Na przyjęciu świątecznym mój syn miliarder przytulił mnie i powiedział: „Mamo, mam nadzieję, że dobrze ci idzie z 7000 dolarów kieszonkowego miesięcznie”. Byłam zdezorientowana i odpowiedziałam: „Pracuję 60 godzin tygodniowo na trzech etatach”. Wtedy moja synowa nagle zakaszlała i odwróciła wzrok. Nie przewidziała, co będzie dalej… – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Na przyjęciu świątecznym mój syn miliarder przytulił mnie i powiedział: „Mamo, mam nadzieję, że dobrze ci idzie z 7000 dolarów kieszonkowego miesięcznie”. Byłam zdezorientowana i odpowiedziałam: „Pracuję 60 godzin tygodniowo na trzech etatach”. Wtedy moja synowa nagle zakaszlała i odwróciła wzrok. Nie przewidziała, co będzie dalej…

Ale miłość i zaufanie to dwie różne rzeczy.

I w końcu zacząłem dostrzegać różnicę.

Po raz pierwszy od lat spędziłam Boże Narodzenie sama.

Ale nie byłem samotny.

Planowałem.

Kancelaria prawnicza Blackwood Elder Law mieściła się w skromnym budynku, który sprawiał wrażenie raczej rodzinnej kancelarii niż korporacyjnej firmy.

27 grudnia siedziałam w poczekalni, z rękami złożonymi na kolanach, ubrana w najlepszy strój na rozmowę kwalifikacyjną.

Ta sama granatowa sukienka, którą miałam na sobie na przyjęciu u Marcusa, ale tym razem przypominała zbroję.

„Pani Bell.”

Z wewnętrznego biura wyszła kobieta po czterdziestce.

„Nazywam się Patricia Blackwood. Dziękuję za kontakt z nami.”

Patricia Blackwood miała łagodne spojrzenie, ale mocny uścisk dłoni.

Jej biuro było ciepłe i bezpretensjonalne, wypełnione zdjęciami rodzinnymi i dyplomami, które świadczyły o tym, że zbudowała swoją karierę na pomaganiu ludziom, a nie na robieniu na nich wrażenia.

„Muszę przyznać, że twoja notatka mnie zaintrygowała” – powiedziała, siadając za biurkiem. „Czy możesz mi opowiedzieć coś więcej o swojej sytuacji?”

Wyciągnąłem notatnik, który wypełniałem przez kilka dni i zacząłem opisywać przyjęcie świąteczne.

Patricia słuchała bez przerywania, od czasu do czasu robiąc notatki, a jej wyraz twarzy stawał się coraz poważniejszy, gdy kontynuowałem.

„Pani Bell” – powiedziała w końcu – „na podstawie tego, co pani mówi, istnieje kilka potencjalnych problemów prawnych. Jeśli pani syn zgłasza panią jako osobę na utrzymaniu do celów podatkowych, podczas gdy jest pani niezależna finansowo, to poważny problem. Jeśli twierdzi, że zapewnia utrzymanie, którego w rzeczywistości nie zapewnia, może to być przestępstwo finansowe wobec osoby starszej w świetle prawa stanu Teksas”.

„Ale jak możemy to udowodnić?” – zapytałem.

„To kluczowe pytanie. Musimy zobaczyć dokumenty podatkowe, wyciągi bankowe, wszelkie pisemne informacje dotyczące wsparcia finansowego. Czy ma Pan do nich dostęp?”

Pokręciłem głową.

„Marcus sam zajmuje się wszystkimi swoimi finansami. Nawet nie wiem, kto jest jego księgowym”.

Patricia odchyliła się na krześle.

„Istnieją sposoby na zdobycie takich informacji, ale wymagałoby to złożenia skargi i wszczęcia dochodzenia. Czy jesteś na to przygotowany? Tego rodzaju sprawy mogą się źle skończyć, zwłaszcza gdy w grę wchodzi rodzina”.

Myślałam o przemowie Marcusa na przyjęciu, o ostrzeżeniu Sophii na tarasie, o trzydziestu latach ciężkiej pracy, podczas gdy mój syn budował swoje imperium.

„Jestem przygotowany” – powiedziałem.

„Dobrze. Oto, co zrobimy.”

„Najpierw zbierzesz wszystkie posiadane dokumenty finansowe. Zeznania podatkowe, wyciągi bankowe, dokumenty kredytowe – wszystko.”

„Po drugie, zaczniesz prowadzić szczegółowy dziennik całej komunikacji z synem na temat pieniędzy”.

„Po trzecie, jeśli poczujesz się z tym komfortowo, zaczniesz dokumentować rozmowy”.

„Czy to jest legalne?”

„Teksas jest stanem, w którym obowiązuje zasada jednostronnej zgody. Dopóki uczestniczysz w rozmowie, możesz ją legalnie udokumentować”.

„Pani Bell, proszę zacząć szukać sojuszników. Ludzi, którzy byli świadkami tych rozmów lub mogą mieć informacje o roszczeniach finansowych pani syna”.

Wyszłam z kancelarii prawnej z planem i poczuciem celu, którego nie czułam od lat.

Ale najpierw potrzebowałem informacji.

I wiedziałem dokładnie, od czego zacząć.

Maria Santos była gospodynią Marcusa i Sophii przez trzy lata.

Miała pięćdziesiąt kilka lat, była pracowitą kobietą, która większość zarobków wysyłała rodzinie w Meksyku.

Z biegiem lat wytworzyła się między nami przyjacielska relacja, oparta na naszym wspólnym statusie kobiet, które pracują, aby wspierać ludzi, którzy prawie nas nie zauważają.

Znalazłem ją w Highland Park Whole Foods, gdy robiła zakupy spożywcze w dzień wolny od pracy.

„Pani Bell, jak miło panią widzieć. Podobało się pani przyjęcie świąteczne?”

„To było… interesujące” – powiedziałem ostrożnie. „Maria, mogę postawić ci kawę? Chciałbym z tobą o czymś porozmawiać”.

Usiedliśmy przy stoliku w rogu kawiarni Starbucks.

Maria wyglądała na zdenerwowaną, co mówiło mi, że już domyślała się, o co może chodzić.

„Mario, muszę cię o coś zapytać i chcę, żebyś wiedziała, że ​​cokolwiek mi powiesz, nie wpłynie to na twoją pracę. Nigdy nie zrobiłbym niczego, co mogłoby cię skrzywdzić”.

Powoli skinęła głową.

„Co chcesz wiedzieć?”

„Na imprezie Marcus powiedział wszystkim, że daje mi 7000 dolarów miesięcznie. Wiesz coś o tym?”

Twarz Marii zbladła.

Rozejrzała się po kawiarni, po czym pochyliła się bliżej.

„Pani Bell… Sprzątam ich biuro. Czasami widzę te papiery, kiedy odkurzam. Co miesiąc wypisywane są czeki na 7000 dolarów, ale nie są one przeznaczone dla pani”.

Moje serce zaczęło walić.

„Dla kogo oni są?”

„Do kobiety o nazwisku S. Torres. Widzę je w książeczce czekowej, kiedy pani Sophia zostawia ją na biurku”.

S. Torres.

Sophia Torres.

Nazwisko panieńskie Sophii, nadal używane w niektórych rachunkach finansowych.

„Mario, czy zechciałabyś mi pomóc to potwierdzić, jeśli zajdzie taka potrzeba?”

Zawahała się.

„Pani Bell, potrzebuję tej pracy. Moja córka studiuje. Moja mama potrzebuje medycyny”.

„Rozumiem” – powiedziałem szybko. „Nigdy bym cię nie prosił o ryzykowanie swojego źródła utrzymania. Ale gdyby istniał sposób, żeby pomóc mi to udowodnić, nie narażając twojej pracy, czy byś go rozważył?”

Maria powoli skinęła głową.

„Zawsze byłaś dla mnie miła, pani Bell. Pani Sophio… ona nie zawsze jest miła.”

Tego popołudnia zadzwoniłem do Marcusa.

„Mamo, jak się czujesz? Mam nadzieję, że lepiej.”

„Dużo lepiej, dziękuję. Marcus, miałem nadzieję, że moglibyśmy zjeść ten lunch, o którym wspominałeś. Jest kilka spraw, o których chciałbym z tobą porozmawiać.”

„Oczywiście. Wszystko w porządku?”

„O tak” – powiedziałam, starając się zachować lekki ton. „Tylko kilka pytań finansowych. Wiesz, jakie to wszystko może być zagmatwane w moim wieku”.

Nienawidziłem podważania jego założeń na temat starzenia się i zagubienia.

Ale potrzebowałam, żeby był zrelaksowany i nieuważny.

„A może piątek? Przyjadę po ciebie w południe i pójdziemy do klubu.”

Highland Park Country Club było ulubionym miejscem Marcusa do załatwiania interesów, które nie były do ​​końca interesami — prywatne, ekskluzywne, pełne ludzi, na których chciał zrobić wrażenie.

Było to również idealne miejsce do nagrywania rozmów, gdyż hałas otoczenia zagłuszał wszelkie delikatne dźwięki mechaniczne wydawane przez mój telefon.

Piątek nadszedł szary i zimny, typowy dla Dallas pod koniec grudnia.

Marcus odebrał mnie swoją Teslą. Wyglądał na zrelaksowanego i swobodnego w drogich dżinsach i kaszmirowym swetrze.

„Wyglądasz świetnie, mamo. Cieszę się, że czujesz się lepiej.”

„Dziękuję, kochanie. Miło jest spędzić czas razem, tylko we dwoje.”

Klub był elegancki w swój dyskretny sposób, na który mogli sobie pozwolić tylko naprawdę bogaci.

Siedzieliśmy przy stoliku w rogu, z widokiem na pole golfowe.

Marcus zamówił wino.

Trzymałem się wody.

„Więc” – powiedział, odchylając się na krześle – „jakie kwestie finansowe chciałeś omówić?”

Wyciągnąłem telefon i położyłem go na stole obok szklanki z wodą, jakbym po prostu odłożył go tam niedbale.

Aplikacja do nagrywania była już uruchomiona.

„No cóż, Marcusie” – powiedziałem – „na twoim przyjęciu świątecznym wspomniałeś, że dajesz mi kieszonkowe. Chyba mówiłeś o 7000 dolarach miesięcznie”.

Uśmiechnął się.

„Dobrze. Tak. Mam nadzieję, że to wystarczy. Wiem, że to nie fortuna, ale chciałem się upewnić, że czujesz się komfortowo.”

„To bardzo hojne” – powiedziałem ostrożnie. „Ale muszę przyznać, że jestem trochę zdezorientowany szczegółami. Na które konto to trafia?”

Po raz pierwszy Marcus wyglądał na niepewnego.

„Które konto?”

„Tak. Mam konto bieżące w Wells Fargo i tam też mam małe konto oszczędnościowe. Nie widzę tam żadnych wpłat, więc zastanawiałem się, czy nie przechowasz ich gdzie indziej.”

Marcus wziął łyk wina.

„Mamo, nie martw się takimi szczegółami. Ważne, że jesteś pod dobrą opieką”.

„Ale martwię się, Marcus. Widzisz, pracowałem na trzech etatach. Skoro jest 7000 dolarów miesięcznie, które powinienem dostawać, to chciałbym mieć do nich dostęp. To oznaczałoby, że mógłbym ograniczyć pracę. Może nawet przejść na emeryturę”.

Między nami zapadła cisza.

Marcus odstawił kieliszek z winem i przyjrzał się mojej twarzy.

„Mamo, o co właściwie mnie pytasz?”

„Proszę cię, pokaż mi, gdzie są te 7000 dolarów miesięcznie. Bo nigdy ich nie dostałem i muszę zrozumieć, dlaczego powiedziałeś tym wszystkim ludziom na przyjęciu, że mi je dajesz”.

Zacisnął szczękę.

„Czy oskarżasz mnie o kłamstwo?”

„Proszę cię o wyjaśnienie pewnej rozbieżności. Powiedziałeś całej sali, że dajesz mi 7000 dolarów miesięcznie. Pracuję sześćdziesiąt godzin tygodniowo, żeby zapłacić czynsz. Te dwa fakty nie pasują do siebie”.

Marcus pochylił się do przodu i ściszył głos.

„Mamo, chyba się pogubiłaś. Czasami w naszym wieku sprawy finansowe mogą się mylić”.

„Mam 59 lat” – powiedziałem spokojnym głosem – „nie 90. I dokładam do pensji co do grosza, bo muszę”.

„No cóż, może zapomniałeś o jakiejś umowie, którą zawarliśmy. Może to idzie na fundusz powierniczy albo jest jakieś konto inwestycyjne, o którym nie pamiętasz”.

Użył niemal dokładnie tych samych słów, których Sophia użyła na tarasie.

Dokładnie omówili tę możliwość i skoordynowali swoją reakcję.

„Marcusie” – powiedziałem cicho – „Musisz być ze mną szczery. Naprawdę dajesz mi 7000 dolarów miesięcznie, czy tylko tak mówiłeś na imprezie?”

Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę.

Wtedy coś się zmieniło.

Maska zaniepokojenia opadła, odsłaniając coś trudniejszego pod spodem.

„Mamo, myślę, że denerwujesz się bez powodu. Może powinnaś z kimś porozmawiać o tym zamieszaniu”.

„Istnieją lekarze specjalizujący się w problemach z pamięcią związanych z wiekiem”.

Obraza została rzucona tak gładko i swobodnie, że zaparło mi dech w piersiach.

Próbował zmusić mnie do zwątpienia w moje własne zdrowie psychiczne, zamiast odpowiedzieć na bezpośrednie pytanie.

„Pamięć mam dobrą” – powiedziałem. „Saldo mojego konta bankowego wynosi 847 dolarów”.

„Jeśli dajesz mi 7000 dolarów miesięcznie, gdzie one są?”

Dał znak kelnerowi, żeby podał rachunek.

„Myślę, że powinniśmy to zakończyć. Jesteś wyraźnie czymś zdenerwowany i nie chcę tego pogarszać”.

„Jedyne, co mnie wkurza, to to, że mnie okłamują przed całą salą” – powiedziałem. „A jedyne, co mogłoby pogorszyć sytuację, to to, że nadal będziesz mnie unikać”.

Marcus gwałtownie wstał.

„Nie zamierzam tu siedzieć i słuchać oskarżeń mojej matki o kłamstwo, zwłaszcza że przez całe życie byłem dla ciebie wyłącznie hojny”.

Hipokryzja była porażająca.

Ale bardziej zszokował mnie chłód w jego głosie.

To nie był Marcus, którego wychowałam.

To był obcy człowiek, który widział we mnie przeszkodę, z którą trzeba sobie poradzić.

„Masz rację” – powiedziałem, również wstając. „Byłeś hojny”.

„Pozwalałeś mi tak hojnie pracować do wyczerpania, podczas gdy mówiłeś ludziom, że mnie wspierasz”.

„Hojnie pozwoliłeś mi wierzyć, że zależy ci na moim dobru, jednocześnie wykorzystując mnie jako przykrywkę”.

Wziąłem telefon i wyszedłem z restauracji, zostawiając Marcusa przy stole z kieliszkiem wina i rachunkiem, na który mógł sobie pozwolić.

Na parkingu zatrzymałem nagrywanie i zapisałem je na trzech różnych kontach w chmurze.

Tego wieczoru zadzwoniłem do Patricii Blackwood.

„Mam to” – powiedziałem jej. „Nigdy nie zaprzeczał istnieniu pieniędzy, ale nie chciał wyjaśnić, dokąd one trafiają. I starał się, żebym brzmiał na zagubionego, kiedy zadawałem bezpośrednie pytania”.

„Świetna robota, pani Bell” – powiedziała Patricia. „Uchylanie się od płacenia podatków w połączeniu z atakami na kompetencje to klasyczny schemat w sprawach o wykorzystywanie finansowe osób starszych. Jak się pani czuje?”

„Wściekła” – powiedziałam szczerze. „Ale jasna. Po raz pierwszy od lat czuję całkowitą jasność co do tego, co się dzieje”.

„Dobrze. Gniew może być pożyteczny, jeśli odpowiednio go ukierunkowasz.”

„Jaki jest twój następny krok?”

Spojrzałem na notes, który wypełniałem informacjami — wydrukowane wyciągi bankowe pokazujące lata problemów finansowych, zapisy wykrętów i obelg Marcusa.

„Myślę, że nadszedł czas, żeby zacząć sadzić nasiona” – powiedziałem.

W ciągu następnego tygodnia podjąłem kilka strategicznych działań.

Najpierw otworzyłem nowe konto bankowe w innej instytucji i zacząłem tam przelewać moje wypłaty. Skoro Marcus monitorował moje finanse, zależało mi na prywatności.

Po drugie, skontaktowałem się z Janet z supermarketu. Pracowała w księgowości, zanim zaczęła pracę w handlu detalicznym, i zapytałem, czy pomogłaby mi uporządkować dokumenty finansowe.

„Hillary, kochanie” – powiedziała, przeglądając moje wyciągi bankowe – „te dane pokazują kogoś, kto żyje od wypłaty do wypłaty. Jeśli ktoś twierdzi, że daje ci 84 000 dolarów rocznie, ta historia nie pasuje do twojej rzeczywistości”.

Po trzecie, zadzwoniłem do mojej kuzynki Rebekki w Houston.

Nie rozmawialiśmy od dwóch lat, ale była księgową i miała własną praktykę.

„Hillary, jaka miła niespodzianka” – powiedziała. „Jak się mają Marcus i jego śliczna żona?”

„Właśnie w tej sprawie dzwonię” – powiedziałem. „Potrzebuję porady na temat konsekwencji podatkowych, jeśli ktoś twierdzi, że cię wspiera, ale tak naprawdę nie daje ci pieniędzy”.

Zapadła cisza.

„To brzmi jak poważne kłopoty, Hillary. Zarówno kłopoty podatkowe, jak i potencjalne problemy z wykorzystywaniem finansowym osób starszych, w zależności od okoliczności. Co się dzieje?”

Opowiedziałem jej o przyjęciu bożonarodzeniowym i wykrętach Marcusa podczas lunchu.

„Jezu, Hillary” – powiedziała Rebecca. „Wiesz, nigdy nie lubiłam postawy tego chłopaka, nawet gdy był młody. Zbyt arogancki, zbyt swobodnie pozwalał innym dźwigać ciężar”.

„Ale to… to może być coś wielkiego.”

„Co powinienem zrobić?”

„Dokumentuj wszystko. Współpracuj z prawnikiem specjalizującym się w prawie osób starszych. I nie pozwól, by lojalność rodzinna powstrzymała cię przed ochroną samego siebie. Krew nie daje ludziom prawa do zabierania ci wszystkiego”.

Do 15 stycznia zgromadziłem obszerny plik.

Wyciągi bankowe z pięciu lat wstecz, pokazujące moje rzeczywiste dochody i wydatki.

Dokumenty podatkowe potwierdzające, że nigdy nie ubiegałem się o wsparcie finansowe od Marcusa ani go nie otrzymywałem.

Nagranie naszej rozmowy przy lunchu.

Zeznania świadków Marii dotyczące czeków wystawionych na S. Torresa.

Ocena Patricii Blackwood, że mam podstawy zarówno do wniesienia skargi karnej, jak i cywilnej.

Ale nie byłem jeszcze gotowy, żeby cokolwiek złożyć.

Po pierwsze, chciałem zrozumieć pełen zakres działań Marcusa i Sophii.

Wymagało to innego rodzaju śledztwa.

Sobotnie popołudnie spędziłem w bibliotece Highland Park, gdzie na komputerach bibliotecznych przeszukiwałem rejestry publiczne — akty własności, dokumenty dotyczące działalności gospodarczej, rejestry zastawów skarbowych — wszystkie papierowe ślady, jakie pozostawili po sobie bogaci ludzie, mimo że próbowali chronić swoją prywatność.

To, co odkryłem, doprowadziło mnie do wrzenia.

Marcus był właścicielem nie tylko swojej rezydencji, ale i trzech innych nieruchomości w Dallas.

Apartament w centrum miasta wart 800 000 dolarów.

Dom nad jeziorem we wschodnim Teksasie wart 1,2 miliona dolarów.

Budynek komercyjny, w którym mieściły się jego biura warte 2,3 miliona dolarów.

Jego firma, Bell Strategic Consulting, odnotowała w poprzednim roku przychody w wysokości 12 milionów dolarów.

Sophia była właścicielką butiku w dzielnicy Bishop Arts District i niedawno zainwestowała w dwie restauracje.

Łączna wartość ich majątku wynosiła około 18 milionów dolarów.

Pracowałam na trzech etatach, żeby móc sobie pozwolić na mieszkanie z jedną sypialnią.

Najbardziej wkurzające odkrycie nastąpiło jednak, gdy porównałem datę posiadania nieruchomości z datą refinansowania mojego kredytu hipotecznego.

Budynek komercyjny, w którym Marcus mieścił swoje biura, został zakupiony w 2019 roku.

W tym samym roku sprzedałem swój dom i dałem mu pieniądze uzyskane ze sprzedaży.

Moje 90 000 dolarów stanowiło zaliczkę na jego budynek biurowy wart 2,3 miliona dolarów.

Przez dwadzieścia minut siedziałem na parkingu biblioteki, trzęsąc się ze złości.

Nie tylko w kwestii brania… ale także w kwestii zwykłego okrucieństwa.

Marcus zbudował swoje imperium moimi pieniędzmi i moją pracą, a potem pozwolił mi się męczyć, twierdząc, że mnie wspiera.

Tego wieczoru podjąłem decyzję.

Nie zamierzałem się „rewanżować” dramatyzmem.

Zamierzałem pociągnąć ich do odpowiedzialności – mówiąc im prawdę.

Zamierzałem ujawnić każde kłamstwo, każdą dywersję, każdą manipulację.

Strategicznie.

Metodycznie.

Całkowicie.

W ciągu następnych dwóch tygodni moim drugim biurem stała się Biblioteka Publiczna w Highland Park.

Każdego ranka po pracy w sklepie spożywczym zajmowałem komputer w najdalszym kącie i rozpoczynałem to, co prywatnie nazywałem Operacją Ekstrakcji Prawdy.

Jeśli Marcus i Sophia myśleli, że mają do czynienia ze starszą, zagubioną kobietą, która przyjmie ich opowieści i będzie milczała, to wkrótce mieli się przekonać, jak bardzo się mylili.

Ale najpierw musiałem dokładnie zrozumieć, z kim walczę.

Marcus I wiedział – albo tak mi się wydawało.

Ale Sophia Torres Bell była zagadką, którą musiałam rozwiązać.

Zacząłem od mediów społecznościowych i zacząłem analizować jej cyfrową historię, niczym archeolog odkrywający kolejne warstwy.

Jej obecne konto na Instagramie to starannie wyselekcjonowana ekspozycja bogactwa i filantropii — designerskie stroje, gale charytatywne, egzotyczne wakacje.

Każdy post ma na celu pokazanie sukcesu i świadomości społecznej.

Jednak Instagram pojawił się dopiero w 2018 roku.

Wiedziałem, że została w Dallas dłużej.

Przeszedłem na Facebooka, gdzie ludzie nie przywiązywali aż tak dużej wagi do czyszczenia historii wpisów.

Profil Sophii został zablokowany, ale jej stare posty z lat 2015–2017 były nadal widoczne publicznie.

I tu właśnie dostrzegłem pierwsze pęknięcie w jej fasadzie.

W 2016 roku nazywała się Sophia Torres i pracowała jako konsultantka ds. marketingu, regularnie publikując posty na temat swoich zmagań jako właścicielka małej firmy.

Zdjęcia jej malutkiego mieszkania.

Skargi na trudnych klientów.

Prośby o polecenia i możliwości nawiązania kontaktów.

Nie ma w tym nic złego.

Każdy musiał się zmagać, zanim osiągnął sukces.

Ale chronologia była ciekawa.

Z jej wpisów wynika, że ​​poznała Marcusa na początku 2017 roku na wydarzeniu networkingowym.

Porównałem to z historią aktywności Marcusa w mediach społecznościowych.

W styczniu 2017 roku napisał post o swoim udziale w aukcji charytatywnej na rzecz bezdomnych weteranów.

W lutym zamieścił zdjęcie ze spotkania zarządu tej samej organizacji charytatywnej, na którym wspomniał o swojej nowej roli doradczej w komitecie ds. zbierania funduszy.

W marcu zamieszczał już zdjęcia pary z Sophią.

Wydrukowałem zeznania podatkowe organizacji charytatywnej i listy darczyńców z bazy danych biblioteki.

Organizacja była legalna, ale mała.

Rocznie zbierali około 50 tys. dolarów na rzecz lokalnych weteranów.

I oto, na liście dawców z 2016 r., znalazłem nazwisko, które zmroziło mi krew w żyłach.

S. Torres.

Darowizna w wysokości 2000 dolarów.

Sophia przekazała darowiznę na rzecz organizacji charytatywnej dla weteranów w 2016 r., a Marcusa poznała na jednym z organizowanych przez nią wydarzeń w 2017 r.

Rok później jeździła mercedesem i mieszkała w rezydencji w Highland Park.

Następnie przeszukałem rejestry nieruchomości S. Torresa sięgające dziesięciu lat wstecz.

W 2014 roku Sophia Torres była właścicielką małego apartamentu w Plano wartego około 120 000 dolarów.

Sprzedała go pod koniec 2017 roku za 135 000 dolarów, wkrótce po tym, jak ona i Marcus zaczęli się poważnie spotykać.

Ale ciekawsze było to, co wydarzyło się później.

Na początku 2018 roku spółka LLC o nazwie ST Holdings kupiła luksusowy apartament w centrum Dallas za 600 000 dolarów gotówką.

ST Holdings.

Sophia Torres Holdings.

Zwróciłem się do ST Holdings z prośbą o udostępnienie dokumentów księgowych za pośrednictwem prawnej bazy danych biblioteki.

Jedynym właścicielem była Sophia Torres Bell, a adres firmy to budynek biurowy Marcusa — ten, który kupił za moje pieniądze.

W ciągu niecałych sześciu miesięcy Sophia przeszła drogę od właścicielki apartamentu wartego 120 tys. dolarów do kontrolowania nieruchomości w centrum miasta wartej 600 tys. dolarów.

Wszystko byłoby nie tak, gdyby ktoś inny nie zapewnił finansowania.

Tego popołudnia pojechałem do apartamentowca w centrum miasta.

Był to jeden z tych eleganckich, nowoczesnych wieżowców, które przyciągały młodych profesjonalistów i zamożnych ludzi, których dzieci opuściły już dom.

Miejsce, w którym wynajem pokoju jednoosobowego kosztował więcej na miesiąc, niż zarabiałem na wszystkich trzech pracach razem wziętych.

Usiadłem w mojej Hondzie po drugiej stronie ulicy i zadzwoniłem do biura wynajmującego budynek.

„Dzień dobry, jestem zainteresowany kupnem lokalu w Państwa budynku. Czy mogą Państwo opowiedzieć mi o strukturze własnościowej? Czy większość lokali jest zamieszkana przez właścicieli, czy wynajmowana?”

„Około sześćdziesięciu procent naszych nieruchomości jest zamieszkanych przez właścicieli” – odpowiedział uśmiechnięty agent ds. wynajmu. „Pozostałe czterdzieści procent to nieruchomości inwestycyjne. Jesteśmy bardzo popularni wśród inwestorów ze względu na lokalizację i udogodnienia”.

„Świetnie. Czy wiesz przypadkiem, czy lokal 2847 jest zamieszkany przez właściciela, czy wynajmowany?”

Zgadywałem liczbę, ale chciałem sprawdzić, czy udzieli mi informacji.

„Och, 2847 to zdecydowanie mieszkanie do wynajęcia. Piękne mieszkanie. Właściwie, chyba właśnie znowu trafiło na rynek. Poprzedni najemcy stracili umowę najmu i właściciel szuka kogoś nowego.”

Bingo.

Sophia była właścicielką wynajmowanej nieruchomości wartej 600 000 dolarów, którą kupiła za gotówkę wkrótce po ślubie z Marcusem.

Sam dochód z wynajmu wyniósłby co najmniej 3000 dolarów miesięcznie, a prawdopodobnie więcej.

Tego wieczoru rozszerzyłem zakres poszukiwań poza rejestry nieruchomości.

Przeszukałem dokumenty sądowe w sprawach cywilnych, akty małżeństw i licencje biznesowe sięgające piętnastu lat wstecz.

To, co odkryłem, dało obraz kogoś o wiele bardziej wyrachowanego niż słodka towarzyszka, którą Sophia odgrywała na imprezach charytatywnych.

W 2012 roku były współlokator pozwał S. Torresa o zapłatę 8 tys. dolarów zaległego czynszu i rachunków za media.

Sprawa została rozstrzygnięta poza sądem.

W 2013 roku była uwikłana w spór z fotografem ślubnym w ramach postępowania o drobne roszczenia w związku z anulowaniem umowy.

Ponownie, rozstrzygnięto pozasądowo.

W 2014 roku złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości, wykazując długi w wysokości 45 tys. dolarów i majątek o wartości 12 tys. dolarów.

W 2015 roku mężczyzna o nazwisku Richard Hoffman wydał wobec niej nakaz sądowy, który oskarżył ją o nękanie, groźby i manipulacje finansowe po zakończeniu ich związku.

Wyciągnąłem z akt sądowych wniosek o wydanie nakazu powstrzymania się od określonych czynności.

Richard Hoffman miał 68 lat i był owdowiałym, emerytowanym architektem.

Według jego zeznań, poznał Sophię w kawiarni, gdzie zwróciła się do niego z prośbą o pomoc w związku ze swoją podupadającą firmą marketingową.

W ciągu sześciu miesięcy udało jej się przekonać go do zainwestowania 30 tys. dolarów w jej firmę, wprowadziła się do jego domu bez płacenia czynszu i stopniowo przejęła kontrolę nad jego życiem towarzyskim i finansowym.

Kiedy odkrył, że spotyka się ona również z innymi mężczyznami, skonfrontował ją z tym.

W odpowiedzi zagroziła, że ​​zniszczy jego reputację w społeczności.

Nakaz sądowy został wydany, a Hoffman wniósł pozew o zapłatę 30 000 dolarów.

Ta sprawa również została rozstrzygnięta poza sądem.

Ale schemat był wyraźny.

Sophia Torres była profesjonalną manipulatorką, której celem byli starsi, zamożni mężczyźni.

A teraz wyszła za mąż za mojego syna.

Poświęciłem weekend na stworzenie kompleksowej osi czasu.

Upadłość w 2014 roku.

Nakaz sądowy z 2015 r.

Tajemnicze odkrycie finansowe, dzięki któremu w 2016 r. udało jej się przekazać 2000 dolarów na cele charytatywne.

Spotkanie z Marcusem w 2017 roku.

Małżeństwo i nagłe bogactwo w 2018 roku.

Ale nie skończyłem.

Jeśli Sophia miała zwyczaj atakowania bogatych, starszych mężczyzn, być może istniały też inne.

Mężczyźni, którzy byli zbyt zawstydzeni lub zastraszeni, aby podjąć kroki prawne.

Znalazłem adres Richarda Hoffmana w publicznych rejestrach i podjąłem decyzję, która miesiąc wcześniej wydawałaby się nie do pomyślenia.

Miałem go odwiedzić.

Richard Hoffman mieszkał w skromnym, ale zadbanym domu w Lake Highlands, dzielnicy, w której emeryci z klasy średniej mogli sobie pozwolić na wygodne życie.

Zadzwoniłem do jego drzwi w poniedziałek rano, po mojej zmianie w sklepie spożywczym, ale przedtem musiałem pójść do zakładu krawieckiego.

Mężczyzna, który odpowiedział, był wysoki i szczupły, miał srebrne włosy i ostrożne oczy.

Spojrzał na mnie podejrzliwie przez drzwi z siatką.

„Panie Hoffman” – powiedziałem – „nazywam się Hillary Bell. Chciałabym z panem porozmawiać o Sophii Torres”.

Jego twarz zbladła.

Odsunął się od drzwi.

„Nie chcę żadnych kłopotów” – powiedział szybko. „Podpisałem papiery. Zgodziłem się nie rozmawiać o tym, co się stało”.

„Panie Hoffman, nie jestem tu po to, żeby panu sprawiać kłopoty” – powiedziałem. „Jestem tu, bo myślę, że ona robi mojej rodzinie to samo, co panu, i myślę, że może przekierowywać pieniądze, które miały mnie utrzymać”.

Przez dłuższą chwilę przyglądał się mojej twarzy.

Następnie otworzył drzwi z moskitierą.

„Proszę wejść” – powiedział cicho. „Ale mogę panu poświęcić tylko dziesięć minut”.

Salon Richarda Hoffmana był schludny i wygodny, wypełniony książkami o architekturze i oprawionymi zdjęciami z wakacyjnych wyjazdów z kobietą, którą uznałem za jego zmarłą żonę.

„Była bardzo dobra” – powiedział bez ogródek. „Bardzo przekonująca. Sprawiła, że ​​poczułem się, jakbym pomagał młodej kobiecie w spełnieniu marzeń. Była wdzięczna, serdeczna, sprawiła, że ​​poczułem się ważny”.

„Jak ją poznałeś?”

„W kawiarni niedaleko mojego biura. Siedziała przy sąsiednim stoliku, zdenerwowana papierkową robotą. Zapytałem, czy wszystko w porządku, a ona odpowiedziała, że ​​próbuje ratować swój biznes marketingowy, ale nie stać jej na oprogramowanie, którego potrzebowała”.

Ten sam wzór.

Stwórz kryzys.

Przyjmuj pomoc z wdzięcznością.

Następnie należy eskalować.

„Zamieszkała z tobą?”

Richard skinął głową, wyglądając na zawstydzonego.

„Mojej żony nie było od trzech lat. Byłem samotny, a Sophia sprawiła, że ​​znów poczułem się żywy. Powiedziała, że ​​mnie kocha. Że chce zbudować z nami wspólne życie”.

„Mówiła o małżeństwie. O wspólnych podróżach, gdy tylko jej biznes odniesie sukces”.

„Ale spotykała się z innymi ludźmi – co najmniej z dwoma innymi mężczyznami, o których wiem. Dowiedziałem się, kiedy jeden z nich zadzwonił do domu, szukając jej”.

„Kiedy się z nią skonfrontowałem, zrobiła się agresywna. Powiedziała, że ​​rozpowie ludziom, że byłem wobec niej nieodpowiedni, że zniszczy moją reputację. Wiedziała o mojej pracy w kościele, o mojej działalności wolontariackiej. Doskonale wiedziała, jakie oskarżenia mnie zniszczą”.

Pomyślałem o groźbie Sophii na tarasie.

Ta sama celowa groźba.

„Czy podpisana przez ciebie ugoda powstrzymuje cię od mówienia o nieprawidłowościach finansowych?” – zapytałem.

Richard wyglądał na zaskoczonego.

„Ja… Nie sądzę. Chodziło o to, żeby nie rozmawiać o jej osobistej relacji ani nie składać publicznych oświadczeń, które mogłyby zaszkodzić jej reputacji. Dlaczego?”

„Bo myślę, że ona prowadzi tę samą grę w mojej rodzinie” – powiedziałem. „Tym razem jednak wykorzystuje pieniądze, które miały mnie utrzymać”.

Opowiedziałem S. Torresowi o miesięcznych czekach na kwotę 7000 dolarów i o twierdzeniu Marcusa, że ​​mnie utrzymywał, kiedy pracowałem na trzech etatach.

Richard słuchał z narastającym gniewem.

„Ona nadal to robi” – powiedział. „Wciąż odbiera ludziom i wykorzystuje wstyd, żeby ich uciszyć”.

„Czy zechciałbyś pomóc mi udowodnić ten wzór?”

Przez dłuższą chwilę milczał.

„Jakiego rodzaju pomocy?”

„Muszę ustalić schemat manipulacji finansowej” – powiedziałem. „Gdyby byli inni tacy jak ty – ludzie, którzy dawali jej pieniądze lub wspierali ją finansowo – to pokazałoby, że to nie jest zwykły spór rodzinny. To schemat”.

Richard podszedł do szafki na dokumenty i wyciągnął grubą teczkę.

„Zachowałem kopie wszystkiego” – powiedział. „Przelewy bankowe, umowy, SMS-y”.

„Nawet po tym, jak się zadomowiłam, zachowałam wszystko. Powtarzałam sobie, że to na wypadek, gdyby wróciła. Ale tak naprawdę…”

Spojrzał na mnie.

„Myślę, że zachowałam to, bo wiedziałam, że pewnego dnia ktoś będzie potrzebował dowodu na to, kim ona naprawdę jest”.

Podał mi teczkę.

„Jest tam numer telefonu innego mężczyzny o nazwisku David Chun. Zadzwonił do mnie po tym, jak mój nakaz sądowy stał się publiczny. Powiedział, że zrobiła mu coś podobnego, ale on był zbyt zawstydzony, żeby to zgłosić”.

Opuściłem dom Richarda Hoffmana ze skarbnicą dowodów i zaczątkiem sieci powiązań.

Gdyby Sophia miała wiele ofiar, mógłbym zbudować sprawę, która wykraczałaby daleko poza dramat rodzinny.

Tego wieczoru zadzwoniłem do Davida Chuna.

Był jeszcze bardziej niechętny do rozmowy niż Richard.

Ale kiedy opowiedziałem mu o swojej sytuacji, zgodził się spotkać ze mną na kawie.

David Chun był 55-letnim księgowym, którego żona zmarła w 2015 roku.

Poznał Sophię za pośrednictwem internetowej grupy wsparcia dla osób pogrążonych w żałobie.

„Powiedziała, że ​​straciła narzeczonego w wypadku samochodowym” – powiedział mi David, nerwowo mieszając kawę. „Rozmawialiśmy miesiącami, zanim spotkaliśmy się osobiście. Wydawało się, że rozumie, przez co przechodzę”.

Ten sam wzór.

Znajdź kogoś wrażliwego.

Buduj zaufanie.

A potem to wykorzystaj.

„Potrzebowała pomocy w kwestiach podatkowych dla swojej firmy. Ponieważ jestem księgowym, zaoferowałem pomoc”.

„Potem potrzebowała pomocy z kredytem biznesowym. Potem miała kłopoty z umową najmu mieszkania i czy mógłbym pomóc z wkładem własnym na nowe mieszkanie?”

W ciągu ośmiu miesięcy David przekazał Sophii prawie 20 000 dolarów.

„Kiedy w końcu zdałem sobie sprawę, że jestem manipulowany, skonfrontowałem się z nią” – powiedział.

„Groziła, że ​​mnie oczerni. Że będzie twierdzić, że zrobiłem coś, czego nie zrobiłem. Wiedziała, że ​​mam nastoletnią córkę. Wiedziała, że ​​nie mogę sobie pozwolić na taki publiczny skandal”.

Miałem już trzy ofiary manipulacji finansowych Sophii.

Wszyscy starsi mężczyźni.

Wszyscy odizolowani z powodu żalu i samotności.

Wyraźny wzór zachowania, który udoskonalano przez lata.

Ale co ważniejsze, miałem dowód na to, że Sophia Torres Bell nie była wcale tą samą zreformowaną damą do towarzystwa, za którą się podawała.

Jeśli otrzymywała 7000 dolarów miesięcznie, które miały być przeznaczone na moje utrzymanie, to znaczy, że przeznaczała środki przeznaczone na utrzymanie starszego członka rodziny.

Tego wieczoru wracałem do domu z planem, który już kształtował się w mojej głowie.

Miałem dowody na historię Sophii.

Miałem świadków.

Miałem nagrania uników Marcusa i prób przedstawienia mnie jako zdezorientowanej.

Teraz potrzebowałem udokumentować aktualny przebieg objazdu w czasie rzeczywistym.

I wiedziałem dokładnie jak.

Jeśli Marcus i Sophia myśleli, że mają do czynienia z bezbronną starszą kobietą, to wkrótce mieli odkryć swój błąd.

Ale najpierw potrzebowałem sojuszników w ich świecie — ludzi, którzy widzieli, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Zacząłem od Marii Santos.

Ostrożnie.

Już mi mówiła o czekach na S. Torresa, ale potrzebowałem więcej informacji.

Potrzebowałem kogoś, kto mógłby mi pomóc udokumentować to, co się działo, nie narażając przy tym jej źródła utrzymania.

W czwartek rano zadzwoniłem do Sophii na telefon stacjonarny, bo wiedziałem, że będzie na cotygodniowych zajęciach jogi.

„Rezydencja Bell” – odpowiedziała Maria.

„Maria, tu Hillary Bell. Czy jest tam pani Sophia?”

„Nie, pani Bell. Jest na jodze do 11.”

„Doskonale. Mario, muszę z tobą porozmawiać, ale nie przez telefon. Czy mogłabyś spotkać się ze mną na kawę dziś po południu? Zapłacę ci za twój czas.”

Zapadła cisza.

„Pani Bell, nie chcę żadnych kłopotów.”

„Obiecuję, że nie wpadniesz w kłopoty” – powiedziałem. „Potrzebuję tylko porady w sprawie finansów rodzinnych, a ty jesteś jedyną osobą, której ufam”.

Spotkaliśmy się w małej kawiarni w Oak Cliff, daleko od Highland Park, gdzie ktoś mógłby nas rozpoznać.

Maria wyglądała na zdenerwowaną, nieustannie rozglądała się dookoła, jakby Sophia mogła się w każdej chwili zmaterializować.

„Pani Bell, bardzo panią lubię, ale potrzebuję tej pracy. Moja córka studiuje pielęgniarstwo, a mama musi się uczyć medycyny”.

„Rozumiem całkowicie” – powiedziałem. „Nigdy bym cię nie prosił o narażanie bezpieczeństwa twojej rodziny”.

„Ale chcę, żebyś wiedział coś ważnego. Pani Sophia marnuje pieniądze, które miały mnie utrzymać”.

Wyjaśniłem mu, że Marcus twierdził, że daje mi co miesiąc 7 tys. dolarów, a tak naprawdę szło to do S. Torresa.

Twarz Marii stwardniała.

„Ta kobieta” – powiedziała cicho. „Traktuje wszystkich jak służących. Pan Marcus… był milszy, zanim się z nią ożenił”.

“Co masz na myśli?”

„Ona go zmieniła. Teraz postrzega ludzi tylko jako użytecznych lub bezużytecznych. A ona… bardzo uważa na pieniądze. Liczy wszystko, pilnuje wszystkiego.”

„Mario, muszę udowodnić, że te czeki trafiają do niej, a nie do mnie. Czy jest jakaś możliwość, żebyś przypadkiem zostawiła jakieś dokumenty finansowe w miejscu, gdzie mógłbym je zobaczyć?”

Maria szybko pokręciła głową.

„Pani Bell, ona wszystko obserwuje. Wiedziałaby, gdyby coś się ruszyło.”

Zastanowiłem się przez chwilę.

„A co, gdyby istniał inny sposób? Co, gdybym musiał przyjść do domu w jakiejś ważnej sprawie?”

„Co takiego?”

„A co, jeśli martwiłabym się o Marcusa? Co, gdybym pomyślała, że ​​jest zestresowany albo chory i potrzebowałabym z nim porozmawiać na osobności?”

Maria się zastanowiła.

„Chodzi do swojego butiku w każdy wtorek i czwartek po południu, od 14:00 do 18:00. Gdybyś wtedy przyszedł… i martwił się o zdrowie pana Marcusa… mógłbym pozwolić ci poczekać w jego gabinecie, aż do niego zadzwonię.”

Jego biuro.

Gdzie powinna znajdować się książeczka czekowa i dokumenty finansowe.

„To by było bardzo pomocne” – powiedziałem.

„A gdybym przypadkiem zobaczył coś niepokojącego, podczas gdy czekałem – coś, co sugerowałoby, że Marcus jest manipulowany lub wykorzystywany – czy mógłby pan potwierdzić to, co pan zobaczył?”

Maria powoli skinęła głową.

„Pani Sophia… nie traktuje go dobrze, gdy nie ma gości. Krzyczy na niego z powodu decyzji biznesowych, mówi mu, że nie jest wystarczająco mądry, żeby zarządzać pieniędzmi bez jej pomocy”.

To była nowina.

Założyłem, że Sophia po prostu przyjechała.

Ale jeśli aktywnie kontrolowała jego decyzje finansowe…

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

To dla mnie nowość!

Prosty trik na zdrowsze, cieńsze paznokcie u stóp to użycie naturalnego środka złuszczającego: octu jabłkowego. Znany ze swoich właściwości przeciwgrzybiczych ...

JEŚLI NIGDY NIE WKŁADAŁEŚ TEGO DO PRALKI, OTO DLACZEGO POWINIENEŚ TO ZROBIĆ: NIEOCZEKIWANE WYNIKI

Czyste, pachnące i idealne pranie zależy nie tylko od detergentów, których używamy każdego dnia, ale także od sposobu, w jaki ...

Około 15 minut przed udarem ciało zazwyczaj wysyła 4 wyraźne sygnały

Jednym z najczęstszych wczesnych objawów udaru jest nagła utrata czucia lub osłabienie twarzy, ramion lub nóg – często obejmujące tylko ...

4 rzeczy, które wiele osób robi rano, a które narażają je na ryzyko udaru mózgu

Odkryj więcej Sposoby na refluks kwasowy Suplementy kwasów tłuszczowych omega-3 Herbata zdrowy podjadanie Szablon dziennika żywieniowego Suplementy probiotyczne zdrowie Niezbędne ...

Leave a Comment