Richard dogonił nas przy stanowisku konsjerża. „To jakieś nieporozumienie” – syknął. „Pracujesz tu? Jesteś… kim… asystentem?”

Spojrzałem mu w oczy. „Jestem większościowym właścicielem”.

Słowa były proste i, ponieważ były prawdziwe, zabrzmiały jak młotek. Richard zatrzymał się. Obcasy mojej matki stuknęły raz, a potem się potknęła, chwytając go za ramię, jakby miała upaść.

Nie planowałam ogłaszać tego przy obcych. Mój pierwotny plan był cichszy: pójść na imprezę, obserwować, jak afiszują się ze swoją pożyczoną powagą, a potem spotkać się z Markiem, żeby omówić projekt rozbudowy hotelu. Ale zaciągnęli mnie do wejścia jak rekwizyt, a Mark niechcący rzucił na mnie światło reflektorów. Czasami najczystszą zemstą jest pozwolić ludziom poznać prawdę.

Weszliśmy do sali balowej, a nagła cisza była głośniejsza niż muzyka. Zespół, niepewny, zaczął grać ponownie ciszej, ale rozmowy ucichły. Druhny Chloe stały ciasno przy torcie, z szeroko otwartymi oczami.

Ethan podszedł pierwszy, uprzejmy i poważny. „Cześć” – powiedział do mnie, wyciągając rękę. „Jestem Ethan. Chloe wspominała, że ​​jesteś… jej przyrodnią siostrą. Nie wspomniała o…”

„Oczywiście, że nie” – warknęła Chloe, ale po chwili otrząsnęła się, gdy kilku gości spojrzało w jej stronę. Wymusiła promienny uśmiech, który drżał w kącikach ust. „Maya, dlaczego zrobiłaś to dzisiaj?”

Zatrzymałem pytanie na chwilę. „Nic dzisiaj nie zrobiłem” – powiedziałem. „Przyszedłem. Postępowałem zgodnie z instrukcjami. Usiadłem tam, gdzie mi kazano”.

Moja matka zrobiła krok naprzód, a jej głos stał się słodki. „Kochanie, chcieliśmy tylko pomóc. Wiesz, że potrafisz być… intensywna. Ludzie mogą to źle zrozumieć”.

Prawie się roześmiałem. Intensywny, tak mnie nazywała, kiedy nie dawałem się skulić.

Mark nachylił się bliżej. „Chcesz, żebym posprzątał pokój?” zapytał cicho, mając na myśli: chcesz, żebym je usunął?

Pokręciłam głową. „Nie. Impreza może trwać. To zaręczyny Chloe. Nie przyjdę tu, żeby to zepsuć”.

Oczy Chloe zabłysły. „To po co tu jesteś?”

„Z obowiązku rodzinnego” – powiedziałem – „i służbowego”. Zwróciłem się do Marka. „Jak tam sprawa ze sprzedawcą?”

Jego ramiona rozluźniły się, wdzięczny, że wrócił do czegoś, co mógł kontrolować. „Postanowione. Dostawa pościeli dotarła. Ale jest jeszcze jedna sprawa – opłaty za apartament”.

Moja matka gwałtownie podniosła głowę. „Opłaty za apartament?”

Mark spojrzał na mnie, czekając na instrukcje. Ja nie spuszczałem wzroku z rodziców. „Powiedziałeś hotelowi, żeby wszystko obciążył moje konto” – powiedziałem spokojnie – „w tym twój apartament typu penthouse, pakiety spa i ulepszenie do open baru”.

Twarz Richarda poczerwieniała. „Jesteśmy twoimi rodzicami”.

„Nie jesteś” – poprawiłam cicho. „Elaine jest moją matką. Ty jesteś jej mężem. I żadne z was nie pytało. Zakładałeś”.

Chloe skrzyżowała ramiona. „Więc zamierzasz zawstydzić mamę i Richarda przed wszystkimi.”

„Przestanę być wykorzystywany” – powiedziałem. „To robi różnicę”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama