A może pewnego dnia nastanie pokój.
Prywatny odrzutowiec Bowmont nie przypominał żadnego samolotu, którym wcześniej leciałem.
Wszystko wykończone miękką skórą i lśniącym drewnem, z zaledwie ośmioma luksusowymi siedzeniami i małą, ale elegancką kabiną sypialną z tyłu.
Gdy przygotowywaliśmy się do startu, ze zdumieniem przyglądałam się tej dziwnej, nowej rzeczywistości, w której mój syn potajemnie dopuszczał się takich ekstrawagancji, w której Pierre Bowmont stał się jednym z najbogatszych winiarzy we Francji, a ja – zwykła Eleanor Thompson, nauczycielka języka angielskiego w liceum, która została wdową – zostałam nagle wrzucona w świat prywatnych odrzutowców i międzynarodowych intryg.
„Lot do Bostonu potrwa około siedmiu godzin” – wyjaśnił Pierre, gdy Marcel – który okazał się nie tylko kierowcą, ale również zaufaną prawą ręką Pierre’a od ponad trzydziestu lat – przygotowywał się do odlotu.
„Powinniśmy dotrzeć wcześnie rano, czasu lokalnego.”
„A potem?” zapytałem, wciąż próbując pojąć nasz naprędce opracowany plan.
„Następnie jedziemy na Cape Cod tak szybko, jak to możliwe.”
Wyraz twarzy Pierre’a był ponury.
„Mam nadzieję, że Amanda nadal jest w Nowym Jorku – jest zbyt zajęta cieszeniem się nowo zdobytym bogactwem, by odwiedzić letni dom”.
Skinąłem głową, a moje myśli pędziły naprzód.
„Pudełko jest ukryte w schowku pod ławką ogrodową.”
„Richard i ja zbudowaliśmy to razem, gdy miał dwanaście lat — sekretne miejsce na jego skarby”.
„Nikt inny o tym nie wie”.
„Miejmy nadzieję, że tak pozostanie jeszcze przez kilka godzin” – mruknął Pierre, gdy samolot zaczął kołować.
Gdy wznosiliśmy się ku ciemniejącemu niebu, przyglądałam się profilowi Pierre’a, zauważając zmiany, jakie czas przyniósł młodemu mężczyźnie, którego kiedyś tak namiętnie kochałam.
Lata obeszły się z nim łaskawie – srebrne nitki przeplatały się przez jego niegdyś czarne włosy, a zmarszczki w kącikach oczu i ust świadczyły zarówno o śmiechu, jak i o starości.
Nadal był przystojny, w ten charakterystyczny francuski sposób, który mnie urzekł, gdy byłam dwudziestoletnią Amerykanką za granicą.
„Gapisz się” – zauważył, nie odwracając się, a w jego głosie słychać było nutę rozbawienia.
„Przepraszam” – powiedziałem, zawstydzony, że zostałem przyłapany.
„To po prostu… surrealistyczne. Wszystko.”
Teraz się odwrócił, jego ciemne oczy spotkały się z moimi.
“Rzeczywiście.”
„Gdyby ktoś powiedział mi wczoraj, że polecę do Ameryki z Eleanor McKenzie…”
„Thompson” – poprawiłam automatycznie.
“Oczywiście.”
Cień przemknął po jego twarzy.
„Thompson.”
Ojciec Richarda — człowiek, który go wychował.
Niezręczność tej rzeczywistości uspokoiła nas.
Thomas był dobrym człowiekiem, życzliwym mężem i kochającym ojcem dla Richarda.
Od początku wiedział, że to nie jest jego dziecko, ale nigdy nie zwrócił mi na to uwagi, nawet podczas naszych najgorszych kłótni.
Kochał Richarda po prostu jak własnego syna – był dumny z każdego osiągnięcia, wspierał go w każdej walce.
„Thomas był nauczycielem nauk ścisłych w szkole średniej” – powiedziałam, czując nagłą potrzebę, by docenić mężczyznę, z którym byłam związana przez ponad trzydzieści lat.
„Kochał Richarda całym sercem.”
„Ani razu nie sprawiłam, że poczuł się mniej pożądany”.
„Całkowicie kochany.”
Pierre skinął głową, a jego wyraz twarzy złagodniał.
„Richard wypowiadał się o nim bardzo dobrze.”
„Powiedział, że był cierpliwy i dodawał otuchy, że nigdy nie naciskał za bardzo, ale zawsze wierzył, że Richard może osiągnąć wszystko, co sobie postanowi”.
„To był Thomas” – zgodziłam się, czując, jak gardło ściska mi się od nieoczekiwanych emocji.
„Był dobrym człowiekiem”.
„A ty?” – zapytał cicho Pierre.
„Byłaś z nim szczęśliwa, Eleanor?”
Pytanie zaskoczyło mnie swoją bezpośredniością.
“I…”
„Mieliśmy dobre małżeństwo” – powiedziałem ostrożnie.
„Wygodnie. Miło.”
„Byliśmy partnerami. Przyjaciółmi.”
Zawahałem się, ale uznałem, że po czterdziestu latach jestem mu winien uczciwość.
„Nie byliśmy dla siebie tym, kim byliśmy ty i ja.”
„Jednak mało kto doświadcza takiej pasji, a pasja nie zawsze buduje stabilne życie”.
„Nie” – zgodził się Pierre, a w jego uśmiechu pojawił się cień smutku.
„Nieprawda.”
„Chociaż spróbowałabym, gdybym wiedziała, że nosisz w sobie moje dziecko.”
Ciężar tego, co mogło być między nami, wisiał na włosku – wspólne życie, wychowywanie Richarda jako rodziny, być może posiadanie kolejnych dzieci, zupełnie inna droga od tych, którymi podążaliśmy osobno.
„A ty?” – zapytałem, kierując pytanie z powrotem do niego.
„Czy kiedykolwiek się ożeniłeś?”
„Nie” – Pierre spojrzał na ciemniejące chmury pod nami.
„Oczywiście, istniały związki, niektóre trwające nawet kilka lat”.
„Ale małżeństwo… nigdy nie wydawało się właściwe.”
Zatrzymał się na chwilę, po czym dodał tak cicho, że prawie nie usłyszałem.
„Oni nigdy nie byli tobą.”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć na to zaskakujące wyznanie, z kokpitu wyszedł Marcel.
„Mamy bezpieczne połączenie od pana Palmera” – oznajmił, podając Pierre’owi telefon satelitarny.
„Mówi, że to pilne.”
Pierre wziął telefon i przełączył go na głośnik, żebym mógł słyszeć.
„Jeffrey. Jesteśmy na bezpiecznym połączeniu. Eleanor jest ze mną.”
„Dzięki Bogu” – głos Palmera był wyraźnie słyszalny pomimo odległości.
„Musisz przyspieszyć swoje plany.”
„Amanda i Julian byli dziś w biurze i próbowali uzyskać dostęp do prywatnego serwera Richarda”.
„Kiedy im się to nie udawało, denerwowali się.”
„Podsłuchałem, jak wspominali o domu w Cape i mówili, że najpierw muszą sprawdzić najbardziej oczywiste miejsca”.
Krew mi zamarła.
„Oni czegoś szukają”.
„Podejrzewają, że Richard miał dowody przeciwko nim”.
„Wygląda na to, że tak” – potwierdził Palmer.
„I już wyruszyli w stronę Cape Cod.”
„Przylecieli helikopterem jakieś trzy godziny temu.”
Pierre i ja wymieniliśmy zaniepokojone spojrzenia.
„Do Bostonu pozostało nam jeszcze co najmniej sześć godzin” – powiedział, szybko licząc.
„Plus kolejne dwie godziny do Przylądka, nawet jadąc z maksymalną prędkością.”
„Tam nas pokonają” – uświadomiłem sobie, czując, jak ogarnia mnie rozpacz.
„Znajdą pudełko”.
„Może i nie” – powiedział Pierre, a jego myśli wyraźnie pędziły.
„Jeffrey, możesz wysłać kogoś do domu? Stwórz jakieś opóźnienie.”
„Wysłałem już dozorcę z poleceniem, aby zgłosił wyciek wody” – powiedział Palmer.
„Wyłącz główne zasilanie.”
„To powinno dać ci kilka godzin na wezwanie hydraulika, ale nie więcej.”
„To będzie musiało wystarczyć” – zdecydował Pierre.
„Zadzwonimy, jak wylądujemy.”
Po zakończeniu rozmowy Pierre polecił Marcelowi, aby poprosił o pozwolenie na zwiększenie prędkości, nie zważając na względy związane z paliwem.
Następnie zwrócił się do mnie, a na jego twarzy malowała się determinacja.
„Damy radę, Eleanor.”
„Obiecuję ci.”
Chciałbym podzielać jego pewność siebie, ale strach ścisnął mi żołądek niczym kamień.
Jeśli Amanda i Julian znajdą dowody Richarda, zanim my do nich dotrzemy, nie tylko sprawiedliwość dla naszego syna będzie zagrożona, ale Pierre i ja również możemy znaleźć się w niebezpieczeństwie.
Ludzie gotowi zabijać dla milionów z pewnością nie zawahaliby się usunąć dwóch kolejnych przeszkód.
„A co jeśli…”
Zacząłem, ale zaraz się zawahałem, gdyż myśl była zbyt straszna, by ją wypowiedzieć.
„A co jeśli oni znajdą to pierwsi?”
„Następnie przechodzimy do planów awaryjnych” – dokończył za mnie Pierre, odczytując mój strach.
„Richard był dokładny, Eleanor.”
„Nie umieściłby wszystkich dowodów w jednym miejscu”.
„Skąd możesz być taki pewien?” – zapytałem.
„Znałaś go zaledwie sześć miesięcy.”
Wyraz twarzy Pierre’a złagodniał.
„Ponieważ był moim synem.”
„I najwyraźniej odziedziczył po mnie tendencję do przygotowywania się na każdą ewentualność”.
Wyciągnął rękę przez przejście, rozdzielając nasze miejsca i wziął mnie za rękę.
„A ponieważ był twoim synem, co oznacza, że był zarówno błyskotliwy, jak i skrupulatny”.
Prosta pewność jego słów dodała mi otuchy.
Miał rację.
Richard nigdy nie był nieostrożny.
Nawet jako dziecko.
Gdyby zadał sobie trud sporządzenia drugiego, tajnego testamentu, połączenia mnie i Pierre’a, opracowania tego skomplikowanego pośmiertnego planu, to zabezpieczyłby dowody na wiele sposobów.
„Chciałabym wiedzieć”, powiedziałam nagle, a żal mnie ogarnął.
„O tym, że żyjesz. O tym, że Richard cię znalazł.”
„Chciałbym zobaczyć was razem chociaż raz.”
Palce Pierre’a zacisnęły się na moich.
„Nagrał nasze pierwsze spotkanie” – powiedział cicho.
„Położył telefon na stole między nami i powiedział, że chce udokumentować ten moment”.
„Mam to zapisane.”
„Kiedy to się skończy, kiedy Richard dostąpi sprawiedliwości, pokażę ci”.
Myśl o tym, że będę świadkiem tego momentu – mojego syna spotykającego po raz pierwszy swojego biologicznego ojca – wywołała u mnie nowe łzy.
Co czuł Richard, stając twarzą w twarz z człowiekiem, którego rysy twarzy nosił?
Czego doświadczył Pierre, nagle stając twarzą w twarz z dorosłym synem, o którego istnieniu nie miał pojęcia?
Tyle straconego czasu.
Tyle skradzionych chwil.
A w centrum tego wszystkiego znajduje się okrutne kłamstwo wypowiedziane czterdzieści lat temu przez zazdrosnego młodego mężczyznę, które odmieniło bieg życia nas wszystkich.
„Powinniśmy odpocząć” – zasugerował łagodnie Pierre.
„Konfrontacja, która nas czeka, może wymagać od nas użycia całej naszej siły”.
Miał rację, choć wątpiłem, by sen przyszedł mi łatwo, biorąc pod uwagę galopujące myśli.
Mimo wszystko odchyliłem fotel i zamknąłem oczy, a list Richarda schowałem bezpiecznie w kieszeni.
Cokolwiek nas czekało w domu w Cape, musiałam się z tym zmierzyć – dla mojego syna, dla prawdy, dla sprawiedliwości, którą starannie zaplanował, lecz której nie dożył.
I być może, przyznałam przed sobą, gdy w końcu wyczerpanie zaczęło mnie odciągać od zmysłów, skorzystałam z okazji, by odkryć, co jeszcze może istnieć między mną a mężczyzną, który był moją pierwszą miłością, a teraz stał się moim niespodziewanym sojusznikiem.
Boston powitał nas ponurym świtem – nisko wiszącymi chmurami, nieustającą mżawką i chłodem, który przenikał mi przez kurtkę, gdy schodziliśmy po schodach z odrzutowca Pierre’a.
Na płycie lotniska czekał elegancki, czarny SUV, kierowca trzymał parasol i miał ponury wyraz twarzy.
„Panie Bowmont” – skinął głową, gdy podeszliśmy.
„Pani Thompson. Musimy się pospieszyć.”
W samochodzie kierowca, który przedstawił się jedynie jako Roberts, objaśniał nam, jak poruszać się w porannym ruchu ulicznym poza miastem.
„Pan Palmer dzwonił znowu trzydzieści minut temu.”
„Objazd instalacji wodno-kanalizacyjnej dał ci trochę czasu, ale Amanda i Julian przyjechali do domu w Cape cztery godziny temu.”
„Zwolnili dozorcę, gdy tylko problem z wodą został rozwiązany”.
„Znaleźli coś?” – zapytał ostro Pierre.
Roberts pokręcił głową.
“Nieznany.”
„System bezpieczeństwa zainstalowany przez Richarda pozwala nam monitorować teren posesji, ale nie jej wnętrze”.
„Wiemy, że oni nadal tam są, ale nie wiemy, co robią”.
Zamknęłam na chwilę oczy, wyobrażając sobie dom w Cape Cod, w którym Richard i ja spędziliśmy tyle lat.
Był mniejszy niż penthouse na Manhattanie, skromniejszy pod względem luksusu, ale nieskończenie bardziej osobisty.
Richard kochał ten dom: zniszczone gonty cedrowe, szeroki taras z widokiem na wodę, ogród, w którym spędziliśmy razem niezliczone godziny.
„Najpierw przeszukają dom” – powiedziałem pewnie.
„Biuro Richarda. Jego sypialnia.”
„Nie wpadną na pomysł, żeby sprawdzić ogród, dopóki nie wyczerpią oczywistych miejsc”.
„W takim razie może jeszcze mamy czas” – zauważył Pierre, spoglądając na zegarek.
„Jak długo jeszcze dotrzemy?”
„W tym korku około dziewięćdziesięciu minut” – odpowiedział Roberts, zręcznie manewrując na zatłoczonej autostradzie.
„Mniej, jeśli się rozjaśni.”
Pierre skinął głową i zwrócił się do mnie.
„Powinnyśmy przygotować się na każdą ewentualność, Eleanor.”
„Jeśli Amanda i Julian będą tam, kiedy przyjedziemy, jakie będzie nasze podejście?”
Nie wziąłem tego pod uwagę.
W mojej głowie, jakoś wślizgniemy się niezauważeni, odzyskamy pudełko i uciekniemy z dowodami.
Myśl o potencjalnej konfrontacji z moją synową i jej kochankiem – potencjalnymi zabójcami mojego syna – wywołała u mnie dreszcze.
„Nie wiem” – przyznałem.
„Nie jestem…”
„Jestem emerytowanym nauczycielem języka angielskiego, Pierre.”
„Nie wiem, jak stawić czoła zabójcom”.
Jego dłoń na chwilę przykryła moją.
„Jesteś kimś o wiele więcej.”
„Jesteś matką Richarda.”
„Jesteś silniejszy, niż myślisz.”
Zwrócił się do Robertsa.
„Jeśli oni nadal są obecni, musimy odwrócić ich uwagę.”
„Coś, co na chwilę odciągnie ich od posesji”.
Roberts skinął głową.
„Już ustalone.”
„Dostawa błędnie zaadresowanych mebli ma dotrzeć do sąsiedniego domu dokładnie o godzinie 12:00.”
„Narobią tyle zamieszania, że każdy, kto znajdzie się w pobliżu, zechce zbadać sprawę”.
Podziwiałem skuteczność tej operacji.
Prywatny odrzutowiec.
Czekający samochód.
Zaplanowane rozproszenie uwagi.
Czy Richard zaaranżował to wszystko, przewidując każdą ewentualność, czy też była to sprawka Pierre’a – dowód, jakimi środkami dysponował?
W miarę jak jechaliśmy, krajobraz miejski stopniowo ustępował miejsca mniejszym miasteczkom, a następnie nadmorskiemu krajobrazowi Cape Cod.
Pojawiły się znajome punkty orientacyjne: lodziarnia, w której Richard co sobotę wydawał swoje kieszonkowe, księgarnia, w której kupiłem mu pierwszy przewodnik po astronomii, marina, w której nauczył się żeglować.
Richard był tu wszędzie, jego obecność na długo zapadła mi w pamięć podczas minionych lat letnich.
A teraz go nie było.
Jego życie zostało przerwane przez zdradę.
Nadal nie mogłem tego w pełni pojąć.
„Eleanor.”
Głos Pierre’a wyrwał mnie z zamyślenia.
„Zanim dotrzemy, jest coś, co powinieneś wiedzieć.”
Na jego twarzy malowało się zaniepokojenie.
„Marcel odebrał telefon od naszych kontaktów we Francji, kiedy spałeś w samolocie.”
„Monitorowali transakcje finansowe Amandy, tak jak prosił Richard”.
„Ogromne sumy pieniędzy przepłynęły z kont Richarda — tych, które teraz kontroluje Amanda — do zagranicznych banków.”
„Ale bardziej niepokojące jest to.”
Podał mi tablet, na którym widniał napis wyglądający na listę nieruchomości.
„Wystawiła na sprzedaż penthouse na Manhattanie”.
„Dom na Przylądku również.”
„Ona likwiduje wszystko tak szybko, jak to możliwe”.
„Ona planuje kandydować” – uświadomiłem sobie.
„Gdyby udało jej się wymienić wszystko na gotówkę, ona i Julian mogliby zniknąć”.
Pierre skinął głową.
„Co sugeruje, że rzeczywiście są winni tego, co podejrzewał Richard”.
Mój smutek przerodził się w coś trudniejszego.
Bardziej skoncentrowany.
Ta kobieta nie tylko potencjalnie zabiła mojego syna, ale teraz wymazała każdy ślad po jego życiu, zamieniając jego spuściznę w niemożliwe do wyśledzenia fundusze.
Ta myśl była nie do zniesienia.
„Musimy ją powstrzymać” – powiedziałem, a mój głos zabrzmiał pewniej, niż się spodziewałem.
„Nie tylko o sprawiedliwość, ale i o Richarda”.
Pierre skinął głową, w jego oczach pojawił się błysk aprobaty.
“Tak.”
„Dla Richarda.”
Gdy zbliżaliśmy się do zjazdu na prywatną drogę prowadzącą do domku letniskowego, Roberts zwolnił i zjechał na ukrytą boczną ścieżkę.
„Ich pojazd nadal znajduje się na terenie posesji” – zameldował, sprawdzając niewielkie urządzenie.
„Poczekamy tutaj, aż przybędzie dywersja, a potem pójdziemy dalej boczną ścieżką.”
Tylna ścieżka była wąską ścieżką przez wydmy i prowadziła bezpośrednio do ogrodu.
Trasa, którą Richard i ja często wybieraliśmy na poranne spacery na plażę.
Fakt, że teraz posłuży nam jako tajna metoda zdobycia dowodów przeciwko zabójcom mojego syna, wydawał się okropnym wypaczeniem tamtych niewinnych wspomnień.
Dokładnie w południe Roberts otrzymał powiadomienie na swoim telefonie.
„Dostawa jest już dostępna.”
“Przygotować.”
Z naszego miejsca mogliśmy dostrzec sąsiednią posesję, gdzie zatrzymała się duża ciężarówka.
Mężczyźni w mundurach zaczęli wyładowywać znaczną ilość mebli, głośno kłócąc się z zdezorientowanym właścicielem domu.
Zgodnie z przewidywaniami, zamieszanie szybko odwróciło uwagę od naszego domu docelowego.
Roberts potwierdził przez lornetkę, że Amanda i Julian wyszli na taras, aby obserwować widowisko rozgrywające się za ścianą.
„Teraz” – powiedział po prostu.
Pierre i ja wysunęliśmy się z SUV-a i podążyliśmy za Robertsem znajomą piaszczystą ścieżką wijącą się przez nadmorską trawę i rzadkie sosny.
Deszcz zmienił się w delikatną mżawkę, ale ziemia była nadal wilgotna, na szczęście nasze kroki były bezgłośne na miękkim podłożu.
Kiedy zobaczyłem dom, serce mi się ścisnęło.
Zewnętrznie niezmieniony, a teraz będący miejscem gorączkowych poszukiwań dowodów, prowadzonych przez tych samych ludzi, którzy zdradzili Richarda.
Przycupnęliśmy za wydmą, obserwując, jak Amanda i Julian stoją na tarasie, wskazując na coś i rozmawiając o głośnej dostawie za ścianą.
„Będą rozproszeni przez co najwyżej dziesięć minut” – ostrzegł Roberts.
„Musimy działać szybko”.
Poprowadziłem drogę wzdłuż obwodu posesji do ogrodu na drugim końcu — odosobnionego miejsca otoczonego wysokimi żywopłotami, które blokowały widok zarówno z domu, jak i sąsiednich posesji.
Na środku stała ławka z kutego żelaza, pod kratownicą w kształcie litery X, porośniętą pnącymi różami.
Nasze wyjątkowe miejsce, w którym Richard i ja spędziliśmy niezliczone wieczory na obserwacji gwiazd.
„Tam” – szepnąłem, wskazując na ławkę.
„Komora jest wbudowana w betonową podstawę.”
„Aby zwolnić mechanizm, należy nacisnąć trzeci element róży od lewej.”
Pierre skinął głową, a my szliśmy powoli naprzód, cały czas zerkając w stronę domu.
Ogród był na szczęście pusty, choć ślady niedawnych zamieszek – zdeptane kwiaty, przeniesiony krasnal ogrodowy – sugerowały, że Amanda i Julian już zaczęli tu szukać.
Klęcząc obok ławki, odnalazłem ozdobną żelazną różę na jej podstawie.
Ozdoba, która wyglądała na czysto ozdobną, ale w rzeczywistości była misternym zapięciem.
Nacisnąłem mocno i usłyszałem satysfakcjonujący dźwięk kliknięcia, gdy ukryty schowek został odblokowany.
Niewielka szuflada wysunęła się z betonu, odsłaniając niebieskie, lakierowane pudełko.
Dokładnie tam, gdzie Richard obiecał.
„Znalazłeś” – wyszeptał Pierre, a w jego głosie słychać było ulgę.
„Nie odkryli jeszcze kryjówki” – potwierdziłem, ostrożnie podnosząc pudełko.
Był cięższy, niż pamiętałem – mniej więcej wielkości grubej powieści.
Jego powierzchnia jest nadal nieskazitelna, mimo że przez lata był przechowywany w ukryciu.
„Musimy iść” – nalegał Roberts, nie odrywając wzroku od domu.
„Wracają do środka.”
Przyciskając pudełko do piersi, podniosłem się na nogi, ale zamarłem, słysząc nieomylny dźwięk otwieranej za nami furtki ogrodowej.
“Dobrze.”
Zimny głos Amandy przeciął mgliste powietrze.
„Zobaczcie, kto w końcu postanowił do nas dołączyć.”
Odwróciłam się powoli, wciąż ściskając przy piersi niebieskie, lakierowane pudełko.
Amanda stała przy furtce ogrodowej, Julian tuż za nią.
Designerski strój pogrzebowy zniknął, zastąpiony codziennym luksusem: kaszmirowym swetrem, dopasowanymi dżinsami i butami, które prawdopodobnie kosztowały więcej niż moja miesięczna emerytura.
Jej blond włosy były spięte w gładki kucyk, a na jej twarzy malowało się rozbawione zaskoczenie.
„Eleanor” – wycedziła, wchodząc do ogrodu.
„Jaka miła niespodzianka.”
„I przyprowadziłeś przyjaciół.”
Jej wzrok powędrował w stronę Pierre’a, potem w stronę Robertsa, lekko się przymrużając.
„Włamanie to poważne przestępstwo, wiesz?”
„Szczególnie, gdy nieruchomość należy do mnie.”
„Ten dom należał do Richarda” – powiedziałem, a mój głos był pewniejszy, niż się czułem.
„Miejsce, które kochał”.
„Miejsce, w którym był szczęśliwy”.
„A teraz należy do mnie” – odpowiedziała Amanda z wymuszonym uśmiechem.
„Wraz ze wszystkim innym, co posiadał Richard.”
„Zabawne, jak działa dziedziczenie, prawda?”
Julian podszedł i stanął obok niej, jego ręka spoczywała swobodnie w kieszeni drogiej kurtki — poza ta wydawała się raczej groźna niż swobodna.
Był wyższy, niż zapamiętałam z pogrzebu, a jego rysy twarzy były drapieżne i przyprawiały mnie o ciarki.
„Co jest w pudełku, Eleanor?” zapytał, a jego głos wydawał się zwodniczo łagodny.
„Coś cennego, jak sądzę, biorąc pod uwagę twoją małą, tajną wyprawę, żeby to odzyskać.”
Pierre nieznacznie się poruszył, stając między mną a parą.
„Pani Thompson odbierała rzeczy osobiste, które zostawił jej syn” – powiedział, a jego akcent stawał się wyraźniejszy pod wpływem stresu.
„Przedmioty wyraźnie wyłączone z głównej masy spadkowej”.
Amanda roześmiała się, a jej śmiech przypominał rozbijane szkło.
„A kim właściwie jesteś?”
„Przyjaciel Eleonory, dżentelmen?”
„Nie wiedziałam, że domy opieki pozwalają na jednodniowe wycieczki w celach randkowych”.
„Nazywam się Pierre Bowmont” – odpowiedział z godnością.
„Jestem ojcem Richarda.”
Oświadczenie to było jak fizyczny cios.
Starannie pielęgnowany wyraz szyderczej wyższości Amandy zniknął, zastąpiony na chwilę szczerym szokiem.
„To niemożliwe” – warknęła, szybko się otrząsając.
„Ojciec Richarda zmarł wiele lat temu”.
„Tomasz coś tam.”
„Thomas Thompson był człowiekiem, który mnie wychował.”
Za nimi rozległ się nowy głos, co sprawiło, że Amanda i Julian odwrócili się.
„Ale on nie był moim biologicznym ojcem”.
Richard stał w drzwiach ogrodu.
Bardzo żywy.
Moje kolana niemal się ugięły.
Pudełko wyślizgnęło się z moich nagle pozbawionych czucia palców – tylko szybki odruch Pierre’a uchronił je przed upadkiem na ziemię.
Wpatrywałem się w zjawę przede mną.
Mój syn, którego pochowałem zaledwie tydzień temu, teraz stoi zaledwie kilka kroków ode mnie, żywy i cały.
„Richard” – wyszeptałem. Nie mogłem zaufać swoim oczom, a mój umysł pracował na najwyższych obrotach, próbując zrozumieć, co widzę.
„Witaj, mamo” – powiedział, a jego znajomy uśmiech zabarwił się smutkiem.
„Bardzo mi przykro z powodu tego, co ci zrobiłem.”
„To był jedyny sposób.”
Amanda śmiertelnie zbladła, jedną ręką ściskając ramię Juliana, jakby chciała utrzymać równowagę.
„To jest… to jest niemożliwe.”
„Jesteś martwy.”
„Widzieliśmy twoje ciało.”
„Naprawdę?” zapytał Richard, wchodząc do ogrodu.
„A może widziałeś ciało, które zidentyfikowano jako moje, po spędzeniu dwóch dni w oceanie?”
„Ciało, które wymagało pogrzebu w zamkniętej trumnie ze względu na stan szczątków?”
Julian wyjął rękę z kieszeni i dostrzegłem metaliczny błysk pistoletu.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Roberts płynnie przechwycił moje słowa i rozbroił mnie szybkim, profesjonalnym ruchem, który świadczył o specjalistycznym szkoleniu.
„Nie zrobiłbym tego” – powiedział cicho Roberts, zabezpieczając broń.
„Obiekt jest obecnie otoczony przez agentów federalnych”.
„Ta rozmowa jest nagrywana jako dowód.”
Mój umysł wciąż zmagał się z przetworzeniem obrazu Richarda powracającego z zaświatów, gdy przechodził przez ogród, by mnie objąć.
Czuł się solidny.
Prawdziwy.
Jego znajomy zapach otulił mnie, gdy mocno mnie przytulił.
„Przepraszam, mamo” – wymamrotał w moje włosy.
„Nie potrafię ci powiedzieć.”
„To nie było bezpieczne”.
„Chciałam, żeby wszyscy uwierzyli, że naprawdę nie żyję – zwłaszcza Amanda i Julian”.
„Ich reakcja na moją śmierć była ostatecznym dowodem, jakiego potrzebowaliśmy”.
„Nie rozumiem” – powiedziałam, odsuwając się, by przyjrzeć się jego twarzy.
Twarz, której myślałem, że już nigdy w życiu nie zobaczę.
„Pogrzeb” – zdołałem powiedzieć.
„Ciało…”
„Nie ma ciała, mamo” – powiedział Richard, patrząc jej prosto w oczy.
„Trumna była obciążona, ale pusta.”
„Po zakończeniu tej operacji okaże się, że w identyfikacji popełniono błąd”.
„Sfałszowany raport lekarza sądowego zostanie poprawiony”.
Pierre położył mi dłoń na ramieniu, dając mi poczucie stabilizacji.
„Richard skontaktował się ze mną sześć miesięcy temu, jak ci mówiłem.”
„Nie powiedziałem ci, że po potwierdzeniu, że jestem jego biologicznym ojcem, podzielił się ze mną swoimi podejrzeniami co do Amandy i Juliana”.
„Razem zgłosiliśmy te podejrzenia FBI”.
Odwróciłem się, żeby spojrzeć na Amandę, która odzyskała spokój i teraz patrzyła na nas z zimną furią.
„Cały czas ich śledziłeś” – warknęła.
„Przez prawie cztery miesiące”.
Richard skinął głową.
„Po tym, jak przypadkowo odkryłem nieprawidłowości w księgach firmy — przelewy, na które nie wyraziłem zgody, umowy z fikcyjnymi firmami, które doprowadziły do ujawnienia zagranicznych aktywów Juliana”.
„Kiedy przyjrzałem się temu bliżej, odkryłem, że rozmawiali o tym, jak zmusić mnie do opuszczenia mojej własnej firmy”.
Jego wyraz twarzy stwardniał.
„A w końcu, gdy okazało się to zbyt trudne, jak całkowicie mnie wyeliminować”.
„Nie masz na to żadnego dowodu” – syknęła Amanda, a jej piękna twarz wykrzywiła się nienawiścią.
„Nic, co mogłoby się obronić w sądzie”.
Richard uśmiechnął się lekko.
„W tym miejscu się mylisz.”
„Niebieskie lakierowane pudełko, które właśnie znalazła moja matka, zawiera dyski USB z kopiami wszystkich obciążających wiadomości e-mail, SMS-ów i transakcji finansowych”.
„Ale co ważniejsze, znajdują się tam urządzenia podsłuchowe, które umieściłam w naszym domu po odkryciu twojego romansu z Julianem”.
„Urządzenia, które nagrywały twoje szczegółowe rozmowy na temat mojego zabicia”.
„To jest nielegalna inwigilacja” – warknął Julian, a jego prawniczy instynkt dał o sobie znać nawet w kryzysowych sytuacjach.
“Niedopuszczalny.”
„Być może w ramach normalnego postępowania karnego” – powiedział nowy głos, gdy do ogrodu wszedł dystyngowany starszy mężczyzna w garniturze.
„Jednak gdy jest to część autoryzowanej operacji FBI, badającej szpiegostwo korporacyjne i spisek mający na celu popełnienie morderstwa, zasady są nieco inne”.
„Agent Donovan” – przedstawił go Richard.
„Prowadzący moją sprawę”.
Idealna postawa Amandy w końcu legła w gruzach.
„To jest śmieszne.”
„Sfingowałeś własną śmierć, żeby nas wrobić”.
„Nikt nie uwierzy w tę szaloną historię”.
„Uwierzą dowodom” – odpowiedział spokojnie agent Donovan.
„Co jest znaczące i z każdym dniem staje się coraz bardziej druzgocące”.
„Twoja reakcja na śmierć Richarda była szczególnie pouczająca”.
„Szybkość, z jaką przystąpiłeś do upłynnienia aktywów”.
„Transfery offshore”.
„Przyspieszone ogłaszanie sprzedaży nieruchomości”.
„To nie są działania pogrążonej w żałobie wdowy”.
Jak na zawołanie pojawili się dodatkowi agenci, którzy formalnie aresztowali Amandę i Juliana.
Przyglądałem się w oszołomionym milczeniu, jak ich wyprowadzano. Wściekłe oskarżenia Amandy cichły, gdy wychodzili z ogrodu.
Pozostawiona sama sobie z Richardem i Pierrem, poczułam, że cała drżę – skumulowany szok, ulga, dezorientacja i wyczerpanie minionego tygodnia uderzyły we mnie w jednej chwili.
Richard zaprowadził mnie do ławki, usiadł obok mnie, a Pierre stanął nieopodal i strzegł mnie.
„Wiem, że to przytłaczające” – powiedział Richard łagodnie.
„I nie potrafię wystarczająco przeprosić za to, że sprawiłem ci ból, wierząc, że nie żyję”.
„Ale potrzebowałam, żeby wszyscy w to uwierzyli”.
„Naprawdę w to wierzę.”
„Gdyby Amanda podejrzewała, że żyję, zniknęłaby ze wszystkim, co udało jej się sprzedać, zanim zdążylibyśmy postawić jej zarzuty”.
„Testament” – powiedziałem, a kawałki mojej osobowości zaczęły wskakiwać na swoje miejsce.
„Publiczne czytanie”.
„Koperta.”
„Wysyłają mnie do Francji”.
„To wszystko było częścią planu”.
Richard skinął głową.
„Musiałem zapewnić ci bezpieczne schronienie przed Amandą, jednocześnie stwarzając wrażenie, że zostałeś wydziedziczony”.
„Gdyby uważała, że nic ci nie jest, że nie stanowisz żadnego zagrożenia, nie zawracałaby sobie tobą głowy”.
„I potrzebowałam, żebyś znalazł Pierre’a.”
„Aby zrozumieć całą prawdę o swojej przeszłości”.
„O moim.”
Spojrzałem na Pierre’a, który obserwował nas z wyrazem głębokiego wzruszenia na twarzy.
„Cały czas wiedziałeś, że Richard żyje?”
„Tak” – przyznał.
„Trudno było utrzymać z tobą ten mit, Eleanor.”
„Ale konieczne dla bezpieczeństwa Richarda”.
„A pudełko?” – zapytałem, odwracając się do Richarda.
„Czy to było naprawdę konieczne, czy to tylko kolejny element tej farsy?”
„Oba” – odpowiedział Richard.
„Zawiera rzeczywiste dowody”.
„Ale już mieliśmy kopie.”
„Musieliśmy przyłapać Amandę i Juliana na gorącym uczynku podczas poszukiwań”.
„Kolejny dowód ich winy”.
„Przez wiele dni rozwalali dom, szukając czegoś, co mogłoby mnie oskarżyć”.
To było niemal zbyt trudne do przetworzenia.
Skomplikowane oszustwo.


Yo Make również polubił
Świąteczne Nadziewane Żeberka
Po pogrzebie taty moja rodzina wyrzuciła moje rzeczy na trawnik, wymieniła zamki i
Lilia pokojowa mojej babci kwitnie od ponad 10 lat.
Batoniki z kawałkami czekolady – przepis na batony ze słodką czekoladą i karmelem