W chwili, gdy podpisałam papiery rozwodowe, natychmiast anulowałam jego 15 kart kredytowych. Podczas gdy świętował ślub z kochanką za 75 000 dolarów, zamarł po usłyszeniu jednego mojego zdania. – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

W chwili, gdy podpisałam papiery rozwodowe, natychmiast anulowałam jego 15 kart kredytowych. Podczas gdy świętował ślub z kochanką za 75 000 dolarów, zamarł po usłyszeniu jednego mojego zdania.

Odsunąłem telefon od ucha, gdy Gelani krzyczała. Czerwona dioda dyktafonu migała nieprzerwanie, rejestrując każdą groźbę, każde przekleństwo, każde przyznanie się do winy.

„Zapłacę ci, Maka! Słyszysz? Zrujnuję cię!”

„Już próbowałeś mnie zniszczyć, Gelani” – powiedziałam, a mój głos był dziwnie spokojny w porównaniu z jego histerią. „Wyczyściłeś nasze konta. Upokorzyłeś mnie. A teraz grozisz podpaleniem? To przestępstwo”.

„Nie cytuj mi prawa!” krzyknął. „Zbudowałem ten kredyt! Zarobiłem te pieniądze!”

„To zapłać za imprezę własnymi pieniędzmi” – powiedziałem. „Wykorzystaj te 75 000 dolarów, które wyciągnąłeś z biznesu dostawczego w zeszłym roku. Och, czekaj. Wydałeś je na hazard i Callas , prawda?”

Cisza. Ciężka, oszołomiona cisza po drugiej stronie.

„Skąd… skąd o tym wiesz?” – jego głos się załamał.

„Wiem wszystko, Gelani. Mam księgi rachunkowe. Mam rachunki. Mam rejestry przelewów.”

Rozłączył się.

Zapisałem nagranie, nadałem mu tytuł Threat_Gelani_1 i natychmiast wrzuciłem je do chmury. Następnie wysłałem kopię Zuri.

Dziesięć minut później pukanie zaczęło się na nowo.

To było rytmiczne, autorytatywne pukanie Mamy Rose , mojej byłej teściowej.

Otworzyłem drzwi. Przepchnęła się obok mnie bez słowa, zostawiając błoto na mojej czystej podłodze. Niosła płócienną torbę z jabłkami, które bezceremonialnie rzuciła na mój stolik kawowy. Usiadła na moim miejscu na sofie.

„Dziecko” – zaczęła, a jej głos ociekał fałszywą słodyczą, która ledwo maskowała ukryty w niej jad. „Bisa mówi, że się wygłupiasz. Anulujesz karty? Wprawiasz męża w zakłopotanie?”

„Były mąż” – poprawiłam, stojąc nad nią.

„Nieważne. On jest mężczyzną. Ma potrzeby. Musi dbać o swój wizerunek w społeczeństwie. To, że go zawstydzasz w hotelu… źle świadczy o nas wszystkich”.

„Skompromitował się” – powiedziałem. „Zarezerwował imprezę, na którą nie było go stać”.

„Popełnił błąd!” – warknęła, porzucając udawanie. „Mężczyźni się włóczą! Taka natura! Ta dziewczyna daje mu to, czego ty nie mogłeś – młodość! Może syna! Powinieneś być wyrozumiały. Powinieneś go wspierać, żeby był szczęśliwy. Jeśli będzie szczęśliwy, będzie dla ciebie hojny”.

Poszedłem do gabinetu i chwyciłem teczkę-harmonijkę, którą układałem tygodniami. Rzuciłem ją na stół, obok jej jabłek.

„Spójrz na to” – rozkazałem.

Wyciągnęłam paragon. „Zeszłej zimy. Miałam gorączkę 39 stopni. Poprosiłam go o Tylenol. Powiedział, że jest zajęty. O tej samej porze wydał 150 dolarów na bieliznę dla Callas. Czy to natura, Mamo Rose?”

Wyciągnęłam kolejny. „Dzień Matki. Kupiłam mu sweter. Kazał mi go zwrócić, bo 80 dolarów to „marnotrawstwo”. Tego popołudnia kupił jej naszyjnik za 700 dolarów. Czy to hojność?”

Mama Rose spojrzała na papiery, a jej twarz drgnęła. „On… on ciężko pracuje”.

„Kradnie ostro” – poprawiłam. „Ukradł 75 000 dolarów z naszego wspólnego biznesu. Pieniądze, które zainwestowała moja rodzina. Pieniądze, które zarobiłam pracując za ladą przez dziesięć lat, podczas gdy on udawał grubą rybę”.

„Ty… ty niewdzięczny…” Wstała, unosząc rękę.

„Uderz mnie” – rzuciłem jej wyzwanie. „Proszę. Mam kamerę w rogu i właśnie nagrywa. Napaść na dodatek do gróźb, które właśnie wypowiedział twój syn? Do kolacji dostanę nakaz sądowy”.

Opuściła rękę, drżąc z wściekłości. „Kiedyś byłaś dobrą kobietą, Maka. Teraz spójrz na siebie. Zgorzkniała. Samotna. Umrzesz sama”.

„Wolę umrzeć samotnie, niż żyć jak wycieraczka” – powiedziałem. „Wynoś się z mojego domu”.

Chwyciła torbę i uciekła, trzaskając drzwiami.

Usiadłem, nogi mi się lekko trzęsły. Stało się. Rodzina zagrała swoje karty, a ja przebiłem ich wszystkich.

Tej nocy mój telefon zawibrował. Prośba o dodanie do znajomych w mediach społecznościowych.

Callas. Na zdjęciu profilowym miała na sobie białą sukienkę i błyszczący pierścionek z diamentem.

Zgodziłem się.

Wiadomości napływały natychmiast. Zdjęcia lokalu. Menu. Pierścionek.

Callas: „Patrz, dokąd mnie zabiera Gelani. Ślub za 75 000 dolarów. Mój pierścionek kosztował 18 000 dolarów. Mówi, że zasługuję na to, co najlepsze. Założę się, że nie widziałeś czegoś takiego od 20 lat”.

Pisałem powoli.

Maka: „Jest piękny. Płacisz za niego? Bo Gelani nie. Jego karty zostały dziś odrzucone. Nie mógł nawet wpłacić depozytu. Powiedział ci o tym?”

Callas: „Kłamca! Ma mnóstwo pieniędzy! Jest odnoszącym sukcesy biznesmenem! Po prostu mu zazdrościsz”.

Maka: „To złodziej, który ma długi u swoich dostawców. A ten pierścionek? Kupił go moją kartą kredytową. Która jest teraz anulowana. Ciesz się udawanym życiem, póki trwa”.

Ona mnie zablokowała.

Następnego ranka spotkałem się z moim prawnikiem, panem Sterlingiem , w jego biurze. Zuri była ze mną i trzymała mnie za rękę.

Wszystko rozłożyłem. Rachunki. Księgi rachunkowe z 75 000 dolarów dywersji. Nagrania gróźb. Logi rozmów z kochanką.

Pan Sterling poprawił okulary, patrząc przez stertę. Na jego twarzy pojawił się powolny uśmiech.

„Pani Jones” – powiedział. „To już nie jest zwykły spór rozwodowy. To oszustwo. Przywłaszczenie majątku małżeńskiego. Możemy pozwać o zwrot wszystkiego. Plus odszkodowanie”.

„Zrób to” – powiedziałem.

„I” – dodał, patrząc na kopię umowy hotelowej, którą Zuri dostała od swojego znajomego menedżera – „mamy datę imprezy. Osiemnastego. Jeśli do tego czasu nie wpłaci pełnej zaliczki, hotel anuluje rezerwację. Ale jeśli jakimś cudem uda mu się zebrać pieniądze…”

„Nie zrobi tego” – powiedziałem. „Ale jeśli spróbuje zorganizować tę imprezę, chcę tam być”.

„Dlaczego?” zapytała Zuri.

„Bo” – powiedziałem, a w mojej głowie narodził się plan, zimny i ostry jak brzytwa. „Zaprosił wszystkich naszych starych klientów. Naszych dostawców. Swoją rodzinę. Chce pochwalić się swoim „sukcesem”. Myślę, że zasługują na to, żeby zobaczyć prawdziwe książki”.

CLIFFHANGER:
Trzy dni przed imprezą Gelani zadzwonił do mnie ponownie. Jego głos był dziwnie spokojny, wręcz słodki. „Maka, spotkajmy się. Kawiarnia na rogu. Po prostu porozmawiajmy. Chcę ci zaproponować ugodę”. Wiedziałam, że to pułapka. Zadzwoniłam do pana Sterlinga. „Chodź ze mną” – powiedziałam. Kiedy weszliśmy do kawiarni, Gelani czekał z latte – takim, jakiego nigdy mi nie kupował. Uśmiechnął się na mój widok, ale jego oczy zgasły, gdy zobaczył prawnika. „Mam propozycję” – powiedział, przesuwając papier po stole. „Podpisz to, zrzeknij się roszczenia do 75 000 dolarów, a dam ci samochód. I odejdziemy, przyjaciele”. Spojrzałam na papier. Potem na niego. „Naprawdę myślisz, że jestem taka głupia?” – zapytałam. Wtedy to zobaczyłam – błysk urządzenia nagrywającego wystającego z kieszeni kurtki. Próbował mnie złapać w pułapkę …

CZĘŚĆ III — UCZTA KŁAMSTW

Nie zareagowałem na dźwięk urządzenia nagrywającego. Zamiast tego odchyliłem się do tyłu i skrzyżowałem ramiona.

„Samochód?” – zapytałem wystarczająco głośno, żeby dyktafon zareagował. „Samochód, którego nie spłaciłeś? Samochód, który i tak jest formalnie składnikiem majątku małżeńskiego? Chcesz, żebym wymienił 75 000 dolarów w gotówce na używanego sedana z długami?”

Uśmiech Gelani zbladł. „To uczciwa oferta, Maka. Nie masz pracy. Potrzebujesz transportu”.

„Mam pracę” – powiedziałem. „Zaczynam w poniedziałek od zarządzania rynkiem ekologicznym. I mam prawnika”.

Pan Sterling położył teczkę na stole. „Panie Gelani, wiemy o przekierowaniu 75 000 dolarów. Mamy wyciągi bankowe potwierdzające, że przelał pan 40 000 dolarów pannie Callas i 35 000 dolarów na stronę internetową z grami hazardowymi. Składamy wniosek o natychmiastową rekompensatę”.

Gelani zbladła. „Hazard? Nie wiem, o czym mówisz”.

„Mamy logi IP” – skłamał gładko Sterling. „Podpisz teraz zeznanie, zgódź się na zwrot środków, a może nie będziemy wnosić oskarżenia o oszustwo”.

Gelani wstał tak szybko, że przewróciło mu się krzesło. „Blefujesz! Próbujesz zepsuć mi ten wielki dzień! Jesteś po prostu zgorzkniałą, jałową staruchą!”

Wyszedł jak burza.

Spojrzałem na Sterlinga. „Czy naprawdę mieliśmy logi IP?”

„Nie” – puścił oko. „Ale jego reakcja powiedziała nam wszystko, co chcieliśmy wiedzieć”.

Osiemnasty przybył.

Ubrałem się w elegancki, grafitowy garnitur. Wyglądałem profesjonalnie, spokojnie i groźnie. Niosłem czarną teczkę z kopiami wszystkich rachunków, wszystkich protokołów przelewów i kontraktu z niezapłaconą zaliczką.

Zuri i pan Sterling spotkali mnie przed hotelem. Asystent menedżera przemycił nas przez wejście dla obsługi. Czekaliśmy w małym pokoju socjalnym za salą bankietową.

Słychać było muzykę. I gwar rozmów. Gelani jakimś cudem zdołał zebrać od lichwiarzy wystarczająco dużo gotówki – tak przypuszczałem – żeby uchronić imprezę przed odwołaniem, ale nie zapłacił całej kwoty.

Głos prowadzącego zagrzmiał. „Panie i panowie, witamy na zaręczynach Gelani i Callas! Historia miłosna na wieki!”

Zajrzałem przez zasłonę. Sala była przepełniona przepychem. Kryształowe żyrandole, wysokie kwiatowe dekoracje na stołach. Callas siedziała przy stole prezydialnym w białej sukni, promieniejąc. Gelani wyglądał na spoconego, nerwowo sprawdzając telefon.

Konferansjer kontynuował: „A teraz pan młody chciałby wznieść toast za swoją przyszłość!”

Gelani wzięła mikrofon. „Dziękuję wszystkim za przybycie. Tak… tak wygląda sukces. Zbudowałam to życie własnymi rękami…”

To był mój sygnał.

Wyszedłem zza kurtyny. Spokojnie wszedłem po schodach na scenę.

W pokoju zapadła grobowa cisza.

„Maka?” – wyszeptał Gelani, odkładając mikrofon. „Co tu robisz?”

Nie potrzebowałem mikrofonu. Słyszalem swój głos przy przednich stolikach, przy których siedzieli jego najwięksi klienci i dostawcy.

„On tego nie zbudował własnymi rękami” – powiedziałem wyraźnie. „Zbudował to moimi kartami kredytowymi”.

Otworzyłem teczkę. Podałem plik papierów mężczyźnie przy stole w recepcji – panu Hendersonowi , największemu dostawcy Gelaniego.

„Panie Henderson” – powiedziałem. „Pytałeś, dlaczego Gelani nie płacił faktur od trzech miesięcy? Oto, na co poszły pieniądze”.

Wskazałem na Callas. „Jej pierścionek. Jej sukienkę. Jej kolekcję torebek”.

Callas wstała, krzycząc. „Ochrona! Wynieście ją!”

„A to” – podałem kolejny papier Mamie Rose, która siedziała w pierwszym rzędzie z przerażoną miną. „To wyciąg bankowy z 35 000 dolarów przelanych do kasyna LuckySpin . Twój syn nie jest potentatem, Mamo. To hazardzista”.

W pokoju wybuchła wrzawa.

Pan Henderson wstał, jego twarz poczerwieniała. „Gelani! Mówiłaś mi, że masz problemy z płynnością finansową z powodu rynku! Wydajesz moje pieniądze na diamenty?”

„Nie! Nie, to kłamstwo!” krzyknęła Gelani, cofając się. „Ona jest szalona! Sfałszowała to!”

„A zaliczka za tę imprezę?” – podniosłem kopię umowy. „Zapłacił tylko 7000 dolarów. Do północy jest winien hotelowi kolejne 8000 dolarów, inaczej wezwą policję za kradzież usług”.

Callas zwróciła się do Gelaniego. „To prawda? Mówiłeś mi, że zapłaciłeś wszystko!”

Gelani wyjąkała. „Kochanie, ja… ja przelewałam fundusze…”

„Przeniosłeś pieniądze na koło ruletki!” powiedziałem.

Callas spojrzała na swój pierścionek – pierścionek, za który zapłaciłem. Spojrzała na Gelani, spoconą i kłamliwą. Zerwała welon z włosów i rzuciła go na podłogę.

„Ty oszust!” krzyknęła. „Mówiłeś mi, że jesteś bogaty!”

Zbiegła ze sceny, potykając się o sukienkę i szlochając.

Pan Henderson rzucił serwetkę na stół. „Wycofuję umowę, Gelani. I pozywam o niezapłacone faktury”.

Klienci jeden po drugim wstawali i wychodzili. Przyjaciele poszli za nimi.

Gelani stał sam na scenie, a ruiny jego fałszywego życia rozpadały się wokół niego.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Leave a Comment