Bardziej dla siebie, niż dla niego.
Ethan milczał. Potem skinął ledwo dostrzegalnie głową.
„Tak. Bardzo.”
Poczułam, jak serce mi zamiera. Nie był to już ostry ból, ale ciężar, jak kamień spadający na dno rzeki. Kiedy mężczyzna, którego kochasz, mówi, że kocha kogoś innego, wszystkie twoje wysiłki stają się bezcelowe. Wstałam i poszłam do kuchni po szklankę wody. Ręka lekko mi drżała, gdy trzymałam szklankę. Odwróciłam się do niego plecami, żeby nie widział moich zaczerwienionych oczu. Mówiłam z zaskakującym spokojem.
„Przyszedłeś tu, żeby mi powiedzieć, żebym podpisał, prawda?”
Ethan wstał i poszedł za mną, zachowując niewielką odległość.
„Sophie, nie chcę, żebyś cierpiała. Podpisz, weź pieniądze, wyjedź za granicę i zacznij od nowa. Zostanie tutaj tylko zaszkodzi ci bardziej”.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego.
„Mówisz tak, bo się o mnie martwisz, czy dlatego, że obawiasz się, że twoja reputacja ucierpi?”
Ethan zawahał się tylko przez sekundę, ale wystarczająco długo, żebym zrozumiał. Postawiłem szklankę z wodą na blacie i powiedziałem powoli:
Przez pięć lat, będąc twoją żoną, nigdy nie prosiłam cię o kupno domów ani samochodów. Nigdy nie postawiłam cię w trudnej sytuacji z rodzicami. Prosiłam tylko o jedno – lojalność – a ty nie mogłeś mi tego dać.
Spuścił głowę.
“Przepraszam.”
Westchnęłam. Nie chciałam już dłużej się kłócić. Wiedziałam, że im więcej będę mówić, tym więcej stracę godności. Zadałam ostatnie pytanie, jak ostatni gwóźdź do trumny.
„Jeśli nie podpiszę, co zrobisz?”
Ethan podniósł wzrok. W jego oczach pojawił się błysk chłodu. Chłód kogoś, kto dostał od kogoś nauczkę, żeby być twardym.
„Mój ojciec już wynajął prawników. Sophie, nie pogarszaj sytuacji”.
Zrozumiałam. Jeśli nie podpiszę polubownie, wykorzystają prawo przeciwko mnie, a kiedy to zrobią, będą mieli po swojej stronie pieniądze, prawników i opinię publiczną. A ja miałam tylko puste ręce i opinię osoby niezdolnej do posiadania dzieci. Tej nocy Ethan spał na sofie w salonie. Leżałam w naszej sypialni, wpatrując się w sufit. Nie mogłam spać. Słyszałam tylko deszcz i bicie własnego serca i zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy to dlatego, że nie mogłam mieć dzieci, zasługuję na to, by mnie sprzedać za pieniądze? Czy w końcu wartość kobiety zawsze mierzy się jej zdolnością do zajścia w ciążę? Około północy dostałam SMS-a od Anne.
„Nie pozwól im cię złamać. Jeśli musisz odejść, odejdź z wysoko uniesioną głową”.
Spojrzałam na wiadomość i łzy w końcu spadły na poduszkę. Nie chciałam zostać złamana. Nie chciałam też stać się szaloną kobietą, która zrujnuje ślub swojego byłego męża. Chciałam tylko sprawiedliwości. Ale życie rzadko bywa sprawiedliwe. Otworzyłam szafę i wyjęłam małe drewniane pudełko. W środku znajdowała się cała moja dokumentacja medyczna z ostatnich kilku lat. Wyniki badań, recepty, dokumenty dowodzące, jak bardzo się starałam. Podnosiłam każdą kartkę z bólem serca. Jeśli podpiszę, stracę męża. Ale jeśli nie podpiszę, mogę też stracić honor. 3 dni. Dali mi trzy dni. Położyłam się, przytuliłam poduszkę i szepnęłam do siebie:
„Sophie, nie daj się ponieść. Nie dla nikogo. Dla siebie.”
Tej nocy prawie nie spałam. Leżałam twarzą do ściany, słuchając cichnącego deszczu za oknem i odgłosów Ethana poruszającego się w salonie. Za każdym razem, gdy kaszlał lub się przewracał, moje serce podskakiwało, jakby nasze pięć lat razem nie chciało mnie puścić. Zamknęłam oczy, ale obraz tamtego popołudnia w posiadłości wciąż powracał. Zimny głos teściowej, wyrachowane spojrzenie teścia i stos białych papierów rozwodowych na stole, niczym wyrok śmierci. Nad ranem zdrzemnęłam się na chwilę, ale obudziłam się z falą intensywnych mdłości. Czułam się dziwnie. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam, nic nie wyczuwając. Spojrzałam na siebie w lustrze, blada twarz, suche usta. Próbowałam się uspokoić. To pewnie przez brak snu, przez przytłaczający stres. Od kilku dni prawie nie jadłam. Protesty mojego ciała były normalne. Umyłam twarz, ubrałam się i zeszłam do kuchni, żeby zrobić sobie szklankę mleka. Ethan już nie spał, palił przy oknie. Dym papierosowy wisiał w powietrzu, a intensywny zapach sprawiał, że robiło mi się jeszcze bardziej niedobrze.
„E, wychodzę dziś na chwilę” – powiedziałem, starając się, żeby mój głos brzmiał spokojnie.
Odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć.
„Dokąd idziesz?”
„Spotkam się z Anne, a potem jadę do szpitala na kilka badań”.
Powiedziałam półprawdę, półkłamstwo. W rzeczywistości nie wiedziałam nawet, jakie badania chcę zrobić. Czułam po prostu, że coś jest nie tak z moim ciałem i potrzebowałam jednoznacznej odpowiedzi od lekarza, dobrej czy złej. Ethan skinął głową, nie zadając więcej pytań. Kiedyś martwiłby się, gdybym choćby kichnęła. Teraz jechałam do szpitala sama, a on zdawał się tym w ogóle nie przejmować. Wyszłam z domu i wzięłam głęboki oddech. Poranne powietrze, wciąż wilgotne od deszczu, pomogło mi oczyścić umysł. Zadzwoniłam do Anne i umówiłam się z nią na późniejsze spotkanie. Potem wzięłam taksówkę do mojej zwykłej prywatnej kliniki. Siedząc w poczekalni, obserwując inne kobiety z okrągłymi brzuchami, trzymające się za ręce z mężami, poczułam potrzebę spojrzenia w dół. Siedziałam tu już wcześniej z tą samą kruchą nadzieją, co one, ale zawsze wychodziłam z tym samym rezultatem. Jeszcze nie. Powtarzałam sobie, że jestem do tego przyzwyczajona. Ale dziś moje serce biło szybciej niż zwykle. Lekarka była kobietą w średnim wieku o łagodnym głosie. Zadała kilka pytań o moje objawy i cykl. Kiedy powiedziałam jej o ostatnich mdłościach i zmęczeniu, przyjrzała mi się uważniej i zleciła badania. Czekałam na wyniki z pustym sercem. Nie śmiałam mieć nadziei. Nadzieja zawiodła mnie już zbyt wiele razy. Około pół godziny później lekarka wywołała moje nazwisko. Weszłam do jej gabinetu, mocno ściskając torebkę.
„Pani Montgomery” – powiedziała spokojnym głosem. „Wyniki wskazują, że jest pani w ciąży”.
Zamarłem. W uszach mi dzwoniło, jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro zimnej wody. Zapytałem ponownie, a mój głos drżał.
„Doktorze, co pan powiedział?”
„Jesteś w ciąży. Około szóstego tygodnia. Na razie poziom hormonów jest stabilny, ale organizm jest trochę osłabiony. Będziemy musieli cię uważnie obserwować”.
Nie pamiętam, jak wyszłam z gabinetu. Pamiętam tylko drżącą w dłoni kartę wyników. 6 tygodni. 6 tygodni. Obliczyłam to w myślach. 6 tygodni temu Ethan spał jeszcze w tym samym pokoju co ja, zanim przeniósł się do salonu, zanim publicznie zaprowadził Clarę na wizytę. Siedziałam na ławce w korytarzu. Mój brzuch był wciąż płaski, bez żadnych zewnętrznych oznak. A jednak we mnie rosło maleńkie życie. 5 lat tęsknoty, 5 lat czekania. Dziecko, którego myślałam, że nigdy nie będę miała, przyszło na świat dokładnie w momencie, gdy wszystko się rozpadało. Chciałam śmiać się i płakać jednocześnie. Śmiać się z radości, płakać z goryczą. Dlaczego życie było tak ironiczne? Gdyby to dziecko przyszło na świat odrobinę wcześniej, czy wszystko byłoby inaczej? A nawet gdyby przyszło, czy nadal byłabym tą, która nie została wybrana? Anne znalazła mnie w klinice. Widząc, jak siedzę tam oszołomiona, zaniepokoiła się.
„Sophie, co się stało? Wizyta już się skończyła?”
Spojrzałem na nią i łzy napłynęły mi do oczu niekontrolowanie. Podałem jej kartkę. Wzięła ją, przeczytała, a jej oczy się rozszerzyły. Nagle mocno mnie przytuliła.
„O mój Boże, Sophie, jesteś w ciąży.”
Zaczęłam szlochać w jej ramionach, płacząc w sposób, w jaki nie płakałam od wielu dni. Anne pocierała mi plecy, a jej głos drżał.
„Wreszcie, Sophie, w końcu to zrobiłaś.”
Po tym, jak płakałam, ogarnął mnie strach. Spojrzałam na Annę i zapytałam cicho:
„Anne, co mam teraz zrobić?”
Odsunęła się, spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała:
„Po pierwsze, uspokój się. Jesteś w ciąży. To twoja nowina. Nie mów jeszcze nikomu, a już na pewno nie jego rodzinie”.
Skinęłam głową. Myślałam o tym samym. Gdyby moi teściowie się dowiedzieli, natychmiast zmieniliby swoje nastawienie. Ale dlaczego? Dla mnie czy dla dziecka w moim łonie? A gdyby się dowiedzieli, czy daliby mi spokój, czy próbowaliby odebrać mi dziecko jak własność? Teraz, kontynuowała Anne,
„Musisz myśleć o swoim dziecku. Niezależnie od tego, czy podpiszesz, czy nie, każda decyzja, którą podejmiesz od tej pory, będzie miała na nie wpływ”.
Położyłam rękę na brzuchu, serce mi pękało. To dziecko było moim dzieckiem, moją krwią i kością. Ale było też dzieckiem Ethana. A jeśli Ethan wiedział, nie śmiałam myśleć o reszcie. Wróciłam do domu sama w południe. Ethana nie było. W domu było tak cicho, że słyszałam tykanie zegara. Przebrałam się, położyłam na łóżku i położyłam rękę na brzuchu. Szepnęłam bardzo cicho, jakbym bała się kogoś obudzić. Moje dziecko. Mamusia nie wie, co robić. Przyszłaś w czasie, gdy jestem najsłabsza. Łza spadła na poduszkę. Nie żałowałam tego, kochanie. Żałowałam tylko, że ten świat jest tak okrutny dla kobiet takich jak ja. Późnym popołudniem przyszedł Ethan. Wszedł do sypialni i zobaczył mnie leżącą.
„Jesteś zmęczony?” zapytał.
„Tak” – odpowiedziałem krótko.
Stał tam przez chwilę, po czym powiedział:
„Sophie, dzwonili moi rodzice. Przypomnieli mi o terminie. Jutro ostatni dzień.”
Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć. W tym momencie poczułam przemożną chęć powiedzenia mu prawdy, zapytania, czy dowiadując się, że jestem w ciąży, wybierze mnie, czy nadal będzie wybierał Clarę i jej bliźnięta. Ale powstrzymałam się. Nie chciałam, żeby moje dziecko stało się kartą przetargową.
„Wiem” – powiedziałem.
Ethan skinął głową, wyglądając na ulżonego. Ta ulga zmroziła mi serce. Tej nocy znowu nie spałam. Usiadłam na łóżku, otworzyłam szufladę i wyjęłam umowę rozwodową. Przeczytałam każdy wers. Pół miliona dolarów, opuścić kraj. Trzy lata bez powrotu. Jeśli podpiszę, stracę męża, ale może uda mi się ochronić dziecko przed jego rodziną. Jeśli nie podpiszę, dowiedzą się w ten czy inny sposób i rozpocznie się wojna. Położyłam rękę na brzuchu, czując, jak kruche życie rodzi się w środku. Po raz pierwszy w życiu poczułam, że nie jestem sama. Nie byłam już tylko Sophie, odrzuconą synową. Byłam matką. Nad ranem podjęłam decyzję, trudną, ale konieczną. Złożyłam umowę i schowałam ją do torebki. Spojrzałam na zewnątrz, gdzie dopiero zaczynał świtać świt. Cokolwiek się stanie, pójdę naprzód z wysoko uniesioną głową.
Następnego ranka obudziłam się bardzo wcześnie. W domu wciąż panowała cisza, słychać było jedynie śpiew ptaków w ogrodzie i słabe promienie słońca prześwitujące przez zasłony. Ethan jeszcze nie wstał. Poszłam do kuchni i nalałam sobie szklankę ciepłej wody, popijając ją powoli. Mój żołądek wciąż był lekko niespokojny, ale czułam się lepiej niż poprzedniego dnia. Położyłam dłoń na brzuchu – gest, który stał się dla mnie drugą naturą – i westchnęłam. Chociaż nie czułam jeszcze niczego konkretnego, wiedziałam, że jest tam jakaś mała istota. I od chwili, gdy to zrozumiałam, moje wybory nie były już tylko dla mnie. Ubrałam się i przygotowałam do wyjścia. Zanim wyszłam, rzuciłam ostatnie spojrzenie na dom. Pięć lat temu weszłam do niego z przekonaniem, że znalazłam rodzinę. Pięć lat później odchodziłam z gorzką prawdą. W niektórych miejscach można zostać tylko tak długo, jak długo jest się wartościowym. Nie wzięłam wiele, tylko torebkę ze złożoną umową rozwodową w środku. Zadzwoniłam do Anne, zanim wsiadłam do samochodu. W jej głosie słychać było zaniepokojenie.
„Już idziesz? Chcę iść z tobą.”
„Nie ma potrzeby, Anne. Mogę iść sam” – powiedziałem ze spokojem, który zaskoczył nawet mnie. „Jeśli coś się stanie, zadzwoń do mnie natychmiast i pamiętaj, co ci powiedziałem”.
„Pamiętam.”
Rozłączyłem się. Wyjrzałem przez okno samochodu. Miasto tętniło życiem o poranku, ludzie spieszyli się, by wypełnić swój dzień. Nikt nie wiedział, że w moim wnętrzu odbywało się ciche pożegnanie, które miało odmienić moje życie na zawsze. Osiedle wyglądało tak samo jak poprzedniego dnia – ciche i imponujące. Pan Henderson otworzył bramę. Widząc mnie, zawahał się przez chwilę, a potem skłonił głowę.
„Panno Sophie, dzień dobry.”
„Dzień dobry, panie Henderson.”
Weszłam do salonu. Moja teściowa już tam była, siedziała wyprostowana, z twarzą pozbawioną wyrazu. Teść stał obok niej z gazetą w ręku, ale wiedziałam, że jej nie czyta. W pokoju było tak duszno, że słyszałam własne kroki na kamiennej podłodze. Usiadłam na krześle naprzeciwko nich i położyłam torbę na kolanach. Teściowa odezwała się pierwsza.
„Zastanowiłeś się nad tym?”
„Tak, mam” – odpowiedziałem.
Teść odłożył gazetę i spojrzał mi prosto w oczy.
„Dobrze. To podpisz.”
Otworzyłem torbę i wyjąłem umowę. Przez chwilę patrzyłem na wydrukowane linijki. Potem podniosłem wzrok.
„Zanim podpiszę, mam jeden warunek.”
Brwi mojej teściowej zmarszczyły się.
„Jaki stan?”
„Chcę opuścić kraj, gdy tylko formalności zostaną sfinalizowane. Nie chcę być obecna na ślubie. Nie chcę pojawiać się w prasie i proszę, aby powód rozwodu pozostał niejawny”.
Teść patrzył na mnie przez kilka sekund, a potem skinął głową.


Yo Make również polubił
Usuwanie grzybicy paznokci: 100% naturalne leczenie grzybicy paznokci
Z powodu ubóstwa moi rodzice sprzedali mnie bogatemu człowiekowi, ale to, co wydarzyło się w noc naszego ślubu, zszokowało wszystkich…
„Kochanie, od teraz będziesz jadła sama, mam dość tego, że bierzesz ode mnie pieniądze” – oświadczył mój mąż. Zgadzam się. Potem, w swoje urodziny, jak zwykle zaprosił 20 krewnych na darmowy posiłek, ale gdy tylko weszli do kuchni…
Mój tata zniszczył na moich oczach list o stypendium Harvardu o wartości 328 000 dolarów — osiemnaście dni później mój dziadek przybył na swoje 80. urodziny w towarzystwie prawnika i oświadczył: „Dziś wieczorem to naprawimy”.