Głośny, teatralny wydech.
„Wysoki Sądzie, właśnie tego się obawialiśmy. Pani Flores zaprzecza”.
„Mamy również powody, by sądzić, że jej niestabilność finansowa jest objawem głębszego problemu psychologicznego. Byliśmy gotowi wystąpić o ocenę psychiatryczną, ale z litości dla matki dziecka mojej klientki jesteśmy gotowi zaproponować ugodę, aby zakończyć to dzisiaj”.
Podniósł gruby dokument oprawiony w niebieski papier.
Podszedł do mojego stolika i postawił go przede mną.
„Podpisz to” – powiedział Grant, a jego głos zniżył się do syku, który tylko ja mogłem usłyszeć. „Weź te dwadzieścia tysięcy i odejdź. Jeśli doprowadzisz nas do procesu, zniszczę cię. Przedstawię cię jako wariatkę i nigdy więcej nie zobaczysz córki bez opieki socjalnej obserwującej każdy twój ruch”.
Przyjrzałem się dokumentowi.
Pełna opieka prawna i fizyczna.
Evan Cole.
Pokój zdawał się kurczyć. Światła jarzeniówek brzęczały jak wściekłe szerszenie.
„Panie Lyle” – powiedział sędzia, patrząc na zegarek – „czy respondent akceptuje umowę?”
„Rozważa to, Wysoki Sądzie” – powiedział Grant, prostując się i uśmiechając do sędziego. „To jedyny racjonalny wybór”.
Evan obserwował mnie.
Uśmiechał się.
To nie był szczęśliwy uśmiech.
To był uśmiech człowieka obserwującego owada walczącego na szpilce.
Stukał palcem w stół, naśladując tykanie zegara.
„Czas minął, Adeline.”
Wziąłem długopis.
To był tani, czarny, plastikowy patyczek.
Moja ręka zawisła nad linią podpisu.
„Zrób to” – szepnęła Tessa za mną.
Spojrzałem na sędziego.
Spojrzałem na Evana.
Spojrzałem na dokument, który miał przepisać moją córkę na mężczyznę, który przeznaczył pieniądze przeznaczone na jej studia na zakup biżuterii dla swojej kochanki.
Opuściłem końcówkę długopisu na papier.
Trzymałem to tam.
Tusz zaczął wsiąkać w stronę papieru, tworząc małą, ciemną plamę.
W sali sądowej panowała absolutna cisza. Słychać było szum klimatyzacji. Słychać było, jak stenografka porusza się na krześle.
Wszyscy patrzyli na moją rękę.
Oglądali poddającą się gospodynię domową.
A potem dźwięk rozniósł się po pokoju.
Huk.
Podwójne drzwi z tyłu sali sądowej nie otworzyły się ot tak.
Zostały one wyrzucone z taką siłą, że ramy zadrżały.
Wszystkie głowy gwałtownie się odwróciły.
Sędzia Harrison spojrzał w górę zaskoczony.
Grant Lyle zamarł.
Evan obrócił się na krześle.
Do pomieszczenia wkroczyła grupa sześciu mężczyzn w czarnych garniturach, poruszających się z precyzją jednostki wojskowej, a ich kroki dudniły na drewnianej podłodze.
Nie byli ochroną sądu.
Były to prywatne, korporacyjne służby ochrony wysokiego szczebla.
W centrum formacji szedł mężczyzna. Wysoki, ubrany w grafitowy garnitur, który kosztował więcej niż roczna pensja Evana. Jego twarz była surowa, a oczy płonęły zimną, przerażającą inteligencją.
W jednej ręce trzymał skórzaną teczkę, a w drugiej teczkę ze złotym tłoczeniem.
To był mój brat.
Reed Weston.
A tuż obok niego, wyglądając niczym srebrnowłosa Walkiria, szła Marjorie Klene.
Nie zatrzymali się przy barierce galerii. Przeszli prosto obok oszołomionego komornika, prosto obok Tessy Vain – która cofnęła się, jakby fizycznie spalona ich bliskością – i ruszyli prosto w stronę stołu obrony.
Reed zatrzymał się obok mnie. Położył mi dłoń na ramieniu w geście absolutnej ochrony i solidarności.
Marjorie Klene zrobiła krok naprzód i z ciężkim, zdecydowanym hukiem postawiła swoją teczkę na moim stole.
„Co to ma znaczyć?” – zapytał sędzia Harrison, uderzając młotkiem. „To jest rozprawa zamknięta”.


Yo Make również polubił
Herbata z marakują i cytryną
Szarlotka rozpływająca się w ustach! Wszyscy szukają tego przepisu!
Wieprzowe Kotlety z Brązowym Cukrem – Słodko-Słona Doskonałość!
Wymieszaj kilka garści pokrzyw ze zwykłym smalcem: najlepsza pomoc w walce z żylakami!