Mama mnie przytrzymywała, podczas gdy tata organizował mój ślub z niebezpiecznym starszym mężczyzną. Uciekłam więc i naraziłam ich wszystkich. Teraz, lata później, jest chora i błaga mnie, żebym wróciła, bo jestem rodziną.
W mojej rodzinie dziewczyny były wydawane za mąż w momencie, gdy dostawały pierwszą miesiączkę. Nie miało znaczenia, czy miałaś 12, 13 czy 14 lat. Krew oznaczała, że byłaś gotowa na męża co najmniej trzy razy starszego od siebie. Dorastałam z tą ideą, więc w mojej głowie nie wydawało się to takie złe — dopóki nie skończyłam 11 lat, ponieważ wtedy widziałam, jak moja kuzynka Miam została obiecana 43-letniemu mężczyźnie zaledwie trzy dni po swojej pierwszej miesiączce. Jego dwie poprzednie żony zmarły przed ukończeniem 20 lat. To była pierwsza noc, kiedy postanowiłam przestać jeść wystarczająco dużo jedzenia. Nie dlatego, że byłam gruba, i nie dlatego, że nienawidziłam jedzenia, ale dlatego, że zauważyłam, że szczuplejsze dziewczyny w mojej rodzinie były ostatnimi, które dostawały okres, i wiedziałam, że to moja jedyna opcja. Później dowiedziałam się, że twoje ciało tak naprawdę potrzebuje wystarczającej ilości tłuszczu, zanim zaczniesz dojrzewać, lol. Inne dziewczyny nazywały mnie szkieletorem, ale nie obchodziło mnie to. Inne dziewczyny w moim wieku były już obiecane mężczyznom, którzy mieli starsze od nich dzieci.
Nie oznaczało to jednak, że przestali mnie przygotowywać do roli żony. W każdy piątek, od 1:00 do 10:00, musiałam godzinami bez słowa podawać posiłki męskim członkom rodziny. I oczywiście, jeśli nawiązałam kontakt wzrokowy lub hałasowałam podczas serwowania, dostawałam dziesięć batów. Zmuszano mnie do trzymania rozpalonych garnków bez rękawic kuchennych, żeby zahartować delikatne dłonie do pracy w kuchni. A mama każdego wieczoru smarowała mi twarz kremem wybielającym, żebym mogła być piękna. I pomijając skrywane głodzenie, byłam idealną córką. Grałam swoją rolę bez żadnych narzekań i zawsze mówiłam, jak bardzo cieszę się na dzieci.
Ale kiedy miałam 14 lat i wciąż nie miałam okresu, odkryłam coś, co wszystko zmieniło. Dla kontekstu, cały czas byłyśmy w USA, lol. Moja mama właśnie przekonała nas, że to wszystko jest normalne i że każda dziewczyna, która tego nie zrobi, będzie skazana na śmierć w samotności — a do tego będzie brzydka i bezużyteczna. Aż do momentu, gdy jedna nauczycielka zmusiła mnie do spotkania z nią, ponieważ przypadkowo założyłam koszulkę do szkoły i zobaczyła, jaka jestem chuda. Kiedy wyszła, żeby iść do łazienki, zapomniała zamknąć szufladę. W środku były książki o prawie małżeńskim, broszury z tytułami takimi jak Twoje prawa jako młodej nastolatki i Kiedy kultura staje się przestępstwem . Gdy czytałam, opadła mi szczęka. To był pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z ideą, że małżeństwo przed 18 rokiem życia jest złe. Żadnych wyjątków kulturowych. Żadnych luk w prawie dotyczącym zgody rodzicielskiej. Ukradłam najcieńszą broszurę i schowałam ją za paskiem. Przez następne kilka tygodni, kiedy rodzice myśleli, że śpię, zapamiętywałam każdą stronę – numery telefonów do opieki społecznej, adresy schronisk, dokładne słowa, które miały być podstawą do zgłoszenia. Dowiedziałam się, że nauczyciele, pedagodzy i lekarze mają prawo zgłaszać podejrzenia nadużyć.
Założyłam więc grupę ćwiczącą umiejętności żon w szopie narzędziowej mojego wujka. Sześcioro młodszych kuzynek, które jeszcze nie krwawiły, desperacko pragnących uniknąć losu. Tam nauczyłam je tego, czego sama się nauczyłam: którzy nauczyciele mają obowiązek być reporterami, jak wypowiadać słowa, które mogą wywołać śledztwo. Ćwiczyłyśmy szeptem.
„Zmuszają mnie do małżeństwa. Mam dopiero 13 lat. Proszę, pomóżcie.”
A w wieku 15 lat moje ciało mnie zdradziło. Krew pojawiła się podczas przygotowywania porannego posiłku, przesiąkając moją białą sukienkę. Krzyk radości mojej matki sprawił, że wszystkie kobiety w domu zbiegły. Prawie promieniały. Całowały mnie w policzki. Mówiły, że mam szczęście. Do wieczora mój ojciec już wybrał mi męża — Hammuda Habibiego, potentata budowlanego, który pochował dwie ze swoich żon, gdy skończyły 23 lata. Niewydolność nerek, jak głosił akt zgonu. Aktualizacja Shorts — kobiety szeptały, że to przez zbyt wiele ciąż w zbyt młodym wieku. Dwa dni później moja kuzynka Anya, dziewczyna z szopy, również dostała okres. W ciągu kilku godzin obiecano ją 51-latkowi, który kolekcjonował żony jak trofea, który miał ośmioro starszych od siebie dzieci. Patrzyłam, jak światło odpływa z jej oczu, gdy rozmawiali o cenie za jej pannę młodą, jakby była bydłem.
Tej nocy wręczyłem jej mój notatnik — każdy numer schroniska, każdy fakt prawny, każdą drogę ucieczki, którą zapamiętałem.
„Jutro” – wyszeptałem. „Powiedz nauczycielowi nauk ścisłych. Użyj dokładnie tych samych słów, których cię nauczyłem”.
Jej ręce trzęsły się, gdy brała ten przedmiot.
“Co z tobą?”
„Mój ślub jest dopiero za dwa tygodnie. Coś wymyślę” – powiedziałam drżącym głosem.
Ale się myliłem, bo tej nocy ktoś zapukał do drzwi. To była opieka społeczna. Twarz mojego ojca zmieniła się z zakłopotania w furię, gdy pytali o Anyę, o nieletnie żony, o przymusowe małżeństwa. Musieli porozmawiać ze wszystkimi dziewczynami w rodzinie poniżej 18. roku życia. Gdy tylko wyszli, rodzina krążyła wokół nich jak wilki. W ich oczach ktoś uczył dziewczyny kłamstw. Ktoś zatruł ich niewinne umysły zachodnią propagandą. Wywrócili dom do góry nogami, szukając sprawcy.
Cóż, mój dziennik został znaleziony ukryty w szopie na narzędzia w ciągu godziny, pełen numerów telefonów i przepisów prawnych. Mój ojciec spalił go na oczach wszystkich, nazywając mnie chorym, skażonym i, co moje ulubione, rakiem, którego trzeba wyciąć.
„Ślub odbędzie się jutro” – oznajmił – „zanim ona zniszczy kogoś jeszcze”.
Świt nadszedł zbyt szybko. Za godzinę mieli mnie ubrać na czerwono i złoto i zawieźć do mężczyzny, który zostawił już dwie martwe dziewczynki. Poczułam skurcz w żołądku, gdy kroki zbliżyły się do moich drzwi. Chwyciłam plastikową torbę, którą schowałam kilka dni temu, wypchaną tylko najpotrzebniejszymi rzeczami: ubraniami na zmianę, adresami schronisk, które zapamiętałam i przepisałam, oraz 20 dolarami, które przez miesiące kradłam z torebki mamy – po dolarze.
Klamka się obróciła. Złapałam się za brzuch i zgięłam wpół, wydając z siebie jęk, który nie był do końca udawany. Weszła moja matka, już ubrana w swoją najlepszą suknię na dzień mojego ślubu.
„Wstawaj” – rozkazała. „Kosmetyczka przyjedzie za 30 minut”.
Jęknęłam głośniej, przyciskając dłonie do brzucha.
„Mamo, coś jest nie tak. Mój żołądek.”
Zmarszczyła brwi i ostrożnie podeszła.
„W naszej kulturze chora panna młoda jest złym omenem.”
„Co jadłeś?”
„Nic” – wydyszałam, potykając się i zmierzając do drzwi. „Muszę natychmiast do łazienki!”
Złapała mnie za ramię.
„Byłeś 20 minut temu.”
„Proszę” – błagałam, pozwalając łzom spływać mi po twarzy. Strach ułatwiał mi to. „To tak strasznie boli”.
Puściła mnie z obrzydzeniem. Pięć minut. Ciocie czekały.
Potykając się, pobiegłam korytarzem, ściskając schowaną pod luźną koszulą nocną torbę. Gdy byłam już w łazience, zamknęłam drzwi na klucz i od razu stanęłam na desce sedesowej. Płyta sufitowa, którą poluzowałam kilka tygodni temu, poruszyła się z łatwością. Wepchnęłam torbę do środka, a potem faktycznie skorzystałam z toalety, żeby dźwięki brzmiały przekonująco.
Minęły trzy minuty. Spuściłam wodę, nalałam wody, a potem znowu głośno jęknęłam – Mamo, nie mogę przestać, mój żołądek. Jej pięść zaczęła walić w drzwi.
„Otwórz te drzwi.”
„Nie mogę!” – krzyknęłam, znów stając na toalecie. Małe okienko nad nim zostało zamalowane lata temu, ale pracowałam nad nim nożem do masła skradzionym z kuchni. „Proszę… jeszcze minutkę.”
Więcej dudnienia. Teraz kilka głosów. Dołączyło do niej moje ciotki. Pchnęłam framugę okna z całej siły. Farba popękała, a potem puściła. Do środka wdarło się chłodne poranne powietrze. Otwór był maleńki, służył wentylacji, a nie ucieczce, ale miesiące głodu sprawiły, że byłam wystarczająco mała.
„Za długo jej to zajmuje” – rozległ się donośny głos mojego ojca. „Rozpraw się z tym”.
Chwyciłam torbę z sufitu i najpierw wepchnęłam ją przez okno. Potem podciągnęłam się, ocierając ramiona o framugę. Drzwi zadrżały, gdy ludzie trzasnęli w nie. Moje biodra zamarły. Przygryzłam język, żeby nie krzyknąć, i wykręciłam się na boki. Zamek roztrzaskał się, gdy moje nogi minęły okno. Spadłam z dwóch metrów na mokrą trawę, skręcając kostkę, ale nie łamiąc jej.
Za mną z łazienki dobiegały krzyki. Biegłam boso, w łopoczącej koszuli nocnej. Przemknęłam przez nasze podwórko i wbiegłam do domu sąsiadów. Psy szczekały. Zapalały się czujniki ruchu. Biegłam dalej. Nasza okolica była labiryntem identycznych domów, pełnych rodzin z naszej społeczności. Każdy z nich oddałby mnie bez wahania. Przebiegłam przez podwórko Hassana, minęłam basen Mahmooda i okrążyłam szopę ogrodową Sala.
Za mną ryknął silnik samochodu. Potem kolejny. Szybko się zmobilizowali. Schowałem się za śmietnikami Abdullaha, gdy światła reflektorów przemknęły obok. Głos mojego kuzyna Omara niósł się w porannym powietrzu.
„Sprawdź każdą ulicę. Nie mogła odejść daleko.”
Główna droga była trzy przecznice dalej. Przystanek autobusowy cztery. Planowałam tę trasę setki razy w głowie, ale nigdy boso. Nigdy z sercem bijącym tak mocno, że nie myślałam, że zaraz eksploduje. Przemykałam między domami, wykorzystując zaparkowane samochody jako osłonę. Moje stopy zostawiały krwawe ślady na betonie. Kawałek szkła wbił mi się w piętę, ale nie mogłam się zatrzymać, żeby go usunąć.
Tam – krzyk mojego kuzyna Kareema dobiegł z lewej strony. Samochód z piskiem opon wyjechał zza rogu. Przemknęłam przez krzaki róż pani Chen, kolce szarpały moją koszulę nocną i skórę. Nie była z naszej społeczności. Może mnie nie rozpozna. Kuśtykając, przeszłam przez jej podwórko i w alejkę za nią. Przystanek autobusowy pojawił się tuż przed podjazdem porannego autobusu. Wybiegłam spomiędzy budynków, machając rozpaczliwie. Kierowca, starsza czarnoskóra kobieta, spojrzała na moje zakrwawione stopy i podartą koszulę nocną i przytrzymała drzwi.
Wszedłem po schodach i zamarłem. Nie miałem pieniędzy. W panice zostawiłem 20 dolarów w torbie.
„Proszę” – wyszeptałem. „Muszę tylko dojechać do centrum. Oddam ci pieniądze. Obiecuję”.
Starsza kobieta siedząca na przednim siedzeniu wstała i wrzuciła do automatu odliczoną kwotę.
„Usiądź, dziecko” – powiedziała cicho.
Nie zadawała pytań, tylko zaprowadziła mnie na miejsce obok siebie i podała chusteczki z torebki. Autobus ruszył akurat w momencie, gdy samochód Omara wpadł w poślizg na parkingu. Schowałem się pod oknem, ale nie wcześniej, niż zobaczyłem, jak jego twarz wykrzywiła się z wściekłości. Kobieta obok mnie poruszyła się lekko, zasłaniając mi widok. Jechaliśmy w milczeniu aż do centrum, gdzie wcisnęła mi do ręki dziesięciodolarowy banknot i wysiadła.
„Przed czymkolwiek uciekasz” – wyszeptała – „nie wracaj”.
Sąd był ogromnym budynkiem, który widziałem tylko z okien samochodów. Przecisnąłem się przez bramki wykrywające metal, zostawiając krwawe ślady na marmurowej posadzce. Ochroniarze wymienili spojrzenia, ale mnie nie zatrzymali. Urzędniczka sądu rodzinnego, kobieta w średnim wieku o łagodnym spojrzeniu, spojrzała na mnie i wyszła zza lady.
„Kochanie, czy potrzebujesz pomocy medycznej?”
„Nakaz ochrony w nagłych wypadkach” – wydyszałam wyuczone na pamięć słowa. „Mam 15 lat. Zmuszają mnie do ślubu dzisiaj – proszę”.
Zaprowadziła mnie na krzesło i przyniosła formularze.
„Gdzie mieszkasz? Potrzebujemy adresu do złożenia zamówienia.”
Wyrecytowałam adres schroniska z pamięci, modląc się, żeby mieli wolne miejsce, kiedy tam dotrę. Mój telefon, zapomniany w torbie, zaczął dzwonić – mama, tata, Omar, a potem numery, których nie rozpoznałam. Poczta głosowa piętrzyła się, a ja nie słyszałam. Wiedziałam, co powiedzą: hańba, wstyd, przekleństwo, rak.
Urzędniczka pomogła mi wypełnić dokumenty, a jej twarz robiła się coraz bardziej ponura z każdym szczegółem. Poprzednie żony zmarły w wieku 23 lat. Niewydolność nerek z powodu zbyt wielu ciąż. Przymusowa ceremonia ślubna zaplanowana na dziś.
„Poczekaj tutaj” – powiedziała i zniknęła w tylnym biurze.
Wróciła z sędzią, który odczytał moją petycję na miejscu, w holu.
„Przyjęte” – powiedział. „Nakaz nadzwyczajny wchodzi w życie natychmiast. Pełne przesłuchanie odbędzie się za dwa tygodnie”.
Chwyciłem kartkę jak koło ratunkowe i kuśtykając, wyszedłem na zewnątrz. Schronisko było 12 przecznic stąd. Dotarłem do trzech, zanim przypomniałem sobie, że może nie mieć łóżek. Telefon potwierdził moje obawy.
„Mamy komplet” – powiedział głos. „Możemy wpisać cię na listę oczekujących na czwartek”.


Yo Make również polubił
Jak przygotować pyszny, kremowy deser śnieżny z twarogiem i śmietaną
Najłatwiejsze na świecie ciasto karmelowe, które wszyscy uwielbiają
Szarlotka z 2 szklankami bitej śmietany & 2 szklanki kwaśnej śmietany
Znalazłam dziwny pierścionek w samochodzie mojego męża, który wywrócił moje życie do góry nogami