Podczas pogrzebu mojego syna moja synowa odziedziczyła nowojorski penthouse, udziały w firmie, a nawet jacht. – Page 6 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Podczas pogrzebu mojego syna moja synowa odziedziczyła nowojorski penthouse, udziały w firmie, a nawet jacht.

Dla Pierre’a oznaczało to krótki powrót do Francji, aby przygotować się na nasze przybycie oraz poinformować swoich pracowników i partnerów biznesowych, że zamierza gościć u siebie swojego syna i jego matkę podczas dłuższej wizyty.

„Jesteś tego pewien?”

Richard zapytał wieczorem przed naszym wyjazdem, zastając mnie na tarasie Cape House, gdzie siedziałem i ostatni raz oglądałem zachód słońca.

„6 miesięcy to zobowiązanie na długi okres”.

„Jestem pewna” – odpowiedziałam, zaskakując samą siebie, jak bardzo to było prawdziwe. „Przez 40 lat zastanawiałam się, co stało się z Pierrem. Przez tydzień wierzyłam, że straciłam cię na zawsze. Kilka miesięcy zgłębiania tego, co wciąż może być możliwe dla nas wszystkich, wydaje się darem, a nie poświęceniem”.

Usiadł na krześle obok mnie, a jego wyraz twarzy był zamyślony.

„A jeśli nic z tego nie wyjdzie, jeśli ty i Pierre stwierdzicie, że nie ma tam przyszłości…”

„Wtedy będę miał okazję wiedzieć na pewno, zamiast ciągle zastanawiać się, co by było” – powiedziałem po prostu. „I spędzę czas z synem w pięknym miejscu, poznając połowę jego dziedzictwa, którego nigdy nie pozwoliłem mu poznać”.

Richard uśmiechnął się i wyciągnął rękę, żeby ścisnąć moją dłoń.

„Jeśli to cokolwiek znaczy, myślę, że wciąż coś jest między tobą a Pierre’em. Widzę to, kiedy na siebie patrzycie, nawet jeśli żadne z was nie jest jeszcze gotowe, żeby to przyznać”.

„Zobaczymy” – powiedziałam wymijająco, choć jego słowa wywołały we mnie iskierkę nadziei. „Mamy teraz czas, czas, o którym nigdy nie myśleliśmy, że go dostaniemy”.

Podróż do Francji była znacznie wygodniejsza niż moja pierwsza, szalona podróż po pogrzebie.

Prywatny odrzutowiec Pierre’a dał mi przestrzeń, w której mogłam odpocząć, pomyśleć i przygotować się na to, co miało mnie spotkać.

Richard spędził większą część lotu pracując na laptopie i zdalnie reorganizując firmę Thompson Technologies, podczas gdy ja na zmianę czytałem i wpatrywałem się w bezkresne, błękitne niebo, zachwycając się dziwną ścieżką, która mnie tu zaprowadziła.

Kiedy wylądowaliśmy w Lyonie, Marcel czekał na nas w tym samym czarnym mercedesie, a na jego zniszczonej twarzy pojawił się rzadki uśmiech na widok Richarda i mnie razem.

„Witamy ponownie, pani Thompson” – powiedział z formalnym ukłonem, który nie do końca skrywał jego szczerą radość. „Panna Bowmont oczekuje na pani przyjazd do zamku”.

Tym razem podróż przez francuską wieś była inna.

Krajobraz nie jest już przesłonięty smutkiem i szokiem.

Piękno Alp w pełni widoczne w czystym jesiennym świetle.

Richard pokazał nam punkty orientacyjne, które zauważył podczas poprzedniej wizyty, a jego podekscytowanie rosło w miarę, jak zbliżaliśmy się do Smelle Demoren.

„Winnica rozciąga się na prawie 300 akrach” – powiedział mi, pochylając się do przodu na krześle. „Niektóre winorośle mają ponad sto lat. Dziadek Pierre’a zaczynał od zaledwie 50 akrów, a każde pokolenie ją powiększało. Wina Bowmont od dziesięcioleci zdobywają międzynarodowe nagrody”.

Duma z tego nowo odkrytego dziedzictwa była namacalna i poruszyła coś głęboko w moim sercu.

Pomimo moich wysiłków, by dać Richardowi wszystko, ukrywałam przed nim istotną część jego tożsamości. Nie ze złośliwości, ale z powodu własnego, nierozwiązanego żalu i nieporozumienia.

Gdy minęliśmy ostatni zakręt, naszym oczom ukazał się zamek Chateau Bowman, złoty w popołudniowym słońcu, dokładnie taki sam, jak podczas mojego pierwszego przyjazdu.

Tym razem jednak Pierre czekał przy wejściu, jego wysoką sylwetkę można było rozpoznać nawet z daleka.

Samochód ledwo się zatrzymał, a już Richard wyszedł z auta i z łatwością ruszył naprzód, by objąć ojca, co świadczyło o więzi, jaka już się między nimi nawiązała w tym krótkim czasie spędzonym razem.

Szedłem za nimi wolniej, chłonąc obraz, który stworzyli, tak wyraźnie powiązani, tak dobrze się ze sobą czujący pomimo dziesięcioleci rozłąki.

„Elanor” – powiedział Pierre, gdy podeszłam, a jego uśmiech rozświetlił całą twarz. „Witaj z powrotem”.

„Dziękujemy za zaproszenie” – odpowiedziałam, nagle nieśmiała w sposób, którego się nie spodziewałam.

„Chodź” – wskazał gestem na masywne dębowe drzwi. „Wszystko przygotowane. Pomyślałem, że może dziś wieczorem po podróży zjemy prostą kolację. Jutro, jeśli będziesz miał ochotę, mogę zacząć oprowadzać cię po winnicy, winiarni i wiosce”.

Wnętrze zamku było równie imponujące, jak je zapamiętałem.

Wysokie sufity.

Stare kamienne ściany złagodzone eleganckimi meblami.

Okna z przepięknym widokiem na góry.

Ale teraz, już bez szoku i zamieszania, jakie towarzyszyły mi przy pierwszej wizycie, zauważyłem inne szczegóły.

Zdjęcia rodzinne ustawione na stoliku nocnym.

Książki w wielu językach wypełniają wbudowane półki.

Świeże kwiaty i kryształowe wazony w całym holu wejściowym.

„To jest dom” – powiedział Pierre po prostu, podążając za moim wzrokiem. „Nie tylko zabytkowa posiadłość czy siedziba firmy. To tutaj pokolenia mieszkańców Bowmont żyły, kochały i wychowywały swoje rodziny”.

Konsekwencje jego słów zawisły w powietrzu między nami.

Że to może być również dziedzictwo Richarda.

Być może w jakiś sposób jeszcze nie zdefiniowany, również mój.

„Jest piękny” – powiedziałem szczerze. „Rozumiem, dlaczego tak bardzo walczyłeś o jego odrestaurowanie, o to, żeby winnica stała się tym, czym jest dzisiaj”.

„Pozwól, że pokażę ci twoje pokoje” – zaproponował. „Przyda ci się odpoczynek przed kolacją”.

Przygotował dla mnie apartament, który znajdował się na drugim piętrze zamku, a jego okna wychodziły na winnice ciągnące się w stronę odległych gór.

Wszystko zostało starannie zaplanowane.

Świeże kwiaty na toaletce.

Wybór książek przy łóżku.

Dzbanek wody i kosz lokalnych owoców na małym stoliku przy oknie.

„Mam nadzieję, że będzie ci tu wygodnie” – powiedział Pierre od progu. „Jeśli będziesz czegoś potrzebować, wystarczy poprosić”.

„Jest idealnie” – zapewniłam go, podchodząc do okna, żeby podziwiać spektakularny widok. „Więcej niż idealnie”.

Zawahał się, po czym dodał cicho:

„Cieszę się, że przyszłaś, Eleanor. Cokolwiek się między nami wydarzy lub nie, jestem wdzięczny za ten czas.”

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odszedł, zostawiając mnie samą z koniecznością oswojenia się z tą nową przestrzenią, z tym nowym rozdziałem mojego życia, który zaczęłam od pogniecionej koperty i biletu lotniczego, którego nigdy nie spodziewałam się użyć.

Później, gdy zebraliśmy się we trójkę na kolację w przytulnym pomieszczeniu, które bardziej przypominało rodzinną jadalnię niż formalne przestrzenie, których się spodziewałam, oglądałam, jak Richard i Pierre rozmawiają o działalności winnic, odmianach roczników, wyzwaniach i korzyściach, jakie niesie ze sobą produkcja wina.

Ich wspólna pasja.

Podobne maniery.

Łatwo nawiązali kontakt w tak krótkim czasie.

To było wszystko, czego im odmawiałam przez dziesięciolecia, wszystko, czego nigdy nie pozwoliłam sobie wyobrazić, że może być możliwe.

„Za nowe początki” – zaproponował Pierre, gdy wznieśliśmy kieliszki, odpowiednio napełnione winem Bowmont z roku, w którym urodził się Richard – rocznik, który Pierre najwyraźniej zachował specjalnie na taką okazję.

„Za prawdę” – dodał Richard, znacząco przesuwając wzrok między nami.

„Rodzinie” – dokończyłem.

Słowo obejmujące wszystko co utraciliśmy, wszystko co znaleźliśmy, wszystko czym moglibyśmy się jeszcze stać.

Gdy stuknęliśmy się kieliszkami, poczułem, że coś się we mnie zadomowiło, że wszystko jest w porządku, że po dziesięcioleciach niespójności wszystko w końcu wskakuje na swoje miejsce.

Cokolwiek zrodziło się z tego czasu spędzonego we Francji – czy to przyjaźń, romans, czy po prostu nawiązane porozumienie między trzema osobami połączonymi więzami krwi i okolicznościami – będzie autentyczne w sposób, w jaki nie było to możliwe w przypadku naszych oddzielnych żyć.

Zmięta koperta, która na pogrzebie wydawała się okrutnym żartem, w rzeczywistości zawierała najwspanialszy prezent, jaki można sobie wyobrazić.

Nie tylko bilet lotniczy do Francji, ale droga do prawdy, do pojednania, do możliwości, które dawno temu porzuciłam.

I za to, pomimo całego bólu i oszustw, które to poprzedziły, poczułem głęboką wdzięczność.

 

Czy kiedykolwiek dostałaś coś, co brzmiało jak odrzucenie – tylko po to, by uświadomić sobie, że może to być zaproszenie do nowego początku? Gdybyś była na miejscu Eleanor, czy i tak wzięłabyś ten bilet i dlaczego?

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Jak przygotować napar z liści laurowych, który poprawia wzrok, obniża ciśnienie krwi i łagodzi ból

Ta doskonała roślina działa również moczopędnie i wspomaga oczyszczanie nerek . Witamina B zawarta w laurowiśni reguluje metabolizm i ciśnienie krwi . Wywar z laurowiśni to ...

Korzyści z picia ciepłej wody na pusty żołądek

Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się: szklanka gorącej wody rano stymuluje oczyszczanie organizmu w celu wyeliminowania toksyn, zapobiegając różnym chorobom, a także ...

7 rzeczy, które Twoje dłonie mogą ujawnić na temat Twojego zdrowia

Łamliwe i pękające paznokcie mogą być objawem niedoboru cynku. Cynk jest bardzo ważny dla naszego zdrowia; wspomaga gojenie się ran, ...

Leave a Comment