Wspomnienia zalały ją falą.
Zapach ich starego domu. Dłoń Samuela ściskająca jej dłoń. Jego ostatni oddech.
Pamiętała o swojej przysiędze.
Przypomniała sobie, że obiecała, iż jeśli tylko będzie mogła, nigdy więcej nie pozwoli, by ktokolwiek umarł w jej ramionach.
A oto była tam, gotowa odejść od dziecka, które być może uda jej się uratować.
Oparła czoło o zimną szybę, a łzy spływały jej po policzkach.
Szepnęła do Samuela, jakby stał obok niej.
Co mam zrobić? – zapytała.
Jak uratować syna człowieka, który nas zniszczył?
Przez chwilę, w ciszy korytarza, niemal usłyszała jego głos w swojej głowie.
Nienawiść nie powinna spadać na niewinnych.
Jeśli teraz odejdziesz, będziesz taki sam jak ci, którzy odwrócili się ode mnie.
Serena się wyprostowała.
Wytarła twarz.
Odwróciła się od wyjścia.
I wróciła do swojego pokoju.
Nie robiła tego dla Vincenta.
Robiła to dla Lucasa.
Dla siebie.
Za obietnicę, którą złożyła nad grobem pewnego zimowego poranka w Chicago, w Stanach Zjednoczonych.
O świcie weszła do pokoju, w którym siedział Vincent z zapadniętymi oczami po nieprzespanej nocy.
Spojrzała na niego wzrokiem pozbawionym wszelkiej łagodności.
Oddam szpik kostny – powiedziała beznamiętnie. – Nie dla ciebie. Nie z powodu twojego poczucia winy. Dla niego. Bo nie pozwolę dziecku umrzeć, jeśli mogę temu zapobiec.
Nie zrozum mnie źle.
Nadal cię nienawidzę.
Zanim zdążył odpowiedzieć, ona odwróciła się i odeszła.
Vincent pozostał na swoim miejscu, odczuwając każde słowo jak kolejny zasłużony cios.
CZĘŚĆ ÓSMA – ZŁAPANI
Wieści o tym, że Vincent jest nieobecny, szybko rozeszły się po podziemnym świecie miasta.
Dante Vtori, głowa rodziny rywalizujących ze sobą rodów, czekał piętnaście lat na pęknięcie w zbroi Corsettich.
Teraz miał jedno.
Wszyscy w ich świecie wiedzieli, że Vincent skupia się na swoim chorym dziecku. Że jego obrona była słabsza niż zwykle. Szepty głosiły również, że w jego domu jest kobieta – kobieta, której strzegł jak skarbu.
Dante nie rozumiał, dlaczego ona jest taka ważna.
Wiedział tylko, że tak.
W noc poprzedzającą planowany przeszczep szpiku kostnego Serena siedziała sama w swoim pokoju szpitalnym, wpatrując się przez okno w światła miasta.
Nie bała się śmierci.
Bała się, że umrze, zanim Lucas będzie bezpieczny.
Nie usłyszała, jak drzwi się otwierają. Nie zobaczyła cienia zbliżającego się do niej, dopóki dłoń nie zakryła jej ust.
Igła ukłuła ją w szyję.
Świat stał się niewyraźny.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła, był wirujący sufit.
Gdy się obudziła, była przykuta do żelaznego krzesła w piwnicy, w której panował zapach wilgoci i dawnego strachu.
Jej nadgarstki były związane. Kostki przywiązane do nóg krzesła.
Włożono jej szmatę do ust.
Przed nią, w skórzanym fotelu, siedział mężczyzna po czterdziestce z kieliszkiem czerwonego wina w dłoni. Jego rysy twarzy były ostre, a uśmiech wąski.
Dante Vtori przedstawił się spokojnie, jakby byli na spotkaniu biznesowym.
Wyjął jej szmatę z ust.
Zapytał ją, co wie o działalności Vincenta. O jego mechanizmach obronnych. O ewentualnych słabościach w jego zabezpieczeniach.
Serena spojrzała na niego bez mrugnięcia okiem.
Gdy pochylił się bliżej, domagając się odpowiedzi, plunęła mu w twarz.
Nic nie wiem o jego interesach – powiedziała. – A nawet gdybym wiedziała, nie powiedziałabym ci.
Uśmiech zniknął.
Dante skinął głową w stronę swoich ludzi.
To co nastąpiło później było brutalne.
Uderzyli ją.
Bili ją tak długo, aż jej koszulka przykleiła się do skóry.
Poparzyli jej ramiona i barki.
Zażądali odpowiedzi, których nie znała.
Serena z uporem starała się zachować przytomność.
Pomyślała o Samuelu. O moście. O latach, które minęły.
Przeżyła już gorsze rzeczy.
Nie dała się złamać Dantemu Vtoriemu.
CZĘŚĆ DZIEWIĄTA – RATUNEK I CHIRURGIA
Vincentowi zajęło zaledwie kilka godzin zorientowanie się, że Sereny nie ma.
Wpadł do szpitala, obejrzał nagrania z monitoringu i obserwował, jak nieznani mu mężczyźni wynoszą ją bocznymi drzwiami.
Od razu wiedział, czyimi ludźmi są ci ludzie.
Zmobilizował całą siatkę Corsettiego.
Samochody rozjechały się po całym mieście. W kryjówkach i zapleczach barów rozdzwoniły się telefony. Pieniądze i groźby przechodziły z rąk do rąk.
Gdzie ona jest? – pytał raz po raz.
Bo jest jedyną dawczynią dla twojego syna? – zapytał cicho Tony.
Bo nie pozwolę, żeby znów stała jej się krzywda z mojego powodu – warknął Vincent.
Dwanaście godzin później ktoś z organizacji Vtori uznał, że utrzymanie Dantego przy życiu nie jest warte umierania i powiedział Tony’emu, gdzie przetrzymywana jest Serena.
Vincent nie czekał z zebraniem armii.
Zabrał Tony’ego i garstkę zaufanych ludzi i odjechał w noc.
Uderzyli w kryjówkę Dantego niczym burza.
Strzelanina była szybka i zacięta, ale Vincent radził sobie z nią z jasnością, której rzadko doświadczał.
Dotarł do piwnicy i zobaczył Serenę przywiązaną do krzesła. Miała posiniaczoną twarz i podarte ubranie, ale jej oczy były spokojne.
Dante stał za nią, przyciskając pistolet do jej skroni.
Zrób jeszcze jeden krok, a ona umrze – powiedział Dante.
Serena przykuła wzrok Vincenta i nieznacznie skinęła głową.
Nie targuj się o mnie, mówiło jej spojrzenie. Zrób, co musisz.
W ciągu jednej chwili Vincent podniósł pistolet i strzelił.
Kula przebiła ramię Dantego i odrzuciła go do tyłu.
Pistolet upadł na podłogę.
Zanim mężczyzna zdążył się podnieść, Vincent rzucił się na niego.
Przygwoździł Dantego i chwycił go za gardło.
To za dotykanie kogoś, kto jest pod moją ochroną – powiedział cicho.
Gdy w końcu puścił, Dante leżał nieruchomo.
Vincent wstał i drżącymi rękami przeciął więzy Sereny.
Podniósł ją delikatnie i przytulił, jakby była ze szkła.
Przepraszam, wyszeptał, niosąc ją po schodach i na zewnątrz, w zimną noc. Tak bardzo, bardzo mi przykro.
Ona nie odpowiedziała.
Była za słaba.
W samochodzie, jadąc w stronę szpitala Saint Vincent, jej oddech stał się płytki.
Jej ręka powędrowała do piersi.
Jej serce odmawiało posłuszeństwa.
Vincent krzyknął do kierowcy, żeby jechał szybciej i przyciągnął ją do siebie, jakby trzymanie jej blisko siebie mogło ją tu zatrzymać.
Nie waż się umierać – powiedział łamiącym się głosem. – Nie teraz. Nie w ten sposób.
Na jej twarzy pojawił się słaby, gorzki uśmiech.
Nic ci nie jestem winna, wyszeptała. Nie będę dla ciebie umierać. Nie będę też dla ciebie żyć. Nie pochlebiaj sobie.
Poczuł ucisk w gardle.
Wiem, że nic mi nie jesteś winien – powiedział. – To ja jestem ci winien. Za Lucasa. Za twoją rodzinę. Za wszystko.
Jeśli mnie nienawidzisz, to żyj, błagał. Żyj, żebyś mógł patrzeć, jak próbuję naprawić wszystko każdego dnia, do końca życia. Nie dawaj mi łatwej drogi.
Nie pozwól, aby śmierć stała się moim wyzwoleniem.
Jej palce lekko zacisnęły się na jego dłoni.
Pomyślała o Samuelu. O polu polnych kwiatów, które wyobrażała sobie, gdy była zamknięta w piwnicy sierocińca, miejscu, gdzie ból nie mógł jej dosięgnąć.
Zdała sobie sprawę, że nie chce jeszcze wychodzić.
Nie wcześniej, niż skończy to, co zaczęła.
Samochód z piskiem opon zatrzymał się na Saint Vincent. Lekarze natychmiast zabrali ją na operację.
Główny kardiolog przywitał Vincenta na korytarzu poważnym wyrazem twarzy.
Teraz potrzebuje wymiany zastawki – powiedział. Bez niej nie przeżyje nocy.
Nawet w takiej sytuacji jej szanse wynoszą zaledwie pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.
Vincent poczuł, że ta liczba utkwiła mu w piersi.
Połowa.
A nawet jeśli przeżyje, dodał lekarz, będzie potrzebowała czasu na rekonwalescencję, zanim będzie mogła oddać szpik.
Czasu, którego Lucas może nie mieć.
Vincent spędził najdłuższą noc swojego życia, krążąc między dwojgiem drzwi – jedne prowadziły do sali operacyjnej, gdzie otwarto klatkę piersiową Sereny i chirurdzy pracowali nad jej sercem, a drugie prowadziły do oddziału, gdzie czekał Lucas.
Na sali operacyjnej, pod znieczuleniem, Serena śniła.
Stała na rozświetlonym słońcem polu pełnym dzikich kwiatów. Powietrze było ciepłe, a niebo bezkresne.
Samuel pobiegł w jej stronę. Miał znów dwanaście lat, a włosy opadały mu na oczy.
Objął ją ramionami. Płakała w jego ramię.
Dobrze zrobiłaś, powiedział jej. Dotrzymałaś obietnicy.
Jeszcze nie, argumentowała. Nie do końca. Lucas nadal mnie potrzebuje.
Samuel uśmiechnął się i wziął ją za rękę.
To wracaj – powiedział. – Będę tu, kiedy skończysz.
Delikatnie ją odepchnął.
Obudziło ją ostre światło sali pooperacyjnej i dźwięk monitorów.
Chirurg poinformował Vincenta, że operacja serca zakończyła się sukcesem.
Nowy zawór działał.
Jeśli nie wystąpią żadne komplikacje, będzie mogła oddać szpik w ciągu pięciu dni.
Pięć dni później Serena leżała nieruchomo na kolejnym stole operacyjnym.
Tym razem zabieg był krótszy. Pobrano szpik kostny z jej kości i ostrożnie przeniesiono go do pokoju, w którym czekał Lucas.
Vincent obserwował z korytarza, jak lekarze wstrzykiwali komórki do maleńkiego ciała jego syna.
Potem nie pozostało już nic innego, jak czekać.
Minęła godzina.
Potem sześć.
W końcu wyszedł naczelny lekarz, zmęczony, ale uśmiechnięty.
Ciało Lucasa przyjmowało przeszczep.
Jego funkcje życiowe się stabilizowały.
Został znów odciągnięty.
Vincent osunął się pod ścianę.
Po raz pierwszy od kilku tygodni łzy spływające po jego twarzy były łzami ulgi.
CZĘŚĆ DZIESIĄTA – KLĘCZENIE
Dwa tygodnie później Lucas otworzył oczy i płakał, domagając się mleka, jak każde normalne dziecko.
Jego skóra odzyskała zdrowy kolor. Monitory, które kiedyś brzmiały jak odliczanie do katastrofy, teraz po prostu potwierdzały to, co wszyscy widzieli: wracał do zdrowia.
Lekarze nazwali to cudem medycyny.
Vincent nazwał ją Serena.
Jej powrót do zdrowia był wolniejszy.
Jej ciało przez lata znosiło wysiłek, tortury, poważną operację serca i przeszczep szpiku kostnego.
Przez prawie dwa tygodnie ledwo mogła siedzieć bez pomocy.
Odmówiła spotkania z Vincentem.
Za każdym razem, gdy zbliżał się do drzwi, pielęgniarki mówiły mu, że odpoczywa.
Prawda była taka, że nie wiedziała, jak mu się przeciwstawić.
Uratowała Lucasa.
Dotrzymała obietnicy danej Samuelowi.
Teraz nie miała już powodu, żeby zostawać.
Pewnego ranka, gdy pierwsze promienie wiosennego światła przedostawały się przez żaluzje, cicho się ubrała, spakowała swoje skromne rzeczy i napisała krótki list.
Zaadresowała ją do Lucasa.
Życzyła mu zdrowego i szczęśliwego życia. Powiedziała mu, że w innym świecie mogłaby być po prostu jego lekarzem albo sąsiadką. Powiedziała mu, że zawsze będzie o nim pamiętać.
Nie zostawiła Vincentowi nic.
Wyszła na korytarz i ruszyła w stronę wejścia do szpitala.
Nie zajrzała do pokoju Lucasa.
Wiedziała, że jeśli to zrobi, nie będzie mogła odejść.
Na zewnątrz, na dziedzińcu przy wejściu, grupa ochroniarzy, ogrodników i pracowników ochrony szpitala stała w luźnym kręgu.
W środku czekał Vincent.
Wyglądał, jakby nie spał od kilku dni.
Odwróciła się i poszła w przeciwnym kierunku.
Sereno, zawołał.
Zatrzymała się.


Yo Make również polubił
Kulinarna podróż przez świat: Trzy przepisy na sałatki ogórkowe
Wróciłem do domu i odkryłem, że mój SUV za 60 tysięcy dolarów zniknął. Tata się roześmiał: „Daliśmy go Lucasowi, on jest głową rodziny”. Nie krzyczałem. Zapytałem tylko: „Czy on nadal ma to zawieszone prawo jazdy?”. POTEM WYBIERZIŁEM 911.
Pietruszka, sekret szefa kuchni, dzięki któremu może zachować świeżość przez miesiące: nie gnije
Skrzep krwi może prowadzić do zawału serca, zakrzepicy lub udaru mózgu: Oto 7 produktów spożywczych, które skutecznie rozrzedzają krew, o których musisz wiedzieć