Tyle według jej męża warte były pięć lat lojalności, pracy i poświęceń.
Tymczasem dom, w którym zamieszkali, był w ogóle możliwy do zbudowania dzięki zaliczce, którą otrzymała z pieniędzy zarobionych na szyciu — całe noce spędzała na podwijaniu spódnic i naprawianiu zamków błyskawicznych u sąsiadów.
„Nie podpiszę” – powiedziała Stella. Głos jej drżał, ale zmusiła się do wypowiedzenia tych słów. „Zapłaciliśmy razem za ten dom. Zaliczka była moja. Mam do niej prawo”.
Twarz Gabe’a pociemniała. Na szyi pulsowała mu żyła.
„Ty niewdzięczna kobieto” – syknął, podchodząc tak blisko, że poczuła zapach jego wody kolońskiej. „Myślisz, że ta mała suma pieniędzy znaczy cokolwiek w porównaniu z tym, co zapłaciłem od tamtej pory? Żyjesz tylko z mojego sukcesu”.
Jego ostre słowa zawisły ciężko w powietrzu.
Gdy tak bredził, jego wzrok w końcu powędrował w stronę postaci siedzącej obok Stelli.
Starszy mężczyzna. Znoszone ubranie. Drewniana laska.
Gabe skrzywił się.
„A kim ty jesteś?” – prychnął. „Czyjś dziadek tu jest, żeby oglądać ten dramat? To prywatna sprawa. Idź sobie usiąść gdzie indziej”.
Gwałtownie wykonał ruch ręką, jakby strzepywał kurz z rękawa.
Pan Kesler zachował całkowity spokój.
„Proszę, mów dalej” – powiedział łagodnie. „Po prostu słucham. Nie codziennie widzę kogoś, kto tak bardzo stara się zniszczyć sobie życie słowami”.
Kilka osób siedzących w pobliżu poruszyło się, wyczuwając napięcie.
Oczy Gabe’a się zwęziły.
„Co ty właśnie powiedziałeś?” – warknął. „Wiesz co? Nie muszę tego znosić. Leo, idź po ochronę. Powiedz im, że kręci się tu jakiś destrukcyjny typ. On tu nie pasuje”.
„Gabe!” – wykrzyknęła Stella, instynktownie stając przed panem Keslerem. „Proszę, nie bądź niegrzeczny. Ten mężczyzna pomógł mi wcześniej w autobusie. To porządny człowiek. Ma więcej klasy niż to, co teraz pokazujesz”.
Gabe się roześmiał.
„To?” Wskazał na kraciastą koszulę staruszka i zniszczone buty. „To twój nowy opiekun? Nieznajomy z autobusu?”
Pokręcił głową.
„Wow, Stella. Rozwiedziona z szanowanym prawnikiem, a teraz chowasz się za staruszkiem, którego dopiero co poznałaś. To…” uśmiechnął się ironicznie, szukając odpowiedniego słowa, „żałosne”.
Leo zaśmiał się nerwowo, wyraźnie nie chcąc brać w tym udziału, ale jednocześnie bał się zaprzeczyć słowom Gabe’a.
Gabe znów skupił uwagę na Stelli.
„Moja cierpliwość się skończyła” – powiedział cicho i groźnie. „Podpisz teraz te papiery, albo obiecuję, że wykorzystam wszystkie znane mi sztuczki prawne, żebyś pożałował, że tego nie zrobiłeś.
„W tej sali sądowej poruszę wszystkie wstydliwe kwestie, jakie tylko będę mógł poruszyć. Zostawię cię z niczym”.
Łzy spływały po policzkach Stelli.
Za nią pan Kesler powoli podniósł się na nogi.
Jego ruchy były spokojne, ale emanowała z niego cicha siła.
„Synu” – powiedział, a jego głos nagle stał się głębszy, bardziej władczy – „na pewno chcesz dalej tak mówić? Do swojej żony… i do kogoś w wieku twojego dziadka?”
„W zawodzie, którym się chwalisz, etyka jest równie ważna jak wiedza.”
Gabe patrzył na niego, jakby stracił rozum.
„A kim właściwie jesteś, żeby mnie pouczać?” – zapytał Gabe. „Co wiesz o prawie? Jestem Gabe Mendoza , starszy prawnik w Kesler & Partners , jednej z największych kancelarii prawnych w tym kraju.
„Jesteś po prostu jakimś starym człowiekiem, który stanął mi na drodze.”
Na dźwięk nazwy firmy oczy pana Keslera na ułamek sekundy zabłysły.
Cicho westchnął i pokręcił głową.
„A od kiedy” – zapytał – „ Kesler & Partners zatrudnia prawników, którzy w ten sposób przemawiają do ludzi publicznie?”
Gabe mrugnął.
„Skąd znasz moją firmę?” – zapytał.
Zamiast odpowiedzieć, pan Kesler uniósł dłoń, by odgarnąć siwe włosy. W świetle jarzeniówek jego twarz nagle stała się nieomylnie wyraźna.
Mocna linia żuchwy. Ostry nos. Mały, charakterystyczny pieprzyk pod lewym okiem.
Leo, stojący tuż za Gabem, zesztywniał.
Aktówka wypadła mu z ręki i z głośnym hukiem uderzyła o podłogę.
„Leo?” – warknął Gabe. „Co ty robisz?”
Leo był blady. Jego ręka drżała, gdy uniósł drżący palec w stronę starca.
„Szefie…” wyszeptał ledwo słyszalnym głosem. „Spójrz mu w twarz. Naprawdę na niego spójrz.”
Gabe zwrócił się do starca.
Przez sekundę nic nie zadziałało.
Wtedy jego myśl powędrowała do gigantycznego, dwumetrowego obrazu olejnego, który wisiał w głównym holu Kesler & Partners .
Obraz założyciela firmy. Żywa legenda świata prawniczego, którego książki były lekturą obowiązkową na każdej amerykańskiej uczelni prawniczej. Mężczyzna, którego oprawione zdjęcie stało na biurku Gabe’a w biurze jako „inspiracja”.
Plotki głosiły, że mężczyzna jest na emeryturze, wiedzie spokojne życie i rzadko pokazuje się publicznie.
Profesor Arthur Kesler.
Podobieństwo było niezaprzeczalne.
Krew odpłynęła z twarzy Gabe’a.
„P-Profesorze… Kesler?” wyjąkał.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się lekko — zupełnie nie przypominało to ciepłego uśmiechu, którym obdarzył Stellę w autobusie.
„Wygląda na to, że jednak ma pan wzrok, panie Mendoza” – powiedział cicho. „Zaczynałem już myśleć, że zapomniał pan twarzy osoby, której nazwisko widnieje na pańskim czeku”.
Nogi Gabe’a zmiękły. Chwycił się oparcia krzesła, żeby utrzymać się w pozycji pionowej.
Nieznajomy, którego właśnie obraził i próbował wyrzucić z budynku… był założycielem i właścicielem kancelarii prawnej, która napędzała jego karierę.
Stella z zakłopotaniem patrzyła, jak siedzący obok niej mężczyzna – którego przed chwilą wyśmiewano, nazywając nikim – nagle stał się centrum uwagi wszystkich.
„Profesorze, ja… nie wiedziałem, że to pan” – wyjąkał Gabe. „Gdybym wiedział…”
„Gdybyś wiedział, że to ja” – przerwał pan Kesler – „traktowałbyś mnie z przesadnym szacunkiem. Mógłbyś mi nawet zaproponować swoje krzesło”.
Jego wzrok się wyostrzył.
„Ale ponieważ myślałeś, że jestem po prostu zwykłym starszym człowiekiem, wierzyłeś, że masz prawo traktować mnie bez podstawowego szacunku.
„Tak traktujesz klientów, którzy nie wyglądają na bogatych? Tak traktujesz strony przeciwne? Czy takim prawnikiem postanowiłeś zostać w firmie, której drzwi wiszą na moim nazwisku?”
Gabe otworzył usta, ale nie wydobył z siebie niczego sensownego.
Leo, poruszając się szybciej niż Gabe, pochylił głowę głęboko.
„Bardzo przepraszam, profesorze Kesler” – wyrzucił z siebie Leo. „Nie rozpoznałem pana. Proszę wybaczyć wszelki brak szacunku z mojej strony. Ja… Po prostu podążałem za przykładem Gabe’a”.
Pan Kesler nawet na niego nie spojrzał.
Jego uwaga cały czas skupiona była na Gabe’ie.
„Mówiłeś, że twoja żona cię zawstydza, bo jechała autobusem” – powiedział pan Kesler. „Ja też jechałem autobusem dziś rano. Czy to znaczy, że ja też cię zawstydzam?”
„Nie, proszę pana… nie, profesorze!” krzyknął Gabe. Łzy paniki błyszczały w jego oczach. „Nie o to mi chodziło, przysięgam. Po prostu… nie zdawałem sobie sprawy…”
„Nie zdawałeś sobie sprawy, kim jestem” – powiedział spokojnie pan Kesler. „Ale wiedziałeś dokładnie, kim ona jest”.
Skinął głową w stronę Stelli.
„Twoja żona” – powiedział. „Kobieta, która cię wspierała, kiedy nic nie miałeś. Ta, która uratowała nieznajomego w autobusie dziś rano. A ty tak do niej mówiłeś publicznie”.
Gabe padł na kolana.
Tam, na zimnej podłodze sądu.
„Profesorze, proszę” – błagał, chwytając pana Keslera za rękę. „Nie rujnuj mi kariery. Nie donoś na mnie. Wycofam pozew. Anuluję rozwód. Zrobię wszystko. Wrócę do Stelli. Proszę, nie niszcz mnie”.
Stella odwróciła się, czując skurcz żołądka.
Nie błagał z miłości. Błagał ze strachu.
Pan Kesler delikatnie uwolnił rękę.
„Za późno na teatralność, Gabe” – powiedział zimnym głosem. „Nie błagasz, bo żałujesz tego, co zrobiłeś żonie. Błagasz, bo boisz się stracić swój styl życia.
„Zasługuje na wolność. I zasługuje na sprawiedliwość”.
Wyprostował się, prosta kraciasta koszula i stare eleganckie spodnie w niczym nie przyćmiły autorytetu jego postawy.
„Wstawaj” – powiedział. „Zakończymy to przed sędzią, jak należy. Jak dorośli, którzy muszą odpowiedzieć za swoje decyzje”.
Odwrócił się do Stelli i wyciągnął rękę.
„Chodź, Stello” – powiedział łagodnie. „Wejdźmy do środka. Nie bój się. Sprawiedliwość jest dziś po twojej stronie”.
Stella wsunęła swoją drżącą dłoń w jego dłoń.
Razem poszli w kierunku Sali Przesłuchań nr 3.
Za nimi Gabe z trudem podniósł się na nogi i ruszył za nim ciężkim krokiem, a jego serce waliło teraz z zupełnie innego powodu.
Część czwarta – przesłuchanie
Sala rozpraw nr 3 wyglądała jak każda inna sala sądowa, którą Stella widziała w telewizji — tylko mniejsza i bardziej zniszczona.
Wyblakłe białe ściany. Rzędy drewnianych ławek wypolerowanych latami nerwowych rąk. Amerykańska flaga w rogu. Pieczęć stanu Illinois wisząca nad ławą sędziowską.
Gabe zajął miejsce przy stole petenta, a Leo u jego boku. Jego wcześniejsza pewność siebie zniknęła. Jego ramiona były zgarbione. Jego wzrok nerwowo zerkał w stronę drzwi, przez które mieli wejść sędziowie.
Po drugiej stronie przejścia Stella siedziała przy stole pozwanego.
Obok niej siedział Arthur Kesler.
Wyglądał na całkowicie zadomowionego. Siedział wyprostowany, obie ręce oparł na lasce, a oczy miał na chwilę zamknięte, jakby pogrążony w cichej refleksji.
Komornik wystąpił naprzód.
„Wszyscy wstańcie!” – zawołał.
Otworzyły się boczne drzwi i do środka weszło trzech sędziów w czarnych togach, którzy zajęli swoje miejsca na ławie.
Sędzia przewodniczący, mężczyzna w średnim wieku, w grubych okularach i z zaciętą szczęką, rozglądał się po sali w sposób, w jaki zawsze robią to sędziowie — wypatrując kłopotów, zanim się pojawią.
Jego wzrok przesunął się na Gabe’a, na Leo, na Stellę.
Wtedy jego wzrok padł na starca siedzącego obok Stelli.
Zamarł.
Przez chwilę sędzia przewodniczący po prostu patrzył.
Potem jego surowy wyraz twarzy zmienił się w wyraz szoku i… szacunku.
„Profesor Kesler?” wyszeptał, zanim zdążył się powstrzymać.
Dwaj sędziowie pomocniczy po obu stronach odwrócili się, zaskoczeni. Na ich twarzach również pojawiło się zrozumienie.
Arthur Kesler otworzył oczy i uśmiechnął się delikatnie.
„Proszę kontynuować swoje obowiązki, Wasza Wysokość” – powiedział spokojnym i pełnym szacunku tonem. „Nie bierz mnie tu pod uwagę. Po prostu towarzyszę komuś, kto szuka sprawiedliwości”.
Zwrot „nie uważajcie mnie tu za kogoś ważnego” miał dokładnie odwrotny skutek.
Każdy sędzia, każdy prawnik w tym pokoju wiedział, co oznacza jego obecność.
Poziom rozprawy właśnie osiągnął najwyższy poziom.
Sędzia przewodniczący przełknął ślinę i skinął głową.
„To zaszczyt gościć pana tutaj, Profesorze” – powiedział formalnie. „Dziękuję za przybycie”.


Yo Make również polubił
Co wąsy podbródkowe mogą powiedzieć o Twoim zdrowiu?
Stara, ale moja ulubiona sałatka. Sukces we wszystkich stołówkach w latach 90-tych
Składniki ciasta: jak je prawidłowo włożyć
30 ostrzegawczych oznak raka, które ludzie ignorują, dopóki nie jest za późno