higgins?”
„Pani Higgins – tak. Jesteśmy sąsiadami.”
„Opowiedziała ci historię” – powiedziała Vivian łagodnie – „o mężu, który chciał sprzedać dom. Jakie to okropne”.
Zacisnęłam usta.
„To było zimą. Teraz już minęło.”
„Ale dobrze dla ciebie” – powiedziała Vivian, kładąc rękę na moim ramieniu – „że nie tolerowałaś tego”.
„Znosiłam to przez trzydzieści lat” – kontynuowała. „Pił, biegał, podnosił na mnie rękę. Zostałam – wychowałam dzieci. Zmarł na marskość wątroby dziesięć lat temu. Dopiero po jego śmierci zrozumiałam, jak można żyć swobodnie, bez strachu”.
„Masz jeszcze mnóstwo życia przed sobą” – dodała Vivian. „Pięćdziesiąt osiem lat to mało. Moja przyjaciółka wyszła za mąż w wieku sześćdziesięciu dwóch lat – szczęśliwa jak uczennica. Nie poddawaj się”.
Vivian zaczęła przychodzić częściej.
Przedstawiła mnie innym kobietom – Lucille, Tammy, Zorze – mniej więcej w moim wieku, wdowom lub rozwiedzionym.
Spotykali się, chodzili do teatru, na wystawy.
„Dołącz do nas” – zaproponowała pewnego dnia Lucille. „W sobotę w ośrodku kultury odbędzie się koncert muzyki retro – Relive Our Youth”.
Zgodziłem się.
Dawno nigdzie nie byłem.
Wraz z Vernonem życie kulturalne zakończyło się dziesięć lat temu.
Uważał to za stratę czasu.
Koncert okazał się przyjemny.
Piosenki mojej młodości – lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte.
Słuchałem znanych melodii i czułem, jak coś we mnie topnieje.
Obok moi przyjaciele śpiewali, śmiali się i dzielili wspomnieniami.
Po koncercie poszliśmy do kawiarni i rozmawialiśmy szczerze.
Każdy miał swoją własną trudną historię.
Mąż Lucille odszedł do młodszej kobiety.
Mąż Tammy zmarł w wieku czterdziestu pięciu lat.
Zora nigdy nie wyszła za mąż – poświęciła swoje życie pracy.
„Wiesz, co sobie uświadomiłam?” powiedziała Tammy, mieszając herbatę. „Szczęście nie tkwi w mężczyznach. Jest w nas. Jeśli masz hobby, przyjaciół, cel – jesteś szczęśliwa. A jeśli całe szczęście tkwi w mężu, on odchodzi i tyle. Życie się kończy”.
„Mam rację?” Zora skinęła głową. „Całe życie byłam sama. Żyję, pracuję, chodzę do teatrów – pełnią życia”.
Posłuchałem i uznałem, że mają rację.
Przez całe życie budowałem swój plan dnia wokół Vernona — jego harmonogramu, pragnień i nastrojów.
Zapomniałem o sobie.
Teraz musiałam sobie przypomnieć, kim jestem, co kocham i czego pragnę.
W domu wyjąłem stary album.
Miałam wtedy dwadzieścia lat i byłam studentką Teachers College.
Marzyłam o tym, żeby zostać nauczycielką.
Potem się ożeniłem.
Dzieci się nie wydarzyły.
Nie poszedłem do pracy.
Przez trzydzieści lat nie wychodziłem z domu.
Ale były marzenia.
Chciałem rysować, podróżować, nauczyć się francuskiego.
Odłożyłem to wszystko na później.
Teraz nic nie mogło mnie powstrzymać.
Wziąłem notatnik i napisałem:
„Czego chcę?
Po pierwsze — naucz się rysować.
Dwa — idź do muzeum miejskiego.
Trzy — naucz się francuskiego.
Cztery — uporządkuj ogród.
Piąta rzecz — znajdź sobie hobby.
Lista była krótka, ale to był początek.
Uśmiechnęłam się – po raz pierwszy od miesięcy.
Z poważaniem.
Następnego dnia zapisałem się na zajęcia rysunkowe w ośrodku kultury.
Zajęcia we wtorki i czwartki, w moje dni wolne.
Instruktorka, Alice, przywitała mnie serdecznie.
„Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć” – powiedziała. „Najważniejsze to chcieć”.
Pierwsze lekcje były trudne.
Moja ręka odmówiła posłuszeństwa.
Linie były krzywe.
Ale się nie poddałam.
Wróciłem do domu i ćwiczyłem.
Pod koniec kwietnia narysowałem swoją pierwszą martwą naturę — jabłka w wazonie.
Powiesiłam je w kuchni i czułam dumę za każdym razem, gdy na nie patrzyłam.
W maju zdecydowałem się na wycieczkę.
Wybrałem się na weekend, kupiłem bilet autobusowy do stolicy stanu, zwiedziłem muzea, zrobiłem zdjęcia, poczułem się wolny i szczęśliwy.
Wracając do domu poczułem przypływ sił.
Życie toczy się dalej.
Wszystko zaczęło się od nowa – bez oszustwa, bez chłodu.
Pewnego wieczoru na początku czerwca siedziałem na ganku, popijając herbatę.
W powietrzu unosił się zapach kwitnących bzów.
Wiosną posadziłem trzy krzewy.
Pani Higgins podeszła do bramy.
„Ara, mogę wejść?”
„Oczywiście. Proszę wejść.”
Sąsiad siedział w pobliżu.
„Chciałem zapytać… pamiętasz tę starszą panią, która mówiła o śniegu?”
Wzdrygnąłem się.
Jak mogłem zapomnieć?
„Pamiętam. Dlaczego?”
„Próbowałam ją znaleźć”. Pani Higgins zniżyła głos. „Pomogła ci? Pytałam w sklepie. Nikt jej nie zna. Candace mówi, że była tam raz. Nigdy więcej jej nie widziałam”.
Dziwne, pomyślałem.
Ja też o niej pomyślałem.
Może to był anioł stróż.
Pani Higgins westchnęła.
„Skąd wiedziała o śniegu?”


Yo Make również polubił
Cała moja rodzina została zaproszona na ślub mojego kuzyna – oprócz mnie. Mama powiedziała: „Jesteś zbyt dramatyczny na eleganckie wydarzenie”. Odpowiedziałem spokojnie: „Życzę im wszystkiego najlepszego”. Kiedy opublikowałem viralowe zdjęcia z mojej ceremonii, zaczęli panikować… 17,5 MILIONA WYŚWIETLEŃ PÓŹNIEJ
Po tym, jak odmówiłem mamie przekazania spadku, zaprosiła mnie na spotkanie rodzinne. Kiedy przybyłem… Kiedy Frances All
REKLAMA Test: Znajdź najmłodszą kobietę, tylko 10% ludzi zgaduje…
Jak marmur. Maluję pisanki od 20 lat, tak jak uczyły nas babcie.