Poświęć czas na odnalezienie drogi powrotnej do siebie.
Będę tu, kiedy będziesz gotowy.
Z całą moją miłością,
Mama.
Minęły dwa tygodnie.
Wiosna w pełni zagościła w Savannah.
Jaśmin unoszący się w powietrzu i płonące kwiaty aeli w każdym ogrodzie.
Wróciłam do swojej rutyny. Prowadziłam zajęcia z literatury na uczelni, dbałam o ogród, spotykałam się z klubem książki na comiesięcznej dyskusji.
Życie wróciło do swojego wygodnego rytmu, choć myśli o Williamie nigdy nie opuszczały mojej głowy.
Rozmawialiśmy krótko co kilka dni, były to krótkie rozmowy, ostrożne, jakbyśmy oboje uczyli się na nowo, jak ze sobą rozmawiać bez ciężaru oczekiwań i uwikłań finansowych.
Pozostał w Bostonie, nadal mieszkał z Marcusem i wciąż próbował poukładać sobie życie z Veronicą, która wróciła na Manhattan, by zamieszkać z rodzicami, podczas gdy oni na nowo oceniali sytuację.
Vanessa Bennett dzwoniła od czasu do czasu, aby delikatnie przekazać aktualne informacje na temat sytuacji w rodzinie.
Elizabeth Bennett była wściekła z powodu odwołania podróży poślubnej i większość swojej złości skierowała na mnie za moją, jak to określiła, złośliwą ingerencję.
Ku mojemu zaskoczeniu Robert bronił moich działań przed swoją żoną, co wywołało, jak to określiła Vanessa, najbardziej szczerą kłótnię, jaką mieli od 20 lat.
Przycinałam róże w ogródku przed domem, gdy czarny samochód podjechał do krawężnika.
Kierowca wyszedł pierwszy i z wprawą otworzył tylne drzwi.
Kiedy Veronica Bennett, albo Coleman (nie byłem pewien, które imię teraz wolała), stanęła na chodniku, prawie upuściłem sekator.
Wyglądała jednocześnie tak samo i inaczej.
Designerski strój i perfekcyjny makijaż pozostały takie same, ale coś w jej postawie uległo zmianie, stało się mniej sztywne, być może mniej pewne.
„Pani Coleman”
powiedziała, a jej głos niósł się po podwórzu.
„Czy mogę z tobą porozmawiać?”
Zdjąłem rękawice ogrodnicze, świadomy brudu pod paznokciami i potu wilgotnego od potu na bawełnianej koszulce.
„To jest nieoczekiwane, Veronico.”
„Dla mnie również”
Spojrzała na mój dom, zapatrzyła się w okalającą go werandę z sufitem pomalowanym na niebiesko w starej tradycji gulla, starannie zachowane piernikowe listwy ozdobne i dojrzałe dęby, które były świadkami ponad stuletniej historii Savannah.
„Twój dom jest śliczny.”
Wydaje się, że przyznanie się do winy coś ją kosztowało.
Skinąłem głową w stronę ganku.
„Chcesz herbaty? Jest tu dość ciepło.”
Poszła za mną do środka, jej obcasy w stylu lubboutan stukały o sosnową podłogę, którą Charles ręcznie odnawiał przez całe lato.
Byłem bardzo świadomy jej spojrzenia, które ogarniało wszystko: antyczne meble, wbudowane regały pełne tomów, subtelne oznaki wieku, których żadna ilość troski nie była w stanie całkowicie usunąć w tak starym domu.
„Proszę usiąść”
Gestem wskazałem na werandę, na której rano umieściłem zdjęcie przedstawiające słodką herbatę.
„Szybko się umyję.”
Kiedy wróciłem z czystymi rękami i dodatkową szklanką, Weronika stała przy balustradzie ganku i patrzyła na ogród.
„Kolory są niezwykłe”
zauważyła.
„Czy sam to wszystko zasadziłeś?”
„Większość. Róże były projektem mojego męża. Dbam o nie od jego śmierci.”
Nalałem herbaty z lodem, a szklanki natychmiast zrobiły się wilgotne w powietrzu.
„Co cię sprowadza do Savannah, Veronico? Założyłem, że będziesz na Manhattanie z rodziną”.
Przyjęła szklankę, ale nie piła, zamiast tego przesuwając palcem po skroplonej wodzie.
„William poprosił o unieważnienie małżeństwa”.
Wiadomość ta spadła na mnie niczym kamień na stojącą wodę.
“Widzę.”
„Powiedział, że nasze małżeństwo zbudowano na wzajemnym oszustwie, że kochamy obrazy, a nie ludzi”.
Jej głos pozostał zaskakująco spokojny.
„Powiedział, że musi odnaleźć siebie, zanim pomyśli o związku z kimkolwiek”.
Ostrożnie upiłem łyk herbaty, zastanawiając się nad swoją reakcją.
„A co ty o tym myślisz?”
„Wściekły, upokorzony, ulżony.”
W końcu spojrzała mi prosto w oczy, nie wiedząc, które uczucie jest bardziej szczere.
Ta samoświadomość mnie zaskoczyła.
„To brzmi skomplikowanie.”
“To jest.”
Odstawiła szklankę i sięgnęła po torebkę, którą położyła na huśtawce na ganku – torebkę Birkin marki Hermes, której koszt prawdopodobnie przewyższał czesne za semestr studiów.
Wyjęła z niego mały pakunek owinięty w bibułkę.
„Przyszedłem to zwrócić. Należy do twojej rodziny.”
Zdziwiona, rozwinęłam chusteczkę i znalazłam w niej mały, oprawiony w skórę tomik Rose Walden.
Nie byle jakie wydanie, ale rzadkie pierwsze wydanie, które było częścią kolekcji Colemana.
Zaparło mi dech w piersiach.
„Skąd to masz?”
Zapytałem, przesuwając palcami po delikatnym wiązaniu.
„William dał mi to w prezencie ślubnym”.
Uważnie obserwowała moją twarz.
„Powiedział, że jest to rodzinna pamiątka, która przez pokolenia kształtowała filozofię Colemana”.
Otwieram okładkę i widzę znajomy napis napisany staranną ręką mojego pradziadka.
W dzikości jest zachowanie świata, a w prostocie zbawienie duszy.
„Przeczytałeś to?”
Zapytałem cicho.
„Próbowałem.”
W jej głosie słychać było nutę szczerego żalu.
„Williamowi wydawało się to ważne, ale ja nie mogłam zrozumieć, dlaczego ktoś miałby chcieć mieszkać w lesie, skoro może cieszyć się wygodami cywilizacji”.
Wygładziła swoją lnianą sukienkę.
„Oczywiście udawałam, że ją uwielbiam i dodałam ją do naszej półki z książkami, gdzie jego koledzy mogli ją zauważyć podczas przyjęć obiadowych”.
Przypadkowe przyznanie się do tak celowego oszustwa powinno mnie rozgniewać.
Zamiast tego współczułam tej młodej kobiecie, która wartość życia oceniała na podstawie wrażeń, jakie wywarła, a nie nawiązanych relacji.
„Dlaczego teraz to zwracasz?”
Zapytałem.
„Ponieważ teraz rozumiem jego wartość, choć nie przesłanie”.
Rozejrzała się po ganku, przyglądając się wygodnym, zniszczonym meblom, leniwie kręcącemu się nad głową wentylatorowi sufitowemu i ogrodowi w oddali.
„To, to wszystko, to właśnie William próbował mi pokazać. Życie zbudowane na istocie, a nie na pokaz”.
Ostrożnie położyłem książkę na małym stoliku między nami.
„A co widzisz, Weroniko?”
Wyprostowała się, odzyskując część swojego wprawionego makijażu.
„Widzę, że byłem dla ciebie okrutny na ślubie, że pozwoliłem, aby snobizm mojej matki wpłynął na moje traktowanie kogoś, kto zasługiwał na szacunek”.
Jej wzrok spotkał się z moim.
„Widzę, że całe życie spędziłem próbując zyskać akceptację ludzi, którzy mierzą wartość niewłaściwymi standardami”.
„To całkiem niezłe spostrzeżenie”
Obserwowałem.
„Proszę mnie źle nie zrozumieć, pani Coleman. Nie mam jakiegoś wielkiego objawienia na temat prostoty i porzucenia mojego stylu życia”.
Powróciła jej dawna ostrość umysłu.
„Lubię piękne rzeczy. Lubię obracać się w pewnych kręgach. Nie zamierzam zacząć robić zakupów w Targecie ani jeździć Hondą”.
„Nie spodziewałbym się tego po tobie”
ale kontynuowała, a jej głos znów stał się łagodniejszy.
„Uświadomiłem sobie, że przekroczyłem pewne granice, że moje zachowanie źle świadczy o mnie, a nie o tobie, i przepraszam”.
Przeprosiny zawisły między nami, zaskakująco szczere.
Skinąłem głową, przyjmując to bez dalszego komentarza.
„William również prosił mnie, żebym ci to przekazał.”
Sięgnęła ponownie do torby i wyjęła kopertę.
„Powiedział, że nie jest jeszcze gotowy, aby wręczyć ci przesyłkę osobiście, ale ważne jest, abyś ją otrzymał.”
Wziąłem kopertę, czując jej ciężar – coś więcej niż tylko list w środku.
“Dziękuję.”
Weronika wstała i znów wygładziła sukienkę, w geście, który teraz rozpoznałam jako wyraz samoukojenia, a nie próżności.
„Powinienem już iść. Mój lot powrotny do Nowego Jorku odlatuje za dwie godziny.”
„Przebyłeś taki kawał drogi tylko po to, żeby oddać książkę i dostarczyć list?”
Uśmiechnęła się lekko.
„i zobaczyć na własne oczy słynny dom Colemana, zrozumieć, co William próbował mi wytłumaczyć na temat dziedzictwa i wartości”.
Rozejrzała się dookoła jeszcze raz.
„To jest piękne na swój sposób, nie jest to coś, co bym wybrała, ale rozumiem, dlaczego jest to ważne dla twojej rodziny”.
Odprowadziłem ją do drzwi – tę młodą kobietę, która na swoim weselu posadziła mnie przy kuchni, a teraz stała w moim holu z czymś w rodzaju szacunku w oczach.
„Co teraz zrobisz?”
Zapytałem, gdy dotarliśmy do schodów wejściowych.
Rozważała pytanie poważnie.
„Przeanalizuj ponownie. Myślę, że ojciec zasugerował, żebym wziął bardziej aktywny udział w pracach fundacyjnych, coś więcej niż tylko użyczenie mojego nazwiska Gallasowi”.
Założyła markowe okulary przeciwsłoneczne, osłaniając oczy.
„William powiedział coś, co utkwiło mi w pamięci: że nigdy nie zaznałem satysfakcji z samodzielnego zarabiania czegokolwiek”.
„To brzmi jak mój syn”
Powiedziałem cicho.
„Ten prawdziwy.”
“Tak,”
ten, który dostrzegałem od czasu do czasu, ale nigdy nie doceniłem w pełni.
Wyciągnęła formalnie rękę.
„Dziękuję za przyjęcie mnie, pani Coleman. Mam nadzieję, że William znajdzie to, czego szuka.”
Uścisnąłem jej dłoń, zauważając idealny manicure i diamentową obrączkę, którą nadal nosiła.
„Ja też, Veronica, i mam nadzieję, że tobie też.”
Kiedy jej samochód odjechał, wróciłem na werandę z kopertą Williama.
W środku znalazłem list i mały aksamitny woreczek.
List był krótki.
Mamo, znalazłam to w starym pudełku na sprzęt wędkarski taty, kiedy szukałam czegoś na strychu w zeszłe święta. Myślę, że chciał to dla ciebie, ale nigdy nie miał okazji ci tego dać. Wydaje się słuszne, że powinnaś to mieć teraz.
Nie jestem jeszcze gotowa na powrót do domu, ale odnajduję drogę do siebie. Marcus codziennie przypomina mi, kim kiedyś byłam. Vanessa Bennett też okazała się zaskakująco pomocna. Okazuje się, że w niczym nie przypomina swojej siostry ani matki.
Dokumenty o unieważnienie małżeństwa zostały złożone. Weronika nie protestowała. Myślę, że na swój sposób ona też próbuje odnaleźć siebie.
Tęsknię za tobą. Tęsknię za tatą. Tęsknię za tym, kim byliśmy, zanim się zgubiłem, próbując być kimś innym.
Z miłością, William.
W aksamitnym woreczku znajdował się mały srebrny kompas, wyraźnie antyczny, z napisem na odwrocie.
Dla Marty, która zawsze pomaga mi znaleźć drogę do domu.
Z miłością, Charles.
Trzymałem kompas w dłoni, odczuwając jego ciężar, fizyczny i emocjonalny.
Karol musiał kupić go tuż przed swoim ostatnim zawałem serca i schować na jakąś specjalną okazję, która nigdy nie nadeszła.
Jednak w jakiś sposób dotarło to do mnie poprzez naszego syna.
Syn, który odnajdywał drogę powrotną na prawdziwą północ po latach dryfowania w stronę fałszywych horyzontów.
Wróciłem do ogrodu, z kompasem w kieszeni, i kontynuowałem przycinanie róż, które posadził Charles.
Każde cięcie nożyczkami wydawało się aktem wiary.
Odcinaliśmy to, co było zbędne i niepotrzebne, aby zrobić miejsce na nowy rozwój – podobnie jak William robił to ze swoim życiem, podobnie jak ja zrobiłam, odmawiając sfinansowania jego podróży poślubnej.
Czasami największe akty miłości wymagają najostrzejszych cięć.
A czasami, myślałam sobie, pracując wśród róż, które kochał mój mąż, najważniejsze stoły w naszym życiu to nie te na wielkich przyjęciach, ale te, przy których spotykamy się z tymi, którzy naprawdę nas widzą, łącznie ze stołami kuchennymi.
Lato przeszło w jesień, upał sawanny ustąpił miejsca złotym dniom i rześkim wieczorom.
Zajęcia na uczelni pochłonęły mnie całkowicie.
Nowe pokolenie studentów odkrywało Thorougha i Emersona, zadawało świeże pytania na temat starych tekstów i przypominało mi, dlaczego wybrałem nauczanie jako pracę swojego życia.
William i ja rozmawialiśmy teraz regularnie. Były to prawdziwe rozmowy, a nie sztuczne wymiany zdań z ostatnich lat.
Pozostał w Bostonie, gdyż podjął pracę w szpitalu miejskim, zamiast prowadzić prestiżową praktykę prywatną, którą wcześniej prowadził.
Mniej pieniędzy, więcej leków – wyjaśnił.
więcej ludzi, którzy naprawdę potrzebują pomocy, a nie zabiegów próżności.
Akt małżeństwa został sfinalizowany w sierpniu, co stanowiło ciche, prawne zakończenie małżeństwa, które rozpoczęło się z tak wielką pompą.
Veronica wróciła na Manhattan i według Vanessy, która stała się jej niespodziewaną przyjaciółką, zaczęła poważnie współpracować z fundacją ojca, wykazując się zaskakującymi zdolnościami organizacyjnymi i szczerym zainteresowaniem inicjatywami edukacyjnymi.
Jeśli chodzi o Williama i Vanessę, coś tam się rozwijało, choć żadne z nich nie chciało się do tego przyznać.
Zaczęli regularnie pić kawę, potem jedli kolacje, a następnie weekendowe wypady do muzeów i parków.
Tylko przyjaciele – upierał się William, gdy delikatnie go dopytywałem.
Ale rozpoznałem ton w jego głosie.
Tę samą ostrożną nadzieję okazywał Charles, gdy zaczęliśmy się spotykać wiele lat temu.
Pewnego idealnego październikowego popołudnia, gdy oceniałem prace domowe siedząc na huśtawce na ganku, zadzwonił mój telefon z numerem Roberta Bennetta.
„Marta”
Przywitał mnie serdecznie.
„Jak się cieszysz tą wspaniałą jesienią?”
„Jest pięknie, choć może nie tak spektakularnie jak w Nowej Anglii o tej porze roku”.
Odłożyłem wypracowanie studenta na temat Wittmana.
„Jak się mają sprawy u ciebie, Robercie?”
W ciągu miesiąca od ślubu nawiązała się między nami nietypowa przyjaźń. Co kilka tygodni rozmawialiśmy o książkach, edukacji i od czasu do czasu o naszych dzieciach.
Okazał się zapalonym czytelnikiem, szczególnie zainteresowanym amerykańskim transcendentalizmem.
ten sam ruch filozoficzny, który zainspirował mojego pradziadka do stworzenia kolekcji.
„Biznes trwa. Imperia się rozrastają”
zaśmiał się cicho, a w jego głosie słychać było nutę zmęczenia.
„Ale tak naprawdę dzwonię w sprawie bardziej osobistej.
„W przyszłym tygodniu będę w Charleston na konferencji i pomyślałem, że może później pojadę do Savannah.
„Czy zechciałby pan pokazać mi kolekcję Colemana? Jako bibliofil jestem nią zainteresowany od naszej pierwszej rozmowy”.
Prośba mnie zaskoczyła.
„Jedziesz aż do Savannah, żeby zobaczyć stare książki?”
„Jakieś stare książki?”
On się zaśmiał.
„Martho, rozmawiasz z kimś, kto kiedyś poleciał do Dublina specjalnie po to, żeby obejrzeć pierwsze wydanie Ulissesa Joyce’a.
„My, kolekcjonerzy, jesteśmy oddani swoim obsesjom”.
Uśmiechnęłam się, rozpoznając w sobie bratnią duszę, mimo że nasze pochodzenie jest różne.
„W takim razie z przyjemnością pokażę ci kolekcję. Kiedy mogę się ciebie spodziewać?”
Ustaliliśmy, że następny czwartek będzie dniem następnym.
Po rozłączeniu się spojrzałem na swój dom świeżym okiem, dostrzegając w nim ukryte skarby nie tylko jako rodzinne pamiątki, ale także fragmenty historii literatury, które wciąż potrafią zrobić wrażenie na kimś takim jak Robert Bennett.
Trzy dni później, dzwonek do drzwi zadzwonił o nietypowej porze, tuż po godzinie 21:00.
Nie spodziewałam się gości, a zasady dobrego wychowania Savannah na ogół nie zachęcały do niezapowiedzianych wizyt wieczornych.
Gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam Williama stojącego na ganku z torbą podróżną u stóp i niepewnością w oczach, niemal upuściłam książkę, którą trzymałam.
„Cześć mamo”
powiedział po prostu.
„Czy to miejsce przy kuchennym stole jest jeszcze wolne?”
Mocno go przytuliłam, czując w ramionach jego znajomy kształt.
Mój syn, moje jedyne dziecko, żywe dziedzictwo Charlesa i wszystkich Colemanów przed nim.
“Zawsze,”
Szepnąłem.
“Zawsze.”
Później, gdy już ułożyłam go w jego starym pokoju i podałam mu brzoskwiniowy placek, który przypadkiem upiekłam rano, usiedliśmy przy prawdziwym kuchennym stole, którego solidny dębowy blat nosił ślady dziesięcioleci rodzinnych posiłków, odrabiania lekcji i nocnych rozmów.
„Dziwnie jest wrócić”
William przyznał, że patrząc na kuchnię, którą Charles odnowił, zachowała ona jednak urok początku XX wieku.
„Wszystko jest takie samo, ale ja nie.”
„Tak właśnie wyglądają powroty do domu”
Powiedziałem, podając mu hojną porcję kruszonki.
„Miejsce pozostaje niezmienne, podczas gdy my zmieniamy się w jego obliczu, mierząc nasz rozwój”.
Uśmiechnął się, prawdziwym uśmiechem, który sięgnął jego oczu. Nie widziałem go tak często odkąd Rachel go zostawiła.
„Mimo to profesor zawsze”
Usiadłem naprzeciwko niego, ciesząc się prostą przyjemnością posiadania mojego syna ponownie przy naszym stole.
„Więc co cię sprowadza do domu? Nie żeby potrzebny był jakiś powód.”
William odgryzł kęs szewca i na chwilę zamknął oczy w geście uznania.
„Właściwie kilka rzeczy.”
Odłożył widelec.
„Po pierwsze, przyjąłem posadę w Memorial Hospital tutaj, w Savannah. Zaczynam w styczniu”.
Poczułem przypływ radości, chociaż starałem się zachować opanowanie.
„To wspaniała wiadomość, ale myślałem, że jesteś zadowolony z pobytu w szpitalu miejskim w Bostonie”.
„Byłem, jestem”
skinął głową.
„Ale Savannah też potrzebuje lekarzy.


Yo Make również polubił
Najlepszy napój spalający tłuszcz i wspomagający odchudzanie
W Święto Dziękczynienia moja siostra ogłosiła, że wyszła za mąż za mojego byłego męża. Mama mocno ją przytuliła i powiedziała: „W końcu wybrał właściwą osobę”.
Jeśli w wieku 70 lat nadal będziesz w stanie robić te 5 rzeczy, wygrałeś życie!
O mój Boże, naprawdę musiałam to zobaczyć