W Boże Narodzenie przybyłem wcześniej niż planowałem na przyjęcie w domu rodziców mojej żony. Zamarłem, gdy usłyszałem, jak żona mówi: „Jestem w trzecim tygodniu ciąży… a mój szef wkrótce zostanie ojcem”. Nie zrobiłem sceny. Wyszedłem po cichu. Trzy tygodnie później – właśnie wtedy, gdy myśleli, że to już koniec… – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

W Boże Narodzenie przybyłem wcześniej niż planowałem na przyjęcie w domu rodziców mojej żony. Zamarłem, gdy usłyszałem, jak żona mówi: „Jestem w trzecim tygodniu ciąży… a mój szef wkrótce zostanie ojcem”. Nie zrobiłem sceny. Wyszedłem po cichu. Trzy tygodnie później – właśnie wtedy, gdy myśleli, że to już koniec…

Zadzwoniłem do Emmy.

Odebrała po drugim dzwonku, tak jak zawsze robiła to w obecności rodziców. Nie daj Boże, żeby Patricia usłyszała dzwonek telefonu więcej niż dwa razy.

„Hej, kochanie!” – zaćwierkała. „Gdzie jesteś? Goście zaczynają się pojawiać. Mama już wypija drugą lampkę ponczu jajecznego”.

Spojrzałam na światła migoczące w przednich oknach domu Hendersonów, na cień drzewa rzucany przez okno, na sylwetkę kobiety, której już nie rozpoznawałam, poruszającej się po kuchni swojej matki.

„Wciąż siedzę w biurze” – skłamałem gładko. Lata korporacyjnych pogawędek najwyraźniej dobrze mnie przygotowały na ten moment. „Johnson potrzebował pomocy w uporządkowaniu ostatnich wyników kwartalnych. Chaos na koniec roku. Pewnie będę jeszcze za kilka godzin”.

„Och, szkoda” – powiedziała. Jeśli w jej głosie słychać było rozczarowanie, nie mogłem go usłyszeć. „Mama robi antrykot. Wiesz, że robi to tylko w Wigilię”.

„Zostaw mi talerz” – powiedziałem. „Wpadnę jutro po prezenty i resztki”.

„Okej” – odpowiedziała. „Kocham cię”.

„Tak” – powiedziałem. „Do zobaczenia”.

Rozłączyłem się zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej.

Potem uruchomiłem samochód, odjechałem od krawężnika i pojechałem nie w stronę domu, na którego opłacenie tak ciężko pracowałem, ale w stronę miasta — w stronę loftu mojego brata i tego, co miało nastąpić.

Czterdzieści minut później wychodziłem ze starej windy towarowej i znalazłem się w świecie Camerona.

Jego mieszkanie wyglądało jak plan zdjęciowy niskobudżetowego serialu kryminalnego: ceglane ściany, wysokie sufity, odsłonięte kanały wentylacyjne, trzy ogromne monitory świecące w kącie, ciemna skórzana kanapa pokryta śladami po starych kubkach do kawy. Na półce obok stosu kryminałów i miski z kluczami cicho trzeszczał policyjny skaner.

Cameron miał już otwartego laptopa i jeden monitor wypełniony wynikami wyszukiwania.

„Wyciągnąłem wszystko, co mogłem znaleźć na Pattersona, jadąc samochodem” – powiedział, kiedy zdjąłem płaszcz. „Szef twojej żony to kawał gnoja”.

Gestem zaprosił mnie bliżej.

Na ekranie Derek uśmiechał się niczym z korporacyjnego zdjęcia – opalenizna, jasne zęby, włosy siwiejące na skroniach na tyle, by uznać go za dystyngowanego. W drugim oknie widniało jego zdjęcie z mediów społecznościowych, na którym był na charytatywnym turnieju golfowym w klubie golfowym, owinięty wokół ładnej brunetki w designerskiej sukience. Podpis oznaczony był klubem North Shore, który widziałem tylko z drogi.

„Od piętnastu lat żonaty z kobietą o imieniu Clare” – powiedział Cameron. „Dwoje dzieci w szkole prywatnej, w wieku dziesięciu i ośmiu lat. Członek trzech klubów wiejskich – North Shore, Lakeview i jakiegoś małego miejsca w Wisconsin, gdzie bogaci faceci udają, że żyją w luksusie, podczas gdy ktoś inny grilluje im steki”.

W innym oknie widoczne były zeskanowane pliki kadrowe.

„Według wewnętrznych dokumentów przesłanych przez mojego kontaktowego” – kontynuował Cameron – „dział HR dwukrotnie prowadził dochodzenia w sprawie niewłaściwych relacji z podwładnymi. Dwie różne kobiety. Obie sprawy zakończyły się ugodami – firma rzuca pieniędzmi, podpisuje umowy o zachowaniu poufności, Derek dostaje surowego e-maila i plan działania, który nie przynosi żadnych efektów. To klasyczny zestaw startowy dla drapieżnika średniego szczebla”.

Moja szczęka się zacisnęła.

„Oczywiście, że jeździł na łyżwach” – mruknąłem.

„Ale to nie jest najciekawsza część” – powiedział Cameron, zmieniając ekran.

Na środkowym monitorze otworzył arkusze kalkulacyjne — kolumny liczb, dat, nazw dostawców.

„Patterson defrauduje pieniądze Stellar Dynamics od co najmniej trzech lat” – powiedział Cameron z błyskiem w oku. „Mój kontakt w ich dziale księgowości zasygnalizował nieregularne przelewy do grupy firm-wydmuszek. Na tyle małe, by wtopić się w szum, na tyle duże, by miało znaczenie, gdy się to wszystko zsumuje”.

„Ile?” zapytałem.

„Ostrożne szacunki?” – powiedział. „Dwa miliony dolarów. Może więcej, jak zamknę wszystkie zagraniczne konta. Jest dobry, ale nie rewelacyjny – zostawia ślad, gdy się oddala obraz”.

Opadłem na krzesło przy jego biurku.

Moja żona nie tylko mnie zdradzała ze swoim żonatym szefem. Wybrała sobie przestępcę.

„Czy możesz to udowodnić?” zapytałem.

Usta Camerona wykrzywiły się.

To był ten sam uśmiech, który miał na twarzy, gdy mając trzynaście lat, wymyślił, jak przepuścić wąż ogrodowy sąsiada przez węzeł w płocie, żeby podlać rośliny mamy tak, żeby nikt tego nie zauważył.

„Daj mi czterdzieści osiem godzin” – powiedział. „I dostęp do nagrania, które zrobiłeś. Będę miał wystarczająco dużo dowodów, żeby zakopać tego gościa tak głęboko, że będzie potrzebował łopaty, żeby znów ujrzeć światło dzienne”.

Wysłałem mu plik z telefonu.

Tej nocy leżałem bezsennie na nierównym łóżku gościnnym Camerona, wpatrując się w odsłonięte belki stropowe, podczas gdy odległy dudnienie pociągu linii L przetaczało się przez ceglane ściany. Gdzieś na poddaszu klawiatura Camerona miarowo stukała, a poświata z monitorów tworzyła bladą, niebieską smugę pod drzwiami sypialni.

Emma napisała do mnie SMS-a około dziesiątej.

Mama pyta, gdzie jesteś. Wszyscy inni zdążyli. Lepiej, żebyś znowu nie musiał pracować w święta.

Wpatrywałem się w ekran.

Napisałem: Przepraszam, jestem zawalony pracą. Dam ci radę.

Usunąłem drugie zdanie. Wysłałem tylko: Zajęty. Porozmawiamy jutro.

Ona nie odpowiedziała.

Około północy Cameron zapukał delikatnie i wsunął głowę do środka.

„Śpisz?”

„Ani trochę” – powiedziałem.

Wszedł do środka z dwoma kawałkami pizzy na papierowym talerzu i zimnym piwem.

„Jedz” – powiedział. „Nawodniona zemsta jest lepsza”.

Mimo wszystko prychnąłem.

Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy, a z drugiego pokoju dochodziły dźwięki stłumionego meczu koszykówki.

„Wiesz” – powiedział cicho Cameron – „całe życie byłeś tym, który dba o pokój. Łagodziłeś sytuację, kiedy mama i tata się kłócili, wybrałeś nudną, stabilną drogę, żebym ja mógł być tym nieudacznikiem, który ich denerwuje. Wszystko zrobiłeś dobrze”.

Spojrzał na mnie.

„Nie chodzi o to, że nie jesteś wystarczająco dobry, Ryan. Chodzi o to, że oni są zepsuci”.

Przełknęłam ślinę, próbując pokonać ściśnięte gardło.

„Wiem” – powiedziałem. „Ale dziś wieczorem czuję się, jakbym był głupi przez dekadę”.

Cameron poklepał mnie po ramieniu.

„Dajcie mi czas do wieczora Bożego Narodzenia” – powiedział. „Wtedy przestaniemy czuć i zaczniemy działać”.

Około południa w Boże Narodzenie na biurku Camerona leżała teczka o grubości trzech cali.

„Wesołych świąt” – powiedział, przesuwając go w moją stronę. „Może zechcesz usiąść i spróbować”.

W środku znajdował się starannie uporządkowany nekrolog poświęcony karierze Dereka Pattersona — i podwójnemu życiu Emmy.

Wyciągi bankowe z regularnymi przelewami do firm-fisz zarejestrowanych w Delaware, na Kajmanach i w Belize. Faktury od dostawców, których nie było, jeśli szukało się dalej niż skrytka pocztowa. Wewnętrzne e-maile omawiające „drobne rozbieżności”, które zostały po cichu zgłoszone i zapomniane.

Potem przyszły zdjęcia.

Ziarniste, czarno-białe zdjęcia z monitoringu z hotelu Marriott w centrum miasta, Emma i Derek idący obok siebie po wyłożonym wykładziną korytarzu. Kolorowe zdjęcia z monitoringu od znajomego Camerona z firmy wynajmującej samochody – dłoń Dereka na plecach Emmy, gdy wychodzili z restauracji w River North około północy, twarze zbyt blisko siebie, by mogli być „tylko kolegami z pracy”.

Zdjęcie z firmowego wyjazdu integracyjnego w ośrodku w Wisconsin: Derek w granatowej marynarce, Emma w czerwonej sukience, oboje siedzą w cieniu, tuż z dala od blasku parkietu, podczas gdy inni dyrektorzy wirują w blasku świateł.

„Twoja żona była jego kochanką przez osiem miesięcy” – powiedział cicho Cameron. „Miał przed nią inną. Pewnie i po niej miałby kolejną. To jego hobby”.

Zacisnąłem zęby.

„A co z ciążą?” zapytałem.

Cameron skrzywił się.

„Według jej dokumentacji medycznej – którą uzyskałem całkowicie legalnie, dzięki bardzo chętnej do współpracy znajomej z gabinetu lekarskiego – jest z całą pewnością w ciąży. Harmonogram idealnie pokrywa się z dwutygodniowym okresem w listopadzie, kiedy żona Dereka odwiedzała siostrę w Bostonie. Mnóstwo opłat hotelowych, mnóstwo wspólnych przejazdów między ich gabinetem a tym samym hotelem w centrum miasta”.

Były zrzuty ekranu SMS-ów, które Emma wysłała ze służbowego telefonu, zapisane na firmowym serwerze. Wiadomości, w których nazywała Dereka „Tatusiem” i wysyłała mu zdjęcia strojów, pytając: „ Czy to doprowadzi cię do szaleństwa w sali konferencyjnej?”. Wiadomości, w których rozmawiali o swojej przyszłości – mieszkaniach z widokiem na rzekę, „dziecku, którego naprawdę pragną”, wakacjach w Cabo zamiast „tych przygnębiających, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia”.

Każda strona była kolejnym nożem między moimi żebrami.

„Co to za sztuka?” zapytał Cameron.

Wpatrywałem się w rozłożone papiery — numery, twarze, daty.

„Zniszczymy ich oboje” – powiedziałem. „Całkowicie. Legalnie. Dokładnie”.

Uśmiech Camerona był szeroki.

„To mój brat” – powiedział. „Więc. Krok pierwszy.”

Krok pierwszy to Clare Patterson.

Cameron odnalazł jej numer: numer kierunkowy podmiejskiego Illinois, prawdopodobnie telefon komórkowy w kwiecistym etui i z ekranem pełnym rozmów grupowych PTA.

„Ona zasługuje na to, żeby wiedzieć” – powiedziałem.

„Zgadzam się” – odpowiedział Cameron. „I będzie potężnym sojusznikiem, jeśli zdecyduje się to wszystko spalić. Piekło nie zna furii jak żona korporacji, która właśnie dostała rachunki”.

Tego wieczoru, podczas gdy większość Amerykanów zajadała się resztkami i oglądała koszykówkę, wyszedłem z telefonem na schody przeciwpożarowe Camerona. Metal pod moją dłonią był lodowaty, gdy wybierałem numer.

„Halo?” Ostrożny głos kobiety.

„Pani Patterson?” zapytałem.

„Tak” – powiedziała. „Kto dzwoni?”

„Nazywam się Ryan Mitchell” – powiedziałem. „Jestem mężem jednej z pracownic twojego męża. Emmy Mitchell. Musimy porozmawiać o Dereku”.

W tle słychać było stłumiony śmiech dzieci, telewizor odtwarzający coś animowanego, szelest papieru do pakowania.

Musiała przejść do innego pokoju, ponieważ hałas ucichł i kolejka stała się cichsza.

„A co z Derekiem?” zapytała. Jej głos był teraz chłodniejszy. Ostrzejszy.

„Ma romans z moją żoną” – powiedziałem. „Jest w ciąży z jego dzieckiem. I istnieją niezbite dowody na to, że od kilku lat defrauduje pieniądze z Stellar Dynamics”.

Cisza.

Nie cisza wywołana przerwaniem połączenia. Kontrolowana cisza wywołana wstrzymanym oddechem.

„Pani Patterson?” zapytałem.

„Jestem tutaj” – odpowiedziała w końcu. „Od jak dawna wiesz?”

„Dowiedziałem się wczoraj wieczorem” – powiedziałem. „W Wigilię. Podsłuchałem, jak Emma rozmawiała z matką. Nagrałem to. Mój brat jest prywatnym detektywem – mamy zdjęcia, dokumentację finansową, dokumenty wewnętrzne. Wystarczająco dużo, żeby sfinansować rozwód i pomóc organom ścigania”.

Krótki, pozbawiony humoru śmiech wyrwał się z tłumu.

„Oczywiście, że tak” – powiedziała cicho. „Oczywiście, że Derek wybrałby Boże Narodzenie”.

„Podejrzewałeś coś” – powiedziałem.

„Latami” – przyznała. „Wyjazdy, które trwały długo. Opłaty za bieliznę na karcie, które nie pokrywały się z niczym, co posiadałam. Ale nigdy nie miałam dowodu – tylko złe przeczucie i mnóstwo wymówek”.

„Czy możesz mi wysłać to, co masz?” zapytała. „Wszystko?”

„Mogę zrobić więcej” – odpowiedziałem. „Mój brat może spotkać się z tobą osobiście, omówić wszystko i skoordynować działania z agentami federalnymi, którzy już węszą w Stellar Dynamics. Interesują się liczbami Dereka. To uzupełnia luki”.

Przez kolejną długą chwilę milczała.

„Bardzo bym chciała” – powiedziała w końcu Clare. „A pan Mitchell?”

“Tak?”

„Dziękuję, że do mnie zadzwoniłeś” – powiedziała. „Większość mężczyzn skupiłaby się na swoim własnym bałaganie”.

„Moja żona pomogła twojemu mężowi zniszczyć moje życie” – powiedziałem. „Najmniej, co mogę zrobić, to pomóc ci zniszczyć jego życie”.

Spędziliśmy kolejne trzydzieści minut, dopracowując szczegóły. Clare była szybka – zadawała trafne pytania, jasno określała priorytety. Myślała już o ochronie dzieci, zabezpieczeniu funduszy na studia, zabezpieczeniu aktywów, zanim Derek zdąży cokolwiek ruszyć.

Kiedy się rozłączyłam, prawie zrobiło mi się żal Dereka.

Prawie.

Za chwilę miał zostać zmiażdżony przez falę, o której nie miał pojęcia, że ​​nadejdzie.

Krok drugi polegał na złożeniu dokumentów rozwodowych.

Dwudziestego siódmego grudnia Chicago wróciło do normy – romantyzm świąt Bożego Narodzenia przeminął, pozostawiając za sobą szare błoto pośniegowe, brudne zaspy i ludzi w grubych płaszczach, którzy z trudem wracali do pracy.

Biuro Davida mieściło się na dwudziestym czwartym piętrze nad rzeką Chicago, w jednym z tych szklanych budynków, w których każde piętro wyglądało jak inna wersja tej samej kancelarii prawnej.

Siedziałem naprzeciwko niego przy wypolerowanym stole, z piórem w ręku, podczas gdy on omawiał ze mną dokumenty.

„Oto petycja” – powiedział, stukając w stos. „Podstawa: cudzołóstwo. Oto intercyza, oto dowód z transkrypcją nagrania audio, a oto oświadczenia finansowe. Byłeś bardzo skrupulatny, co sprawi, że to będzie bułka z masłem w porównaniu z większością moich spraw”.

„Dom?” – zapytałem.

„Zachowaj to” – powiedział. „Intercyza jest bardzo jasna. Kupiłeś ją przed ślubem, jej nazwisko dodano później dla wygody, a nie dla wkładu własnego. Biorąc pod uwagę to, klauzulę o cudzołóstwie i dokumentację jej romansu, każdy sędzia w hrabstwie Cook stanie po twojej stronie”.

Złożyłam parafy i podpisałam się we wskazanym miejscu.

„Prawnik Emmy nadal będzie udawał” – ostrzegł David. „Zażąda alimentów, emerytury, może nawet części twoich kont maklerskich. To jego zadanie. A moim zadaniem jest ich zgarnąć”.

„Zrób to” – powiedziałem.

Zebrał podpisane strony.

„Powiem doręczycielowi dokumentów, żeby jej to wręczył w biurze” – powiedział. „Zgadza się?”

Wyobraziłem sobie Emmę siedzącą w tym eleganckim wieżowcu w szklanej sali konferencyjnej obok Dereka i myślącą, że jest nietykalna.

„Jestem w tym więcej niż dobry” – powiedziałem.

Dwa dni później została doręczona.

Informacje przekazał nam kontakt Camerona z działu HR.

We wtorek rano odbywało się zebranie wydziałowe. Derek stał na czele długiej, przeszklonej sali konferencyjnej z podwiniętymi rękawami, opowiadając o wynikach za czwarty kwartał, podczas gdy na ścianie za nim świecił PowerPoint. Przez okna z jednej strony rozciągała się panorama Chicago; reszta piętra mogła zajrzeć do środka.

Do pokoju weszła kobieta w marynarce i wygodnych szpilkach. Przeprosiła za przerwanie i rozejrzała się po pomieszczeniu.

„Czy jest tu Emma Mitchell?” zapytała.

Emma podniosła rękę i zmarszczyła brwi.

„To ja.”

Kelner przeszedł przez pokój i podał jej grubą kopertę.

„Został pan obsłużony” – powiedziała po prostu.

Na chwilę w całym pomieszczeniu zapadła cisza. Starannie wyćwiczona przemowa Dereka urwała się w pół zdania.

Emma spojrzała na kopertę, a potem na Dereka.

Zbladła.

Derek próbował ratować sytuację.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Pizza z kurczakiem Tikka

500 gramów mąki uniwersalnej 1 łyżeczka soli 2 łyżeczki cukru 2 łyżeczki aktywnych suchych drożdży 1 jajko 2 łyżki oleju ...

Spektakularny rozkwit roślin – wystarczy jedna łyżeczka!

Jak wspomniano powyżej, rozkwit ulubionych kwiatów nigdy nie jest łatwym procesem. Aby odnieść sukces, potrzeba dużo troski i cierpliwości i ...

Jak pozbyć się nieprzyjemnych zapachów w toalecie

Następnie chcesz spryskać pianką do golenia wokół toalety. Osobiście uważam, że większość nieprzyjemnych zapachów pochodzi z podstawy toalety, więc upewniłem ...

Leave a Comment