Jego intencje dotyczące swatania są przejrzyste, ale dziwnie wzruszające.
„Wiesz, co on robi” – powiedziałem do Pierre’a pewnego wieczoru, gdy Richard nagle przypomniał sobie o pilnym telefonie, który musiał wykonać, zostawiając nas samych na tarasie z butelką wina z winnicy Bowmont.
„Oczywiście” – odpowiedział Pierre z lekkim uśmiechem. „On nie jest subtelny”.
„Czy to Ci przeszkadza?”
Pierre rozważył pytanie, zamyślony mieszając rubinowy płyn w szklance.
„Że nasz syn pragnie naszego szczęścia. Nie. Że być może ma zbyt romantyczne wyobrażenia o rozpalaniu 40-letniego romansu. Może trochę.”
„Jesteśmy teraz innymi ludźmi” – zgodziłem się. „Eleonora i Pierre, którzy zakochali się w Paryżu, już nie istnieją”.
„Nie, nie mają” – przyznał. „Ale być może ludzie, którymi się staliśmy, mogliby odnaleźć własną więź, jeśli dano by im szansę. Inni, ale nie mniej ważni, bo zbudowani na doświadczeniu, a nie młodzieńczej pasji”.
Jego bezpośredniość mnie zaskoczyła, choć nie powinna.
Pierre zawsze odznaczał się zaskakującą uczciwością i umiejętnością mówienia prawdy bez udawania.
„Tego chcesz?” zapytałem równie bezpośrednio.
„Chcę mieć okazję się przekonać” – odpowiedział po prostu. „Bez oczekiwań, bez presji. Tylko czas, żeby odkryć, kim dla siebie teraz jesteśmy. Poza rodzicami Richarda, poza naszą wspólną przeszłością”.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Richard pojawił się ponownie z niezwykle poważnym wyrazem twarzy.
„Właśnie dzwonił agent Donovan. Prokuratorzy zawarli ugodę z Amandą i Julianem. Sprawa jest w zasadzie zamknięta”.
„Co to dla ciebie oznacza?” zapytałem, wyczuwając wagę jego oświadczenia.
„To znaczy” – powiedział, siadając między nami – „że moje zmartwychwstanie jest zaplanowane na przyszły tydzień. Konferencja prasowa wyjaśni, że moja śmierć została sfingowana w ramach federalnej operacji łapania defraudantów i potencjalnych morderców”.
„A co potem?” – Pierre delikatnie zachęcił.
Richard wziął głęboki oddech.
Potem muszę się odbudować. Firma będzie wymagała gruntownej reorganizacji. Zarząd będzie potrzebował nowych członków. Trzeba będzie odbudować zaufanie inwestorów, klientów i pracowników.
Zatrzymał się na chwilę, po czym kontynuował z jeszcze większym wahaniem.
„Myślałem też o tym, co będzie dalej, o tym, co jest najważniejsze, po tym, jak otarłem się o utratę wszystkiego”.
„Do jakich wniosków doszedłeś?” – zapytałem, dostrzegając zamyślony wyraz jego twarzy, gdy podejmował ważne decyzje.
„Życie jest za krótkie, by marnować okazje i przemilczane prawdy”.
Spojrzał między nami.
„Postanowiłem przyjąć zaproszenie Pierre’a i spędzić trochę czasu w Chateau Bowmont. Nie tylko na wizycie, ale na dłuższym pobycie. Może na sześć miesięcy.”
Spojrzałam na niego zaskoczona.
„Sześć miesięcy? A co z firmą?”
„Mogę zarządzać większością spraw zdalnie, z okazjonalnymi wyjazdami do Nowego Jorku w razie potrzeby. I szczerze mówiąc, po tym wszystkim, co się wydarzyło, pewien dystans od Thompson Technologies może być korzystny zarówno dla mnie, jak i dla organizacji”.
Wziął nas obie za ręce, tworząc między nami trojgiem fizyczną więź.
„Chciałbym, żebyś do mnie dołączyła, Mamo. Przyjechała do Francji, spędziła czas, poznając drugą połowę mojego dziedzictwa i sprawdziła, czy znajdzie się tam dla ciebie miejsce, w dowolnej roli, która będzie ci odpowiadać”.
Zaproszenie zawisło w powietrzu, przepełnione znaczeniem wykraczającym poza proste słowa.
Nie chodziło tu tylko o podróż do Francji ani o odkrywanie dziedzictwa ojca Richarda.
Chodziło o możliwość czegoś nowego między Pierrem i mną.
Coś spokojnego, bez presji, ale potencjalnie głębokiego.
„Nie musisz podejmować decyzji od razu” – dodał Pierre, widząc moje wahanie. „Zaproszenie pozostaje otwarte, kiedy tylko poczujesz się gotowa”.
Później tej nocy, gdy siedziałam sama w pokoju, coś przyciągnęło mnie do okna, z którego roztaczał się widok na oświetloną księżycem plażę, na której Richard i ja spędziliśmy tyle letnich wieczorów.
Znajomy krajobraz wydawał się teraz inny, przeobrażony przez niedawne objawienia i zmartwychwstania.
Wszystko się zmieniło.
Richard był nie tylko moim synem, ale także Pierre’a.
Nosił w sobie dziedzictwo, o którym odmawiałam mu wiedzy przez 38 lat.
Połączenie z kulturą i historią rodziny, do których miał prawo.
A Pierre…
Pierre nie był już bolesnym wspomnieniem utraconej miłości, ale żywym, oddychającym człowiekiem, którego życie podążało własną ścieżką równoległą do mojej, tylko po to, by zbiec się ponownie poprzez naszego syna.
Czy po tym wszystkim może jeszcze coś być między nami?
Nie chodzi o ponowne rozbudzenie młodzieńczej namiętności, jak słusznie zauważył Pierre, ale o coś nowego, zbudowanego na tym, kim staliśmy się w ciągu minionych dekad.
Myśl ta była jednocześnie przerażająca i ekscytująca.
Patrząc na fale rozbijające się o brzeg, uświadomiłem sobie, że niezależnie od podjętej decyzji, nieodwracalnie zmieni ona bieg mojego życia.
Pobyt w Nowym Jorku oznaczał powrót do tego, co znane i wygodne.
Wyjazd do Francji oznaczał krok w nieznane, podjęcie ryzyka, z którego mogły wyniknąć żadne konsekwencje… albo które mogły doprowadzić do czegoś, czego nawet nie pozwalałam sobie wyobrazić.
Koperta, od której rozpoczęła się ta podróż, bilet lotniczy do Smichelle, który na pogrzebie wydawał się okrutnym żartem, teraz stał się wyborem, a nie rozkazem.
Wybór, by zbadać, co może jeszcze istnieć między Pierrem i mną.
Jakie nowe relacje mogą się utworzyć między nami trojgiem, tworząc niezwykłą rodzinę?
Nagle zrozumiałem, że tak naprawdę mogę podjąć tylko jedną decyzję.
Taki, który oddawał hołd nie tylko wspólnej przeszłości, ale i przyszłości, którą wciąż możemy wspólnie tworzyć.
Podjąwszy decyzję, odwróciłem się od okna, aby zacząć pakować się do Francji.
Konferencja prasowa ogłaszająca zmartwychwstanie Richarda była równie surrealistyczna, jak sam pogrzeb.
Błyski fleszy, reporterzy krzyczący pytania, oficjalna narracja starannie przedstawiona przez agenta Donovana.
Richard uroczyście stał u jego boku, a ja z zabezpieczonego pokoju obserwowałem, jak mój syn, Pierre, wyjaśniał światu, że jego śmierć została tymczasowo sfingowana, aby być częścią skomplikowanej operacji mającej na celu złapanie tych, którzy spiskowali przeciwko niemu.
Rozpętała się gwałtowna medialna gorączka, ale na szczęście trwała krótko.
Historia zdrady, sfingowanej śmierci i wymierzonej sprawiedliwości była nie do odparcia dla mediów.
Jednak zakazy prawne nakładane na trwające postępowania karne ograniczyły zakres informacji, jakie można było zgłaszać.
W ciągu kilku dni kolejne skandale zepchnęły nas z nagłówków gazet, pozwalając na nieśmiały powrót do czegoś, co przypominało normalne życie.
Dla Richarda normalność oznaczała teraz liczne spotkania z zarządem Thompson Technologies, uspokajanie kluczowych klientów i restrukturyzację kierownictwa firmy.
Dla mnie oznaczało to sfinalizowanie ustaleń dotyczących dłuższej nieobecności, wynajęcie mieszkania, powiadomienie znajomych i przesłanie poczty.
Dla Pierre’a oznaczało to krótki powrót do Francji, aby przygotować się na nasze przybycie oraz poinformować swoich pracowników i partnerów biznesowych, że zamierza gościć u siebie swojego syna i jego matkę podczas dłuższej wizyty.
„Jesteś tego pewien?”
Richard zapytał wieczorem przed naszym wyjazdem, zastając mnie na tarasie Cape House, gdzie siedziałem i ostatni raz oglądałem zachód słońca.
„6 miesięcy to zobowiązanie na długi okres”.
„Jestem pewna” – odpowiedziałam, zaskakując samą siebie, jak bardzo to było prawdziwe. „Przez 40 lat zastanawiałam się, co stało się z Pierrem. Przez tydzień wierzyłam, że straciłam cię na zawsze. Kilka miesięcy zgłębiania tego, co wciąż może być możliwe dla nas wszystkich, wydaje się darem, a nie poświęceniem”.
Usiadł na krześle obok mnie, a jego wyraz twarzy był zamyślony.
„A jeśli nic z tego nie wyjdzie, jeśli ty i Pierre stwierdzicie, że nie ma tam przyszłości…”
„Wtedy będę miał okazję wiedzieć na pewno, zamiast ciągle zastanawiać się, co by było” – powiedziałem po prostu. „I spędzę czas z synem w pięknym miejscu, poznając połowę jego dziedzictwa, którego nigdy nie pozwoliłem mu poznać”.
Richard uśmiechnął się i wyciągnął rękę, żeby ścisnąć moją dłoń.
„Jeśli to cokolwiek znaczy, myślę, że wciąż coś jest między tobą a Pierre’em. Widzę to, kiedy na siebie patrzycie, nawet jeśli żadne z was nie jest jeszcze gotowe, żeby to przyznać”.
„Zobaczymy” – powiedziałam wymijająco, choć jego słowa wywołały we mnie iskierkę nadziei. „Mamy teraz czas, czas, o którym nigdy nie myśleliśmy, że go dostaniemy”.
Podróż do Francji była znacznie wygodniejsza niż moja pierwsza, szalona podróż po pogrzebie.


Yo Make również polubił
Przepis na najlepszy chleb w historii (adaptacja)
Takie mądre!
Domowy przysmak: tajski krem orzechowy
ciasto z kwaśną śmietaną