Rok po procesie nadszedł list od mojej matki ze stemplem pocztowym z Arizony. Wyjechała z Portland i znalazła schronienie w schronisku dla kobiet. Znów pracowała i chodziła na terapię. „Teraz ją pamiętam” – napisała. „Jeszcze nie wróciła, ale czasami widzę jej przebłyski. Myślę o tobie każdego dnia. Jesteś wszystkim, czym ja nie mogłabym być”.
Długo trzymałem ten list, nieprzeczytany. Może kiedyś odpowiem. Może wybaczę. Może niektóre rany nigdy się nie goją; blizny się zabliźniają, a my uczymy się żyć z krzywdą.
Dwa lata po skazaniu opublikowałam pracę badawczą na temat traumy międzypokoleniowej w przemocy domowej. Poświęciłam ją córkom czekającym, aż matki je wybiorą. Mark miał się ubiegać o zwolnienie warunkowe za trzy lata; apelacje już były w toku. Nie bałam się. Miałam nakazy sądowe, wzmocnione drzwi, życie zbudowane na czymś silniejszym niż strach.
Trzymałem na półce zdjęcie mojego ojca trzymającego mnie, ośmioletniego, na plaży. Nie mamy. Nauczył mnie być odważnym w drobnych sprawach. „Tato” – szepnąłem do zdjęcia. „Nie tak, jak się spodziewaliśmy”.
Na zewnątrz Portland się obudził. Kolejny dzień, kolejna szansa, żeby pomóc komuś uciec od Marka Sullivana. Zadzwonił mój telefon – kolejna kobieta na linii kryzysowej wołająca o pomoc. „Tu Emily” – odebrałam. „Możesz bezpiecznie rozmawiać. Jestem tu, żeby cię wysłuchać”.
Tak właśnie przeżyłem swoje życie: przetrwałem, uciekłem, wyzdrowiałem, a potem wróciłem, by oświetlać drogę innym. Mark Sullivan odebrał mi lata, ale resztę życia miałem ja. W końcu byłem wolny i zamierzałem wykorzystać każdą chwilę.


Yo Make również polubił
Chleb turecki z patelni Jaki pyszny
5 najlepszych składników odżywczych, które zmniejszają obrzęk stóp i nóg
Lepszy niż wybielacz: usuwa kamień w łazience i cały tłuszcz w kuchni
Krem Nivea i maska ze skrobi kukurydzianej odmładzają skórę o 15 lat