„Panie Mitchell” – powiedziałem – „muszę przyznać, że jestem tym wszystkim zdezorientowany. Nawet nie wiedziałem, że Floyd zatrudnił innego prawnika”.
„Zatrudnił mnie jakieś osiem miesięcy temu” – powiedział Mitchell, wyciągając grubą teczkę. „Początkowo chodziło tylko o dyskretne śledztwo w sprawie zauważonych przez niego nieprawidłowości finansowych. Ale w miarę jak odkrywaliśmy coraz więcej informacji, moja rola znacznie się rozszerzyła”.
Otworzył teczkę i zobaczyłem, że zawiera ona kopie wielu takich samych dokumentów, jakie znalazłem w sejfie depozytowym, a także inne, których wcześniej nie widziałem.
„Pani mąż był bardzo skrupulatnym człowiekiem, pani Whitaker” – powiedział Mitchell. „Kiedy zdał sobie sprawę z planów swoich synów, opracował kompleksową strategię, aby panią chronić i zapewnić, że poniosą konsekwencje swoich działań”.
„Śledztwo wykazało, że go okradli” – powiedziałem.
Mitchell ponuro skinął głową.
„Sydney podrabiał podpis ojca na dokumentach kredytowych, wykorzystując rodzinny biznes jako zabezpieczenie swoich długów hazardowych. Edwin był jeszcze gorszy. Systematycznie przelewał środki z kont klientów do swoich firm-fisz. Obaj mogliby zostać oskarżeni o popełnienie przestępstwa, gdyby ich działalność wyszła na jaw”.
Poczułem dreszcz na myśl o tym, jak to wszystko jest ciężkie, jak okropne, jak bezczelna jest ta bezczelność, by zrobić coś takiego własnemu ojcu. Słowa zawisły ciężko w powietrzu.
„Twój mąż mógł doprowadzić do ich aresztowania” – kontynuował Mitchell. „Zamiast tego wybrał bardziej kreatywną formę sprawiedliwości”.
Mitchell wyciągnął inny zestaw dokumentów i rozłożył je na biurku.
„To są zapisy dotyczące nieruchomości domu i nieruchomości nad jeziorem Tahoe” – powiedział. „Sprzed sześciu miesięcy obie nieruchomości były maksymalnie zadłużone. Pani mąż zaciągnął kredyty hipoteczne na łączną kwotę miliona dziesiątego na dom i osiemset tysięcy na willę”.
„Ale dlaczego miałby to zrobić?” – zapytałem. „Byliśmy właścicielami obu nieruchomości bez żadnych zobowiązań”.
„Ponieważ wiedział, że Sydney i Edwin je odziedziczą” – powiedział łagodnie Mitchell – „i chciał mieć pewność, że odziedziczą również związane z tym długi”.
Wskazywał na figury długopisem, tak jak nauczyciel wskazuje na tablicę, jakby prawdę trzeba było podkreślić, aby stała się rzeczywistością.
„Pieniądze z tych kredytów hipotecznych” – powiedział Mitchell – „są bezpiecznie przechowywane na koncie Whitaker Holdings i tylko ty masz do nich dostęp”.
Kręciło mi się w głowie, gdy próbowałem przetworzyć to, co mi powiedział.
„Więc kiedy odziedziczą nieruchomości” – powiedziałem powoli – „odziedziczą nieruchomości warte około miliona dziesiątego, ale obciążone hipotekami na łączną kwotę dwóch milionów. Będą winni sześćset tysięcy więcej niż domy są warte”.
„To prawda” – powiedział Mitchell.
„To niemożliwe” – wyszeptałam, choć było to możliwe, a fakt, że było to możliwe, sprawił, że Floyd nagle poczuł się obecny w sposób, na jaki żałoba wcześniej nie pozwalała. To był umysł Floyda, jego skrupulatność, jego cicha odmowa poddania się okrucieństwu.
„Pokazali mi testament” – powiedziałem. „Pokazali mi testament”.
„Pokazali ci nieaktualny testament” – przerwał mu łagodnie Mitchell – „który został zastąpiony ostateczną wersją, którą twój mąż sporządził sześć tygodni przed śmiercią. Prawdziwy testament pozostawia wszystko tobie z zastrzeżeniem, że jeśli zechcesz, możesz podarować nieruchomości Sydney i Edwinowi. Wybór należy wyłącznie do ciebie”.
Podał mi kopię prawdziwego testamentu. Czytając język prawniczy, zauważyłem jeden punkt, który utkwił mi w pamięci z jasnością dzwonka.
Decyzję o tym, czy i co moi synowie Sydney i Edwin powinni odziedziczyć, pozostawiam całkowicie mojej ukochanej żonie, Colleen, ufając jej mądrości i osądowi w kwestii określenia, na co tak naprawdę zasługują.
„Floyd zostawił to mnie” – wyszeptałem.
„Tak” – powiedział Mitchell. „A pani Whitaker, to nie wszystko. Polisa na życie nie jest na dwieście tysięcy. Jest na pięćset tysięcy. I jest dodatkowa polisa na trzysta tysięcy, o której Sydney i Edwin nie wiedzą”.
„Osiemset tysięcy” – powiedziałem, czując dziwny smak tej liczby w ustach.
„W połączeniu z pieniędzmi, które Floyd przelał na chronione konta”, powiedział Mitchell, „jesteście nie tylko bezpieczni. Jesteście bogaci”.
Oparłam się, wytarty skórzany fotel cicho zaskrzypiał, i starałam się oddychać jak normalna osoba, która nie odkryła właśnie, że całe jej życie było szachownicą.
„Ale oto najważniejsza część” – kontynuował Mitchell. „Twój mąż udokumentował wszystko. Każdy sfałszowany podpis, każdy oszukańczy przelew, każde kłamstwo, jakie Sydney i Edwin powiedzieli podczas jego choroby. Jeśli zdecydujesz się wnieść oskarżenie karne, mamy aż nadto dowodów, by zapewnić skazanie”.
Pokój zdawał się lekko drgać, gdy w pełni ujawnił się plan Floyda. Nie tylko mnie chronił. Dał mi władzę decydowania o losie Sydney i Edwina.
„Co się stanie, jeśli nie wniosę oskarżenia?” – zapytałem – „ale nie oddam im nieruchomości?”
„Nie dostają nic” – powiedział Mitchell. „Odziedziczą miłość ojca i wspomnienia z dzieciństwa, i to wszystko. Tymczasem wciąż borykają się z długami, które już zgromadzili, a wierzyciele, którzy czekają na ich spłatę, nie będą zbyt wyrozumiali”.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, zadzwonił mój telefon.
To było Sydney.
Wzrok Mitchella powędrował w tamtą stronę.
„Nie odbieraj” – poradził. „Jeszcze nie. Jest jeszcze kilka rzeczy, które musisz wiedzieć”.
Ale telefon dzwonił dalej i coś w tym uporczywym dzwonieniu nie dawało mi spokoju. W końcu odebrałem.
„Colleen” – powiedział Sydney, a jego głos był napięty, wręcz histeryczny. „Musimy porozmawiać. Doszło do pewnego rozwoju sytuacji”.
„Jaki rodzaj rozwoju?” zapytałem, nie spuszczając wzroku z twarzy Mitchella.
„Ktoś z Mitchell and Associates dzwonił dziś rano do Edwina” – powiedziała Sydney. „Twierdzą, że mają dokumenty, które zastępują testament, nad którym pracowaliśmy. To bardzo niepokojące, Colleen. Podejrzewamy, że ktoś może próbować oszukać majątek”.
Spojrzałem na Mitchella, który kręcił głową z rozbawieniem.
„Sydney” – powiedziałem – „nie rozumiem. Jakie dokumenty?”
„Dokumenty prawne, które nie mają sensu” – powiedziała szybko Sydney. „Słuchaj, mamo, myślę, że powinnaś natychmiast przyjść do biura Martina Morrisona. Musimy to wyjaśnić, zanim cokolwiek podpiszesz lub podejmiesz decyzję, której możesz żałować”.
Pilność w jego głosie była wymowna. Odkryli, że nie dziedziczą tego, co myśleli, i wpadli w panikę.
„Będę za godzinę” – powiedziałem i się rozłączyłem.
Mitchell odchylił się na krześle.
„Więc, pani Whitaker” – powiedział – „nadeszła chwila prawdy. Co pani chce zrobić?”
Przyjrzałem się dokumentom rozłożonym na jego biurku, dowodom lat manipulacji i kradzieży, dowodom starannego planowania Floyda i prawnym podstawom decyzji, którą miałem podjąć.
„Chcę coś zrozumieć” – powiedziałem powoli. „Jeśli dam im nieruchomości obciążone hipotekami, czy będą prawnie zobowiązani do spłaty tych długów?”
„Zdecydowanie” – powiedział Mitchell. „Kredyty hipoteczne przechodzą wraz z nieruchomościami. Mieliby trzydzieści dni na refinansowanie lub przejęcie kredytów, w przeciwnym razie groziłaby im egzekucja komornicza. Biorąc pod uwagę ich istniejące długi i problemy z kredytem, żaden bank by ich nie refinansował. Straciliby nieruchomości i nadal byliby winni pokrycie niedoboru”.
Myślałam o kolacji poprzedniego wieczoru, o designerskiej sukience Bianki i drogich samochodach na podjeździe, o beztroskiej arogancji Sydney i fałszywej trosce Edwina. Myślałam o dwudziestu dwóch latach, kiedy byłam traktowana jak outsiderka we własnej rodzinie, lekceważona, traktowana protekcjonalnie i ostatecznie zdradzona.
Ale przede wszystkim myślałam o Floydzie leżącym na szpitalnym łóżku, wiedzącym, co planują jego synowie, pracującym nawet w ostatnich tygodniach życia, by chronić mnie przed ich chciwością. Myślałam o jego dłoniach, chudych i posiniaczonych od kroplówek, ściskających moje z resztką sił, jaka mu pozostała, i o tym, jak jego oczy patrzyły na mnie, jakby wciąż miał coś do powiedzenia.
„Panie Mitchell” – powiedziałam, wstając i wygładzając spódnicę – „sądzę, że nadszedł czas, aby Sydney i Edwin zrozumieli konsekwencje swoich wyborów”.
Gdy jechałem do biura Martina Morrisona, mój telefon wibrował, a napływały do niego coraz bardziej desperackie wiadomości tekstowe.
Sydney: Mamo, proszę nie podpisuj niczego, dopóki tego nie rozwiążemy.
Edwin: Colleen, są ludzie, którzy próbują wykorzystać twój smutek. Uważaj.
Bianca: Wszyscy tu jesteśmy rodziną. Nie pozwól, żeby obcy stanęli między nami.
Rodzina.
Nadal myśleli, że mogą mną manipulować tym słowem. Ale kiedy wjeżdżałam na parking w budynku Martina, zdałam sobie sprawę, że coś się radykalnie zmieniło. Po raz pierwszy od dwudziestu dwóch lat nie wchodziłam na spotkanie jako żona Floyda ani macocha Sydney i Edwina.
Weszłam jako Colleen Whitaker, kobieta dysponująca pięcioma i siedmioma milionami dolarów, kompletną dokumentacją prawną przestępstw popełnionych przez jej pasierbów i możliwością decydowania o ich przyszłości.
Przestraszona, pogrążona w żałobie wdowa, którą myśleli, że manipulują, przestała istnieć.
Na jej miejscu pojawił się ktoś o wiele groźniejszy – kobieta, która nie miała nic do stracenia, a wszystko do zyskania.
Sala konferencyjna w Morrison and Associates nigdy nie wydawała się tak mała. Klimatyzacja działała zbyt zimno – z rodzaju tych, które zawsze pozostawiały cię świadomym swojej skóry, świadomym sztucznego szumu pieniędzy i prawa. W rogu przy oknie stała mała amerykańska flaga, a za nią panorama Sacramento ostro odcinała się na tle bladego nieba.
Sydney i Edwin siedzieli po jednej stronie wypolerowanego mahoniowego stołu, z bladymi, ale zdecydowanymi twarzami. Martin Morrison zajmował miejsce u szczytu stołu, wyglądając na bardziej skrępowanego niż kiedykolwiek go widziałem. James Mitchell siedział obok mnie, z grubą teczką u stóp i spokojnym usposobieniem człowieka, który trzyma wszystkie karty w ręku.
„Colleen” – zaczęła Sydney, zanim ktokolwiek zdążył się odezwać – „cieszymy się, że tu jesteś. Cała ta sytuacja stała się bardzo zagmatwana. I musimy wyjaśnić pewne nieporozumienia”.
„Jakie nieporozumienia?” zapytałem, rozsiadając się wygodnie na krześle i spokojnie składając ręce na kolanach.
Edwin wtrącił się, a w jego głosie słychać było udawane zaniepokojenie.
„Ktoś rozpowszechnia dezinformacje na temat majątku taty” – powiedział Edwin. „Twierdzenia o różnych testamentach, ukrytych kontach, rzeczy, które po prostu nie mają sensu. Obawiamy się, że nieuczciwi ludzie mogą próbować wykorzystać twój żal”.
Martin Morrison odchrząknął.
„Colleen” – powiedział Martin – „muszę przyznać, że ja też jestem zdezorientowany. Pan Mitchell twierdzi, że ma dokumenty, które zastępują testament, nad którym pracowałem, ale Floyd nigdy nie wspominał o zmianie prawników ani o tworzeniu nowych dokumentów spadkowych”.
„To dlatego, że Floyd już ci nie ufał” – powiedziałem cicho.
W pokoju zapadła grobowa cisza. Twarz Martina poczerwieniała, a Sydney i Edwin wymienili spojrzenia pełne czystej paniki.
„Przepraszam” powiedział Martin.
Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam list Floyda, ten sam, który znalazłam w sejfie depozytowym.
„Floyd odkrył, że ktoś z twojej firmy przekazywał Sydney i Edwinowi informacje o planowaniu majątkowym” – powiedziałem. „Nie był pewien, czy to ty osobiście, czy ktoś z twojego biura, więc postanowił przenieść swoją działalność gdzie indziej”.
„To niemożliwe” – powiedziała szybko Sydney. „Tata całkowicie ufał Martinowi”.
„Naprawdę?” – zapytałem i spojrzałem prosto na Sydneya, rozkoszując się tym, jak jego pewność siebie zaczyna pękać. „To dlaczego osiem miesięcy temu potajemnie wynajął prywatnego detektywa, żeby zbadał twoje finanse? I dlaczego przelał cztery i siedem milionów na konta, do których tylko ja mam dostęp?”
Edwin wydał z siebie odgłos dławienia się.
„Cztery i siedem milionów” – powtórzył. „To niemożliwe. Tata nie miał takich płynnych aktywów”.
„Właściwie tak” – powiedział James Mitchell, otwierając teczkę i wyciągając gruby folder. „Twój ojciec był znacznie bogatszy, niż oboje przypuszczaliście. Od lat po cichu budował portfolio, specjalnie po to, by zapewnić Colleen bezpieczeństwo po swojej śmierci”.
Rozłożył na stole dokumenty: wyciągi bankowe, zapisy inwestycyjne, akty własności nieruchomości.
„Dom, który myślisz, że odziedziczysz”, powiedział Mitchell, „jest obciążony hipoteką na 1,2 miliona. Willa nad jeziorem Tahoe ma osiemset tysięcy zastawów. Twój ojciec zaciągnął te pożyczki specjalnie po to, żeby obciążyć spadek długiem”.
Twarz Sydney z bladej stała się szara.
„Kłamiesz” – powiedziała Sydney.
„Obawiam się, że nie” – kontynuował spokojnie Mitchell. „Twój ojciec bardzo starannie wszystko udokumentował. W tym twoje długi hazardowe, Sydney, dwieście trzydzieści tysięcy u różnych wierzycieli, oraz oszukańcze plany inwestycyjne Edwina, które kosztowały jego klientów prawie trzysta tysięcy”.
„To nękanie” – powiedział Edwin łamiącym się głosem. „Nie możesz niczego udowodnić”.
Mitchell uśmiechnął się i wyciągnął kolejny folder.


Yo Make również polubił
Jak dbać o zęby i oszczędzać na wizytach u dentysty – domowe sposoby na zdrowy uśmiech
Donauwelle jak u Babci – Sekretne Składniki i Triki na Idealne Ciasto
Zachowaj ten przepis w bezpiecznym miejscu, ponieważ jest jak skarb na ziemi.
BABKA PIASKOWA JAK PUCH