To była prawda.
Praca wolontariacka przerodziła się w coś większego — w działalność konsultingową, w ramach której pomagałam innym kobietom radzić sobie z rodzinnymi kryzysami finansowymi.
Louise poleciła mi kilku klientów, a ja odkryłem, że mam talent do rozpoznawania taktyk manipulacyjnych i pomagania ludziom w opracowywaniu strategii stawiania oporu.
„Jak sobie radzisz ze smutkiem?” zapytała nowa kobieta, odzywając się po raz pierwszy.
Jej głos był łagodny, kulturalny, niósł w sobie szczególny smutek osoby, której światopogląd uległ zasadniczej zmianie.
„Jak przestać tęsknić za tym, kim kiedyś byli?”
Pytanie to trafiło w sedno czegoś, czego unikałem.
Bo prawda była taka, że tęskniłam za Annie.
Nie była już tą samą manipulującą kobietą, którą się stała.
Ale mała dziewczynka, która przyniosła mi mlecze.
Nastolatek, który zadzwonił do mnie po radę dotyczącą chłopaków.
Młoda kobieta, która była szczerze dumna z małżeństwa swoich rodziców.
„Nie sądzę, żeby przestało ci ich brakować” – przyznałem. „Myślę, że uczysz się je opłakiwać, jednocześnie chroniąc się przed nimi. Można opłakiwać kogoś, kto wciąż żyje”.
Spotkanie trwało jeszcze godzinę — omówiono kwestie praktyczne, nowe zasoby prawne, nadchodzące warsztaty i historie sukcesu byłych członków, którzy odzyskali kontrolę nad swoim życiem.
Ale to pytanie o tęsknotę za nimi nie dawało mi spokoju, podążając za mną aż do domu, do mieszkania, gdzie czekała na mnie Janet z resztkami zupy i najnowszymi informacjami na temat skomplikowanej sytuacji jej rodziny.
„Jak było w grupie?” zapytała, siadając na krześle, które stało się jej krzesłem przy moim kuchennym stole.
„Dobrze. Mocno.”
„Nowa kobieta zapytała nas o tęsknotę za ludźmi, którymi kiedyś były nasze rodziny”.
Janet powoli skinęła głową.
W wieku 67 lat przetrwała próby wywarcia na niej presji przez własne dzieci, które próbowały zmusić ją do sprzedaży domu i zamieszkania w ośrodku opieki wspomaganej — nie dlatego, że potrzebowała opieki, ale dlatego, że chciały mieć dostęp do jej kapitału.
Jej rozwiązaniem było wprowadzenie się do mieszkania dwupoziomowego obok mojego i poinformowanie ich, że odziedziczone przez nich pieniądze zostaną przeznaczone na jej szczęście.
„A skoro już o zaginionych mowa” – powiedziała ostrożnie – „Michael dzwonił. Annie urodziła dziecko”.
Te słowa podziałały na mnie jak fizyczny cios, chociaż spodziewałam się ich od tygodni.
Wnuczka, powiedział mi wcześniej Michael.
Zgodnie z jego obliczeniami opartymi na wcześniejszych ogłoszeniach Annie o ciąży, poród ma nastąpić pod koniec października.
„Jak się ona czuje?” – zapytałem, choć nie byłem pewien, czy mam na myśli Annie, czy dziecko.
„Wszyscy są zdrowi. 7 funtów i 2 uncje.”
Janet zawahała się.
„Nazwali ją Eleanor.”
Eleonora.
Imię mojej matki.
Ta manipulacja była tak przejrzysta i wyrachowana, że na chwilę zakręciło mi się w głowie od jej zuchwałości.
„Michael powiedział, że Annie prosiła go, żeby do ciebie zadzwonił” – kontynuowała Janet. „Chciała, żebyś wiedział, że godziny odwiedzin są elastyczne i że bardzo chciałaby cię zobaczyć”.
Siedziałam cicho, czując, jak instynkt babci walczy z mądrością, którą zdobyłam ciężko w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.


Yo Make również polubił
Chleb turecki z patelni Jaki pyszny
Ta kobieta natknęła się na stary, brudny bagaż w krzakach
W restauracji moja siostra oznajmiła wszystkim: „Rachel, znajdźcie sobie inny stolik. Ten jest dla rodziny, a nie dla adoptowanych dziewczynek”. Wszyscy się roześmiali i zgodzili. Potem kelner położył przede mną rachunek na 3270 dolarów za cały obiad. Uśmiechnęłam się, wzięłam łyk i pokornie zapłaciłam. Ale wtedy usłyszałam głos… „CHWILKĘ, PROSZĘ”.
Mam 60 lat, a ta dieta przywróciła mi wzrok, usunęła tłuszcz z wątroby i oczyściła jelito grube.