Kawa, którą piłem – kawa, którą Rosa celowo rozlała – była przeznaczona dla mnie.
Miałem wrażenie, że jazda karetką do Szpitala Ogólnego w Bostonie trwała wieczność, choć prawdopodobnie nie dłużej niż piętnaście minut.
Siedziałem z tyłu obok Carltona i obserwowałem, jak ratownicy medyczni udzielają pomocy Ever, która na zmianę odzyskiwała i traciła przytomność.
Jej twarz miała kolor popiołu.
Maska tlenowa zakrywała połowę jej twarzy, lecz jej oddech pozostał płytki i ciężki.
Carlton trzymał ją za rękę i powtarzał:
„Będzie dobrze, kochanie. Wszystko będzie dobrze.”
Ale zauważyłem coś, co zmroziło mnie bardziej niż stan Evera.
W jego głosie nie było słychać autentycznej paniki.
Owszem, budziło to niepokój, ale brzmiało jak wypowiedź aktora wygłaszającego kwestie, a nie męża obserwującego walkę żony o życie.
Ciągle myślałem o ostrzeżeniu Rosy.
I celowy sposób, w jaki wylała tę kawę.
Dwadzieścia lat wspólnej pracy.
Rosa nigdy nie była niezdarna.
Nigdy.
Odkurzała bezcenne antyki, dotykała delikatnej porcelany i poruszała się po moim domu z precyzją osoby, która rozumie wartość wszystkiego, czego się dotknęła.
W szpitalu Ever został natychmiast przewieziony na oddział ratunkowy.
Carlton i ja zostaliśmy skierowani do poczekalni, w której unosił się zapach środków dezynfekujących i strachu.
Światło jarzeniówek było zbyt jasne, przez co wszystko wydawało się płaskie i surowe, a twarz Carltona wyglądała na wychudzoną i dziwną.
„Powinienem zadzwonić do jej rodziców” – powiedział Carlton, chodząc tam i z powrotem.
„Będą chcieli wiedzieć, co się stało”.
„Co im powiesz?” – zapytałem.
Przestał chodzić i spojrzał na mnie.
„Prawdę” – powiedział. „Że zemdlała w domu i nie wiemy dlaczego”.
Ale to nie jest do końca prawda.
Prawda była taka, że Ever zasłabł po wypiciu kawy, która miała być moja.
Prawda była taka, że moja synowa mogła umierać z powodu trucizny przeznaczonej dla mnie.
Lekarka pojawiła się około godziny później — zmęczona kobieta po czterdziestce, o życzliwych oczach i poważnym wyrazie twarzy.
„Czy jesteście rodziną Ever Whitmore?”
„Jestem jej mężem” – odpowiedział natychmiast Carlton.
„To moja matka. Jak się czuje?”
„Jej stan jest stabilny” – powiedział lekarz – „ale wykonujemy szczegółowe badania krwi. Jej objawy sugerują spożycie jakiejś substancji toksycznej. Czy możesz sobie przypomnieć coś nietypowego, co mogła dzisiaj spożyć? Jakieś leki, suplementy, środki czystości?”
Carlton zbyt szybko pokręcił głową.
„Nic nadzwyczajnego. Piliśmy kawę i rozmawialiśmy o interesach, kiedy nagle poczuła zawroty głowy i zemdlała.”
Lekarz zrobił notatki.
„A co z kawą? Skąd się wzięła?”
„Przywiozłeś to kiedyś z nowego miejsca na Newbury Street?” – odpowiedział Carlton.
„Ale moja matka i ja piłyśmy tę samą kawę i wszystko było w porządku.”
Ale to też nie była prawda.
Nie zdążyłem wypić ani kropli, gdy Rosa rozlała mi napój, a ta odrobina, którą wypiłem, spowodowała u mnie zawroty głowy i dezorientację.
Efekty te zaczęły ustępować w trakcie jazdy karetką, odzyskałem jasność umysłu i narastającą pewność, że ktoś próbował mnie zabić.
„Będziemy musieli zbadać resztki kawy i jedzenia z twojego spotkania” – kontynuował lekarz. „Policja będzie chciała zbadać, czy to celowe zatrucie”.
Zobaczyłem, jak szczęka Carltona zacisnęła się — niemal niezauważalnie.
„Oczywiście” – powiedział. „Cokolwiek potrzebujesz”.
Po wyjściu lekarza Carlton wyciągnął telefon.
„Muszę zadzwonić do Rosy” – powiedział. „Niech posprząta bałagan z dzisiejszego ranka, zanim przyjedzie policja”.
„Właściwie” – powiedziałem cicho – „myślę, że powinniśmy zostawić wszystko dokładnie tak, jak jest”.
Spojrzał na mnie ostro.
„Dlaczego mielibyśmy to zrobić?”
„Bo gdyby ktoś próbował otruć Ever” – powiedziałem, ostrożnie dobierając słowa – „dowody mogłyby pomóc im ustalić, kto to zrobił”.
Carlton wpatrywał się we mnie.
Coś przemknęło mu przez twarz.
Obliczenie.
„Myślisz, że ktoś ją celowo otruł?” zapytał.
„Myślę, że nie powinniśmy wyciągać żadnych wniosków, dopóki nie dowiemy się więcej”.
Ale ja już wcześniej poczyniłem takie założenie.
Ktoś próbował mnie otruć.
Pytanie brzmiało, czy Carlton był częścią planu, czy też był tak niewinny, jak udawał.
Kiedy przeprosiłem i postanowiłem skorzystać z toalety, wyszedłem na zewnątrz i zadzwoniłem do Rosy.
Odebrała po pierwszym dzwonku, jakby czekała przy telefonie.
„Pani Whitmore” – powiedziała napiętym głosem – „jak się czuje pani Ever?”
„Ona żyje, Rosa” – powiedziałem. „Nie dzięki kawie, którą przyniosła dziś rano”.
Zapadła długa cisza.
Wtedy Rosa przemówiła, niemal szeptem.
„Musi pani coś wiedzieć, pani Whitmore. Rzeczy, które widziałem… rzeczy, o których powinienem był powiedzieć pani wcześniej”.
„Jakiego rodzaju rzeczy?”
„Czy możesz się ze mną spotkać w jakimś ustronnym miejscu? Nie w domu. Pan Carlton powiedział, że mnie dziś zwolni za niezdarność i nie sądzę, żeby którakolwiek z nas mogła bezpiecznie rozmawiać w miejscu, gdzie mógłby nas usłyszeć”.
Moje serce waliło.
“Gdzie?”
„Jest mała kawiarnia o nazwie Marley’s na Commonwealth Avenue, jakieś sześć przecznic od szpitala. Mogę tam być za dwadzieścia minut”.
„Rosa” – powiedziałem – „czy mówisz to, co myślę, że mówisz?”
„Mówię, że pani Ever od tygodni dosypywała ci czegoś do porannej kawy i w końcu nie mogłam już na to patrzeć” – powiedziała.
„Mówię, że śledziłem wszystko, a ty jesteś w większym niebezpieczeństwie, niż ci się wydaje.”
Linia się urwała.
Stałem na zatłoczonym chodniku w Bostonie — taksówki trąbiły, a ludzie dojeżdżający do pracy przechodzili z kubkami kawy w rękawiczkach — a cały mój świat obrócił się wokół własnej osi.
Przez tygodnie.
Ever truł mnie powoli, ostrożnie, metodycznie.
A dziś miała być ostatnia dawka.
Wróciłem do szpitala oszołomiony.
Gdy dotarłem do poczekalni, Carlton rozmawiał przez telefon cichym, pilnym tonem.
„Nie” – powiedział. „Wszystko poszło nie tak. Jest teraz w szpitalu i policja będzie to badać”.
Zobaczył, że się zbliżam i szybko zakończył rozmowę.
„To była praca” – powiedział gładko. „Musiałem odwołać popołudniowe spotkania”.
Ale już wystarczająco dużo słyszałam, żeby wiedzieć, że to nie był nikt z biura.
Carlton spodziewał się, że coś pójdzie nie tak.
Był przygotowany na interwencję policji.
„Carlton” – powiedziałem, siadając obok niego – „chcę, żebyś był ze mną całkowicie szczery w pewnej sprawie”.
Odwrócił się w moją stronę.
Na moment jego maska opadła.
Zobaczyłem strach w jego oczach.
I coś jeszcze.
Gniew.
„Co chcesz wiedzieć, mamo?”
„Od jak dawna planował Pan przejęcie firmy?”
“Co masz na myśli?”
„Mam na myśli” – powiedziałem, a moje słowa smakowały jak żelazo – „jak długo czekałeś na moją śmierć, żebyś mógł odziedziczyć wszystko?”
Pytanie zawisło między nami niczym czyjaś fizyczna obecność.
Na twarzy Carltona malowały się różne emocje — szok, ból, złość, a potem coś, co wyglądało niemal jak ulga.
„Mamo, nigdy nie chciałbym, żeby coś ci się stało” – powiedział.
„Wiesz o tym.”
Odpowiedział zbyt szybko.
W jego głosie znów słychać było tę sztuczną nutę.
Jakby to przećwiczył.
„Wyjdę na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza” – powiedziałem, wstając.
„Zadzwonisz do mnie, jeśli będą jakieś wieści o Ever?”
„Oczywiście” – powiedział.
Gdy odchodziłem, usłyszałem, jak wykonuje kolejną rozmowę telefoniczną.
Nie mogłem zrozumieć słów, ale ton był naglący, niemal panikarski.
Dwadzieścia minut później siedziałem naprzeciwko Rosy w małej, słabo oświetlonej kawiarni, w której unosił się zapach cynamonu i starej kawy.
Rosa wyglądała na starszą niż swoje pięćdziesiąt dwa lata.
Na jej twarzy malował się niepokój i coś, co wyglądało na poczucie winy.
„Powinnam była ci powiedzieć wcześniej” – powiedziała bez wstępu. „Ale na początku nie byłam pewna, a potem bałam się, że mi nie uwierzysz”.
„Powiedz mi teraz” – powiedziałem.
Rosa wyciągnęła z torebki mały notesik i położyła go na stole między nami.
„Zacząłem spisywać te rzeczy jakieś trzy miesiące temu, kiedy po raz pierwszy zauważyłem, że pani Ever robi coś dziwnego.”
Otworzyła notatnik.
Strony zapisane starannym pismem.
Daty i godziny.
Szczegółowe obserwacje.
„Codziennie rano pijesz kawę w salonie, czytając gazetę” – powiedziała Rosa.
„Przez dwadzieścia lat przygotowywałem tę kawę w ten sam sposób, w tej samej filiżance i podawałem ją na tej samej tacy”.
„Ale trzy miesiące temu pani Ever zaczęła przychodzić wcześnie rano, kiedy miałeś spotkania biznesowe. Przejęła obsługę kawy, upierając się, że mam wystarczająco dużo zajęć”.
Pamiętałem te wizyty.
Przybywała zawsze przed dziewiątą, uśmiechała się i twierdziła, że chce pomóc w przygotowaniach.
Wtedy wydawało mi się to słodkie.
Teraz zrobiło mi się niedobrze.
„Na początku myślałam, że ona po prostu chce pomóc” – kontynuowała Rosa.
„Ale potem zauważyłem, że w te poranki zaczynasz się źle czuć – zawroty głowy, mdłości, osłabienie. Mówiłeś, że to stres, ale działo się tak tylko wtedy, gdy pani Ever dotykała twojej kawy.”
Pokazała mi stronę z datami i objawami.
Trzy miesiące uważnej obserwacji zapisane precyzyjnym pismem Rosy.
„Zaczęłam więc przyglądać się jej uważniej” – powiedziała Rosa.
„Pewnego ranka, jakieś sześć tygodni temu, udawałem, że zajmuję się spiżarnią, ale przez okienko kuchenne mogłem zajrzeć do kuchni. Pani Ever miała małą fiolkę z przezroczystym płynem i wlała kilka kropli do kawy, zanim ją zamieszała.”
Zrobiło mi się sucho w ustach.
„Sześć tygodni” – wyszeptałem.
„Sześć tygodni tego.”
„Dlaczego mi wtedy nie powiedziałeś?”
Oczy Rosy zaszkliły się.
„Bo się bałam” – przyznała. „Pan Carlton dwukrotnie groził mi zwolnieniem za zadawanie zbyt wielu pytań. Powiedział, że robię się zbyt wścibska. Bałam się, że jeśli bez dowodów oskarżę jego żonę o otrucie, nie tylko mnie zwolni, ale i dopilnuje, żebym już nigdy nie mogła pracować nigdzie indziej”.
„Więc zacząłeś prowadzić dokumentację” – powiedziałem.
„Zaczęłam prowadzić zapiski” – powiedziała Rosa – „i robić zdjęcia”.
Wyciągnęła telefon.
Zdjęcia wypełniły ekran.
Zawsze w mojej kuchni, sięgając do torebki.
Zawsze stała nad moją filiżanką, trzymając coś w ręce.
Ciągle poruszony, z wyrazem zimnego skupienia.
„A dziś rano” – powiedziała Rosa drżącym głosem – „widziałam, jak zaaplikowała więcej kropli niż zwykle. Znacznie więcej. I słyszałam ją wcześniej przez telefon, jak rozmawiała z panem Carltonem o tym, że wszystko skończy się dzisiaj”.
Usiadłem wygodnie, a moje ręce się trzęsły.
„Więc upewniłeś się, że tego nie wypiłem.”
„Nie mogłam pozwolić, żeby cię zabiła, pani Whitmore” – powiedziała Rosa.
„Byłeś dla mnie dobry przez dwadzieścia lat. Pomogłeś mi, kiedy moja córka chorowała. Zapłaciłeś za jej operację, kiedy mnie na nią nie było stać. Traktowałeś mnie jak członka rodziny, kiedy moja rodzina była tysiące kilometrów stąd”.
Sięgnąłem przez stół i wziąłem Rosę za rękę.
„Uratowałeś mi życie” – powiedziałem.
Rosa ścisnęła moją dłoń.
„To nie wszystko” – powiedziała.
„Rzeczy, których dowiedziałem się o panu Carltonie.”
Przejrzała inną część notatnika.
Spotykał się z prawnikami w sprawie zmiany twojego testamentu. Wykupił dla ciebie polisy na życie, o których nie wiesz. I przelewał pieniądze z kont firmowych na konta, do których tylko on ma dostęp.
Zdrada była głębsza, niż się spodziewałem.
Carlton nie czekał, aż umrę śmiercią naturalną.
Aktywnie planował moje morderstwo, jednocześnie kradnąc firmę, która ostatecznie miała stać się jego dziedzictwem.
„Ile pieniędzy przeniósł?” – zapytałem.
Rosa zajrzała do notatek.
„Z tego, co zobaczyłem w papierach, które zostawił w gabinecie – co najmniej dwieście tysięcy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Może więcej”.
Dwieście tysięcy.
Wystarczająco dużo, aby zatrudnić profesjonalną pomoc.
Wystarczająco dużo, aby ukryć dowody.
Wystarczająco dużo, by kupić ciszę.
Wystarczająco dużo, by sfinansować spisek mający na celu morderstwo.
„Rosa” – powiedziałem – „chcę, żebyś coś dla mnie zrobiła”.
“Co?”
„Musisz zebrać wszystkie dowody i zanieść je bezpośrednio na policję. Nie wracaj najpierw do domu. Nie dzwoń do nikogo. Po prostu jedź prosto na komisariat.”
Jej twarz się napięła.
„A co z tobą?”
„Wracam do szpitala i czekam na wyniki badań” – powiedziałem. „Jeśli potwierdzą, że Ever został otruty, pojawią się pytania, na które Carlton nie będzie w stanie odpowiedzieć”.
Gdy wstawaliśmy, żeby wyjść, Rosa złapała mnie za ramię.
„Pani Whitmore, proszę uważać. Jeśli pan Carlton zorientuje się, że wiesz, co planowali…”
„Nie zrobi mi krzywdy w szpitalu pełnym świadków” – powiedziałem.
„Ale ty… po rozmowie z policją nie wracaj do domu. Zostań w bezpiecznym miejscu, dopóki to się nie wyjaśni.”
Wróciłem do Boston General z jaśniejszym umysłem niż przez ostatnie miesiące.
Zawroty głowy i dezorientacja, których doświadczałem, nie były objawami starzenia się.
To nie był stres.
Były to oznaki stopniowego zatrucia arszenikiem, mające mnie osłabić przed przyjęciem ostatecznej, śmiertelnej dawki.
Kiedy wróciłem do poczekalni, Carlton siedział dokładnie tam, gdzie go zostawiłem.
Teraz jednak towarzyszył mu mężczyzna w drogim garniturze, który wyglądał na prawnika.
„Mamo” – powiedział Carlton, wstając – „to jest Davidson. To nasz prawnik rodzinny. Pomyślałem, że powinniśmy mieć reprezentację prawną, biorąc pod uwagę to, co stało się z Everem”.
David Richardson wyciągnął rękę z wymuszonym uśmiechem.
„Pani Whitmore, przykro mi, że spotykamy się w takich okolicznościach.”
Carlton zadzwonił do mnie, bo obawiał się, że ktoś mógłby chcieć obwinić twoją rodzinę o to, co stało się z twoją synową.
„Dlaczego ktoś miałby nas obwiniać?” – zapytałem, szczerze ciekaw, jaką historię planowali stworzyć.
Dawid ostrożnie dobierał słowa.
„Jeśli policja ustali, że Ever została celowo otruta, przesłucha wszystkich, którzy mieli dostęp do tego, co spożyła. Ponieważ stało się to w waszym domu podczas rodzinnego spotkania, wszyscy możecie zostać uznani za podejrzanych”.
To było sprytne.
Dotyczący pierwokupu.
Natychmiast zatrudniając prawnika, Carlton stworzył pewną narrację: jego rodzina była ofiarami niesprawiedliwego śledztwa, a nie sprawcami usiłowania morderstwa.
„To ma sens” – powiedziałem neutralnie. „Chyba wszyscy powinniśmy być gotowi szczerze odpowiedzieć na ich pytania”.
Carlton i David wymienili szybkie spojrzenia.
Oni już przygotowali swoją wersję uczciwości.
Wtedy wróciła doktor Martinez, a jej wyraz twarzy był jeszcze poważniejszy niż poprzednio.
„Pani Whitmore. Panie Whitmore. Muszę z panem porozmawiać o wynikach testów.”
Poszliśmy za nią do małego pokoju konsultacyjnego, który bardziej przypominał salę przesłuchań niż miejsce do dyskusji medycznych.
„Twoja żona została otruta arszenikiem” – powiedział dr Martinez bez ogródek.
„Znaczna dawka, która mogłaby okazać się śmiertelna, gdyby nie natychmiastowa pomoc medyczna”.
„Powiadomiliśmy policję, która będzie chciała przesłuchać wszystkie osoby obecne w chwili, gdy zażyła substancję zawierającą truciznę”.
Twarz Carltona zbladła.
Jego głos pozostał spokojny.
„Arszenik? Jak to możliwe?”
„To ustali policyjne śledztwo” – powiedział dr Martinez. „W międzyczasie Ever będzie musiała pozostawać pod ścisłą obserwacją. Zatrucie arszenikiem może mieć długotrwałe skutki i chcemy mieć pewność, że otrzyma odpowiednie leczenie”.
„Czy ona wyzdrowieje?” zapytałem.
„Tak, z leczeniem” – powiedział lekarz. „Miała wielkie szczęście, że to, co połknęła, zostało wykryte i wyleczone tak szybko”.
Szczęśliwy.
Gdyby tylko Ever zrozumiała, jak wielkie miała szczęście, że Rosa uratowała nam życie niezdarnym potknięciem i szepczącym ostrzeżeniem.
Gdy wyszliśmy z gabinetu konsultacyjnego, Carlton natychmiast zwrócił się do Davida.
„Co teraz zrobimy?”
Dawid nie odpowiedział od razu.
Spojrzał na mnie z wyrazem twarzy, którego nie potrafiłem rozszyfrować.
„Pani Whitmore” – powiedział – „czy ma pani pojęcie, jak arszenik mógł dostać się do czegoś, co spożyła pani synowa?”
To był test.
Chcieli wiedzieć, co podejrzewam.
Ile Rosa mi powiedziała.
Czy będę sprawiać problemy.
„Nie mam pojęcia” – powiedziałem spokojnie. „Ale jestem pewien, że policyjne śledztwo ujawni prawdę”.
I tak by było.
Rosa prawdopodobnie rozmawiała właśnie z detektywami, pokazując im zdjęcia i dowody, które miały obalić wszelkie kłamstwa, jakie przygotowali Carlton i jego prawnik.
Zadzwonił telefon Carltona.
Odsunął się.
Nie słyszałam słów, ale widziałam, jak w ciągu kilku sekund wyraz jego twarzy zmienił się z zaniepokojonego na przerażony, a następnie na wściekły.
Kiedy się rozłączył, zwrócił się do Davida dzikim wzrokiem.
„Mamy problem” – powiedział.
„Policja właśnie aresztowała Rosę za usiłowanie zabójstwa”.
Dawid ponuro skinął głową.
„Spodziewałem się, że będą próbowali zrzucić winę na pomoc” – powiedział. „To najbardziej oczywisty podejrzany, jeśli w grę wchodzi trucizna”.
Ale wiedziałem lepiej.
Rosa nie została aresztowana, bo była wygodna.
Została aresztowana, ponieważ Carlton dowiedział się, że zgłosiła się na policję i próbował zdyskredytować jedynego świadka, który mógł udowodnić, co on i Ever zaplanowali.
Różnica była taka, że Rosa była na tyle mądra, że zrobiła kopie wszystkiego.
I wkrótce, bardzo wkrótce Carlton miał zdać sobie sprawę, że jego „idealny” plan morderstwa stał się dowodem, który go zniszczy.
Wizyta na komisariacie policji przypominała wejście do innego świata.
Miejsce, w którym wygodne kłamstwa, w których żyłem przez miesiące, zostały zerwane pod wpływem ostrego światła świetlówek.
Detektyw Sarah Chen była kobietą po czterdziestce, o bystrym spojrzeniu i cierpliwości, którą zawdzięczała latom wysłuchiwania kłamstw prosto w twarz.
Pojechałem tam prosto ze szpitala, zostawiając Carltona z jego prawnikiem, który miał zająć się wszelkimi szkodami, jakie uznali za konieczne.
Nie wiedzieli, że rozmawiałem już z obrońcą z urzędu Rosy i że sam wyznaczyłem sobie prawnika, który będzie ją reprezentował.
Jeśli mój syn myślał, że może wrobić kobietę, która uratowała mi życie, to wkrótce miał się przekonać, jak bardzo się mylił.
„Pani Whitmore” – powiedziała detektyw Chen, prowadząc mnie do małego pokoju przesłuchań – „dziękuję, że przyszła pani dobrowolnie. Wiem, że to musi być trudny czas dla pani rodziny”.
„Detektywie” – powiedziałem – „zanim zaczniemy, musi pan wiedzieć, że Rosa Martinez jest niewinna w sprawie usiłowania zabójstwa mojej synowej. Właściwie to uratowała nam życie dziś rano”.
Detektyw Chen uniósł brwi i otworzył gruby plik.
„To ciekawa perspektywa” – powiedziała. „Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego tak uważasz?”
Przez następną godzinę analizowałem wszystko – począwszy od dziwnej kawy, którą przyniósł Ever, po celową niezdarność Rosy i ostrzeżenie szepnięte mi do ucha.
Kiedy skończyłem, detektyw Chen milczał przez dłuższą chwilę.
„Pani Whitmore” – powiedziała w końcu – „to, co pani opisuje, sugeruje, że ktoś próbował panią otruć – i że pani synowa przypadkowo zażyła truciznę przeznaczoną dla pani”.
„Właśnie to opisuję” – powiedziałem.
„I wierzysz, że twój syn wiedział o tym planie?”
Słowa zawisły w powietrzu.
Po wypowiedzeniu słów nie można ich było cofnąć.
„Myślę, że mój syn planował moją śmierć od miesięcy” – powiedziałem – „a może nawet dłużej”.


Yo Make również polubił
W 3 minuty zawsze piekę swoje naleśniki
Bombette pugliesi: przepis na niesamowitą drugą potrawę
Wiadomość młodej dziewczyny do jej ojca…
Czysto uzależniający biszkopt z twarogiem w 3 minuty z 320 g twarogu